Sixers wracają do domu

Sixers przegrali pierwszy w historii mecz NBA rozgrywany w Manchesterze. Ale przegrali tylko 99-103 przeciwko Oklahoma City Thunder po efektownym i szybkim widowisku. Można się zastanawiać, czy nie warto jednak było polecieć do Anglii…

Losy meczu byłyby może inne, gdyby Turner nie spudłował wszystkich rzutów wolnych w końcówce. Ale Evan w całym meczu zagrał bardzo dobrze (19 punktów, 7 zbiórek), po raz drugi z rzędu pokazując, że to on chce być liderem zespołu w tym sezonie. Carter-Williams, którego ostatnio krytykowaliśmy m.in. za dwie ceglane trójki, tym razem zaczął od dwóch pięknych i skutecznych trójek, w całym meczu równiez pokazał się z dobrej strony (11 punktów, 4 asysty). Z kolei Wrotten nie tylko rzucił z ławki 20 punktów, ale udowodnił, że w razie czego można na niego liczyć na pozycji rozgrywającego.

A my już chyba wiemy, że w najbliższym sezonie możemy liczyć na dużo szyyyybkiej gry i wiele, wiele kontr oraz zwariowanych wjazdów pod kosz.