Play-offs: Nets – Sixers (G3) 115:131

Philadelphia 76ers wygrała z Brooklyn Nets 115:131 i odzyskała przewagę parkietu w serii Play-Offs. Sixers dziś szybko zdobyli prowadzenie i nie oddali go już do końca meczu, dominując w tym czasie strefę podkoszową i celniej rzucając zza łuku. Filadelfijczycy byli dziś po prostu odrobinę lepsi w każdym aspekcie oprócz strat, co złożyło się na pewną wygraną pomimo nieobecności Joela Embiida.

Q1: Złe informacje napłynęły do nas jeszcze przed meczem – Greg Monroe rozpocznie spotkanie w miejsce Joela Embiida. No cóż, nie ma co rozpamiętywać, zaczynamy mecz! Jednak czy aby na pewno obędzie się bez rozpamiętywania? Spotkanie bowiem rozpoczęło się od 9:4 dla Nets po aż trzech ofensywnych zbiórkach naszych przeciwników. Brak Embiida to jedno, ale z zawodnikami pokroju Simmonsa i Butlera na boisku na pozycjach 1-3 nie możemy dawać się tak zdominować w pomalowanym… To samo myśli sobie Brown i prosi o czas, po którym widzimy prawdziwą wymianę ognia! W tej serii chodzi tylko o ofensywę – zapomnijcie o obronie, to nowoczesna NBA! Sixers wychodzą w końcu na prowadzenie, między innymi dzięki ośmiu punktom Bena Simmonsa. Warto jednak zauważyć, iż to Jimmy Butler, nie Australijczyk, prowadzi dziś większość akcji 76ers. Na to Nets mogli nie być przygotowani – tym bardziej, że Ben póki co bardzo dobrze spisuje się jako PF. Tobias Harris trafia pierwszą trójkę Sixers i mamy już 6 punktów przewagi. Kolejne 2 punkty od nas i Kenny Atkinson ma dość – przerywa więc serię 14:2 naszej ekipy. Trochę zacięła się maszynka Nets, nawet ich firmowe rollowanie nie idzie im tak, jak powinno. 8 punktów przewagi Sixers na tablicy wyników, jest szansa na zmniejszenie do pięciu przed końcem kwarty, ale… Wspaniale przyleił się do biodra LeVerta nasz Benio Simmons i zablokował trójkę! 32:24 prowadzimy.

Q2: Brett Brown chyba chce powtórzyć poprzednią kwartę, bo po delikatnie słabszym początku kwarty znów szybko bierze czas. Trenerze, zabierz przy okazji Grega Monroe z boiska, bo póki co za grosz się nie sprawdza… Weteran nie ma niestety mocnych argumentów przeciwko podkoszowym Nets. Po powrocie na boisko LeVert trafia dwie trójki i doprowadza do remisu! Z powrotem na prowadzenie wyprowadza nas najlepszy i najsilniejszy dzisiaj podkoszowy drużyny – Ben Simmons. TO NIE MOŻE TAK WYGLĄDAĆ. Monroe po raz kolejny daje się zdominować i traci szansę na łatwe punkty. Skoro dajemy Australijczykowi kluczyki do auta zwanego “strefa podkoszowa”, to trzeba zabrać z boiska Monroe, który, w przeciwieństwie do Bobana i Jonaha, jest całkowicie nieprzydatny w grze pick’n’roll i nie robi dziś niestety nic pożytecznego… Inną sprawą natomiast jest to, że Simmons jest mało ruchliwy w strefie podkoszowej, co również może ograniczać nam opcje ofensywne. Małe problemy techniczne u mnie, a gdy odzyskuję transmisję tablica wyników pokazuje 55:45 dla nas! Popisał się w tym czasie dwoma trójkami Harris, brawo! To już 4/4 zza łuku Tobiego, rzuca dziś jak maszyna! Tracimy jednak niestety trochę z naszego prowadzenia do końca kwarty, lecz w ostatniej akcji szansę ma Redick… Pudłuje, ale z niebytu wyrasta nagle pod koszem Simmons i dobija na sekundę przed końcem kwarty! 65:59 dla nas.

Q3: Początek drugiej połowy jest bardzo szarpany z obu stron, idziemy na wymianę ciosów z gospodarzami. Dobrą informacją jest jednak odblokowanie strzelby Redicka, który trafia drugą trójkę w tej kwarcie! Harris dokłada od siebie dwa punkty po świetnym podaniu Simmonsa i mamy już 11 punktów przewagi, co skłania Atkinsona do wzięcia czasu. MATKO JEDYNA, TRZECIA TRÓJKA REDICKA ZNAJDUJE DROGĘ DO KOSZA! Oj chcą chłopaki skończyć mecz w tej kwarcie, bo Harris również trafia zza łuku! Wydaje się, że Nets przegrali już ten mecz w głowach, bardzo dużo niedbałości widać w ich zagraniach. Powoli powiększamy przewagę, a ja zachwycam się wkładem w grę Jamesa Ennisa. To, jak porusza się bez piłki i walczy w obronie to poezja, gorzej niestety wygląda z piłką w rękach, ale dobrze mieć go z powrotem. Kwarta toczy dalej się bez większych historii, oprócz… Kolejnych trójek Redicka! Trochę za bardzo jednak się chyba nakręcił, bo w końcówce dwukrotnie przestrzelił odpalając z trudnych pozycji. Brooklyn tymczasem wraca do gry systematycznie punktując między pudłami Ennisa i J.J.’a, a także po koszmarnej stracie Simmonsa w akcji, która powinna być ostatnią w tej kwarcie… 97:90 dla Sixers, wynik pozostaje sprawą otwartą!

Q4: Dużo chaosu na początku ostatniej kwarty. Przez 140 sekund obie drużyny zaliczyły jedynie po dwa punkty! Budzimy się jednak z tego letargu, ale dystans między drużynami pozostaje cały czas w okolicach siedmiu punktów. Harris oddaje szósty rzut zza łuku w tym meczu i… Trafia szósty raz! To jest najlepsza część posiadania tak naładowanej talentem ofensywnym pierwszej piątki – zawsze któryś z chłopaków odpali. W międzyczasie niestety Boban popełnia szósty faul i nie wróci już dziś na boisko… Wielka szkoda. Brown w jego miejsce wpuszcza Scotta – gramy small-ball! Niepokojące rzeczy dzieją się jednak na ławce Sixers… Smith i Embiid zakrywają nosy i odganiają źle pachnące powietrze – ciekawe, co się stało? ;) Na boisku natomiast trwa powolne wykańczanie przeciwnika, a 15 punktów przewagi na 4,5 minuty przed końcem może oznaczać już koniec meczu. Simmons stara się już rozgrywać nasze posiadania na czas. Końcówka bez historii – rezerwowi zameldowali się na placu gry i spokojnie dowozimy zwycięstwo do końca! Mecz kończy się wynikiem 115:131.

Liderami Sixers po atakowanej stronie byli dziś Harris, Redick i Simmons. Australijczyk zanotował na swym koncie świetne liczby w postaci 31 punktów (11/13 FG, 9/11 FT), 4 zbiórek, 9 asyst, 2 przechwytów i 3 bloków, a do tego był niezwykle pewnym punktem po bronionej stronie parkietu, gdzie m.in. utrzymywał przez większość meczu D’Lo Russella z dala od najważniejszych momentów spotkania. Redick i Harris natomiast uskładali razem 11 celnych trójek – co ciekawe, nikt inny z ekipy Sixers nie trafił dziś rzutu zza łuku! Redick, który świetnie odpalił się w trzeciej kwarcie, zanotował 26 punktów (7/17 FG, 5/9 3PT), a Harris dołożył od siebie 29 punktów (11/19 FG, 6/6 3PT), 16 zbiórek i 3 asysty. 

Nie sposób nie wspomnieć o dużym wkładzie w zwycięstwo Bobana Marjanovicia (14 punktów i 8 zbiórek w 18 minut, 3/5 FG i 8/8 FT), który oprócz coraz większego wkładu w ofensywę Sixers dał dziś świetną zmianę również pod względem defensywnym. Nie dawał się wyciągać zbyt daleko od kosza, a w pomalowanym zachowywał się dziś jak prawdziwy profesor. Bardzo miło zaskoczył mnie jego występ, bo po ostatnich dwóch meczach byłem zwolennikiem dania szansy Boldenowi, który jednak chyba nie jest obecnie w łaskach Bretta Browna. Dobrze na tablicach spisywał się też Greg Monroe (9 punktów, 13 zbiórek, 4/13 FG), jednak był to jedyny pozytywny aspekt gry zastępującego dziś Embiida centra, który poza zbiórkami nie wniósł do gry kompletnie nic.

Jimmy Butler (16 punktów, 7 asyst i 2 przechwyty), choć ze skromnymi statystykami, również pokazał się z bardzo dobrej strony, dyrygując przez większość meczu ofensywą Sixers i dając z siebie dużo po bronionej stronie parkietu. Powoli można stwierdzić, iż eksperyment z nim w roli playmakera naprawdę się sprawdza!

Następny mecz z Nets czeka nas już w sobotę o 21:00. Czas na trzecie zwycięstwo i zamknięcie serii w naszym mieście!

3 komentarze

  1. ben4president pisze:

    Dobry mecz z naszej strony, cały czas wynik pod kontrolą, choć trzeba się wystrzegać takich sytuacji jak ostatnie 90 sekund Q3, w których z dużej 15-punktowej przewagi zrobiło się w kilka chwil już tylko +7. Tobi dzisiaj w wybitnej dyspozycji, Redick w trzeciej kwarcie też rzucił kilka bardzo istotnych trójek, o Simmonsie wspominać nie trzeba. Butler w najważniejszych momentach też nie zawodzi, jedynie trochę irytował mnie w ataku Monroe, był trochę elektryczny i pudłował proste rzuty spod kosza. Ale ogólnie brawo drużyna, bez Joela spodziewałem się tutaj dreszczowca. Jeszcze raz tak zagrajcie i kończymy serię w Wells Fargo. Phila Unite!

  2. WojtekHandi pisze:

    bardzo fajne zwyciestwo bez Joela! jesli Simmons ma tak grac po hejtowaniu to jak dla mnie moga go trollowac caly czas ;) choc dla mnie i tak bohaterem Harris, ktory czego sie nie dotknal to zamienial w punkty, 6/6 w playoff robi wrazenie

  3. Skinny pisze:

    Muszę odszczekać wszystko co kiedyś mówiłem na temat butlera. Jestem zachwycony tym jak ostatnio grę. Wkład w rozgrywanie jest nieoceniony, nieustępliwość, mocna głowa nawet jak nie idzie. To jest idealny zawodnik na play-offs. Sztos

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *