Toronto

Obie strony wyszły na spotkanie niezwykle skupione i zmobilizowane. Sixers zaczęli od 7-2, ale 9 kolejnych punktów gospodarzy dało im prowadzenie 11-7, którego już nie oddali. Od pierwszych akcji widać było, że Kawhi Leonard będzie nie do zatrzymania w tej serii – kryjący go Butler nie nadążał, a pomagający Harris czy Simmons też nie mieli nic do powiedzenia. Na 4 minuty przed końcem kwarty Raptors prowadzili 27-15, regularnie ośmieszając rywali, wśród których po atakowanej stronie tylko Butler nawiązywał walkę. Co dziwne, trener Brown nie próbował narzucić rywalom tempa, zamiast tego szybko wpuścił na parkiet Marjanovica i… Korkmaza. Dopiero pod koniec kwarty Sixers nadgonili, kiedy po pierwsze dobre zmiany dali Ennis III i Bolden, a po drugie odpoczywał Gasol, dzięki czemu Embiid odżył, trafiając trójkę i podpisując się wejściem pod kosz zakończonym potężnym wsadem. Pierwsza kwarta 39-31 na korzyść Raptors, którzy rzucali z 73% skutecznością i nie popełnili żadnej straty (15 punktów Siakama!).

W drugiej kwarcie Raptors próbowali grać small ball, co szybko się na nich zemściło. Sixers narzucili swój rytm i po niespełna 4 minutach przegrywali już tylko 39-42. Byłoby nawet lepiej, gdyby nie ciągle pudła Redicka za trzy. Wciąż nie do zatrzymania był Leonard, który w tym czasie miał już na koncie 17 punktów. Po przerwie mieliśmy ciekawą sytuację; do gry wrócił Gasol i momentalnie na ławkę zszedł Embiid – jasne było, że Brett Brown chce unikać tego match-upu. Niestety to ułatwiło grę Leonarda, który ogrywał Butlera jak nieporadne dziecko, po czym miał wolną drogę do kosza, bo Marjanović ani nikt inny nie stanowił dla niego zagrożenia. Przewaga Raptors urosła do 8 punktów i kolejny czas dla Browna. Po nim gra była raczej wyrównana z utrzymującą się przewagą rywali. Widać było, że Sixers szukają sposobu na Raptors i próbują różnych opcji. Nie udało im się znaleźć jednak sposobu na lidera Raptors. Kawhi Leonard is a machine! krzyknął komentator po kolejnej, trudnej akcji lidera Kanadyjczyków i trudno się było z nim nie zgodzić. Do szatni goście schodzili przegrywając 52-61. Leonard ustanowił swój nowy rekord kariery z dorobkiem 27 punktów w jednej połowie meczu play-offs.

Druga połowa zaczęła się od zmartwychwstania Redicka, który w pierwszej nie zdobył punktu. Tymczasem po 3.5 minutach trzeciej kwarty miał gorące dłonie i na koncie 4 kolejne trafione trójki! Przewaga Raptors stopniała do 4 oczek, ale wtedy gospodarze zaczęli grać lepiej, gwizdki były wyraźnie na ich korzyść, po kolejnym ciosie w twarz zakrwawiony Redick zarobił faul techniczny za kłótnie z sędzią. Cała ta sekwencja zakończyła się serią 10-0 dla Raptors i ich prowadzeniem 78-64. Następnie mieliśmy po raz kolejny sytuację, kiedy Sixers mozolnie odrobili sporą część strat, po czym kilka szybkich akcji Raptors znowu wprowadziło ich na dwucyfrowe prowadzenie. Na 1.5 minuty przed końcem tej kwarty gospodarze prowadzili już 19 punktami, ostatecznie po lepszej końcówce gości na tablicy był wynik 92-81 po 36 minutach gry. Uwaga – w tej kwarcie Ben Simmons trafił pierwszą w karierze trójkę i to w bardzo trudnej pozycji – niestety nie uznaną, bo tuż po czasie. Jeśli ta akcja zostanie opublikowana, pojawi się na naszym profilu na Facebooku.

Ostatnia ćwiartka nie zmieniła obrazu gry. Przewaga Raptors utrzymywała się na stałym poziomie. Za sprawą kolejnych udanych akcji Leonarda (cichego w trzeciej kwarcie) jego zespół wygrywał już 103-85 po 5 minutach gry. Sixers nie mieli już pomysłów i chęci… W połowie kwarty z boiska zszedł z tęgą miną Embiid, dwie minuty później dołączyli do niego pozostali starterzy, przy stracie prawie 20 punktów. Było już po meczu, który z łatwością wygrali gospodarze broniąc przewagi własnego parkietu (to dopiero drugie zwycięstwo Raptors w meczu otwarcia w ich historii, przy aż 8 niepowodzeniach).

J.J. Redick: 17 punktów (5/12 za trzy)
Joel Embiid: 16 punktów, 8 zbiórek (tylko 5/18 z gry)
Tobias Harris: 14 punktów, 15 zbiórek, 6 asyst (tylko 6/17 z gry)
Ben Simmons: 14 punktów, 9 zbiórek, 3 asysty
Jimmy Butler: 10 punktów, 5 asyst (tylko 4/12 z gry)

Perspektywy na kolejne spotkania tej serii? Sixers na pewno muszą poprawić skuteczność swoich liderów, a Embiid musi znaleźć sposób na Gasola, który po raz kolejny uczynił z niego przeciętnego centra. Ważne jest też ograniczenie strat i częstsze stawiane na linii rzutów wolnych. Wśród rywali kapitalne spotkanie rozegrali Leonard (rekordowe w karierze 45 punktów w play-off przy 16 trafieniach na 23 próby) i Siakam (29 punktów). To już się nie powinno powtórzyć, z drugiej strony nie powtórzy się na pewno tak słaby występ rezerwowych Raptors (tylko 10 punktów). W przeciwieństwie do zeszłorocznej serii z Celtics, tym razem Sixers nie zostali tak zgaszeni – raczej spalili się psychicznie, zgubili skuteczność i nie sprostali rywalowi, który był po prostu zdecydowanie lepszy. Miejmy więc nadzieję, że trener Brown wyciągnie wnioski i mecz numer dwa (w poniedziałek o 2.00 w nocy) będzie już zupełnie inny.