Live from South Philadelphia… Nie, czekajcie. Przenosimy się na dłużej do Disney World Resord w Orlando na Florydzie, gdzie Philadelphia 76ers w swoim pierwszym meczu sparingowym pewnie zwyciężyła Memphis Grizzlies. Czekaliście na to, prawda? To po pięciu miesiącach przerwy doczekaliście i możecie być pełni entuzjazmu, bo Sixers już na starcie wypadli znakomicie. Tym bardziej, że każdy kluczowy zawodnik pokazał się w dobrej formie i kondycji fizycznej.

Gra z Shake Miltonem na rozegraniu i Benem Simmonsem na skrzydle wyglądała dokładnie tak, jak powinna, a niski szybki skład z Simmonsem, Horfordem, Thybulle i Korkmazem współpracował równie dobrze. Ciężko wyciągać wnioski po pierwszym meczu treningowym, ale jeśli miałbym, to z pewnością przerwa przydała się Sixers, którzy wykorzystali ją idealnie. A przynajmniej potencjał na resztę sezonu wydaje się ogromny.

Ba, trudno w to uwierzyć, ale doczekaliśmy się nawet dwóch oddanych rzutów Simmonsa za trzy (pudło w pierwszej kwarcie, trafienie w drugiej – oba ze skrzydła), poza tym dobrego wejścia Korkmaza, Thybulle’a i niezłego Horforda, a nawet pierwszej w karierze trójki Pelle’a, który energetyczną grą w pomalowanym kolejny już raz udowodnił, że należą mu się minuty.

Dla formalności przejdźmy do krótkiego opisu losów spotkania. Przez pierwsze kilka minut to Grizzlies zdominowali grę, ale szybka przerwa Bretta Browna pozwoliła jego zawodnikom wrócić na ławkę po energię i pewność siebie, których zapomnieli zabrać wcześniej. I tak strata 2-8 w mgnieniu oka zamieniła się na prowadzenie 25-12 pod koniec pierwszej 10-minutowej kwarty. Sixers dominowali już do końca połowy, prowadząc nawet 29 oczkami. W trzeciej kwarcie i czwartej odsłonie rywale grali już lepiej i odzyskali większość strat, dwukrotnie będąc blisko remisu. W drugiej połowie jednak Embiid nie grał w ogóle, a minuty Simmonsa czy Miltona były mocno limitowane.



A jak wyglądało spotkanie w bańce, bez udziału kibiców? Muszę stwierdzić, że chyba podobało mi się bardziej, niż z nimi. Może nie jest to popularna opinia, ale nie tęsknię za denerwującymi i nic nie wnoszącymi wstawkami, konkursami, żenującą muzyką, popisywaniem się fanów do kamery oraz całą tą medialną (albo raczej cyrkową) otoczką, nie mającą nic wspólnego z basketem. Jeśli w zamian możemy słyszeć dźwięki piłki odbijanej od obręczy, odgłosy z boiska, wyraźnie obserwować i słyszeć reakcje dopingujących na krzesełkach graczy, to kupuję to, przynajmniej do końca tego sezonu! Szkoda tylko, że nie słychać głosów zawodników, jak niektórzy optymistycznie przewidywali.

Na plus też nowy sposób pokazywania gry, czyli od czasu do czasu z kamerą zawieszoną nisko wzdłuż linii bocznej parkietu. To robi wrażenie! Chodzą pogłoski, że dzięki nowym technologiom po oficjalnym wznowieniu rozgrywek Sixers mają słyszeć i widzieć swoich fanów na telebimach wokół boiska, tym bardziej brzmi to intrygująco. Jeśli oglądaliście mecz, dajcie znać jaka jest Wasza opinia na ten temat!

Statystyki: Tobias Harris (15 pkt, 10 zb), Joel Embiid (10 pkt, 6 zb), Ben Simmons (9 pkt, 7 zb, 9 as, 3 przech), Norvel Pelle (9 pkt, 2 bl). Nikt nie zagrał dłużej, niż 22 minuty.