Wiele pięknych obrazków oglądaliśmy dziś w hali Wells Fargo Center. Wieczór mający uhonorować Mosesa Malone, ale również ostatni mecz Kobe’go Bryanta w Filadelfii, z której pochodzi. Kibice Sixers zgotowali mu niezwykle ciepłe przywitanie, każdą akcję nagradzali brawami, cieszyli się na każde pojawienie się Bryanta na parkiecie a buczeli gdy trener Lakers, w ich mniemaniu, ściągał go za szybko. Ten jakby chciał nagrodzić kibiców swoją postawą, gdy zaczął mecz od trzech trójek w ciągu pierwszej minuty!

Jednak mimo tego wszystkiego, jeszcze jeden ważny fakt miał dziś miejsce. “The Sixers, my friends, have won a basketball game!” – Tak, to prawda. Sixers wytrzymali brzemię bycia faworytem w tym spotkaniu i wygrali po raz pierwszy w tym sezonie, po raz pierwszy po 18 porażkach, po raz pierwszy po 28 przegranych meczach z rzędu, licząc poprzedni sezon. Trzeba jednak przyznać, że znowu drobnym kłopotem okazała się końcówka. A może inaczej, okazałaby się przeciwko każdemu lepszemu przeciwnikowi. Sixers bowiem na 7 minut do końca meczu mieli 14 punktów przewagi, jednak od tego momentu rzucili zaledwie 9 punktów… Na całe szczęście Lakers popełniali błędy, często tracili piłkę i w efekcie nie byli w stanie dogonić gospodarzy. Warto zauważyć świetną defensywę Sixers w drugiej połowie (po problemach w pierwszej). Wyśmienicie spisywali się Covington, Grant i Noel (który wrócił po kontuzji wchodząc dziś z ławki i dając naprawdę dobre minuty drużynie). Nieco gorzej zagrali Canaan i Okafor. Kilka pięknych asyst i świetna boiskowa inteligencja – to były dzisiejsze atrybuty McConnell’a, który również wchodził dziś z ławki. Grant blokował jak szalony, Covington dobrze rzucał za trzy.

Podsumowując, Sixers zagrali niezły mecz, ale też ich przeciwnik nie był zdecydowanie z tej najwyższej półki. Pierwsze zwycięstwo stało się faktem, wypełniona hala mogła nagrodzić swoich ulubieńców owacją na stojąco (zresztą nie tylko ich, godne mistrza pożegnanie dostał również Kobe). Następne spotkanie w Nowym Jorku z Knicks już tej nocy.