Sixers nie udało się pokonać Warriors, ale 5-punktową różnicę z zespołem o bilansie 41-9 i ograniczenie go do zaledwie 89 punktów (przy średniej 111.3) trudno też nazwać prawdziwą porażką. Zwłaszcza jeśli mowa o tegorocznych Sixers, na dodatek pod nieobecność Cartera-Williamsa prowadzonych przez debiutanta, który jeszcze 3 mecze temu grał w D-League. Sixers mogliby wygrać, ale różnicę zrobiło aż 27 strat oraz rzuty wolne Curry’ego i Barbossy w końcówce. Kolejny mecz dopiero 20 lutego po przerwie na Weekend Gwiazd.