Brooklyn

Na czwarte spotkanie przeciwko Brooklyn Nets  do składu powrócił Joel Embiid, który z uwagi na bóle lewego kolana odpoczywał w meczu nr 3.

Pierwsza połowa to wyrównana gra obu zespołów, w której każdy starał się wykorzystywać swoje atuty i wypracować przewagę. Brooklyn grał szybką koszykówkę opartą na odważnych penetracjach i rzutach z dystansu i o ile te pierwsze udawało się zatrzymać, gdy na boisku był JoJo, to już gdy w pomalowanym stał Boban, to gospodarze wjeżdżali jak po swoje. Sixers natomiast starali się grać nieco bardziej fizycznie wykorzystując przewagę fizyczną lub zasłony stawiane przez centrów.

W ekipie Sixers w pierwszej połowie brylowali Joel (11 pkt), Jimmy (11 pkt) oraz Tobias (14pkt), natomiast wśród gospodarzy Jarret Allen – zdobywca 15 pkt oraz Caris LeVert, który zgromadził na swoim koncie 16 pkt.

Prawdziwe emocje zaczęły się w drugiej połowie meczu. W 5. minucie trzeciej kwarty po faulu Embiida na Allenie doszło do przepychanki pomiędzy Butlerem i mocno pobudzonym w tym meczu Dudleyem, w efekcie której obaj dżentelmeni wyrzuceni zostali z boiska. Najwidoczniej bardzo motywująco ten incydent wpłynął na Embiida i Simmonsa, którzy odrazu złapali wiatr w żagle i zaczęli grać jak z nut nie tylko w akcjach indywidualnych, ale również obsługiwali się skutecznymi podaniami. Przewaga Nets sięgająca momentami już 10 pkt zaczęła topnieć, a zespół gospodarzy ewidentnie tracił na pewności i zaczynał grać pod dyktando Sixers.

Philadelphia postawiła na prosty, ale skuteczny basket i zaczęła szukać gry na polu gdzie miała największą przewagę nad przeciwnikiem, czyli pod koszem, gdzie Joel Embiid robił co chciał, a gdy był podwajany skutecznie odnajdywał kolegów na wolnych pozycjach.

Prawdziwych emocji dostarczyła nam końcówka, która miała kilku bohaterów w obu drużynach. Wśród gospodarzy, w końcówce meczu Nets wyprowadzali na prowadzenie pierw Russel celną trójką i nieskuteczny do tego momentu Harris trafiając spod kosza. Ostatnie słowo należało jednak do Sixers – najpierw JJ trafił ważną trójkę dając prowadzenie swojej drużynie, które jednak w kolejnej akcji odzyskali Nets, natomiast rzut na zwycięstwo oddał Mike Scott po podaniu od fenomenalnego w tym meczu Embiida.

Wśród gospodarzy najlepsze spotkanie rozegrali Caris LeVert (25 pkt.), Jarret Allen (21 pkt. jednak zupełnie nie radził sobie w obronie z Embiidem), D’Angelo Russell (21 pkt.) oraz Spencer Dinwiddie, autor 18 pkt. Najskuteczniejszymi wśród gości byli zdecydowanie Joel Embiid, który po prostu zrobił różnice w drugiej połowie po obu stronach parkietu (31 pkt, 16 zb, 7 as. i 6 blk i 2 prz.), Tobias Harris, który również nie zawodził w najważniejszych momentach (24 pkt, 8 zb., 6 as.) oraz Ben Simmons, ponownie bliski triple double autor 15 pkt, 8zb., i 8 as.

Po tej wygranej 76ers prowadzą już 3-1 i są o włos od awansu do kolejnej rundy. Czy zapewnią sobie awans już w kolejnym meczu?? Przekonamy się w nocy z wtorku na środę o godzinie 2.00 czasu polskiego.