Kontuzja podczas gry w kręgle?

ESPN podało dzisiaj, że Andrew Bynum być może pogorszył swoją kontuzję podczas gry w kręgle, których jest wielkim miłośnikiem. Nie chodzi bynajmniej o kontuzjowane, prawe kolano Bynuma, z którego powodu cały czas nie wraca on do gry. Chodzi o lewe kolano, w którym koszykarz zaczał ostatnio czuć podobny dyskomfort. “Właściwie to samo co w prawym, dzieje się teraz w moim lewym kolanie. Nie wiem sam o co chodzi, ale lekarze mówią, że to najprawdopodobniej osłabiony stan chrząstki kostnej” – mówi Bynum, dodając: “Myślę, że to stało się podczas gry w kręgle tydzień temu. To dziwne, bo grając nie skręciłem sobie nic, ani nie upadłem”. I rozpętała się burza, chociaż kręgle nie są na długiej liście czynności zakazanych zawodnikom przez kluby NBA.

Zamiast jednak krytykować go za “nie leżenie na kanapie cały dzień”, lepiej zadać sobie pytania: co by było z jego lewym kolanem, gdyby Sixers przyśpieszali jego powrót do gry i przede wszystkim – na ile Lakers ukryli stan kolan koszykarza, sprzedając go do Sixers?

Nawet jeśli ten sezon napisze najgorszy możliwy scenariusz i poczekamy na Bynuma dłużej niż do stycznia, albo nie zobaczymy go w ogóle, to pamiętać trzeba, że w razie dalszych kłopotów ze zdrowiem nie musi on być zawodnikiem Sixers w przyszłym sezonie.

A dla mnie najbardziej frustrujące jest, że chociaż Bynuma jeszcze nie widzieliśmy na boisku, to piszę o nim więcej niż o jakimkolwiek innym zawodniku. Przypomina mi to nieco czasy, gdy zawodnikiem Sixers był Allen Iverson…