Philadelphia przegrała czwarte spotkanie z rzędu, a 47-me w sezonie, tym razem z Dallas Mavericks. Nie pomogła gra Okafora, który wspiął się na wyżyny swoich umiejętności ofensywnych, zdobywając rekordowe w karierze 31 punktów. Niestety dobra gra Okafora nie poszła w parze z grą Noela, który był na parkiecie kompletnie niewidoczny kończąc mecz z 4 punktami, 5 zbiórkami i 5 faulami w 18 minut gry.

Ogólnie rzecz biorąc, zawiodła defensywa Sixers. Przy niektórych akcjach dziury w obronie były ogromne a gospodarze bawili się z Filadelfijczykami jak z dziećmi, wymieniając piłkę między sobą i zmuszając nie raz jednego zawodnika gości do biegania za kilkoma graczami z Dallas, podczas gdy reszta Sixers stała jak przyklejona do parkietu w jednym miejscu. O ile w pierwszej kwarcie gra była jeszcze wyrównana (Sixers wygrali tę część gry 30-28 – trzeba jednak zauważyć że 18 punktów w niecałe 10 minut gry zdobył sam Okafor) a na początku drugiej goście uciekli nawet na 9 punktów, potem Mavericks zaczęli grać wyśmienicie, kończąc pierwszą połowę serią 31-11. W trzeciej kwarcie Sixers starali się jeszcze walczyć – zbliżyli się na 9 punktów do rywali na 5 minut do końca Q3, jednak po kolejnej punktowej serii gospodarzy szanse na zwycięstwo uciekły. Pozwoliliśmy gospodarzom zdobyć najwięcej punktów i wygrać największą różnicą w sezonie.

Oprócz Okafora, tylko dwóch zawodników miało dwucyfrowy wynik na tablicy – przyzwoicie z ławki zagrał Canaan (15 punktów) a cztery trójki ustrzelił Covington (w sumie 14 punktów). Zdecydowanie zawiedli: wspomniany już wcześniej Noel, Ish Smith (3 punktów, 3 asysty, 3 straty w 25 minut na parkiecie), Jerami Grant (w 29 minut ani jednego celnego rzutu).

Następne spotkanie z Orlando Magic we wtorek w hali Wells Fargo Center.