Sixers – Hawks 127:129

Nie udało się Szóstkom przedłużyć serii zwycięstw do 7, na ich drodze stanęli zawodnicy z Atlanty. Po wspaniałym meczu przeciwko odwiecznym rywalom z Bostonu, apetyty były większe i chyba każdy kibic Philly liczył na pewne zwycięstwo w tym meczu. Koszykówka jednak lubi zaskakiwać, a zawodnicy tacy jak Trae Young bywają nieobliczalni.

Philadelphia większość spotkania grała ospale, jakby byli myślami już w fazie Play Off. Żeby jednak o tym myśleć trzeba utrzymać dobrą 3 pozycję i nie dać się wyprzedzić Indianie Pacers, która ma 3 mecze straty do Sixers.

W meczu swojego rytmu nie mógł złapać Harris, Embiid znikał gdzieś i nie był tak aktywny jak ostatnio, a cała drużyna grała ospale, popełniała dużo strat, które w punkty zamieniali zawodnicy gospodarzy. Trae Young mijał zawodników Sixers jak tyczki i albo trafiał floatery, albo asystował do kolegów, a niejednokrotnie zaskakiwał celnymi trójkami, które wyglądały jak kopie rzutów Stepha Currego. Young duże wsparcie w ofensywie otrzymał od Taureana Princea, który zdobył 23 punkty i od Dwaynea Dedmona autora 17 oczek.

Zawodnicy Sixers przebudzili się w 3 kwarcie, w której odrobili kilkunastopunktową stratę i finałową kwartę zaczynali z remisem 100-100. Mecz rozpoczynał się na nowo. Hawks jednak prowadzili większość tej części gry, jednak pod koniec meczu Jimmy Butler dwukrotnie wyprowadzał Sixers na jednopunktowe prowadzenie trafiając ważne rzuty wolne. Końcówka to jednak popis Younga (32 pkt, 11 as.), który udowodnił dlaczego porównywany jest do Currego, trafił kluczową trójkę, a przy remisie trafił floatera na 0.1 sekundy do końca, pieczętując tym samym wygraną Hawks.

Statystycznie dla Szóstek najlepiej wypadł Joel Embiid, który zdobył 27 punktów i zebrał 12 piłek, jednak był on również autorem 2 strat w kluczowym momencie meczu. Jimmy Butler jak zwykle nie zawodził w 4 kwarcie, a w całym meczu zagrał wszechstronnie notując 25 punktów, 6 zbiórek, 4 asysty, 2 przechwyty i 1 blok. Rytmu nie mógł odnaleźć w ty meczu Harris, który trafił 6/17 prób i zdobył 13 pkt, JJ Redick również nie dał wsparcia, do którego już przywykliśmy i trafił zaledwie 2 trójki na 6 prób. Warto wspomnieć, że swoją pierwszą w karierze trójkę trafił Boban Marjanovic i nie była to rozpaczliwa próba próba zdobycia punktów z własnej połowy przy kończącym się czasie, a w pełni przygotowany rzut oddany z rogu boiska.

Mecz ostatecznie zkończył się dwupunktowym prowadzeniem ekipy z Atlanty 129-127, a Sixers swój kolejny mecz rozegrają przeciwko Magic już jutro.

https://twitter.com/sixers/status/1109606113400492033

13 komentarzy

  1. ajverson pisze:

    Marianovic za 3! Nie małe poruszenie na stanowiskach komentatorskich.

  2. ajverson pisze:

    2 kwarta koło 2 min do końca – zarąbisty przechwyt Simonsa.

  3. Houdini pisze:

    W pierwszej połowie nasza obrona nie istniała :/

  4. ajverson pisze:

    4q i kosmiczne pudła Harrisa, Ennisa i Scotta.

  5. ajverson pisze:

    Matko, JE rozgrywa i traci ważna piłkę na 1.5 minuty przed końcem.

  6. ajverson pisze:

    I znowu…

  7. Houdini pisze:

    Co my zrobiliśmy w tym meczu? W pełni zasłużona wygrana Atlanty

  8. Kozik pisze:

    Harris dzisiaj pudłował na potęgę, ale mnie dziwi jedną kwestia, dlaczego wszystkie te drivey Younga nie były kontestowane z pomocy? Nawet ten game winner. Jojo stal i patrzył. Wcześniej skończył tak kilka innych wjazdów..
    Serio jakby nie chcieli wygrać tego meczu.

  9. hetman3 pisze:

    Embiid przegrał ten mecz dwiema stratami na kontrę w końcówce. Nie zmienia to faktu że takich rywali powinnismy walcem przejechać a tu wtopa.
    Jak juz pisałem wczesniej jednego dnia potrafimy wygrać z GSW czy MIL a zaraz dostajemy od Atlanty czy Kings

  10. BlazejB3 pisze:

    Czy my w tym sezonie nie jesteśmy 0-3 z Atlanta?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *