Drugi i ostatni mecz z Suns w tym sezonie napawał optymizmem – Sixers wygrali pierwsze spotkanie aż 15 punktami a ich rywale mieli przed startem tylko jedno zwycięstwo więcej w obecnych rozgrywkach. Fani zespołu z Filadelfii mieli więc nadzieję na sweep w tegorocznej serii spotkań między tymi dwoma zespołami. W pierwszej piątce wybiegli Rodriguez, Henderson, Covington, Embiid i Okafor. Poza składem znalazł się natomiast Richaun Holmes, który po zderzeniu na treningu przechodzi przez protokół po wstrząśnieniu mózgu.

Pierwsza kwarta ułożyła się pod dyktando gości z Miasta Braterskiej Miłości. Sixers przede wszystkim szanowali piłkę – pierwsza strata przyszła dopiero w dwunastej minucie gry, podczas gdy rywale mieli ich już 6. Ponadto, goście bardzo agresywnie wchodzili pod kosz i w samej pierwszej ćwiartce mieli aż 13 rzutów osobistych (100% wykorzystali). Bezbłędnie rzucał Henderson (3/3, 7 punktów), nieźle prezentował się duet starterów Embiid-Okafor, chociaż Joel miał problemy z rzutami a większość ze swoich punktów zdobył z linii rzutów wolnych. Co warto zauważyć, po raz pierwszy w tym sezonie razem na parkiecie pojawili się Nerlens Noel i Joel Embiid. Ten pierwszy wszedł na parkiet za Okafora i zagrał 5 minut w pierwszej kwarcie. Po pierwszej części gry Sixers prowadzili 31-24.

W drugiej ćwiartce Sixers zaczęli już mieć problemy, które często powodują ich złe wyniki. Popełniali straty i wiele rzucali z nieprzygotowanych pozycji. Na całe szczęście wyjątkowo duża ilość tych rzutów znajdywała miejsce w koszu (za trzy trafił nawet McConnell, bardzo skuteczny był Ilyasova), trzeba jednak przyznać, że w tym okresie gry mecz toczył się w zawrotnym tempie. Z drugiej strony Suns również nie potrafili wznieść się na poziom, który pozwoliłby im nawiązać walkę i odrobić stratę, która w drugiej kwarcie wyniosła najwięcej 14 punktów. W efekcie filadelfijczycy prowadzili w przerwie trzynastoma oczkami, a 66 punktów, które nagromadzili w pierwszej połowie to ich najlepszy wynik w tym sezonie.

Na początku trzeciej kwarty stało się coś dla kibiców Sixers niezrozumiałego – w przeciągu niecałych trzech minut gospodarze zdobyli się na serię 14-2 trafiając wręcz w niemożliwy sposób wszystkie rzuty za trzy po przerwie i wykorzystując problemy z rzutami gości. Suns po chwili wyszli nawet na jednopunktowe prowadzenie. Wtedy jednak podrażnieni Sixers odpowiedzieli trójkami ze strony Embiida, Saricia i Ilyasovy, i ponownie uciekli na 8 punktów. Mecz jednak stał się bardziej wyrównany w obliczu co raz większej ilości strat i niewymuszonych błędów po stronie filadelfijczyków. W grze gości zaczęło brakować błysku. Odmienił to dopiero powracający Embiid, który najprawdopodobniej samą obecnością wywarł presję na rywalach, a ci znowu zaczęli popełniać błędy i łatwo tracić piłki. Końcówka kwarty jednak znów należała do gospodarzy i Sixers kończyli trzecią kwartę prowadząc 85-81.

Początek czwartej kwarty to znowu bardzo trudne do oglądania widowisko dla fanów z Filadelfii. Siedem strat w dziewięciu posiadaniach na przełomie trzeciej i czwartej ćwiartki – to mówi chyba samo za siebie. Mimo świetnej pierwszej kwarty, Sixers dogonili rywali w liczbie strat – obydwa zespoły miały ich już po 19 na 9 minut do końca spotkania. Suns zaczęli w końcu wykorzystać nieporadność Szóstek w ofensywie (i defensywie) i szybko odskoczyli na kilka oczek – na 6:23 do końca prowadzili 98-92 a niewiele później już 106-94. Gospodarze trafiali absolutnie wszystko (11/11 w ponad 9 minut Q4), świetnie grali Eric Bledsoe i Devin Booker. Natomiast jeśli chodzi o gości – po raz kolejny oprócz strat pojawiły się szybkie, nieprzemyślane rzuty. Sęk w tym, że szczęście przestało już dopisywać i pudło goniło pudło. Przez niecałe 11 minut na przełomie Q3 i Q4 Słońca zdobyły 31 punktów wobec zaledwie 9 oczek zespołu z Filadelfii. Ostatnie minuty meczu to ciąg dalszy koncertu gospodarzy i koncertu kiepskiej gry gości.

Wobec takiego rozwoju sytuacji, 76ers na początek serii wyjazdowej przegrali w Phoenix, mimo nawet kilkunastopunktowego prowadzenia i naprawdę dobrej gry w pierwszej połowie. Następny mecz w nocy z poniedziałku na wtorek z zespołem Sacramento Kings.