Utah

W starciu dwóch najmłodszych drużyn w NBA lepsza okazała się nieco starsza ekipa z Utah. Gracze Jazz nie grali może jak z nut, za to gospodarze koncertowo dawali się ogrywać. Jeszcze przed meczem pojawiły się znaki, że Sixers nie mają szczęśliwego dnia. Najpierw zawodził dźwięk i obraz transmisji telewizyjnej, później mogły rozboleć uszy po wysłuchaniu nieudanej udanej interpretacji amerykańskiego hymnu. Również w spotkaniu zawiodły podstawowe elementy: zgranie, obrona, skuteczność rzutów (tylko 30% w meczu).

Jedynie w połowie trzeciej kwarcie Sixers mieli mały przebłysk, pokazali trochę agresji i zdobyli 8 punktów z rzędu. Jednak całą resztę meczu byli bezradni, grali bez pomysłu i bez polotu. Osobiście trudno mi przypomnieć sobie nudniejsze spotkanie Sixers. Fakt, że miejscowi kibice wygwizdali swój zespół po niecałych dwóch kwartach pierwszego od pół roku spotkania NBA, mówi sam za siebie.

Przejdźmy więc do plusów, a raczej tego jedynego, czyli debiutu Nika Stauskasa. Nasz nowy nabytek już samym podejściem do gry i poruszaniem się na parkiecie pokazał, że będzie stealem i jego słaby sezon w Sacramento był zwykłą pomyłką. Stauskas zaczął mecz od trafionej trójki, która poderwała kibiców na nogi. W całym spotkaniu zdobył 12 punktów (3/6 z gry), 3 zbiórki i 2 asysty wychodząc na 21 minut z ławki. Poradzić nie mógł sobie za to Jahlil Okafor, który trafił tylko 4 z 12 rzutów zdobywając 10 punktów i 6 zbiórek.