Życie fana Philadelphii nie jest usłane różami. Mamy za sobą liczne niezrozumiałe decyzje personalne – pamiętamy przecież lata nieudolnej pracy Billy’ego Kinga, przepłacanie średnich zawodników, wymiany z udziałem wypalonych gwiazd, podpisywanie wolnych agentów po kontuzjach, zatrudnianie niekompetentnych trenerów, czy wymiana połowy składu za Andrew Bynuma, który nigdy nie założył koszulki Sixers. Do tej pory odbija się nam czkawką…

 

Sam Hinkie pojawił się w Philadelphii jako zbawca – człowiek, który miał plan, jak wyciągnąć zespół z ciągłej stagnacji, obiecał koniec walki o play-offs, koniec medicority.

Nerlens Noel w swoim debiucieZaczął z wielką pompą – wymienił Holiday’a za Noela i pick, z którym wybrał Paytona, zamieninego na Sarića i odzyskując przy tym nasz pierwszorundowy wybór oddany przy wymianie Bynuma. Ruch był o tyle kontrowersyjny, że Jrue miał za sobą najlepszy sezon w karierze, a Noel zerwane ACL i blisko rok przerwy przed sobą. Media i fani głośno krytykowali to zagranie. Hałas szybko ucichł za sprawą wybranego z 11 numerem tego samego draftu Michaela Carter-Williamsa, który zaliczył jeden z najbardziej efektownych debiutów w ostatnich dekadach.

Dziś jednak ten ruch wygląda fenomenalnie – Noel zagrał właśnie historycznie dobry sezon w obronie, był filarem defensywny, która od grudnia była w top10 efektywności całej ligi. Dario Sarić nadal gra wprawdzie za oceanem, ale jest coraz lepszy – rozwija się i jest coraz bliżej gry dla Sixers, natomiast wybór w 2017 jest znowu w naszych rękach. Tymczasem Holiday nadal zmaga się z urazami i nie zbliża się do poziomu gwiazdy.

Dario SaricŻeby zobaczyć korzyści z tej wymiany trzeba było poczekać prawie 2 lata. Dopiero kiedy w naszym składzie znajdzie się Sarić, kiedy wybierzemy kogoś w drafcie 2017, będzie można ją docenić w 100%. Ale wiecie co ? Nikt o tym nie będzie już pamiętał. To jest właśnie “The Process”.

Przyjrzyjmy się planowi i dalszym działaniom Sama Hinkiego. Philadelphia to jeden z pięciu największych marketów w NBA, ze wspaniałym fanbasem i tradycjami. Phila to organizacja, która ma piękną historię, nasze barwy reprezentowały gwiazdy, które często zmieniały obraz ligi – Wilt Chamberlain, Billy Cunningham, Julius Erving, Moses Malone, Charles Barkley, czy Allen Iverson. Niestety z czasem przestała się rozwijać, została zaniedbana, była prowadzona przez niekompetentnych ludzi. Spowodowało to, że jeszcze przed erą Joshuy Harrisa i Adama Arona zaczęto nas postrzegać jako peryferia ligi – podobnie jak Bucks, Wolves, Hawks, czy… ex-Bobcats.

Hinkie stawia na analitykę, ale również na nowoczesność. Powstała jedna z najlepszych baz treningowych w lidze, zatrudniono nowy personel, ludzi od analityki, a zawodnicy są nagrywani i analizowani nawet podczas treningu. Do sztabu trenerskiego dołączyło kilku świetnych ludzi od rozwoju zawodników.

Brett Brown & Sam HinkieWreszcie zatrudniono dobrego trenera – Bretta Browna – wieloletniego współpracownika Gregga Popovicha w Spurs, gdzie odpowiedzialny był m.in. właśnie za rozwój zawodników. Nawet mając tak słaby zespół widać, jak dobrym szkoleniowcem jest już dziś Brett. To człowiek, który żyje koszykówką, ma świetne kontakty z zawodnikami, dba o ich rozwój koszykarski, ale przede wszystkim o doskonałe przygotowanie fizyczne.

Sam Hinkie buduje dzisiaj tą organizację od nowa. Ale taka budowa niestety nie daje efektów z tygodnia na tydzień. Na efekty niektórych działań trzeba będzie czekać miesiącami, na inne latami, na jeszcze inne może nawet dekadę. To jest właśnie “The Process”.

 

Spokojnie, wszystko idzie (nie) zgodnie z planem… 

…a więc czas na to, co nas – mniej lub bardziej zaangażowanych w sprawy zespołu fanów, interesuje najbardziej – sprawy kadrowe. Nie oszukujmy się – każdy z nas liczył, że do tej pory będziemy mieli już zarys nowej drużyny, tymczasem cały nasz talent skumulował się pod koszem – co gorsza – właściwie na jednej pozycji. Dlaczego Hinkie nie brał Exuma? Mudiaya? Dlaczego wymienił Michaela Cartera-Williamsa, skoro obwód wymaga wzmocnień… wręcz świeci pustkami?

Z jednego względu – Hinkie szuka franchise playera, kamienia milowego, na którym będzie można oprzeć drużynę. Nie oszukujmy się – nie mieliśmy szczęścia w loteriach – najpierw uciekł nam Wiggins, teraz Russell. Heat przegrali dokładnie tyle spotkań, aby swój wybór zatrzymać, a Thunder byli o krok od play-offs, ale po raz pierwszy w swojej karierze przez kontuzje większość sezonu odpuścił Durant. Zadajmy sobie proste pytanie: Czy potencjalne korzyści wynikające z podejmowanych decyzji były warte podjętego ryzyka?

  1. 2013: wymiana Holiday’a za Noela i 10 wybór 2014 (zamieniony na Saricia i nasz wybór 2017).
  2. 2014: wybór kontuzjowanego Embiida, który ma potencjał na gracza jednego na dekadę, zamiast Exuma, czy Smarta. Wymiana MCW na wybór pierwszej rundy od Lakers, oddanie marudzącego KJ McDanielsa za Isaiaha Canaana.
  3. 2015: wybór Okafora, zamiast Mudiaya, który ma prawdopodobnie jeszcze gorszy rzut od MCW, czy Hezonji, przed którym lata pracy, a jego “sufitem” jest najprawdopodobniej solidny starter.

Joel EmbiidNa pierwsze pytanie odpowiedzieliśmy sobie w pierwszym akapicie. Wyboru Embiida będę bronił zawsze – nic nie wskazywało, aby były jakieś poważniejsze problemy zdrowotne, jego pakiet umiejętności gwarantuje, że będzie dobrym partnerem dla Noela. Embiid po roku przerwy będzie lepszym graczem niż w/w zawodnicy po dwóch latach grania. Embiid po 2-3 latach będzie w pierwszej trójce centrów ligi. Jeżeli jego karierę pokrzyżują problemy zdrowotne – to coś na co nie mamy wpływu – ani my, ani Hinkie.

Wymiana Cartera-Williamsa na za prawa do wyboru w drafcie to sprawa kontrowersyjna – pisałem już o tym w lutym, co nie zmienia faktu, że to jak zastąpił go Ish Smith, z którym zespół był efektywniejszy i plotki, jakoby Bucks szukali już w noc draftu wymiany za MCW świadczy, że ruch był dobry.

Michael Carter-Williams & Brett BrownWybór Lakers może być w przyszłym roku w pierwszej dziesiątce, może być w pierwszej piętnastce, a może Lakers znowu go zachowają i będzie niechroniony w 2017 roku. LA się wzmacniają, ale według mnie nie mają za wiele możliwości, aby z roku na rok z dna loterii wejść z miejsca do play-offs. Niestety nie mamy wpływu na to, jak sytuacja się potoczy – ale za przecenianego MCW dostaliśmy szansę wyboru nawet w pierwszej piątce draftu – to bardzo dużo…

W tym roku udało się pozyskać Jahlila Okafora – tak jak pisałem kilka miesięcy temu – jeżeli dostaniemy szansę wybrania go – zapewne Hinkie nie przepuści takiej okazji. Sporo przez te miesiące zmieniło się. Scoutów zachwycił potencjał Townsa, swagger Russella i Jahlil mimo, że był filarem mistrzowskich Duke, spadł na trzecią pozycję.

Historia znowu zatoczyła koło, znowu zabrakło nam odrobiny szczęścia w loterii, znowu byliśmy zależni od dwóch zespołów przed nami… Mieliśmy pecha, ale jednocześnie dużo szczęścia – w loterii mogliśmy wylosować czwarty pick, czy nawet piąty. Udało nam się wybrać zawodnika, który ma absolutnie elitarny talent. Porównywany do Jeffersona, Okafor już dziś może mieć większe umiejętności gry tyłem do kosza niż Big Al, mimo dopiero 19 lat! To zawodnik – który podobnie jak Embiid, powinien być franchise playerem – różnica jest taka, że Okafor jest zdrowy.

Trafi teraz pod skrzydła Bretta Browna, zostanie przygotowany fizycznie jak nigdy wcześniej, będzie na co dzień trenował z elitarnym obrońcą jakim jest Noel, a podczas spotkań będzie miał go za swoimi plecami w obronie. Jeżeli Dwight Howard ze swoim wątpliwym talentem ofensywnym mógł być najważniejszym elementem Magic, to pomyślcie kim z takimi umiejętnościami może być Jahlil?!

Jahlil OkaforOkafor jest ospały na konferencjach i poza parkietem – to typ Tima Duncana, być może właśnie to zadecydowało, że Lakers zdecydowali się na Russella – bo ten potrafił się lepiej “sprzedać”. Natomiast na parkiecie Okafor jest prawdziwym wojownikiem, zwycięzcą, z doskonałym koszykarskim warsztatem.

Ale przede wszystkim Okafor jest czymś w rodzaju “planu B” dla Sixers – nasza przyszłość nie zależy już wyłącznie od zdrowia Embiida – jeśli Joel wykuruje się to rewelacja, ale jeśli nie – nie zostajemy z niczym… Mamy wreszcie franchise playera w osobie Okafora!

Oczywiście pozostaje dużo wątpliwości – jak ustawić ofensywę z Noelem i Okaforem na parkiecie, kto będzie podawał im piłki, kogo z tej trójki wymienić – ale to już temat na inny wywód.

 

Hinkie wyznaje politykę tworzenia jak największej ilości różnych szans. Pewne ruchy dają szybkie, dobre rezultaty, inne nie są trafione, na efekty jeszcze innych trzeba długo czekać. Nikt nie jest nieomylny, nie da się przewidzieć wszystkiego. Natomiast uważam, że ciężko znaleźć ruch, który z założenia był zły, nietrafiony, nieprzemyślany – tego naszemu GMowi nie można zarzucić.

Gdybyśmy mieli więcej szczęścia, to sytuacja mogłaby wyglądać inaczej – może nawet lepiej – Noel/Wiggins/Russell to świetny trzon zespołu. Ale gdyby piłeczki potoczyły się trochę inaczej, to nie mielibyśmy Okafora, ani Embiida, a zawodników, którzy przybliżaliby nas znowu do przeciętności.

Oceniając obecną drużynę pamiętajmy o jednym – Hinkie buduje nie tylko zespół, ale całą organizację. To budowa na wiele, wiele lat, a projekt tak wielki, że nie do zrealizowania w dwa sezony – kto wie, czy jeśli uda się to zrobić po jego myśli na następną przebudowę będziemy czekać tak długo jak San Antonio? Nasz zespół może regularnie wygrywać 50-60 gier. Hinkie jest pierwszym GM który zdobywa picki, a nie wyprzedaje na prawo i lewo za średniaków i na krótkowzroczne wzmocnienie składu. To jest właśnie “The Process”.

Życzę Wam i sobie jeszcze trochę cierpliwości – jeśli wielu z nas jest z Philly tak jak ja – od blisko 15 lat, to jestem przekonany, że przeszliśmy już tyle beznadziejnych okresów, że ten kolejny sezon, czy dwa również wytrzymamy. Po raz pierwszy jest wreszcie wizja nagrody za tą cierpliwość…

Kończę więc tymi słowami, którymi zaczynałem: Trust the Process.