Cavaliers wygrali z Sixers po raz czwarty w tym sezonie, jednak po raz trzeci (tylko mecz w grudniu był dość jednostronny) różnica była niewielka. Jeszcze na siedem i pół minuty do końca meczu Sixers byli w grze, lecz wtedy na parkiecie pojawił się LeBron James, poprowadził gości do 14-punktowej serii (12 punktów zdobył sam, w sumie miał ich 37 – najwięcej w sezonie) i rozstrzygnął losy spotkania.

Po niemrawym początku (timeout  już po 60 sekundach gry), w którym jedynym pozytywnym aspektem były szybkie 4 punkty Noela, Sixers zdobyli się na serię 9-2 i uciekli Cavs na 3 punkty. Okafor złapał 2 faule w 6 minut, Ish rzucał skutecznie zdobywając 6 punktów. Jednak pomimo tego to rywale wyglądali jak jedna drużyna, zgrana całość, każdy był na swoim miejscu i był na nim przydatny. LeBron zdobywał efektowne punkty i asystował, Love zbierał masę piłek (9 zbiórek w samej pierwszej kwarcie). Po ostatnich 4 minutach pierwszej części gry Sixers mieli 6 punktów straty do zespołu z Cleveland.

W drugiej kwarcie ciągle utrzymywała się niewielka strata gospodarzy – mieli oni przede wszystkim dużo większą skuteczność (ok. 45% przy zaledwie 30% rywali na 4 minuty do końca drugiej ćwiartki). Odwrotna sytuacja miała jednak miejsce w rzutach za trzy – Sixers trafili tylko 2 z pierwszych ośmiu rzutów z dystansu (2/3 Stauskas, reszta 0/5). Po kolejnych pudłach rywali po niecałych 20 minutach gry Filadelfijczycy wyszli wreszcie na punktowe prowadzenie – problem w tym, że okazało się ono być ostatnim w tym spotkaniu. Cavs zdobyli 9 punktów z rzędu, Sixers odpowiedzieli serią 9-2 (6 punktów Okafora) i na przerwie mieli tylko 1 punkt straty: 48-47.

Druga połowa zaczęła się identycznie jak pierwsza – 5 punktów Cavaliers i czas dla trenera Browna (tym razem wytrzymał 16 sekund dłużej). Po czasie jedynym jasnym punktem gospodarzy był Okafor – jedyne 7 punktów Sixers w pierwszej połowie trzeciej kwarty należało do niego i miał ich już 19. Goście dominowali w ofensywnych zbiórkach a szczególnie wyróżniał się Tristan Thompson. Wreszcie nieźle prezentował się Covington, który co prawda nie trafiał wiele ale dobrze bronił, asystował, zbierał i dogadywał się z Noelem. Wtedy jednak w hali Wells Fargo Center zaczęto nadawanie pierwszego odcinka „LeBron Show” – wsady, trójki, to wszystko na wysokiej skuteczności z gry (10/14). Król miał już 25 punktów i dał gościom 12 punktów przewagi. Pod koniec Q3 kilka dobrych akcji Noela po obu stronach parkietu zmniejszyło stratę po 6 oczek przed ostatnią częścią gry.

W pierwszych minutach czwartej kwarty Sixers nawiązali walką – dobry drybling pokazywał Smith (przestał niestety trafiać rzuty), Grant popisał się świetnym wsadem i blokiem w odstępie pół minuty, Thompson i Ish trafili po trójce i strata wynosiła już tylko 2 punkty. Szczególnie bolała słaba skuteczność rzutów osobistych – zaledwie 7 z 17 trafionych. Gospodarze mieli akcję, po której mogli nawet objąć prowadzenie lecz ją zmarnowali (kroki Okafora). Wtedy w strefie zmian pojawił się James, nadany został drugi odcinek wspomnianego wcześniej show – 14 punktów z rzędu gości (12 LeBrona) przesądziło o końcowym zwycięstwie drużyny z Cleveland. W sumie LBJ nazbierał 37 punktów, 7 zbiórek i 9 asyst.

Statystyczne “plusy” po stronie Sixers:
Ish Smith – 18 punktów, 10 asyst, 7 zbiórek
Jahlil Okafor – 21 punktów, 7 zbiórek
Nerlens Noel – 12 punktów, 9 zbiórek
Robert Covington – 7 punktów, 8 zbiórek, 4 asysty w 32 minuty z ławki

Następny mecz Sixers: przeciwko Chicago Bulls (22-13) we własnej hali (piąte z sześciu spotkań z rzędu w domu).