Detroit

12 wygrana Sixers stała się faktem za sprawą zwycięstwa jakie zawodnicy Szóstek wywalczyli po ciężkim meczu w Detroit. Wydawało się, że dla rozpędzonych Sixers, dodatkowo zbudowanych dwiema wygranymi z rzędu nad Boston Celtics, będzie to szybka i bezbolesna przeprawa. Tym bardziej, że Joel Embiid ostatecznie zagrał, a po stronie gospodarzy zabrakło Blake Griffina.

Oglądając już pierwszą kwartę odniosłem wrażenie jakbym patrzył na pojedynek bokserski, w której faworyt idzie na wymianę chcąc szybko zakończyć walkę, jednak przeciwnik nie tylko skutecznie się broni, ale świetnie w tej wymianie się odnajduje i zadaje mocne ciosy faworytowi. Podobnie było w meczu, Sixers zaczęli agresywnie, jakby chcieli szybko uciec na bezpieczna przewagę i dowieźć wygraną do końca, jednak Pistons potrafili się bronić, a w ataku sami zaczęli trafiać, co wytrąciło gości z rytmu. Pierwsza kwarta zakończyła się wygraną gospodarzy 31-28.

W kolejnej odsłonie ciężko było doszukiwać się rzemiosła koszykarskiego w najlepszym wydaniu, jednak na brak walki nie można było narzekać, a  podarte spodenki Howarda są tylko tego dowodem. Początkowo dzięki punktom Seku Domboyoui, Wayne Ellingtona i Svi Mykhailiuka skuteczniejsi jednak byli gospodarze, których przewaga sięgnęła w pewnym momencie 10 punktów. Sixers szybko jednak wzięli się za odrabianie strat, trafiał Embiid, który w drugiej kwarcie rzucił 13 pkt, a Harris i Simmons dorzucili po 6. W końcówce przebudził się Milton, który rzucił 5 punktów z rzędu i gdyby nie trafienie Beya równo z syreną, to na tablicy widniałby remis. Kwarta ostatecznie zakończyła się wynikiem 63-61 dla Pistons.

W drugiej połowie dobra gra Embiida i twarda obrona całego zespołu, a w szczególności Bena Simmonsa, pozwoliła odzyskać kontrolę nad meczem, jednak Pistons cały czas deptali Szóstkom po piętach. Kluczowe akcje rozegrały się na ok 1.30 minuty do końca, kiedy to przewaga Sixers wynosiła zaledwie 4 pkt. Dwie kluczowe akcje  w obronie rozegrał Embiid, który pierw złapał na faul ofensywny Josha Jacksona, a w kolejnej akcji popisał się pięknym blokiem na tym samym zawodniku. Na 31 sekund do końca na linii rzutów wolnych stanął faulowany Simmons, który trafiając jednego osobistego powiększył przewagę swojej drużyny do 5 oczek. W kolejnej akcji zaskoczył Grant trafiając szybko za 3 punkty, a chwilę później celowo faulował Bena posyłając go ponownie na linię rzutów wolnych. W takich momentach zawodnik stając w tym miejscu może zatrzeć albo błędy, które popełnił, albo swój cały pozytywny wkład. Ben w tym meczu grał bardzo dobrze, więc chybione wolne byłyby wielką plamą na jego dobrej grze. Stanął on na wysokości zadania i trafił oba. Po odpowiedzi Wrighta, wygraną Sixers przypieczętował Joel Embbid trafiając dwa rzuty osobiste, zdobywając tym samym swój 32 i 33 punkt. 

Najlepsze zawody rozegrał nie kto inny jak Joel Embiid, który do wspomnianych 33 punktów dołożył 14 zbiórek i 2 bloki. Ben Simmons natomiast dorzucił 20 punktów (10/12 FT), 9 zbiórek i 7 asyst, a Harris dołożył 17 oczek (3/5 za trzy punkty). Seth Curry pomimo, że ani razu nie trafił za 3 punkty, to zaliczył solidne 14 punktów.

Po stronie gospodarzy brylował Wayne Ellington, zdobywca 17 punktów (4/6 za trzy punkty) i Svi Mykhailiuk, który zapisał na swoim koncie 15 punktów ( 3/4 za trzy).

Trzymając się terminologii bokserskiej, śmiało mogę powiedzieć, że Sixers nie zaliczyli szybkiego knockoutu, a stoczyli ciężki 12 rundowy pojedynek zakończony zasłużoną wygraną na punkty.