Detroit
Sixers rozpoczęli spotkanie z wracającym do składu Joelem Embiidem, po tym jak opuścił on mecz w Bostonie. Towarzyszyli mu tradycyjnie już Ben Simmons, Robert Covington, J.J. Reddick oraz Dario Saric.
Przed meczem pikanterii spotkaniu dodał Andre Drummond swoją wypowiedzią na temat centra z Kamerunu.

Z tego powodu wszyscy zacierali ręce na ostre i pełne walki starcie, w tym również Allen Iverson który zawitał do Wells Fargo Center.

 Początek meczu należał do gości, którym udało się zdobyć kilka oczek przewagi. Zawdzięczali to głównie  wysokiej skuteczności. “Szóstki” w pierwszych minutach wyglądały jakby ospale, dopiero po kilku dłuższych chwilach nastąpił zryw i dzięki dwóm trójkom Covingtona z rzędu wyszliśmy na prowadzenie 23:21, zmuszając Pistons do wzięcia czasu. Nie zdał on się jednak gościom na wiele, bo dalej trwała dobra seria Sixers, zakończona ostatecznie bilansem 15:0. W akcie desperacji Eric Moreland chciał nawet zmienić dyscyplinę na zapasy, poprzeczkę postawił sobie wysoko bo jako sparing partnera wybrał  Embiida, którego sprowadził do parteru. Pierwsza kwarta kończy się na szczęście bez kolejnych rękoczynów wynikiem 32:25.

Cała druga kwarta to wyrównana gra, dzięki której utrzymywaliśmy bezpieczną kilku punktową przewagę. Cieszył “powrót” Covingtona, który po kilku słabszych spotkaniach znowu zaczął trafiać zza łuku (6 razy w całym meczu). Do szatni schodziliśmy zadowoleni z wynikiem 63:47. Cała drużyna grała nieźle, przede wszystkim skutecznie, dobrze dzieląc się piłką, na co przyjezdni nie za bardzo potrafili odpowiedzieć.

Niestety trzecią ćwiartkę rozpoczęliśmy niemrawo i jak się potem okazało ten stan utrzymał się przez całe 12 minut. Detroit po kilku akcjach, zmniejszyło straty do 7 oczek. Wkradło się dużo chaosu, w tej kwarcie zaliczyliśmy więcej strat niż w całej pierwszej połowie. Do tego często faulujemy i tylko dzięki trojkom Covingtona i Reddicka udawało nam się utrzymywać prowadzenie. Niewidoczny był Simmons, który co prawda do tego momentu miał 8 zbiórek i 5 asyst, jednak tylko jeden trafiony rzut. Na trzy minuty do końca prowadziliśmy już tylko trzema oczkami, a 50 sekund przed zakończeniem kwarty rzutem zza łuku Luke Kennard doprowadził do remisu po 80. W całej trzeciej kwarcie rzuciliśmy tylko 17 punktów, za to goście 30.

Ostatnią odsłonę spotkania kontynuujemy niestety wzorem poprzedniej, mnóstwo fauli, strat i nietrafionych rzutów. Udaje się jednak, w jakiś sposób nie dać odskoczyć gościom na więcej niż trzy punkty. Na 6 minut do końca wychodzimy nawet na prowadzenie dzięki trójce Saricia (92:91). Coś zaczyna się budzić, kolejne punkty i przewaga rośnie do 5 oczek na trzy minuty do końca. Zaraz potem Embiid wyrzuca Drummonda z boiska za szósty faul machając  wrednie na pożegnanie wraz z publicznością. Saric trafia kolejną trojkę na nieco ponad minutę do końca,  prowadzimy 8 punktami i zaczyna się faulowanie Simmonsa… Całe szczęście czasu było już bardzo niewiele, rozegranie przeszło w ręce Baylessa, który na 17 sekund do końcowej syreny trafia obydwa osobiste, co pieczętuje zwycięstwo nawet pomimo trójki Detroit w ostatnich sekundach. Wygrywamy 108 do 103. Embiid vs Drummond 2:0.

 Robert Covington– 25 punktów, 8 zbiórek, 3 asysty, 2 bloki.
Joel Embiid– 25 punktów, 10 zbiórek, 6 strat.
Dario Saric– 17 punktów, 7 zbiórek.
J.J. Redick– 18 punktów, 7 asyst.

Ben Simmons– 5 punktów, 10 zbiórek, 6 asyst, 4 straty.

Następny mecz w poniedziałek przeciwko Suns.