Boston

Pewne zwycięstwo i bilans 3-0 z Bostonem w tym sezonie. Wiem, że to nie playoff. Jednak dominacja nad rywalem, który najbardziej zachodził nam na skórę w ostatnich latach z pewnością dodaje skrzydeł. Rok temu zlali nas w bańce, teraz Sixers są zupełnie inną drużyną.

42, 38 i 35, tyle punktów zanotował Embiid w meczach z Celtics w tym sezonie. To chyba jedyny pozytyw pozyskania Horforda, nie ma go w Bostonie. No może nie jedyny, bo wymieniony za niego Danny Green ostatnio spisuje się wyśmienicie. Tak było też dzisiaj. Trafił 5/6 za trzy i robił świetną robotę w obronie. Sixers wyszli w najmocniejszym składzie, trio Simmons-Curry-Harris zdobyli co prawda tylko 31 punktów, ale jako zespół wszystko funkcjonowało jak należy. Joela nie ma kto kryć, więc był bardzo dobrze dokarmiany w środku. Sam Joel oddał więcej osobistych niż cała drużyna Bostonu – 20 do 18. Wielokrotnie narzekaliśmy na Embiida stojącego na siódmym metrze, coach Rivers jednak potrafi w koszykówkę.

Wygraliśmy 3 pierwsze kwarty, a wynik momentami przekraczał 20 oczek przewagi. Boston popełnił 20 strat, w czym spory udział mieli Simmons, Green oraz Thybulle. Celtics próbowali pod koniec meczu łapać kontakt, jednak zwycięstwo ani przez moment nie było zagrożone. Wracamy na pierwsze miejsce wschodu i wiem, że zawodnicy zrobią wszystko, żeby w czubie zostać do końca sezonu.