Sixers – Magic 118:98

Dzisiejszej nocy Sixers odnieśli swoje 41-sze zwycięstwo w tegorocznej kampanii. Tym razem wyższość podopiecznych Bretta Browna uznać musieli Magicy z Orlando. Warto wspomnieć, iż dla Philly było to spotkanie back-to-back, bowiem jeszcze wczoraj mierzyli się z Memphis Grizzlies.

76ers potyczkę z Magic rozpoczęli w następującym zestawieniu: [PG] Simmons, [SG] Redick, [SF] Covington, [PF] Saric, [C] Embiid.

Już po kilku pierwszych akcjach dzisiejszego starcia Ben Simmons miał na swoim koncie 3 asysty. Australijczyk w fenomenalny sposób obsługiwał swoich partnerów, którzy pozwolili na szybkie odskoczenie z wynikiem. Magic nie pozostali dłużni rywalom i po krótkiej chwili to oni objęli prowadzenie, głównie za sprawą Nikoli Vucevicia, który wykorzystywał lepsze warunki fizyczne w starciach z Dario Sariciem. Wraz z upływem kolejnych minut Szóstki regularnie punktowały, dzięki czemu zdołały ponownie uzyskać nad rywalem minimalną przewagę i zakończyć pierwszą ćwiartkę na prowadzeniu 32:23, między innymi za sprawą wysokiej skuteczności Marco Bellinelliego czy Ersana Ilyasovy z ławki.

W drugą część gry Sixers weszli z przytupem, potwierdzając jedynie swoją przewagę i powiększając prowadzenie do nawet 14 oczek. Gospodarze nie zamierzali składać broni, lecz nie byli w stanie punktować na tyle regularnie, by utrzymać bliski kontakt z rywalem. Trafienia Saricia (ostatecznie 10 pts, 10 reb) czy Embiida (17 pts, 9 reb) pozwoliły 76ers na serię 12:0, po której prowadzili już 70:47.

W trzeciej kwarcie obraz gry się nie zmienił. Philly wciąż zaskakiwało swoją skutecznością w ataku, z kolei nieporadność ekipy z Florydy była coraz bardziej widoczna. Prym wśród gospodarzy wiódł 24-letni obrońca Rodney Purvis, autor 19 oczek w 21 minut z ławki. Żaden ze starterów nie przebił się z kolei przez  granicę 10 pkt. Takich zmartwień nie mieli na szczęście goście z Pensylwanii. Zza łuku regularnie trafiali Redick czy Covington, wjazdy pod kosz Simmonsa przeważnie kończyły się łatwymi punktami. Swoje dołożyli również wspomniani wcześniej Belinelli (15 pts) czy Ilyasova (18 pts). Na koniec trzeciej ćwiartki przewaga osiągnęła pułap 30 oczek.

Swoją postawą w ostatniej części gry Magic uniknęli kompromitacji, bowiem znacząco zmniejszyli stratę do gości. Ta w pewnych momentach wynosiła już 35 oczek, by ostatecznie zmaleć do 20 (118:98).

Sixers wygrywają swój piąty mecz z rzędu i umacniają się na 4. pozycji w tabeli Konferencji Wschodniej. Przed nimi jednak starcie ze wciąż walczącą o wysoką pozycję Minnesotą Timberwolves.