Sixers zagrali naprawdę świetne 3 kwarty i 9 minut spotkania z Nuggets, po czym postawieni pod ścianą stracili zimną krew i po beznadziejnej końcówce ulegli bardziej doświadczonym i opanowanym rywalom. Tym samym zmarnowali 14-punktowe prowadzenie i sporą szansę na efektowną wygraną.

Mecz zaczął się od dwóch kolejnych trójek w wykonaniu gospodarzy (Covington i McConnell). Goście szybko odrobili straty i od tego czasu gra była bardzo wyrównana. Na 5 minut przed końcem pierwszej kwarty Tony Wroten wyszedł na parkiet po raz pierwszy w sezonie, za co został nagrodzony gorącymi brawami. Wroten zaczął z klasą od asysty do Granta, który zakończył akcję efektownym wsadem, oraz od punktów po wkręceniu się pod kosz. Niestety w kolejnych akcjach tracił piłki (dwie akcje z rzędu ze stratą, łącznie cztery zmarnowane okazje) i pudłował (4 siłowe rzuty po wejściach na kosz), w rezultacie bardziej przeszkadzając, niż pomagając swojemu zespołowi. Mimo to cały czas grano kosz za kosz. W połowie drugiej kwarty Sixers zaczęli grać lepiej po obu stronach parkietu, co skończyło się serią 14-2, którą Nuggets przerwali dopiero na minutę przed syreną. Dzięki świetnej skuteczności (60% z gry, w tym 9/14 za trzy punkty!) Sixers schodzili do szatni prowadząc 59-52. Widocznie służyła im wczesna godzina rozpoczęcia meczu (13.00 miejscowego czasu), bo w żadnej innej pierwszej połowie tegorocznych rozgrywek nie zdobyli więcej punktów.

Trzecia kwarta nie zaczęła się efektownie. Nuggets przystąpili do odrabiania strat (dwa kosze z rzędu) i już wydawało się, że przejmą inicjatywę. Wtedy jednak Sixers popisali się serią 8-2, w czym spora zasługa Richauna Holmesa (dobra obrona, druga w sezonie trójka oraz akcja 2+1). Chwilę później, po 7 minutach gry, punkty Wrotena z kontry dały 10-punktowe prowadzenie. Sixers nie cieszyli się tym długo, ponieważ seria 12-4 w wykonaniu rywali zbliżyła ich na 4 punkty do wyrównania, na szczęście lepsze dwie finałowe minuty kwarty w wykonaniu Sixers nie pozwoliły im stracić kontroli nad przebiegiem meczu. Trzecią kwartę efektownym wejściem pod kosz zakończył McConnell, w niesamowitym stylu za trzy trafił jeszcze Barton, ale powtórka pokazała, że tuż po syrenie.

Cały mecz był zacięty i wyrównany (z małą przewagą filadelfijczyków), więc w ostatniej ćwiartce nie mogło obyć się bez nerwów. Po 3.40 minutach kwarty Nerlens Noel otrzymał przewinienie techniczne za uwieszanie się na obręczy po wsadzie. Nuggets wierzyli w wygraną i coraz bardziej zbliżali się do remisu, systematycznie odrabiając straty. Na 3 minuty przed końcem Sixers prowadzili tylko 101-98. Wtedy stojąc pod presją stracili zimną krew i zaczęli grac tak, jak przyzwyczaili nas do tego przez cały sezon. Dziurawe ręce Noela w ofensywie i rzut Nelsona z pół-dystansu dał remis po 102 punkty na 1.26 minuty przed końcem. W kolejnej akcji Isaiah Caanan fatalnie przestrzelił blisko kosza, a Nuggets się nie pomylili i objęli prowadzenie. Następnie filadelfijczycy próbując wyrównać, stracili piłkę (Covington nadepnął na linię boczną), a goście wsadzili piłkę do kosza, wykorzystując błąd w obronie, co dało im serię 9-0 w końcówce. Po wznowieniu z gry za trzy nie trafił Covington, a dwa wolne Nuggets zagwarantowały im zwycięstwo. W ostatniej akcji Covington trafił jeszcze za trzy, ustalając końcowy wynik spotkania.

Sixers trafili aż 15 trójek (jedna mniej od klubowego rekordu), popisali się 50% skutecznością z gry oraz 8 blokami. Niestety spudłowali aż 10 rzutów wolnych (16/26) i stracili 20 piłek, o trzy więcej niż Nuggets. Najlepszymi graczami pokonanych byli Covington (18 punktów – 5/1 za trzy, 10 zbiórek, 2 przechwyty), Canaan (15 punktów – 5/8 za trzy), Noel (14 punktów, 5 zbiórek, 2 bloki – ale też 5 strat), Sampson (13 punktów, 6 zbiórek), McConnell (10 punktów, 8 zbiórek, 6 asyst, 3 przechwyty), Grant (10 punktów, 4 przechwyty) i Holmes (10 punktów – 4/4 z gry). Wroten przebywał na parkiecie 13 minut, podczas których trafił 2 z 7 rzutów zaliczając łącznie 4 punkty, 3 asysty i aż 5 strat.