Spostrzeżenia z bańki w Orlando

Za nami pięć spotkań po wznowiwniu rozgrywek. Przed nami kolejne trzy, ale w przypadku, kiedy Sixers sobie odpuszczają, można już się pokusić o ocenę tego, co do tej pory widzieliśmy.

Ben Simmons jest największym pechowcem. Dzięki przerwie wyleczył kontuzję, która miała go wyeliminować co najmniej do play-offs, po czym nabawił się nowej, kończącej sezon. Szkoda chłopa biorąc pod uwagę to, ile trenował. Jednak nie mogę nie zauważyć, że Simmons w tych trzech meczach nie był sobą, grał nieco anemicznie, a jego kapitalna w tym sezonie obrona po wznowieniu rozgrywek była… jakby jej nie było.

Z kolei Joel Embiid mnie zachwyca, bo 30.2 ppg, 13.5 ppg, 3.2 apg, 1.2 bpg, 1.2 spg to prawie 7 punktów i 2 zbiórki ponad jego średnią z sezonu. Ale co ważniejsze, Kameruńczyk jest dużo bardziej skupiony, agresywny, lepiej zachowuje się przy podwojeniach i nie oddaje tylu rzutów zza łuku. Oby kontuzja kostki okazała się niegroźna!

Także Alec Burks wreszcie udowadnia, po co sprowadzono go do Philadelphii. Niestety po sezonie kończy mu się kontrakt i Sixers z pewnością nie będzie na niego stać, więc może jakaś zbiórka jest potrzebna?

Pamiętacie głosy o tym (tak, także moje), że Sixers są zwycięzcami przerwy w rozgrywkach? Sporo rzeczy poprawiono, ale do ideału wciąż daleko, a Brett Brown ostatecznie udowodnił, że wciąż sobie nie radzi z nadmiarem talentu i jego czas dobiega końca. Bo Sixers to zespół, w którym po każdym rozwiązaniu problemu pojawiają się dwa kolejne. Niektórzy przewidywali start 6-0 i awans na czwartą lub piątą pozycję, wygląda na to, że zostaniemy przy szóstej i kontuzja Bena Simmonsa nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem.

Swoją drogą drugi najłatwiejszy terminarz wcale nie jest najłatwiejszy. Na tym etapie wygrać z zespołami ze środka tabeli, które heroicznie walczą o ostatnią szansę na awans do play-offs, jest trudniej, niż z elitą ligi. To pokazują również wyniki Lakers, Bucks i Clippers.

Ławka rezerwowych Sixers jest chyba trochę niedoceniana. Scott, Robinson III, O’Quinn czy Pelle grzeją ławę przez wiele spotkań, po czym wychodzą i od razu wnoszą coś dobrego. Szkoda, że Brown marnuje tylu graczy, nie pozwalając im nawet na grę w garbage time. Chociaż może nie powinienem takiej tezy stawiać przed meczem z Suns, kiedy rezerwowi będą mogli się wreszcie wykazać? A co tam…

Shake Milton dalej imponuje. Po blamażu w meczu otwarcia przeciwko Pacers pokazał niezwykły charakter odbudowując się w kolejnym pojedynku, w którym pogrzebał Spurs trójką w ostatniej akcji. Wow! Mam jednak wrażenie, że Shake musi czasem trochę dać się ponieść, bo jego opanowana i przemyślana postawa dała mu obecne miejsce w składzie, ale w dłuższej perspektywie może sprawić, że Shake będzie zbyt niewidoczny. A tego byłoby szkoda biorąc pod uwagę, jak dobrze wpasował się do pierwszej piątki…

Na koniec podchwytliwe pytanie – czy strata Bena Simmonsa jest na pewno osłabieniem? Każdy inny trener odpowiedział by twierdząco (i miał rację). Za to Brett Brown ma teraz jeden talent mniej, ale również ma z głowy problemy rotacyjne i kłopoty z odpowiednim rozciąganięciem gry, z którymi sobie nie radzi. Mówi się, że Sixers po tej kontuzji mogą nie wyjść poza pierwszą rundę, ale to samo się mówiło, gdy Simmons był zdrowy. Gdzie jest różnica? Jeśli Joel Embiid będzie zdrowy i nie straci formy, to bardziej zmobilizowani, mniej przewidywalni i bardziej skupieni Sixers wcale nie muszą na tym źle wyjść. Mecz z Blazers, a w pierwszej części sezonu z Clippers pokazał, że nasza drużyna potrafi być waleczniejsza i bardziej ciekawa, kiedy ma mniej liderów. Nie zrozumcie mnie źle, nie chcę transferu Simmonsa, tylko #firebrettbrown ale dopóki Brown jest na ławce, taka strata kadrowa niewiele tu zmienia.