Sixers – Timberwolves 118:109

Bez odpoczywającego Joela Embiida Philadelphia 76ers musiała stawić czoła młodym i utalentowanym zawodnikom z Minnesoty. Smaczku całemu wydarzeniu dodawał fakt, że przeciwko swojej ex-drużynie grał Jimmy Butler, który Wolves opuścił z łatką czarnej owcy psującej całą chemię w zespole.

Sixers mecz rozpoczęli pewnie, wyglądali jakby przyjechali do Minnestoty spuścić gospodarzom łomot i wrócić do siebie. Wychodziło im wszystko. Ładna zespołowa koszykówka, 8/13  za 3 punkty, dobra obrona i zupełnie zgubieni zawodnicy T-Wolves to obraz gry w pierwszej kwarcie, którą Sixers wygrali  38:20.

Wszystko co dobre jednak się kończy, a gospodarze nie zamierzali składać broni i mozolnie, ale skutecznie, zaczęli odrabiać straty, pomimo faktu, że mecz w dalszym ciągu wyglądał jakby to Sixers nadawali ton grze i dyktowali warunki. Punkt zwrotny nastąpił w czwartej kwarcie, gdy zawodnicy Leśnych Wilków zbliżyli się na 3 punkty. Od tamtej pory Wolves deptali Szóstkom po piętach. Specjalista od 4 kwart Jimmy Butler nie był w stanie trafić, a dosłownie każde jego posiadanie było wybuuuczane przez kibiców, a każdy jego niecelny rzut to istna euforia na trybunach. Wobec powyższego ciężar gry na siebie wziął… Jonah Bolden – zawodnik, który miał tzw. “dzień konia” tego wieczoru. Trafiał niemal wszystko, a w tym te najważniejsze rzuty. Kiedy Sixers potrzebowali punktów jak tlenu ten trafił dwie przełomowe trójki i pozwolił drużynie odetchnąć. W końcówce KAT robił co mógł wykorzystując przewagę fizyczną nad wspomnianym Boldenem, ale to już było za późno. Nieskuteczny w końcówce okazał się również Andrew Wiggins, który generalnie rozegrał bardzo dobre spotkanie rzucając  24 pkt na 50% skuteczności. Ostatecznie Sixers przypieczętowali wygraną celnymi rzutami wolnymi w końcówce.

W tym meczy mieliśmy okazje oglądać dwóch ex-filadelficzyków – Dario Sarica i Jerryda Baylessa. Nie był to udany wieczór dla żadnego z nich. Dario trafił zaledwie 1 z 6 rzutów i skończył mecz z dorobkiem 4 pkt i 4 zb. i zdecydowanie nie przypominał tego Dario, którego pamiętamy z Sixers. Jerryd Bayless natomiast zaprezentował poziom, z którego znamy go doskonale – 5pkt. przy 2 celnych rzutach na 11 prób, w tym chybiony ważny rzut w końcówce niemal sam na sam z koszem (pod dobrej indywidualnej akcji) to obraz gry który jeszcze nie tak dawno prześladował kibiców Sixers. Na plus można mu zapisać 7 asyst. Najlepsze spotkanie wśród gospodarzy rozegrali Andrew Wiggins, który grał skutecznie przez większość spotkania i uzbierał wspomniane już 24 punktów, oraz Karl Anthony Towns, który rzucił 21 pkt i zebrał 7 piłek, jednak przez dużą część meczu był “niewidoczny”. Warto w tym miejscu jeszcze wyróżnić Anthonego Tollivera, autora 10 punktów, ale mającego niemały udział w odrobieniu strat przez Wolves.

W szeregach Sixers pod nieobecność lidera po kilku słabszych występach przebudził się Tobias Harris i rzucił rywalom 25 pkt (9/20), Ben Simmons “zagrał swoje” i zabrakło mu jednej asysty do kolejnego TD, a jego numerki to 20/11/9. Jimmy Butler nie zaliczył dobrego ofensywnie meczu, jednak miał duży wkład po bronionej części parkietu i podczas niemal 36 minut gry rzucił 14 pkt (4/17), zebrał 13 piłek, zaliczył 5 asyst i dwukrotnie “ukradł” piłkę rywalom. 19 punktów, 8 zbiórek, 3 asysty, 3 bloki i przechwyt to dorobek tego który zadzwonił dzwoneczkiem w szatni Sixers po meczu  – Jonaha Boldena. Pomimo problemów jakie miał z silniejszym Townsem – to był jego mecz. 

Ta wygrana, wobec przegranej Bostonu umocniła Philadelphię na 3 pozycji w konferencji wschodniej. Posiadając 4.5 meczu przewagi nad bijącymi się o czwartą pozycje Celtics i Pacers mogą pomału myśleć o PO gdzie przyjdzie im się zmierzyć z kimś z trójki Pistons, Nets, Heat, pomiędzy którymi toczy się bój o pozycję nr 6. Kolejny mecz Philadelphia zagra we wtorek również na wyjeździe przeciwko Dallas Mavericks

2 komentarze

  1. matt pisze:

    Bayless nawet po transferze gra dla nas :D

  2. Serek7 pisze:

    Jimmy Buckets 7 zbiórek ofensywnych!!! Tak się mierzy zaangażowanie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *