Golden State

Stephen Curry został właśnie “Graczem Tygodnia” ze średnią prawie 44 ppg, więc nie mogłem się doczekać, aż zweryfikuje go filadelfijska defensywa. Niestety przed meczem okazało się, że pauzować będą Simmons i Harris, więc emocje trochę opadły. Sixers zostały cztery napięte tygodnie sezonu, w każdym z nich po 4 spotkania, więc podobnych sytuacji możemy spodziewać się niestety więcej.

Ostatecznie po słabym występie Sixers polegli przed własną publicznością, pozwalając Curry’emu rzucić 49 oczek (10/17 za trzy). Z dobrych wiadomości – swój debiut zaliczył wreszcie George Hill (po 2 punkty, zbiórki, asysty i bloki w 17 minut gry).

Sixers zaczęli w niezłym stylu, od skutecznej gry i prowadzenia 12-0. Zabawnie wyglądało, kiedy bracia Curry wzajemnie się pilnowali, ale młodszy Seth wypadł pod tym względem lepiej niż gwiazdor Warriors, który nie mógł trafić i tracił piłki. Przynajmniej na początku. Po czasie na żądanie dla Kerra jego zespół grał już znacznie lepiej, Steph się obudził, a Sixers jakby zabrakło paliwa na resztę kwarty, która zakończyła się buzzer-beaterem lidera gości i remisem po 24.

Remisem zakończyła się również pierwsza połowa, tym razem po 55. Przed przerwą oglądaliśmy wyrównaną koszykówkę, gdzie żadna ze stron nie potrafiła wypracować większej przewagi. Najlepiej wypadli Curry i Embiid, ale muszę też wspomnieć kolejny świetny występ defensywny Thybulle’a, który po jednym z przechwytów zakończył akcje pięknym windmillem.

Trzecia kwarta nie zmieniła obrazu gry, chociaż wydawało się, że to Warriors nieco bardziej kontrolowali grę i Sixers byli najczęściej 2-3 punkty w tyle. Zabrakło jednak rozegrania Simmonsa i regularnie zdobywanych punktów Harrisa, a defensywa Sixers już nie przypominała jednej z najlepszych w lidze. Po trzech kwartach 75-70 dla gości.

Finalowa ćwiartka to na starcie lepsza obrona w naszym wykonaniu. Seria 10-0 po dwóch minutach, z największym udziałem Maxey’a i Thybulle’a, dodała Sixers sporo energii. Niestety Steph Curry szybko o sobie przypomniał, trafiając kilka bezczelnych trójek z około 8 metrów, co dwukrotnie wyprowadziło Warriors na 9-punktowe prowadzenie. Gospodarze z wyłączonym z gry Embiidem nie mieli na to odpowiedzi.

W statystykach najwyraźniej zapisali się Embiid (28 punktów, 13 zbiórek, 8 asyst), Curry (15 punktów, 5 asyst) i Thybulle (13 punktów, 7 zbiórek, 3 asysty).