Tyrese Maxey – obiecuję, że nie pożałujecie!

Stało się. Draft za nami, a do Sixers trafiła kolejna porcja młodych, utalentowanych zawodników. Oczy fanów Philly zwrócone są jednak przede wszystkim na jednego z nich. Panie i Panowie, przedstawiam wam wybranego z 21. numerem Draftu 2020 Tyrese Maxey’a!
 
 

Just want to have fun…

Lubię się dobrze bawić na parkiecie. Koszykówka jest świetną rozrywką. Mam wielkie szczęście, że tu jestem. (…) Po prostu lubię grać z moimi kolegami.

Oglądając młodego Tyrese zarówno na boisku, jak i w trakcie wywiadów, od razu rzuca się w oczy to jak wiele entuzjazmu, autentyczności i dziecięcej radości jest w jego zachowaniu. Cieszy się z szansy. Cieszy się, z tego co robi. Nie umknęło to uwadze także PRowcom Sixers, którzy niezwłocznie zabrali się do kreowania tego typu wizerunku Maxey’a w social mediach…

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Philadelphia 76ers (@sixers)


Kawa na ławę – po obejrzeniu wielu nagrań z udziałem Tyrese… Po prostu gościa polubiłem! Ma w sobie tę samą radość i ekscytację co Doncić i Thybulle, a jeśli będzie w swoim pierwszym sezonie przynajmniej tak wartościowy jak Tisse, to miłość fanów Sixers ma zagwarantowaną. W jego grze mocno wybija się jego zaangażowanie – to nie gwiazdor który uważa, że należy mu się to gdzie jest. Wie, że musi wywalczyć sobie swoje miejsce w rotacji i wie jak to robić. Wielu skautów od początku zwracało uwagę na to, że Maxey jest zaangażowany w grę przez cały mecz. Wygrywamy 35 punktami w czwartej kwarcie? Co z tego? Tyrese wraca do obrony niczym błyskawica i stopuje kontratak!
 

…but also work hard!

Niezależnie od sytuacji codziennie staram się być o 1% lepszy na parkiecie i poza nim.

W czasie kwarantanny wielu graczy miało problemy ze względu na brak dostępu do profesjonalnej infrastruktury pozwalającej im na pełne treningi koszykarskie. Każdy musiał radzić sobie tak jak mógł, lecz również tak… Jak chciał. Wielu graczy, nawet w NBA, w początkowej fazie pandemii odpoczywało i nie poświęcało wysiłku by choćby utrzymać formę. Nie jest to jednak droga tego dwudziestolatka, który w czasie kwarantanny ćwiczył swoje kompetencje aktorskie i grał w Call of Duty! Wait, what?

Nie, to nie żart. Nie oznacza to w jego przypadku braku treningu fizycznego, bo z treningów Maxey’a w czasach lockdownu można by było zmontować treningi do kolejnej części Rocky’ego przy akompaniamencie „Eye of the tiger”. Ograniczone możliwości? Co z tego? Tyrese skupiał się na tym, co po prostu mógł robić i spędzał na treningach tyle samo czasu, co wcześniej.
 

I’m in love with the Process!

Jeśli chcesz być wielki, synu, nie możesz po prostu przychodzić na salę gdy masz mecze lub treningi. Musisz być gotowy włożyć w to dodatkowy wysiłek, musisz chcieć robić wszystkie pozostałe rzeczy, których potrzeba, by być wielkim – Tyrone Maxey

To właśnie ojciec wpoił Tyrese’owi miłość do koszykówki oraz samodyscyplinę. Tuż po urodzeniu były gracz Washington State podarował swojemu synowi pluszową piłkę do kosza, a kilka lat później doprowadzał już syna do płaczu, gdy grając mecze 1-na-1 niezmiennie pokonywał chłopca nie dając mu żadnej taryfy ulgowej, usilnie próbując przy tym zmienić jego nawyk rzucania lewą ręką (co mu się zresztą udało). Brzmi trochę jak ciężkie dzieciństwo, co nie?

Ciężko oceniać metody wychowawcze na podstawie krótkich historii, ale Tyrese ma jednak bardzo bliską relację z ojcem, z którym regularnie przegląda nagrania ze swoich meczów. To właśnie Tyrone’a Maxey’a możecie zauważyć na powyższym nagraniu obok bohatera tego artykułu. Jednak nie tylko ojciec miał duży wpływ na karierę combo guarda Sixers. Drugą osobą był jego wujek, który był pośrednim sprawcą zamieszania, które wywiązało się tuż po drafcie, gdy media obiegły zdjęcia z treningu Maxey’a, na którym nosił koszulkę z napisem… Zakochaj się w procesie. Twitter zagotował się z ekscytacji fanów – toż to przecież dar niebios, Tyrese to fan Sixers! Cóż, historia stojąca za tą koszulką okazała się znacznie ciekawsza…

To zabawne, bo mój wujek dał mi taką koszulkę gdy byłem w liceum. Nie tę samą, ale koszulkę z napisem „zakochaj się w procesie” i jakoś tak ze mną została. Została ze mną ze względu na mój sposób pracy – wstaję codziennie o szóstej i robię te wszystkie rzeczy. Założyłem ją wczoraj gdy trenowałem o 7 rano i opublikowałem zdjęcie w niej. Wtedy zostałem wydraftowany przez Philadelphię i widziałem wszędzie [w mediach] tę koszulkę. Stwierdziłem: „wow, ok”. Mam też drugą, niebieską, więc stwierdziłem, że założę ją dziś. [na wywiad dzień po drafcie, przyp. red.]


Tyrese Maxey

Ciężka praca bije talent gdy talent nie pracuje wystarczająco ciężko, prawda? Na tym polega właśnie „proces” Tyrese’a.

Lubię ustanawiać swoje własne rekordy. Próbuję trafiać jak najwięcej rzutów z rzędu by zobaczyć jak wzrasta powtarzalność. Więc jednego dnia trafiam 20, następnego 25, a w tej chwili moim rekordem jest 36. Kontynuuję budowanie pewności siebie przy rzutach, żeby czuć tę pewność, że za każdym razem gdy będę na wolnej pozycji to będę trafiał. Nie mam wątpliwości w swojej głowie że mogłoby nie wpaść.

 

Somewhere I belong

Litry przelanego potu. Setki oddawanych każdego dnia rzutów. Trenując przed draftem ze starszymi kolegami z Klutch Sports – Benem Simmonsem i LeBronem Jamesem – właśnie tym zwracał na siebie uwagę, a sam, jak przyznaje, czuł się… Normalnie!

Mówiłem niedawno mamie że to zabawne, że jest to normalne. Czuję się normalnie. Że jestem tam, gdzie przynależę. Czuję, że jestem w miejscu w którym powinienem i tak właśnie mnie traktują. Pracuję niesamowicie ciężko, oni to widzą i podziwiają jak dużo ciężkiej pracy w to wkładam.

Patrząc na grę Tyrese’a trudno się nie zgodzić – NBA zdecydowanie jest miejscem dla niego. Tego zdania byli przez cały rok skauci, którzy wiosną typowali go na gracza z TOP 10 draftu. Główne wątpliwości budziły jednak w jego przypadku wątpliwy rzut za trzy, problemy z powtarzalnością i przeciętna selekcja rzutowa oraz zbyt tunelowe jak na rozgrywającego widzenie parkietu. Również warunki fizyczne (190 cm i 89 kg) sprawiały, że niektórzy powątpiewali, czy da sobie w tej chwili radę pod względem fizycznym.

Nie znaczy to jednak, że potrzebujący spacingu i rozegrania Sixers dodali do składu gracza, który nie będzie mógł ich wesprzeć w żadnej z tych kwestii. Po pierwsze – wielu skautów zwraca uwagę na to, że Maxey jest znacznie lepszym strzelcem niż pokazują to statystyki. I chociaż 29% przy prawie czterech próbach na mecz brzmi bardzo Westbrookowo, to nie w nim upatruje podobieństwa nowy nabytek Sixers.

Czuję, że gram podobnie do CJ’a McColluma. Mamy nawet podobną budowę, fajnie będzie go kryć.

Jeśli zatrzymać się na graczach z wysokiej półki to rzeczywiście – najbliższym porównaniem może być obrońca Blazers. Wszyscy życzylibyśmy sobie takiego rozwoju młodego Maxey’a, jednak jeszcze dużo wody w rzece upłynie zanim będziemy mogli myśleć o tym jak bardzo i czy w ogóle te porównania były na wyrost. Najpierw rozprawmy się z rzutem za trzy…

Jak wskazuje Mike Schmitz z ESPN, jeden z najbardziej szanowanych ekspertów w zakresie scoutingu, Tyrese w zeszłym sezonie trafiał do kosza częściej rzucając za trzy z dystansu NBA niż uczelnianego. Dodatkowo trafiał rzuty wolne na poziomie ponad 83%, a celność rzutów wolnych jest uznawana za lepszy prognostyk rozwoju rzutu trzypunktowego u gracza niż jego statystyki prób dystansowych. Tyrese dobrze rzuca w sytuacjach catch’n’shoot, a jego mechanika rzutu nie ma wyraźnych mankamentów. Na samej podstawie statystyk z uczelni znany portal o tematyce draftu Tankathon określił jego przewidywaną skuteczność w rzutach trzypunktowych w NBA na poziomie ponad 35%. Dodajmy do tego obserwacje Schmidta i innych skautów i możemy mieć nadzieję, że ten element gry nie będzie rażącym minusem w przypadku Maxey’a. Tym bardziej, że już od kilku miesięcy deklaruje, że rzut trzypunktowy jest jego priorytetem na każdym treningu!




Jak już wcześniej wspomniałem, Maxey jest też określany jako gracz mało powtarzalny, mający problem z selekcją rzutową i miewający tunelowe widzenie. Za pierwsze i drugie odpowiada najprawdopodobniej psychika i ciężko wyrokować, jak będzie wyglądać to w przyszłości. Mogą być to blokady, które nie pozwolą mu w pełni rozwinąć skrzydeł w NBA, lecz równie dobrze może być to spowodowane brakiem doświadczenia i wciąż młodym wiekiem zawodnika. Tunelowe widzenie natomiast przypisuje się Maxey’owi za każdym razem, gdy traktuje się go jako rozgrywającego, którym był przez większość swojej kariery. Na uczelni grał on jednak więcej bez piłki, jako SG, a na rozegraniu oglądać można było Immanuela Quickley’a. Najlepszym określeniem na Maxey’a w tym momencie byłoby nazwanie go combo guardem. Dobrze spisuje się jako rozgrywający, jednak najlepiej wygląda gdy jest drugim kreatprem gry. Coś jak McCollum przy Lillardzie, Murray przy Jokiciu czy SGA przy CP3.
 

Przyciągnąć skautów

Skończmy jednak z kontrargumentami odnośnie wad zawodnika, bo jest na czym się skupić jeśli chodzi o zalety! Tyrese jest bowiem typowym energizerem, zawodnikiem, który jest po prostu wrzodem na tyłku po obu stronach parkietu. Ma duży potencjał w defensywie – jest bystry, przygotowuje się do meczów i nie odpuszcza.

Defensywa w 90% pochodzi z głowy. Jeśli oglądasz nagrania i uczysz się zachowań graczy, możesz nauczyć się jak ograniczać ich zalety i zmuszać ich do rzucania rzutów, które ty chcesz by oddali.

Kontestowanie rzutów to kolejny znak rozpoznawczy Tyrese’a – choć nie jest tak długoręki jak Thybulle, to z równą uporczywością stara się komplikować rywalom oddawanie rzutów. W odróżnieniu od Matisse’a nie notuje jednak wielu przechwytów. Zamiast przecinać podania woli utrudniać życie graczom przeciwnej drużyny na inne sposoby. Dobrze radzi sobie w obronie pick’n’roll i w przyszłości powinien być zdolny do krycia pozycji od 1 do 3, co jest bardzo dużą zaletą w obronie.

Jednak mało kto trafia do czołówki draftu za samą defensywę. Nie inaczej jest w tym przypadku, gdzie to kompetencje w ofensywie były najczęściej podkreślane przez skautów. Tyrese gra bez strachu – świetnie radzi sobie z dostawaniem się pod kosz i wymuszaniem fauli, nie przejmując się zupełnie tym, że wbiega między graczy cięższych o 10-20 kilogramów. Używa obręczy jak tarczy przed blokującymi, kończy obydwoma rękoma… W trakcie jedynego roku spędzonego na uczelni notował średnie na poziomie 14/4/3 przy ponad trzech trafionych wolnych na mecz.

Co ważne w kontekście Sixers – Maxey dobrze rusza się bez piłki. W tym aspekcie gry był coraz lepszy z meczu na mecz odkąd zaczął występować u boku Immanuela Quickley’a, który pełnił w Kentucky rolę pierwszego ball-handlera. Nie bez powodu po raz kolejny wspominam nowego rozgrywającego Knicks. Chłopaki od razu złapali wspólny język i świetnie dogadują się nie tylko na parkiecie, ale i poza nim! Bardzo bliską relację nawiązał również z trenerem Caliparim, który w ostatnich 11 latach „wychował” aż ośmiu guardów wybieranych w pierwszej piętnastce draftu!

Czuję się, jakbym znał cię (Immanuela Quickley’a, 25. pick tegorocznego draftu) od małego, człowieku. To jest szalone. Zawsze powtarzam to ludziom, że w Kentucky czuje się prawdziwe braterstwo. Czuję się jakbym znał was wszystkich od czwartego roku życia, a znamy się tylko 9 miesięcy. To szalone.

 

AI3, D-Wade… A może Davis?

Nie znudziło was jeszcze słuchanie o grze Maxey’a? Zakładam, że nie! Tyrese ma w swoim arsenale również floatery, które wprowadził do swojej gry całkiem niedawno. Dodaje mu to nieprzewidywalności podczas wjazdów pod kosz, tak samo jak to, że potrafi przymierzyć z półdystansu. Bardzo lubi też ćwiczyć crossovery podglądając Kyrie’ego Irvinga oraz… Oczywiście, The Answer!

Crossover AI to najprzyjemniejszy do oglądania signature move w NBA. Mogłem oglądać je przez 5-10 minut bez przerwy, podwójne crossy, długi cross…

Niestety jak już pisałem wcześniej, przy temacie koszulki o procesie, Tyrese nie był fanem Sixers. Ba, trudno określić go nawet jako fana jakiejkolwiek drużyny. NBA od wielu lat stawia na kreowanie wizerunków zawodników, a sam biznes jest na tyle zmienny, że niektórym łatwiej jest kibicować zawodnikom niż klubom. Tak było też w przypadku combo guarda Sixers, którego pierwszym idolem był Baron Davis. Później przyszedł czas na D-Wade’a, na cześć którego Tyrese nosi numer „3”. Choć bardzo lubi opowiadać, że trójkę wybrał z innego powodu…

Gram z trójką, bo… Tak naprawdę dlatego, że z trójką grał Dwayne Wade, ale ludziom mówię, że to dlatego, że urodziłem się… Według mojego aktu urodzenia 4. listopada, ale tak naprawdę urodziłem się 3. listopada o 22:36. Moja mama chciała poczekać do północy, żeby nie musieć płacić za dodatkowy dzień pobytu w szpitalu. Dlatego według aktu urodzenia urodziłem się 4. listopada o północy.

To zresztą nie jedyna historia w temacie której lubi wyprowadzać innych w maliny. W przeciwieństwie do wielu innych zawodników NBA Tyrese wychowywał się w pełnej rodzinie – nie tylko z rodzicami, ale również z dwoma babciami! Z jedną z babć musiał nawet spać w jednym łóżku do siódmego roku życia, aż stanowczo nie zaczął domagać się własnego łóżka. Jednak opowiadając o tym często ubarwia historię zapierając się, że z babcią spał aż do 10. roku życia – tak po prostu, by zobaczyć miny swoich zbitych z tropu rozmówców!
 

Nie samym koszem człowiek żyje…

Tyrese jest bardzo zżyty z rodziną. Oprócz bardzo bliskiej relacji z ojcem nie sposób przejść obok relacji z matką, którą zawodnik niezmiennie, tak jak ojca, podziwia za poświęcenie i ciężką pracę. Oboje wpoili mu po części swoje wartości – ojciec przy grze w kosza, a matka w nauce. Tyrese nawet nie będąc tak utalentowany koszykarsko miałby szanse na college – na koniec liceum znalazł się w 5% najlepszych uczniów rocznika!

Młody zawodnik Sixers od najmłodszych lat pasjonował się koszykówką za sprawą ojca, marząc o grze w NBA. To marzenie spełni się już niedługo, a w głowie Tyrese’a jest już kolejne – zostać aktorem i zagrać w filmie Marvela! Maxey jest prawdziwym ekspertem od tego kinowego uniwersum i w wolnych chwilach naprawdę ćwiczy swoje zdolności aktorskie. Brzmi absurdalnie? Nie bardziej niż marzenie o grze w NBA, które, powtarzam, niedługo się spełni… Tyrese ma nawet pomysł na to jak nazywałby się jako superbohater!

Gdy tylko zakładam swój super-strój, moje zdolności są zmaksymalizowane. Dlatego nazywałbym się Maximus!

Teraz jednak w pełni skupiony jest na czerpaniu maksimum ze swojego pierwszego marzenia. Pokora, inteligencja i determinacja na pewno przypadną do gustu Docowi Riversowi i sztabowi szkoleniowemu Sixers, tym bardziej, że nasz najnowszy nabytek jest bardzo otwarty w temacie swojej roli na boisku.

Mogę grać różnie w zależności od tego czego oczekuje ode mnie trener. Jeśli mam rozgrywać – zrobię to. Ale na studiach grałem dużo off-ball, trochę też z piłką w rękach. Dla mnie nie ma to znaczenia, po prostu lubię być na parkiecie, lubię być koszykarzem.

Takie deklaracje na pewno dodają punktów Maxey’owi, lecz najważniejsze i tak będzie to, jak przemówi na boisku. Wybór w pierwszej rundzie draftu zawsze wiąże się z dużą presją, a od zawodników oczekuje się, że zostaną oni z marszu członkami rotacji, choćby w ograniczonym stopniu. Wielu z nich nie spełnia oczekiwań, ogłaszani są niewypałami, a kibice mają do nich często wiele żalu. Jak będzie w przypadku tego dwudziestolatka? Na ten moment możemy jedynie liczyć, że nie złamie obietnicy danej tuż po wyborze w drafcie.

Dziękuję Philadelphii za tę szansę i obiecuję, że tego nie pożałujecie (przez łzy)

Jedna myśl na temat “Tyrese Maxey – obiecuję, że nie pożałujecie!

  • 12 grudnia 2020 o 19:46
    Permalink

    Rzeczywiście trudno nie lubić Maximusa. Mam nadzieję, że będzie z niego pociecha. Z tego co wiem, to jedyny minus Doca w porównaniu z Brettem Brownem to bardzo słaby rozwój młodych. Ale talent powinien się obronić. Już się nie mogę doczekać sezonu!
    PS. Brawo Mateusz za kolejną arcyciekawą i dobrze napisaną biografię.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *