Biografia

DZIECIŃSTWO ALLENA IVERSONA: Początki | Sportowe życie | Incydent w kręgielni | Iverson za kratkami | Droga na uniwersytet | The Answer | Powrót do gry STUDIA W GEORGETOWN: Wielkie nadzieje | Ojcostwo | Postępy w grze | Mistrzostwa Świata w Japonii | Drugi rok gry DROGA DO NBA: Ogłoszenie decyzji | Wybór zespołu | Ponownie na sali rozpraw | Zamiana kulturowa | Kontrakt z Reebokiem ALLEN IVERSON W PHILADELPHII 76ERS: Debiutancki sezon 1996-97 | Nie szanuję nikogo | Weekend Gwiazd | Rekordy pod koniec sezonu | Sam na sam z Jordanem | Po debiucie | Fala uwielbienia, fala krytyki | Drugi sezon 1997-98 | Trzeci sezon 1998-99 | Czwarty sezon 1999-00 | Brak powołania | Konflikt Iversona z Brownem | Rapowe marzenia | Piąty sezon 2000-01 | Największe sukcesy w PO | Tragiczne lato | Szósty sezon 2001-02 | Problemy w offseason | Practice? | Siódmy sezon 2002-03 | Allen Iverson w Dream Teamie | Ósmy sezon 2003-04 | Allen Iverson olimpijczykiem w Atenach | Dziewiąty sezon 2004-05 | Dziesiąty sezon 2005-06 | Jedenasty sezon 2006-07 | Opuszczenie Philadelphii DENVER NUGGETS I DETROIT PISTONS: Po przeprowadzce… | Trzynasty sezon 2008-09 ZAŁAMANIE KARIERY: Wolny agent | Z wizytą w Polsce | Trzy razy Memphis Grizzlies | Kryzys reputacji | Najkrótsza emerytura w historii | Powrót do Philadelphii 76ers | Czternasty sezon 2009-10 | Problemy rodzinne | Gra w Europie 2010-11 | Ostatnia próba powrotu do NBA | Bankructwo | Oficjalne zakończenie kariery EPILOG: Spuścizna po Allenie Iversonie | Zastrzeżenie numeruŻycie po koszykówce | Galeria Sław NBA

 

DZIECIŃSTWO ALLENA IVERSONA

Iverson-jako-dzieckoPoczątki. Allen Ezail Iverson urodził się 7 czerwca 1975 roku w Hampton General Hospital w miejscowości Hampton, stan Wirginia. Jego wówczas zaledwie 15-letnia matka, Ann Iverson, dorastała w Hartfort w stanie Connecticut. Do bezpieczniejszej Wirginii przeprowadziła się wraz z rodziną przed porodem. W piątej klasie poznała Allena Broughtona, ojca AI. Dwa lata później zaczęli chodzić na randki – połączyła ich koszykówka: oboje grali w swoich szkołach jako rozgrywający i znani byli z twardości. Ann przestała grać dopiero w 5 miesiącu ciąży. Broughton opuścił ją, kiedy urodził się ich syn. Odwiedził ich tylko raz przynosząc trochę ubrań. Później przeprowadził się do Connecticut i zerwał kontakty z rodziną. Po latach tłumaczył: Byliśmy tylko dziećmi. Dziećmi, które zrobiły dziecko. Po jego odejściu matka Ann, kelnerka Ethel Mitchell, zdeklarowała swoją pomoc w wychowywaniu małego Allena. Jej mąż odmówił: Wychowywałem już swoje dziecko i nie mam zamiaru wychowywać żadnych więcej. Wówczas Ethell odpowiedziała mu: W takim razie myślę, że lepiej będzie jak pójdziesz swoją drogą i tym sposobem Ann i Ethell zostały same. Kilka lat później Ethell dostała zapalenia wyrostka robaczkowego i zmarła na stole operacyjnym, a Iversonowie otrzymali od szpitala 3 818 dolarów, aby zrzec się wszelkich innych odszkodowań, które mogli wygrać drogą sądową.

Mały-Allen-Iverson-z-mamąJak widać, życie Iversonów nie było usłane różami. Dorastałem w Newport News, w Wirginii, ale nazywaliśmy to miejsce Newport Bad News, bo wiele złego się tam działo – mówił o swoim dzieciństwie Allen. Potwierdzeniem tych słów wydaje się fakt, że już w wieku 8 lat był świadkiem pierwszego morderstwa. Jego matka ledwo wiązała koniec z końcem. Allen później mówił o niej: Robiła, co mogła. Wielu sportowców wychowywało się w złych dzielnicach, miało problemy z prawem, ale nikt chyba nie został tak mocno doświadczony pod tym względem jak AI. Dom państwa Iversonów, mieszczący się na Jordan Driver, postawiony był na miejskich rurach ściekowych. Często zdarzało się, że brakowało wody lub prądu z powodu niezapłaconych rachunków. Mało tego, kiedy jakaś rura pękła, cała podłoga była zalana ściekami. Wkrótce Ann Iverson poznała Michaela Freemana, któremu urodziła w 1979 roku córkę Brandy. Młody Allen często musiał się nią opiekować. Z czasem zaczął traktować Freemana jak prawdziwego ojca. W 1990 roku Ann i Michael doczekali się kolejnej córki: Leishy. Opieka szczególnie nad nią była dosyć uciążliwa. Urodziła się dziewięć dni po terminie, lekarze nie dawali jej dużych szans na przeżycie. Chorowała na apopleksję, która przejawiała się częstymi atakami. Dlatego też martwiący się o jej życie Allen najszybciej jak mógł wracał ze szkoły by zobaczyć Leishę. Koszty leczenia wpędziły rodzinę w jeszcze większą biedę. Tymczasem Freeman w 1991 roku znowu stracił pracę i zmuszony do sprzedawania narkotyków, aby zapłacić rachunki, po raz kolejny wylądował w więzieniu. Obserwując swoją matkę Ann oraz Michaela, który połowę swojego życia spędził za kratkami, Allen odebrał jasny przekaz: tylko sport może ich stamtąd wyrwać.

Iverson-w-szkoleSportowe życie. AI zaczął grać w kosza z polecenia mamy, która kazała synowi pójść na trening koszykówki. Wcześniej jednak zafascynowany footbolem amerykańskim, miał stwierdzić: Za cholerę nie pójdę. Koszykówka jest zbyt miękka. Ja jestem futbolistą. Kiedy Ann zagroziła, że w takim razie Allen nigdzie nie wyjdzie, udało się go przekonać. Na sali Iverson był zaskoczony widząc niemal wszystkich swoich kolegów z drużyny futbolowej. Usiadł na ławce i zaczął obserwować na czym polega „layup”, na czym „jumpshot” itd. Kiedy w końcu wyszedł na boisko uzbrojony jedynie w swoją szybkość i tą wiedzę, po dwóch akcjach, w których zrobił co zaplanował, miał podobno oświadczyć: Jestem tu najlepszym graczem. Dwa lata później Allen już regularnie na ulicy ćwiczył z Michaelem Freemanem. Za każdym razem, kiedy lądował na asfalcie w pojedynkach 1 na 1, słyszał, że ma podnosić dupsko i grać dalej. Freeman w rzeczywistości był wielkim fanem kosza, a jego ulubioną drużyną była Philadelphia 76ers z fruwającym nad obręczami Dr. J i takimi egocentrycznymi osobowościami jak Darryl „Chocolate Thunder” Dawkins czy Word B. Free. Trener szkoły średniej Betel High, Mike Bailey, zauważył małego Iversona kiedy ten grał w Aberdeen Elementary School. Przyszedł tam zobaczyć specjalnie jego, słysząc wcześniej mnóstwo pogłosek o dzieciaku, który gra i wygrywa ze starszymi od siebie. Pierwsze co zauważył było to, że wszystkie oczy były zwrócone właśnie na Iversona.

W 1992 roku Iversonowie wyprowadzili się z Jordan Driver i znaleźli bezpieczniej położony dom na 3710 Victoria Boulvard, w którym jedynym meblem była stara kanapa i regał na ponad 200 dyplomów i wyróżnień sportowych, jakich doczekał się Allen. Mieszkanie to znajdowało się zaledwie 250 metrów od stadionu futbolowego należącego do Betel High School, na którym tysiące fanów oklaskiwało wyczyny Allena Iversona. W tym samym czasie Ann zaczęła pracować w barze BBQ.

To właśnie w Bethel School zaczęła się na poważnie przygoda Allena ze sportem, a konkretniej – z footballem amerykańskim. Poznał trenera Gary’ego Moore’a, który opiekował się nim jak własnym synem (kilka lat później Iverson uczynił swoim osobistym asystentem). Moore nie mógł uwierzyć w to, co widział: Zabójczą kombinację szybkości, zwinności, twardości przy całkowitym braku strachu. Jak wspominał Moore, AI jako freshman zaliczył odległosć 4.7 jardów z tą samą szybkością, jaką zanotował gwiazdor NFL Jerry Rice podczas swojego debiutanckiego sezonu. Jako sophomore przeszedł na pozycję quarterbacka. W koszykówkę grał w tym samym czasie bez żadnej przerwy, co nie przeszkodziło mu zdobywać 27.1 ppg i doprowadzić szkołę do bilansu 15-8, najlepszego od dekady. Iverson był liderem, inną gwiazdą w zespole był Tony Rutland. Ten duet trener Bailey nazywał „Straszną Dwójką”, nie tylko ze względu na świetną grę, ale także przez spory o nie podawanie piłki. Dlatego poza boiskiem Bailey starał się stworzyć najlepszą możliwą atmosferę w drużynie, a kiedy Iverson czy Rutland nie mogli grać na przykład z powodu kontuzji, drugiego też nie wypuszczał na parkiet.

Iverson-z-kolegamiNieco wcześniej Iverson poznał o trzy lata starszego Tony’ego Clarka, który obok Michaela Freemana i matki był dla niego kolejnym autorytetem i wzorem do naśladowania. Zawsze mówił mu, jaką drogą powinien w życiu iść. Gdy Allen urywał się ze szkoły, Tony kazał mu wracać lub szedł razem z nim. Nie kończ jak ja – zostań w szkole – powtarzał Clark. Niestety latem 1992 roku Clark zginął pchnięty nożem w szyję przez dziewczynę. Iverson nie mógł uwierzyć w tą wiadomość i pobiegł do mieszkania zamordowanego przyjaciela, w którym znalazł tylko purpurową kałużę krwi na podłodze. Allen poznał również kilku nowych przyjaciół, w tym Rasaana „Ra” Langfrda i Erica „E” Jacksona. To oni zainteresowali go rapem. Potrafili godzinami wspólnie przesiadywać i freestyle’ować. Iverson wychowany na R&B której słuchała jego matka, wreszcie znalazł muzykę, która opisywała jego życie i wszystko to, z czym styka się każdego dnia na ulicy. Szczególnie upodobał sobie Notoriousa B.I.G. ze względu na jego teksty, ale też lojalność do swojej paczki (Junior Mafia), którą uczynił tak wielką, jak on. Dlatego wraz z Langfordem, Jacksonem oraz Marlonem Moore i Arnie Steelem w 1992 roku założyli grupę „Dynasty Raiders” (później zamienioną na „Cru Thik”) i obiecali sobie, że jeśli AI pierwszy zacznie zawodowo uprawiać sport, pomoże reszcie finansowo i zawsze będą trzymać się razem, opiekować sobą nawzajem. Jeśli któryś z nich pierwszy nagra płytę, znajdzie się też zawsze wsparcie i miejsce dla reszty.

Tamtymi czasy całym życiem Iversona było rapowanie z „Cru Thik” oraz gra w koszykówkę, którą zaczął coraz bardziej kochać. Boisko do kosza było moją jedyną ucieczką. Mam na myśli to, że było to jedyne miejsce w którym mogłem robić swoje i nie miałem żadnych zmartwień, mogłem zapomnieć o wszystkim – powiedział po latach. Wtedy osiągnął wyższy poziom swojej gry. Wygrał narodowy turniej w Richmond. Kluczowego kosza zdobył wówczas Rutland po podaniu bez patrzenia od Iversona. Na wspólnym grillu tego samego dnia AI powiedział do swojego trenera Boo Williamsa: Jestem taki dobry jak Mike, wiecie?! Mogę go ograć. Williams odpowiedział: Może i tak, ale Mike Evans jest całkiem dobry, to byłby niezły pojedynek. Iverson poprawił go: Nie. Nie. Nie. Mogę ograć Mike’a. Mike’a Jordana. Kilka dni później zespół Allena zdobył mistrzostwo w turnieju AUU z zawodnikami do lat 17. Iverson zdobył MVP ze średnią 25.5 ppg w ośmiu meczach, a w finałowym pojedynku wygranym 82-78 z Charlotte Sonics (z Jerrym Stackhouse i Jeffem McInnisem w składzie) zaliczył 25 punktów, 6 zbiórek i 5 asyst. Jak opisywał Boo Williams, ludzie byli zszokowani, bo rzadko kto wiedział kim jest Iverson, który pojawił się znikąd i od razu zdobył MVP oraz tytuł.

Allen-Iverson-gra-w-footballRównie dobrze Iverson radził sobie w futbolu. W 1993 roku z Bethel Bruins miał bilans 10-1 i doszedł aż do finałów, a Daily Press uznała go Sportowcem Roku. Trenerem Iversona był Denis Kozlowski, który pełnił też wiele innych funkcji w zespole i znany był ze swoich twardych zasad. Każdy jego zawodnik w dniu meczu musiał nosić krawat i marynarkę. AI oczywiście robił wszystko, byle tego uniknąć. Kiedy Kozlowski dowiedział się, że Iverson od początku sezonu chodził w t-shircie, zapytał się, co się stało z garniturem, który kupił mu 5 miesięcy wcześniej na indywidualnych zakupach. AI odpowiedział, że wziął go przyjaciel jego mamy. Kozlowski jednak miał dla Iversona taryfę ulgową i starał się brać go pod swoje skrzydła. Pewnego razu dowiedział się, że Allen głoduje. Zabrał go do biura i zaproponował udział w programie darmowych posiłków w szkole. Nieco zawstydzony Iverson nie chciał się przyznać, że potrzebuje tego rodzaju pomocy, zgodził się dopiero wtedy, kiedy Kozlowski obiecał porozmawiać z personelem w stołówce i zorganizować wszystko tak, by nikt się nie dowiedział, że jego podopieczny jest na liście dokarmianych osób. Innymi razy Kozlowski dowiedział się, że ktoś widział Allena kupującego narkotyki. Wziął go na rozmowę podczas której Allen przysięgał, że nic nie bierze i wyszło na jaw, że o kupno prosiła go matka. Kozlowski jak sam później przyznał, przeprowadził z nim jedną z najtrudniejszych rozmów. Zapytał, czy rzeczywiście chce pomóc mamie i w jaki sposób. Chcę pomóc bardziej niż cokolwiek. Przez dostanie się do NBA lub NFL – odpowiedział Iverson. Kozlowski przekonał więc go, że jeśli zostanie przyłapany na kupnie narkotyków, to marzenie na zawsze przepadnie i żeby następnym razem, jeśli już musi, poprosił o taką przysługę któregoś ze znajomych. Kolejnym problemem były nieobecność Allena w szkole, jednego roku opuścił około 75 godzin, wiele z nich nie było usprawiedliwionych, a powodem większości była konieczność opiekowania się siostrą Leishą.

Tymczasem na boisku futbolowym Allen spisywał się dwukrotnie lepiej niż jako sophomore. Jako junior uzyskał 2204 jardy, zaliczył 21 przyłożeń z biegu i kolejne 14 z podań oraz 8 razy przechwytywał podania, wzbudzając podziw wszystkich. Tak jak on był niewiarygodny gdy grał w kosza, był jeszcze bardziej niesamowity w futbol – powiedział Gary Moore. To wyglądało, jakby każdy inny grał w futbol, a on grał w PlayStation – mówił trener koszykówki Mike Bailey, dodając: Każdy patrzył wzajemnie na siebie i zastanawiał się: czy my widzieliśmy tylko jakąś powtórkę, czy to wydarzyło się naprawdę?

Pewnego razu Kozlowski dał do przeczytania Iversonowi książkę „Psycho-Cyberneticks” Maxwella Maltza piszącego o zjawiskach, kiedy osoba która straciła rękę czy nogę, wciąż odczuwa, jakby ona tam była. Trener chciał sprawić, by jego podopieczny również na boisku robił rzeczy automatycznie, polegając na intuicji i widząc swoje akcje, zanim do nich doprowadzi. Allen wzniósł psychocybernetykę na nowy poziom – mówił później Kozlowski. Potwierdził to kilka lat później Terry Royster, ochroniarz AI w latach 1997-2002: Pozwólcie mi powiedzieć o treningach Allena. Cały czas jak z nim byłem, nigdy nie widziałem go zrzucającego wagi, pracującego nad sylwetką, albo chociażby trenowania rzutu za rzutem. Zamiast tego, przygotowywał się do gry we własnym zakresie, był przed meczem cicho jak cholera, by wreszcie powiedzieć na przykład: wiesz jak zazwyczaj używam crossa żeby wyminąć przeciwnika, cofnąć się i zniszczyć ich z pół dystansu? No cóż, dzisiaj będę ich zabijał tym całą noc. I niech mnie diabli, jeśli tego właśnie nie robił. Rozumiecie, to był właśnie jego trening, kiedy siedział i myślał. To wszystko co wiem o treningach Allena. Wracając do czasów Bethel High School – Iverson doprowadzał swoją drużynę do kolejnych sukcesów, by w 1994 roku zdobyć mistrzostwo stanu w futbolu wygrywając finałowy mecz 27-0. Mecz, w którym o mało co nie zagrał z powodu opuszczonych wcześniej kilku dni w szkole. Szczęśliwy po zdobyciu trofeum Iverson został spytany przez dziennikarza, co teraz zrobi. Teraz zamierzamy zdobyć kolejne mistrzostwo w kosza – powiedział bez namysłu AI. I to zamierzenie udało się zrealizować, zdobywając tym samym dwa mistrzostwa w jednym roku!

Ten sezon w barwach Bethel Bruins, chociaż bardzo udany, był dla Allena Iversona bardzo trudny z innych powodów. W jednym ze spotkań doszło do kłótni z trenerem Baileyem, który przez cały mecz instruował Iversona z ławki, żeby więcej podawał i nie grał tak egoistycznie. Trenerze! Przestań mi bezustannie mówić, jak mam grać – odparł AI. Zdenerwowany Bailey przy stanie 65-61 zdjął swojego kapitana z boiska, na co ten kazał mu „pieprzyć się”. Bez Allena jego drużyna rozgromiła rywali 101-67. W szatni przyjaciel Allena, Xavier Gunn powiedział mu, że to przez jego egoizm i samolubność. Jak mogę być egoistą, skoro zaliczam 10 asyst w meczu? – odparł Allen, na co usłyszał: Nie chodzi mi o koszykówkę. Powinieneś tak postępować cały czas. Kiedy trener Bailey powiedział ci, jak masz grać dzisiaj, kiedy czasem słyszymy tego typu rzeczy, trzeba się podporządkować, bo to zawsze właściwe. W następnych meczach obyło się bez kłótni i Allen wykonywał polecenia trenera, ale poza tym oboje się do siebie nie odzywali przez dłuższy czas. Iverson często lądował na ławce z powodu opuszczonych treningów, a trener miał pełne poparcie jego matki. Tymczasem Bruins spisywali się dzięki grze Iversona świetnie, wygrywając 19 meczów z rzędu. Po jednym z takich zwycięstw gracze cieszyli się w szatni ze zwycięstwa, kiedy wszedł smutny trener Bailey oświadczając, że to nie czas na radość z wygranej, tylko refleksję. Dzień wcześniej trzech jego graczy, włączając w to Iversona, brało udział w zabawie. Doszło do strzelaniny, w której zginął jeden z młodych ludzi. Koszykarze chwilę wcześniej opuścili to miejsce i nie byli zamieszani w strzelaninę, jednak Bailey chciał dać im lekcję: Nie mówię, ze któryś z was zrobił coś złego, ale nie musieliście. Wyobraźcie sobie co by było, gdybyście to wy przypadkowo zostali postrzeleni? Pomyślcie o tych co was kochają, jakby zareagowali? Pomyślcie dzisiaj o tym, co naprawdę istotne. W szatni zapanowała cisza, aż cała trójka wraz z trenerem uścisnęli sobie ramię. Chciałem to już zrobić dawno temu – powiedział Bailey do skłóconego z nim jeszcze chwilę wcześniej Iversona. Ja też – odparł koszykarz. -To co nas powstrzymało? -Duma – odpowiedział Iverson. Oboje zamienili ze sobą jeszcze kilka słów, aż Bailey poradził Iversonowi: Wiesz co powinieneś robić, Bubba? Potrzebujesz takich rzeczy typowo związanych ze szkołą średnią, które robią inne nastolatki. Wiesz, iść na film, albo zebrać się z kumplami i pójść na kręgle rozładować trochę energii. Kilka tygodni później zespół cieszył się z mistrzostwa, drugiego dla Bethel High z udziałem Iversona, ale radość z tego niesamowitego osiągnięcia nie trwała długo.

Incydent w kręgielni. 14 lutego 1993 roku, w Walentynki, miał miejsce nagłośniony przez media „incydent w kręgielni”. Tego dnia 17-letni Allen Iverson, wraz z kilkoma czarnoskórymi kolegami (m.in.Michael Simmons, Melvin Stephens Jr, Samuel Wynn) poszli do kręgielni „Circle Lanes” w Hampton. Zachowywali się głośno i stawali na krzesłach, chociaż proszono ich, by tego nie robili. W pewnej chwili Allen z kolegami podeszli do baru z przekąskami. Stojąca tam grupa młodzieży (pochodzących z dobrych rodzin) zaczepiła czarnych studentów (w sądzie bronili się, że to oni zostali sprowokowani). Nastąpił pojedynek na wyzwiska. Podobno wszyscy zostali nazwani czarnuchami, a Iverson dodatkowo małym chłopczykiem. To był główny powód bójki, w której używano nie tylko pięści, ale także znajdujących się w pobliżu krzeseł i innych przedmiotów. Policja aresztowała uczestników zajścia. Obrońcą Iversona został 73-letni Herb Kelly, emerytowany prawnik z Hampton University, poproszony o pomoc przez Gary’ego Moore’a, do którego zwrócił się z kolei sam oskarżony. Swojego prawnika proponował także trener Kozlowski, a wsparcie inni przyjaciele z piosenkarzem Brucem Hornsbym na czele. Tymczasem w mieście rozprawa była numerem jeden rozmów, a na mecz z udziałem Iversona rozegrany w dwa dni po zajściu przyszło najwięcej kibiców od 15 lat. Ten grał dobrze jak nigdy, trzy dni później został wybrany przez magazyn „Parade” do drużyny „All-American High School”. Reszta sezonu przepadła niestety z powodu oskarżeń.

Iverson w sądzieW sądzie głównym dowodem była kaseta VHS nakręcona przez Michaela Simmonsa, który był na ostatnim roku i kręcił film o życiu swojej szkoły. Allen został oskarżony o udział w bójce i sądzony jak dorosły. Część świadków twierdziła, że opuścił on kręgielnię w trakcie bójki i już do niej nie powrócił, inni utrzymywali, że po chwili ponownie znalazł się w środku. Na kasecie wideo zarejestrowane zostały krzyki, wyzwiska, łamiące się krzesła i twarze uczestników bijatyki, ale wśród nich nie było twarzy Allena Iversona. Jednak jeden z białych studentów, Brandon Smith, przysięgał, że widział jak ten uderzył krzesłem w plecy 23-letnią studentkę, Barbarę Steele. Smith chciał jej rzekomo pomóc, ale nie mógł bo Allen uderzył krzesłem także i jego. Tymczasem sama poszkodowana miała podbite lewe oko (założono jej 6 szwów) i zdiagnozowano u niej amnezję, więc nie potrafiła sobie przypomnieć, kto ją uderzył. Iverson i ci, którzy go popierali utrzymywali, że jest niewinny. To szaleństwo! Jakim musiałbym być człowiekiem, żeby uderzyć dziewczynę w głowę ciężkim krzesłem? – mówił AI w sądzie, dodając: Ostatnią rzeczą, jaką można o mnie powiedzieć to fakt, że jestem zdolny do takiego czynu. Oskarżonych denerwował też fakt, że o bójkę oskarżono tylko cztery osoby, w dodatku wszyscy oni byli czarnoskórzy. W winę Allena nie wierzył trener Bailey, chociaż miał własną opinię dlaczego w ogóle nie widać go na kasecie wideo: Jeśli rozumiecie tą kulturę, to wiecie, że ten, któremu może się udać wyrwać z getta, jest chroniony przez pozostałych. Nawet nie wiem ile to razy jeździłem gdzieś po naprawdę nieciekawych okolicach Newport News, szukając w środku nocy Allena. Raz go zapytałem: co się stanie jeśli będę się tam wypytywał któryś z sąsiadów, gdzie jesteś? -Nic, trenerze. Oni wiedzą, że jesteś ze mną – odpowiedział.

Iverson za kratkami. Ostatecznie wyrok zapadł 12 lipca 1993 roku. W mowie przed jego ogłoszeniem Allen powiedział cichym, łamiącym się głosem: Chciałbym przeprosić moją rodzinę i przyjaciół oraz całą miejscową społeczność, jeśli przysporzyłem jej wstydu. I myślę, że skoro mam teraz szansę mówić, chcę powiedzieć że źle czuję się z tym co stało się tamtej nocy, z udziałem wszystkich ludzi w kręgielni. Nie chciałbym, żeby coś takiego zdarzyło się komukolwiek w podobnej sytuacji. O godzinie 9.34 rano sędzia Nelson Overton skazał Allena Iversona na 5 lat za spowodowanie urazów u Barbary Steele i udział w bójce z narażeniem zdrowia pozostałych jej uczestników. Początek odsiadki zaplanowano na wrzesień, wcześniej AI miał być pod nadzorem w areszcie domowym, aby mieć szansę skończyć rok szkolny. W chwili ogłoszenia wyroku siedział w swojej ławie, jego twarz stała się blada. Biała publiczność nagrodziła wyrok oklaskami, czarna część publiczności była wściekła i zawiedziona. Trener Bailey smutny wpadł w ramiona swojej żony, Kozlowski wyszedł niezadowolony z sali. Obaj zdali obie sprawę, że teraz ich podopieczny trafi do więzienia miejskiego w Hampton, tego samego w którym przebywał jego biologiczny ojciec. W tym czasie w Hampton więcej czarnych obywateli trafiało za kratki, niż na studia, a Iverson tylko powiększył tą statystykę o znane nazwisko. Allen nie był jednak karą zaskoczony, już godzinę po wydarzeniach z kręgielni zadzwonił do trenera Kozlowskiego opowiadając co się stało i przewidując, że ponieważ był tam jedyną rozpoznawalną postacią, policjanci zrzucą całą winę na niego. Jakiś czas przed wyrokiem rozmawiał także z trenerem Bailey’em mówiąc, że nie zagra w przyszłym roku, prawdopodobnie lepiej by było, jak pójdzie do innej szkoły. Po latach Bailey mówił, że dopiero później zrozumiał, że Iverson oczywiście wciąż chciał grać dla Bethel i niczego bardziej nie pragnął, niż zdobyć dwa lata z rzędu mistrzostwa w dwóch dyscyplinach sportowych, ale w jakiś sposób przewidywał rezultat sprawy sądowej i chciał go na to w odpowiedniu sposób przygotować.

Kilka dni po wyroku Iversona, skazani zostali również jego koledzy – Simmons na pięć lat, Wynn na zaledwie trzy. W ich przypadku proces odbył się jednak z udziałem ławy przysięgłych, której nie było na rozprawie Iversona. Miał on o to żal do swojego adwokata, ponieważ nie została mu przedstawiona taka opcja. W konsekwencji część zarzutów niektórych uczestników bójki została oddalona i skarżono ich głównie o sam udział w bójce, bez spowodowania obrażeń ciała czy zagrożenia życia.

Protesty w sprawie skazanychSprawa z udziałem Allena Iversona odbiła się głośnym echem w całej Ameryce. Różne gazety przyjmowały różny punkt widzenia i polemizowały wzajemnie ze sobą. Zaczęto dyskutować, jaka jest granica i jakie słowa związane z różnicami rasowymi są na tyle niebezpieczne, że mogą wywołać użycie siły. Czy powinno się je stosować? Tymczasem zainteresowani procesem ludzie podzielili się podobnie jak widownia na sali sądowej na białych i czarnych, jednak w przeprowadzonych przez dziennikarzy ankietach większość była zgodna, że Iversona skrzywdzono zbyt wysokim wyrokiem, niezależnie od tego, czy powinien był zostać skazany na odsiadkę, czy też nie. Powstała grupa SWIS (od pierwszej litery nazwiska każdego z oskarżonych) zbierająca podpisy pod listem przekonującym do uniewinnienia skazanych. Jedna z jej założycielek powiedziała: Jestem oburzona. Dilerzy narkotyków dostają mniej, niż oni. Mordercy dostają mniej. Ludzie z nożami i pistoletami też dostają mniej. Wkrótce SWIS zyskał poparcie „Bethel African Methodist Episcopal Chuch”. Trener Bailey zorganizował publiczną dyskusję argumentując, że szkoła nie tylko straciła sportowców, ale co ważniejsze, straciła studentów i przyjaciół. Te słowa dotarły do Iversona, który wzruszony wysłał do Baileya swoją dziewczynę Tawannę Turner z podziękowaniem: On wie, że mogłeś mówić o straconych sportowcach, więc dla niego znaczy wiele, że mówiłeś o nim jako o osobie. To dla niego wiele znaczy, bo pochodzi z głębi serca. Butch Carter, przez pewien okres sąsiad rodziny Iversonów, powiedział: Kiedy sędzia dał mu pięć lat, to było… powiem wam: to było tak samo gdy Joe Louis przegrał walkę, Martin Luter King Jr został zabity, Muhammad Ali został pozbawiony swojego mistrzostwa. A teraz Allen Iverson idzie do więzienia. Oczywiście były też głosy pochwalające decyzję sędziego Overtona. Dla przykładu, gazeta Daily News napisała 14 września w specjalnym komentarzu: Wierzymy, że sprawa Iversona została przeprowadzona uczciwie i odpowiednio. Teraz system prawny jest atakowany, ponieważ udowodnił, że Iverson zasłużył na lekcję wyciągania konsekwencji. Nie możemy więc uwierzyć, że pojawiają się nawet argumenty o wyciąganiu studentów ze szkół do więzienia.

Zgodnie z wyrokiem, we wrześniu Iverson został przetransportowany do więzienia miejskiego. Pierwsze dni Allena w „Newport News City Farm” były bardzo ciężkie. Każdego wieczoru próbował podtrzymywać wiarę, że pewnego dnia wyjdzie na wolność i spełni marzenie o karierze zawodowca. Allen szybko dostał pracę w więziennej kuchni, gdzie wypiekał chleb, ciasta i herbatniki. Był wzorowym więźniem. Każdego dnia wstawał o 5 rano i szedł do pracy. Po niej były dwie godziny na rekreację, więc chodził na stare, zużyte więzienne boisko do koszykówki. Bałem się o niego grającego tu w koszykówkę. Ci chłopcy grali naprawdę twardo i brutalnie – mówił później naczelnik więzienia, Billy Payne. Ale mimo to Allen był ciągle w depresji. Nie prasował swoich ubrań, nie mył się i nie układał włosów. Wszystkie zmieniło się z dniem odwiedzin matki. Kochanie, jestem bardzo zraniona widząc cię w takim stanie. Musisz pozostać silny dla mnie – powiedziała Ann Iverson i jej syn szybko doszedł do siebie. Od tego czasu zaczął sobie powtarzać, że nigdy się nie podda, bo ludzie na zewnątrz są od niego zależni.

Podczas odsiadki Allena, zgodnie ze złożonym kiedyś przyrzeczeniem o lojalności, Ann, Brandy i Leishą Iverson opiekowali się przyjaciele Allena, czyli „Ra”, „E”, Marlon i Arnie. Płacili rachunki, niezależnie od tego, jak musieli na nie zdobyć pieniądze. AI pilnował tymczasem, aby w więzieniu nie odwiedzał go żaden kolega z zespołu. Nie chciał się złamać, pokazując, jak bardzo to docenia, ile znaczy dla niego takie wsparcie, zwłaszcza, że dochodziły go słuchy, że koledzy jeżdżą na mecze wyjazdowe zabierając ze sobą zawsze jego koszulkę i spodenki. Ale najbardziej nie chciał, żeby widzieli go uwięzionego, jak ptaka w klatce.

Wśród osób wspierających Iversona w tym czasie byli m.in. Spike Lee (który wysłał mu do przeczytania w więzieniu książkę o Malcolmie X), Michael Jordan, Bill Cosby i wspomniany już Bruce Hornsby. Adwokatem Hornsby’ego był Larry „Woody” Woodward z ekskluzywnej kancelarii „Shuttleworth, Rudolph and Giordano”. Woodward był poważanym prawnikiem, w gabinecie na ścianach miał zdjęcia z Colinem Powellem czy George Bushem. W Wirginii wspierał czarnoskórego kandydata na gubernatora, Douglasa Wildera. Kiedy w grudniu Wilder został wybrany pierwszym gubernatorem Afro-Amerykaninem, był to przełom dla sprawy Iversona. Po odsiedzeniu łącznie czterech miesięcy z 5-letniego wyroku, Allen został zwolniony warunkowo przez Wildera. Kiedy wciąż nie ma dla mnie dostatecznych dowodów i jest możliwość ulgi korzystając z danego mi przywileju amnestii, nie mam najmniejszej wątpliwości, że nie można ograniczać wolności Allena Iversona i trzeba dać mu szansę kontynuowania jego edukacji – to tekst oświadczenia biura prasowego gubernatora. Decyzja ta oraz proces, wywołały ogólnokrajową dyskusję na temat polityki rasowej. Daily News napisała: Ci, którzy wierzyli, że Iverson został uczciwie potraktowany przez system sprawiedliwości – włączając w to nas – mogą teraz mieć wątpliwości co do motywów gubernatora. Ale to już się nie liczyło – O mój Boże! – mogła wykrzyczeć z radości matka Allena, kiedy ten 30 grudnia w otoczeniu dziesiątek dziennikarzy i Woodwarda przyjechał jego limuzyną na 3710 Victoria Boulevard ubrany w koszulkę z barwami zespołu koszykarskiego Bethel Bruins. Wolny!

Droga na uniwersytet. Kiedy AI był za kratkami, jego mama wstawiała się za nim u legendarnego trenera Johna Thompsona, starając się zapewnić Allenowi miejsce na uniwersytecie w Georgetown. Thompson zgodził się przyjąć Allena, ale on chciał w tym czasie pójść na uniwersytet w Maryland, który wybrał jego dobry przyjaciel, Joe Smith.

Po wyjściu na wolność Allen musiał nadrobić swoje braki w nauce. Od grudnia 1993 roku pobierał lekcje w „Kumon Math and Reading Center” u Sue Lambiotte, od 4 do 6 godzin dziennie, cztery dni w tygodniu. Lambiotte otworzyła to centrum zaledwie rok wcześniej, aby indywidualnie pomagać uczniom, często sportowcom, w dostaniu się na studia. I dlatego miała inną definicję sukcesu dla młodego Allena – nie chodziło tu w największym stopniu o to, by jej podopieczny dostał się do NBA, tylko właśnie na studia. Kiedy inni mówili o talencie Iversona, ona go rozumiała jako umiejętności artystyczne i zdolność samodzielnego myślenia. Co to by była za tragedia, gdyby ten chłopak nigdy nie dostał się do college’u – mawiała. Jednak lekcje z Allenem nie były łatwe. Aby ten się szybko nie nudził, Lambiotte zmieniała temat zajęć co 15 minut i starała się wprowadzać jak najwięcej urozmaicenia w każdej dziedzinie. Allen myślami często i tak był gdzie indziej, czasami nie stawiał się na lekcje, czasami po prostu nie spełniał jej wymagań. Kiedy pewnego razu wyraziła swoje niezadowolenie i rozczarowanie, powiedział: Ale Pani Lambiotte, proszę zobaczyć, ile już się nauczyłem. Wtedy zrozumiała, że dla Iversona był to najcięższy okres nauki, niż kiedykolwiek wcześniej.

Tymczasem życie na Victoria Boulevard było z dnia na dzień cięższe. Michael Freeman częściej przebywał za kratkami, niż w domu, a kiedy był na wolności, ze sprzedaży narkotyków nie potrafił już utrzymać rodziny. Pewnego dnia idąc na kolejną odsiadkę powiedział Allenowi: Ty jesteś teraz głową rodziny. Musisz zaopiekować się matką i twoimi siostrami. Lambiotte usłyszawszy to zapytała, co w takim razie jest złego w pracy w McDonald’s. Allen odpowiedział szybko: Nie wyżywi pani rodziny pracując w McDonald’s. Lambiotte kontynuowała: To nie szukaj sposobów na zarobienie tymczasowych pieniędzy, bo to nie pomoże twojej mamie i siostrom. Najlepszą rzeczą, jaką możesz dla nich zrobić jest załatwienie akademickich spraw jak najlepiej, dostanie się na studia i zbudowanie przyszłości dla siebie i dla nich. O tym Iverson już jednak wiedział, ponieważ będąc w więzieniu miał dużo czasu na przemyślenia. Już od dawna zdawał sobie sprawę, że jedynym sposobem na wyrwanie się z ubóstwa i prowadzenie normalnego życia, jest pójście na uniwersytet i wybranie kariery sportowej. Jest to jedyna droga ucieczki z getta. Ale ciężko było o tym myśleć, żyjąc w takich warunkach. Wreszcie, pewnego dnia Iversonów odwiedził Blackmon i widząc całą tą nędzę wziął całą rodzinę do siebie, do mieszkania na Marcella Drive w Nowym Jorku, nieopodal Central Parku. W tym czasie Allen spędzał czas włócząc się ze swoimi kumplami, Armniem, Ra, Marlonem i Garym Moorem, lub przesiadując wieczorami z Tawanną Turner i oglądając wspólnie filmy. Do jego ulubionych należało „Scarface” i „Dead Presidents”, ale szczególne wrażenie zrobiło na nim wówczas „Pulp Fiction” Quentina Tarantiono, ze względu na postać odgrywaną przez Samuela L. Jacksona.

The Answer. Korzystając z pobytu w Nowym Jorku, Allen zapragnął zagrać w legendarnym Rucker Park na 155 ulicy w Harlemie, na boisku koszykarskim na którym grały największe talenty w kraju, które z jakiś powodów nie poszły na studia lub nie przeszły na zawodowstwo. AI słyszał o fantazyjnych popisach graczy z zabawnymi pseudonimami, takimi jak „Half-Man, Half-Amazing” czy „Skip to My Lou”. Dlatego pewnego dnia powiedział do Blackmona: Człowieku, potrzebuje jakiś niepowtarzalny pseudonim. Chuck, ty jesteś THE ANSWER – odpowiedział Blackmon, dodając: Bo jesteś odpowiedzią na wszystkie bolączki w NBA. Kiedy Allen stwierdził, że bardzo mu się to podoba, Blackmon wyjaśnił: Wiesz, teraz wszyscy kochają Mike’a, wszyscy chcą być jak Mike. Ale Mike już tam nie gra. Więc teraz ty będziesz Odpowiedzią. Iversonowi ostatecznie nie udało się tego lata zagrać w Rucker Park, ale jak wiemy ta ksywka została z nim na zawsze.

Powrót do gry. Zamiast w Nowym Jorku, pojawiła się szansa występu w turnieju „Kenner Summer League”. Allen był bardzo zdeterminowany, żeby grać. Kiedy zniechęcić próbowała go Sue Lambiotte, ten tylko się uśmiechnął i bez ogródek oświadczył, że jego drużyna wygra turniej. Biedny chłopak, jeszcze tyle musi się nauczyć o życiu – pomyślała Lambiotte, wiedząc, że minęło ponad półtora roku, od kiedy Iverson grał w zorganizowaną koszykówkę i chodził na treningi. 5 sierpnia 1994 roku, kiedy zaczął się turniej, 750 osób śledziło pierwszy mecz. Szybka trójka Iversona, podanie za pleców, za chwilę wsad – to wystarczyło, żeby wszyscy skandowali jego nazwisko. W całym meczu uzbierał 40 punktów poruszając się na zadziwiającej prędkości. Następnego dnia widownia była już o prawie połowę większa, a Iverson jej nie zawiódł, już po 27 sekundach popisując się „windmill dunkiem” i trafiając siedem pierwszych rzutów, w tym sześć „trójek” i to z odległości uznawanej w NBA. Łącznie tego dnia zdobył 33 oczka. Pare dni później już czterotysięczna publiczność, w tym Dikembe Mutombo, obserwowali jak Iverson zdobywając 26 punktów prowadzi swój zespół do wygranej 72-66 i tak jak przepowiedział swojej nauczycielce – do mistrzostwa. W dalszej części lata ukończył zajęcia z dziedziny psychologii i rządu USA i tym samym odebrał dyplom mówiąc: Chcę po prostu, żeby wszyscy wiedzieli, jak bardzo doceniam to, co zrobili. Popatrzył na swoją mamę i siostry i kontynuował: Wiem, że nie zawsze było łatwo, ale chcę żebyście wiedzieli, jak wiele to dla mnie znaczy. A teraz mam zamiar uczynić was znowu dumnym, w Georgetown.

STUDIA W GEORGETOWN

Iverson-w-barwach-HoyasWielkie nadzieje. Debiut Allena Iversona w zespole Georgetown Hoyas miał miejsce na początku listopada 1994 roku w Georgetown’s McDonough Auditorium na pokazowym meczu przeciwko Fort Hood Tankers. Na meczu pojawił się dziennikarz Washington Post Thomas Boswell, chcąc się przekonać, kim jestem Iverson, o którym tak wiele słyszał. Nie mogąc uwierzyć, że chodzi o tego niskiego chłopaka o chudych nogach i w za dużych spodenkach, usłyszał od kolegi po fachu, że on sam już po pierwszych minutach meczu na własne oczy przekonał się, kim jest Allen Iverson. I rzeczywiście, Boswell niespełna kilka minut później miał powiedzieć: O mój Boże, on jest niesamowity oglądając, jak Allen zdobywa 24 punkty w 8 pierwszych minut meczu. W całym spotkaniu przebywał na parkiecie 30 minut uzyskując 36 punktów i 5 asyst. Boswell oświadczył, że teraz ma dwa wielkie wspomnienia jeśli chodzi o jego pierwsze wrażenia uniwersyteckie: Człowiek, który został Kareem Abdul-Jabbarem i Allen Iverson. Ewing jest trzeci.

Oprócz gry Iversona dla Hoyas, równie ważne, a może nawet ważniejsze, były jego relacje z trenerem Johnem Thompsonem. Jego drużyna musiała być zawsze twarda, a sam szkoleniowiec pochodził ze starej szkoły. Wymagał dyscypliny, nie zezwalał na biżuterię, żądał noszenia marynarki. Ale jako kolejny trener, Allena traktował z pobłażliwością, wiedząc, że nie można zbyt mocno ograniczać jego poczucia wolności. Pomyślcie tylko, co go spotkało w dzieciństwie. Ostatnią rzeczą, jaką on potrzebuje, są ograniczenia. On musi być wolny jak ptak. On musi latać.

Thompson pamiętał również, że w poprzednim sezonie jego zespół osiągnął bilans 19-12, a on sam od czasów Patricka Ewinga nie występował w Final Four, co z Allenem Iversonem było celem do osiągnięcia. A tymczasem Hoyas byli zespołem pełnym debiutantów lub zawodników pozyskanych z transferów. Najlepszym ich graczem byli Othella Harington (14.7 ppg, 8.0 rpg) i Don Reid (współlokator Iversona w Georgetown). Nadzieję wzbudzali również George Butler i Jerome Williams. Niekwestionowanym liderem miał od teraz być oczywiście Iverson, który miał zarówno świetne mecze (39 punktów w swoim drugim spotkaniu) jak i gorsze (19 w kolejnym, trafiając tylko 5 razy na 18 prób, oraz 8 strat). Ale najczęściej Allen był w dobrej formie, aż po jednym z meczów Thompson mógł powiedzieć o jego fantazyjnej, akrobatycznej i ponaddźwiękowej grze: Nigdy nie widziałem czegoś takiego. Widziałem trzy razy narodziny cieląt, dziewięć powozów konnych, widziałem nawet raz Elvisa. Ale nigdy nie widziałem obrońcy, który potrafi robić z piłką takie rzeczy, jak on. Widziałem go dokonującego tego, co nikomu wczesnej się nie udało. On jest wspaniały. Zaczekajcie, aż zacznie grać na dobre. Ten chłopak uczyni naszą drużynę tak dobrą, że to będzie aż nierzeczywiste. AI szybko się rozkręcał. W grudniu dwa razy z rzędu rzucił ponad 30 punktów, co zdarzyło się dopiero drugi raz jeśli chodzi o wszystkich podopiecznych Thompsona. Hoyas z bilansem 7-1 byli na 12 miejscu w całym kraju, a średnia Iversona wynosiła 21.5 ppg. Dlatego mimo, że jego gra nie była jeszcze doskonała i problemem była spora liczba strat, AI miał wolną rękę i mógł grać jak chciał, bo takie było właśnie założenie trenera: Nie czuję, że gram teraz dokładnie tak, jakbym chciał, ale cały czas się uczę. Wiele razy, kiedy zrobię coś widowiskowego w grze, później tracę nad sobą kontrolę. Tego mnie właśnie trener uczy najbardziej, cierpliwości – mówił Iverson dziennikarzom, a Thompson go tylko chwalił: Allen cały czas robi co tylko mu każę, a jeśli się to nie udaje to siadamy i o tym rozmawiamy, chociaż to za często się jeszcze nie zdarzało. On jest bardzo łatwy do współpracy. Mniej zadowolony był Harrington, któremu niedobrze grało się z Iversonem „drugie skrzypce”, a jego średnie spadały. Ale musiał pogodzić się z tym, bo Hoyas grali najlepiej od lat i w tej sytuacji nie miał prawa nic powiedzieć. Thompson wiedział, że graczy tych wiele różni. Harrington wolał wolne, zaplanowane i rozegrane akcje, Iverson wciąż grał ponaddźwiękowo. Chcąc jednak uniknąć konfliktu, starał się miedzy nimi stwarzać dobrą atmosferę, a kiedy jeden nie mógł grać z powodu kontuzji, drugi też częściej siedział na ławce. Powtórzyła się więc sytuacja ze szkoły średniej. Szaleństwo „Iversomani” wybuchało gdzie tylko grali Hoyas, aż zdenerwowany Thompson musiał prosić ochroniarzy o usuwanie tablic z napisami porównującymi Iversona do Jordana, aby nie rozpraszać swojego lidera. Pojawiały się też transparenty krytykujące AI i przypominające jego więzienną przeszłość, ale to tylko mobilizowało go do lepszej gry. W tym czasie miał już bowiem zaplanowaną przyszłość. Dzień przed pierwszym meczem dla Georgetown odwiedził Michaela Freemana w więzieniu i powiedział: Zamierzam opuścić studia po dwóch latach, przejść na zawodostwo i zaopiekować się tobą.

Ojcostwo. Podczas swojego pierwszego roku Allen został ojcem. Tawanna Turner urodziła mu córeczkę Tiaurę, która została z nią i matką Tawanny w Hampton, ale Allen odwiedzaj je kiedy tylko mógł. W tym samym czasie ponownie skontaktował się z nim biologiczny ojciec, Allen Broughton, który twierdził, że widział syna w NBC kiedy ten był aresztowany i teraz chciałby z nim odnowić kontakt. Allen zapytany przez niego, czy ma żal za przeszłość, chłodno odpowiedział, że nie. Pytany, czy mogliby się spotkać, odparł krótko, że „nie widzi problemu”. Jednak jeszcze sporo czasu, wiele nieodebranych telefonów i wypowiedzianych wymówek minęło, zanim do spotkania rzeczywiście doszło. Niespełna kilkanaście miesięcy później pijany Broughton zadał swojej byłej dziewczynie, Chrystal Owens, sześć ciosów nożem kiedy ta prasowała swój strój do pracy. Dwa w ramie i cztery w brzuch. W 1998 roku został skazany na 8 lat więzienia. Zza krat słał listy do Ann i Allena przekonując, że wciąż chce utrzymywać z nimi kontakt i nie chodzi o sławę jego syna. Ale zostało to bez odpowiedzi.

Postępy w grze. Georgetown Hoyas zakończyli sezon 1994-95 z bilansem 18-8, a Iverson ze średnią 19.8 ppg i rekordem ligi z 64 przechwytami został nazwany zarówno Debiutantem Roku jak i Najlepszym Obrońcą Roku w Big East. W tym okresie stosunki miedzy Iversonem, a Thompsonem, weszły w jeszcze lepszą fazę. Pewnego razu trener zaprosił AI do swojego hotelu na rozmowę w cztery oczy. Przestraszony Allen był pewien, że coś przeskrobał, jednak bardzo się mylił: Chciałbym, żebyś usłyszał coś, czego nie mówiłem ci przez ten cały rok. Jestem z ciebie bardzo dumny. Cokolwiek teraz się zdarzy, chciałem, żebyś był tego świadom. Iverson przez chwilę nie mógł nic powiedzieć, po czym uścisnął swojego trenera, którego podobnie jak Freemana, traktował jak ojca. Thompson później mówił: Myślę, że dzieciaki lepiej się czują, kiedy jestem zły i na nich wrzeszczę. Dlatego jego zdaniem Iverson mógł sobie wtedy pomyśleć: Co do cholery stało się z moim trenerem? Był dzisiaj dla mnie miły!

Pierwszym rywalem Hoyas w fazie NCAA Tournament był zespół Xavier, którego Hoyas łatwo pokonali awansując do 1/16 rozgrywek. Tam na wyjeździe grali przeciwko North Carolina (z Rasheedem Wallecem i Jerry Stackhousem w składzie), ale pod koniec meczu Iverson miał publiczność po swojej stronie. Wszystko za sprawą jego występu. W pierwszej połowie przestrzelił wszystkie swoje sześć rzutów i Hoyas przegrywali 16 punktami. W drugiej, mimo legendarnej obrony trenera przeciwników, Deana Smitha, rzucił 21 punktów w 14 minut niwelując stratę do zaledwie 4 punktów. Ostatecznie to jednak rywale wygrali 74-64, ale Iverson dostał owację na stojąco. Nie od fanów North Caroliny, tylko po prostu od fanów koszykówki. Oglądajcie go w przyszłym roku, oni będą kimś – podsumował Smith.

Mistrzostwa Świata w Japonii. W przerwie między pierwszym, a drugim rokiem kariery uniwersyteckiej, Iverson został wybrany do młodzieżowej reprezentacji USA na Mistrzostwa Świata w Japonii. Trenerem zespołu USA był Lon Kruger, a wśród powołanych zawodników takie talenty jak Tim Duncan, Charles O’Bannon czy nowy rywal Iversona, Ray Allen. Chociaż atmosfera między tymi ostatnimi nie była najlepsza, nie tyczyło się to parkietu. Na boisku AI był niekwestionowanym liderem, którego nikt nie potrafił zatrzymać. W ćwierćfinale przeciwko Litwie rzucił 21 punktów trafiając 10 z 15 rzutów, co przyczyniło się do zwycięstwa 105-81. W meczu o złoty medal USA rozgromiło Japonię 141-81, udział Iversona wyniósł w tym 26 punktów.

Iverson-w-barwach-Hoyas-2Drugi rok gry. Przygotowując się do drugiego roku gry na studiach, głównym celem Iversona było wprowadzenie większej cierpliwości do gry, co miało wpłynąć na poprawienie zaledwie 39% skuteczności z gry z pierwszego roku, oraz obniżenie liczby strat, których było niewiele mniej niż asyst. I tak się stało. Przed rozpoczęciem sezonu Hoyas nie udało się wygrać National Invitational Tournament, mimo 40 punktów Iversona w meczu o pierwsze miejsce. Ale inaczej rozpoczął się sezon zasadniczy. Georgetown z bilansem 12-1 byli nie do zatrzymania, podobnie jak AI, który nie tylko zdobywał w tych trzynastu meczach średnio ponad 23 punkty, 6 asyst, 4 zbiórki i 4 przechwyty, ale rzucał z zadziwiającą 53% skutecznością z gry. Thompson chwalił go za wielkie poświęcenie i dążenie do wybranego celu, porównując Iversona w tym, aspekcie do Patricka Ewinga. Dodatkowo – jak na ironię biorąc pod uwagę jego karierę w NBA – bardzo chwalono go za obecność i wkład w każdy trening. Właśnie na jednym z nich Iverson zaczepił swojego kolegę z drużyny, Deana Barry’ego, znanego mu od wielu lat. AI był o wiele lepszym zawodnikiem, ale jednego talentu Barry’ego nie udało mu się pozyskać – crossoveru. Oglądał w telewizji ten ruch w wykonaniu Isiaha Thomasa czy Tima Hardawaya, ale nie potrafił go powtórzyć. Wreszcie powiedział Barry’emu, zawodnikowi dosłownie z końca ławki rezerwowej – Stary, musisz mnie nauczyć tego numeru. Barry nie tylko go nauczył, ale obserwował, jak Iverson przenosi ten trik na nowy, wyższy poziom, korzystając ze swojej dynamiki, zwinności i drobnej budowy ciała. Od tego czasu jeszcze więcej fanów zaczęło przychodzić na mecze, żeby zobaczyć jak młody zawodnik z Georgetown „łamie kostki” przeciwników, co nagradzali takimi brawami, jakby Michael Jordan wzbijał się w powietrze wykonując jeden ze swoich podniebnych wsadów. Po latach Barry, obecnie biznesmen, uzasadniał taki stosunek Iversona do treningów: Oni z trenerem byli jak ojciec i syn. Allen nigdy nie spóźnił się na trening, bo to byłby wyraz braku szacunku wobec trenera. Nie mówię, że się nie kłócili. Ale z tymi sprawami trener nigdy nie poszedłby do mediów, tylko prosto do nas. Wiele rzeczy nigdy nie wyszło poza ściany szatni, a to znaczyło dla Allena bardzo wiele.

Wkrótce sezon zasadniczy dobiegł końca. Hoyas osiągnęli bilans 26-7, a Iverson legitymował się średnimi 24.7 ppg, 5.0 rpg, 4.0 apg i 3.5 spg. Zaczynał się NCAA Tournament, ale studenci z Georgetown żyli tylko jednym: pytaniem, czy Allen odjedzie do NBA, czy zostanie na kolejne dwa lata. Dlatego na ostatnich meczach sezonu wielu próbowało go przekonać do pozostania na studiach, co robił też trener Thompson, w którego karierze jeszcze żaden zawodnik nie opuścił przedwcześnie uniwersytetu. Ale Iverson pamiętał o jednym, przyrzeczeniu które dał Michaelowi Freemanowi dzień przed rozpoczęciem studiów. Od tego dnia już wiedział – po dwóch latach przechodzi na zawodostwo, zgłaszając się do draftu NBA.

Wcześniej czekał go jednak mecz o mistrzostwo Big East. Georgetown Hoyas po raz kolejny zmierzyli się z rywalem, którego nie mogli przez ostatnie dwa lata pokonać: drużyną Raya Allena, Uconn. Zarówno Iverson jak i Allen mieli fatalny dzień. Pierwszy wiele czasu spędził na ławce przez kłopoty z faulami, drugi chybił 14 rzutów z rzędu. UConn przegrywali na 5 minut przed końcem 11 punktami, ale zdołali dogonić Hoyas i to właśnie Ray Allen, który wcześniej nie mógł trafić do kosza, wykonał na 13.6 sekundy przed końcem kluczowy rzut za 3 punkty dający jego zespołowi zwycięstwo i tym samym tytuł. Iverson był załamany i jak relacjonował później trener Thompson, po raz pierwszy w szatni widział go ze łzami w oczach.

Hoyas zaczynali w takiej sytuacji NCAA Tournament na drugiej pozycji. Pierwsze dwa mecze grali w Virginii, zaledwie godzinę drogi od Newport News, dlatego trybuny były nie tylko pełne przyjaciół Iversona, ale nie zabrakło też na nich Ann Iverson oraz byłego już gubernatora Douga Wildera, który przyszedł się przekonać, kim jest ten młody człowiek, któremu dał druga szansę w życiu. Dlatego też reporterzy zaczęli wypytywać o tą właśnie sprawę, ale na straży stał Thompson, który nie dopuszczał żadnego pytania na ten temat. Georgetown pokonało Mississippi Valley State, New Mexico i Texas Tech, by w samym finale East Regional zmierzyć się z University of Massachusetts. W pierwszej połowie Iverson rzucił 17 punktów, ale w drugiej trafił tylko 1 z 10 rzutów (dokładniej – zapakował piłkę do kosza nad Marcusem Camby) i Hoyas przegrali 62-86 kończąc swój sezon. Iverson ponownie otrzymał tytuł Obrońcy Roku.

DROGA DO NBA

Ogłoszenie decyzji. Przed ogłoszeniem swojej decyzji, Allen stanął przed koniecznością zatrudnienia agenta. Mało kto wie, że swoje usługi na tym polu oferował mu słynny Spike Lee, reżyser znany chociażby z nakręcenia takich filmów jak „He Got Game” czy „25th Hour”. Jednak trener Thompson polecił mu uznanego agenta, Davida Falka. 1 maja 1996 roku Allen Iverson w otoczeniu matki, Falka i trenera uniwersyteckiego na specjalnie zwołanej w tym celu konferencji prasowej oświadczył swoją gotowość gry w NBA. Moja rodzina potrzebuje mnie teraz – powiedział, opowiadając o biedzie i kłopotach z siostrą Leishą, na którą wciąż brakowało pieniędzy na potrzebne środki medyczne i leczenie, co rzecz jasna by się zmieniło po rozpoczęciu kariery zawodowej. Nie podobają mi się warunki życia w Hampton, do których zmuszona była moja mama i siostry – tłumaczył. Na koniec Ann Iverson dodała: Chciałabym podziękować trenerowi Thompsonowi i jego sztabowi. Zrobili z mojego małego chłopca prawdziwego mężczyznę. Sam Thompson nie miał wątpliwości, że AI bez trudu poradzi sobie w NBA, jednak nie był pewny co zrobi z resztą swojego życia: Martwię się jak cholera, co będzie robił przez pozostałe 22 godziny – powiedział.

Wybór zespołu. Allen Iverson zanim jeszcze podjął decyzję o zawodowej grze w koszykówkę, wiedział, że jeśli do tego dojdzie, to chce grać dla Philadelphii 76ers i nikogo innego. Tak był wychowany przez Michaela Freemana, którego Sixers byli ulubioną drużyną i od którego od zawsze słuchał opowieści o „Dr. J”, Worldzie B. Free i Andrew Tooney’u. Ponieważ jego zmarła babcia zawsze powtarzała mu, że wszystko dzieje się z jakiegoś konkretnego powodu, tak samo Allen odnosił się do swojej odsiadki i tak samo wiedział, że właśnie gra w Mieście Braterskiej Miłości jest mu przeznaczona.

Pat Croce i Allen IversonNa dodatek zespół przechodził swoistą metamorfozę – z nową halą, managmentem i nowym właścicielem był wymarzonym miejscem na rozpoczęcie nowego etapu życia. Nadszedł więc czas na spotkanie z charyzmatycznym prezydentem Patem Croce, którego szaleństwa Allen zapamiętał z telewizji z transmisji loterii do draftu NBA. Pierwszy raz panowie spotkali się w pobliżu lotniska w towarzystwie nowego generalnego menedżera, Brada Greenebrga. Kilka dni wcześniej Greenberg przekonał do siebie Croce’a, kiedy pytany na rozmowie kwalifikacyjnej kogo Sixers powinni wybrać w drafcie, wskazał właśnie Iversona, uzasadniając to jego znakomitymi umiejętnościami i nazywając go typem gracza, na którego widok chce się krzyczeć WOW! (po chwili pytając, czy naprawdę to powiedział). Rozmowa na lotnisku zaczęła się od pytania o wydarzenia z kręgielni, ponieważ ten bagaż będziesz nosił ze sobą gdziekolwiek nie pójdziesz i wszyscy będą chcieli ci to wytknąć prosto w twarz – usłyszał Iverson. Po przedstawieniu swojej wersji wydarzeń, Croce zapytał: Czyli chcesz mi powiedzieć, że ten gościu nazwał cię czarnuchem, a ty go nie uderzyłeś? -Zgadza się – odpowiedział Iverson. W takim razie jesteś jakimś pieprzonym wariatem – rzucił Croce. Iverson spoważniał, odsunął się nieco i tłumaczył: Mówię ci człowieku, przecież nie mogłem. Nie jestem głupi. Kilka lat później Croce patrząc w przeszłość uznał ten moment za początek prawdziwej przyjaźni miedzy nimi, będąc przekonanym, że nie będzie w ich relacjach żadnych kłamstw.

Greenberg pytał o mamę koszykarza i jej związki z narkotykami (czemu Iverson zaprzeczył) oraz o jego starszych kolegów. Lubię otaczać się starszymi chłopakami, ponieważ kolesie w moim wieku robią złe rzeczy, gorsze nawet niż ci starsi, z którymi wychodzę – usłyszał. Później Croce z Greenbergiem spotkali się jeszcze z Marcusem Cambym, Rayem Allenem, Kobe Bryantem ale według GM’a żaden z nich nie był tak szczerze prawdziwy, jak Iverson. Dlatego skupiono się na nim. Greenberg rozmawiał z trenerem Thompsonem, który przyznał, że jego były podopieczny nie lubił szkoły, ale chociaż miał kilku przyjaciół wśród gangsterów, sam nim nie jest, można go trenować, jest twardy jak gracze footballu i bywa bardzo lubiany przez kolegów z zespołu. Lon Kruger nazwał Allena krótko najbardziej utalentowanym rozgrywającym, jakiego kiedykolwiek szkolił, przyznając: lubi współzawodniczyć w sposób, jakiego jeszcze nie widziałem, czasami zdarza się że dochodzi do nieporozumień miedzy nim i kolegami, jeśli ci nie chcą starać się współzawodniczyć wystarczająco mocno.

Jak zwykle przed draftem NBA nie obyło się bez przeprowadzenia testu psychologicznego. W raporcie psychologa znalazły się słowa: niewyczerpany typ osobowości… będący niezwykłym połączeniem pozytywnej złości i frustracji… może często czuć się wyobcowany, samotny i niezrozumiany przez innych… jest lojalny dla przyjaciół, odczuwa potrzebę należenia do grupy… potrzebuje wskazówek i dobrego wzorca, ale też dobrego kompana… całkowicie pewny siebie na boisku, ale poza nim jest pełen nieufności. Psycholog zalecił, by w sportowych kontaktach z Allenem zawsze być wyrozumiałym i koniecznie zapewnić mu rodzaj wzorcowego zawodnika w szatni.

Allen-Iverson-wybrany-w-drafcieChociaż Croce już od dawna wiedział, że wymarzonym wyborem jest dla niego właśnie ten zawodnik, Sixers nie byli jeszcze pewni, więc asystent Maurice Cheeks spotkał się z Iversonem by przeprowadzić kolejną rozmowę i przekonać się, jakim typem zawodnika będzie on dla zespołu i swoich kolegów. Kto jest twoim ulubionym obecnie rozgrywającym? – zapytał. Oh, Gary Payton – odparł bez namysłu Iverson, a pytany o powody takiego wyboru, powiedział: Bo on jest zawsze twardy. A kiedy jakiś zawodnik rzuca mu wyzwanie, on zawsze przyczepia się do niego. W tym momencie Cheeks, przez całą karierę znany z tego, że unikał egoizmu na parkiecie, chciał usłyszeć coś innego. Zapytał, czy w takich sytuacjach Iverson zawsze tak postępuje. Ten potwierdził, ale będąc coraz mniej pewny siebie, zaczął po kolei spoglądać na Greenberga i Cheeksa. Ten ostatni wreszcie przemówił: Cóż, chcę tylko powiedzieć, że z tobą na parkiecie jest czterech innych zawodników. Więc jeśli wciągniesz się w prywatną wojnę z innymi strzelcami, to co wtedy z tymi zawodnikami? Iverson uśmiechnął się i zamiast odpowiedzieć, zapytał, kto w takim razie jest ulubionym rozgrywającym Cheeksa. Usłyszawszy nazwisko Johna Stocktona nieco zbladł, bo zdolności nie mógł mu odmówić, ale nie miał pomysłu z jakich powodów Cheeks wymienia kogoś z najkrótszymi spodenkami w lidze. Tak, John Stockton – potwierdził Mo, kontynuując: Chcesz mówić o twardości? On nigdy nie opuścił meczu. I jest najlepszym graczem na zasłonach w Utah od lat. Ten chłopak umie grać. On rozumie koszykówkę. Sixers nie zrazili się i podczas przeprowadzonego w New Jersey draftu, Allen wraz mamą oraz przyjaciółmi z Cru Thik mogli usłyszeć z ust Davida Sterna: Z numerem pierwszym w drafcie 1996 roku Philadelphia 76ers wybiera Allena Iversona, z Georgetown University. Za nim znaleźli się tak znakomici gracze jak Stephon Marbury, Ray Allen, Marcus Camby, Antoine Walker, Peja Stojakovic, Steve Nash, Shareef Abdur-Rahim czy wreszcie Kobe Bryant. Ze wzrostem 183 centymetrów, Iverson stał się najniższym zawodnikiem draftu wybranym z numerem pierwszym w całej jego historii! Charles Barkley pytany przez jednego z dziennikarzy, co w tej chwili mógł myśleć Iverson, odpowiedział: Zapewne coś w stylu: Już nigdy nie będę biedny!

Ponownie na sali rozpraw. Iverson miał iść do NBA spełniając słowo dane Freemanowi, tymczasem jemu znowu groziło więzienie. 5 kwietnia 1996 odbyła się rozprawa, podczas której Iverson przysięgając mówić całą prawdę i tylko prawdę, był świadkiem obrony Freemana. Został on aresztowany w domu swoich braci, w którym podczas nalotu policja znalazła dziesiątki tysięcy dolarów i narkotyki – marihuanę i kilka gramów kokainy. Oskarżony przysięgał, że narkotyki należały do jego braci, a on już nie zajmował się nimi mając zagwarantowaną przyszłość i pieniądze za sprawą Allena Iversona (co ten właśnie potwierdzał jako świadek). Dodatkowo obrona wykazywała, że Freeman będący na zwolnieniu warunkowym nieskutecznie wnosił o pozwolenie na zmianę adresu zamieszkania, bo jego lokatorzy zajmowali się handlem narkotykami. Mimo tych argumentów uznano go winnym, a AI zaraz po przeczytaniu wyroku opuścił salę sądową tylnim wyjściem.

Zamiana kulturowa. W momencie, kiedy Allen Iverson wstępował do NBA, liga poruszała się już na dawno wyznaczonym torze, na którym nie było zakrętów. Standardy nie tylko gry, ale też stylu bycia, mody czy reklamy, wyznaczył powracający do ligi Michael Jordan. Najpopularniejszym show w telewizji, w białych i czarnych domach, był „Bill Cosby Show” podkreślający tylko podobny wizerunek czarnoskórego, dobrze ułożonego człowieka z dobrego domu. A w NBA roiło się aż od zawodników „z klasy średniej”, z których każdy chciał być lub był kreowany na zawodnika ze stajni Jordana, żeby tylko wspomnieć Granta Hilla, Penny Hardawaya czy Harolda Minora, któremu wprawdzie umiejętności brakowało, ale był znany jako „Baby Jordan”. Wszyscy chcieli być „Like Mike” tymczasem na horyzoncie pojawił się on – Allen Iverson. Ktoś zupełnie oderwany od tego wzorca, kto wyznaczył nową erę dla czarnoskórych sportowców. Ktoś do bólu szczery, autentyczny, grzeszny. Ktoś, kto do NBA wprowadzał swoją kulturę, czyli hip hop. Osoba, która zdawała się mówić, że nie ma zamiaru dostosować się do wyrytego wzorca, tylko to inni muszą się dostosować, zmieniając swój punkt widzenia odnośnie ludzi takich jak on. Dziennikarze sportowi i ludzie we władzach NBA przywykli do czego innego. A tymczasem Iverson powodował dosłowne zderzenie kultur, ponieważ oceniano go przez pryzmat koszykarski, ale wizerunek ten już wcześniej został przez samego Iversona przekształcony, do bycia ikoną hip hopu.

Krytyk kultury Michael Eric Dyson tak tłumaczy to zjawisko: W pewnym sensie, Allen Iverson to Tupac z jumpshotem. Jak Tupac, on zawsze dźwiga swoją historię ze sobą. A w Ameryce najczęściej się mówi, że jeśli chcesz odnieść sukces, musisz wybielić swój życiorys, musisz być bardziej czysty. Ale to tylko Stany Porzucenia Czarności. A teraz pojawia się koszykarz rozumiejący, że getto jest dla niego metaforą pokazującą, w jaki sposób zmagał się on z przeciwnościami i wygrał. Jak Tupac on mówi Ameryce: To nie o to chodzi, że ja się zmienię – to WY musicie zmienić swój sposób patrzenia, by być w stanie zrozumieć czarnego człowieka z getta, z cornrowsami i wieloma innymi rzeczami, które kiedyś były dla was najgorszymi symbolami czarności.

Sam Iverson po zakończeniu kariery sportowej powiedział: „Tatuaże, fryzury, opaski, hip-hop. Nigdy nie planowałem tworzenia nowych trendów w NBA. Dostałem za to w tyłek, ale było warto, jeśli zawodnicy, którzy przyszli za mną, mogli być dzięki temu sobą”.

Kontrakt z Reebokiem. Podobnie jak Jordan, także Iverson miał swój wpływ także na rynek reklamy. David Falk uzgodnił dla niego wart 50 milionów dolarów kontrakt z Reebokiem, czyli największym rywalem promowanej przez Jordana firmy Nike, do której wówczas należało 40% z wartego 7 miliardów dolarów rynku. Reebok przeżywający ciężkie chwile wypuścił w styczniu 1997 roku nowy model buta „The Question” (od drugiej edycji nazwę zmieniono na „The Answer”), które można było kupić za 100 dolarów. Wcześniej zastanawiał się nad podpisaniem kontraktu z Shaquillem O’Nealem, ale Henry Gaskins odpowiedzialny za kontrakty wiedział, że mimo talentu koszykarskiego Shaqa, ludzie nie utożsamią się z zawodnikiem takim jak on. Nie będą nosić jego butów, ponieważ wolą graczy mniejszych, zwinniejszych i w pewnym stopniu nietykalnych, których mogą porównywać do siebie samych. I tym samym Reebok wypełnił lukę w rynku na produkt „anty-jordanowski” dla dzieci z dużych miast, którzy szukają jako wzorca kogoś takiego kim był AI.

ALLEN IVERSON W PHILADELPHII 76ERS (1996-2006)

Debiutancki sezon 1996-97. Na kilka godzin przed debiutem Allena Iversona w NBA, do Pata Croce’a podbiegła Ann Iverson ubrana w koszulkę „Iverson’s Mom” pochwalić się nowym jaguarem, który dostała od syna. Jednocześnie poprosiła prezesa Sixers: Czy byłbyś w stanie dać mojemu dziecku kilka rad jeśli chodzi o wypłaty. Bo podejrzewam, że moje maleństwo nie ma nic w lodówce. Pat natychmiast odpowiedział, wskazując na samochód: Nic dziwnego! Oto na co poszły pieniądze. Oboje się roześmiali, Croce obiecał opiekę nad Allenem, a Ann się z nim zaprzyjaźniła.

Iverson-w-pierwszym-sezonieNa pierwszy mecz Allena Iversona przybyło ponad 20 000 fanów filadelfijskiego zespołu, oprócz jego mamy i przyjaciół, nie zabrakło również Johna Thompsona. Sixers grali z Bucks, ale nie byli dobrym zespołem. W trakcie przebudowy, kilkakrotnie wcześniej wybierający wysoko w drafcie, wciąż szukali nowego kierunku i wyjściem z marazmu miał być właśnie AI. Było to nie lada wyzwanie dla zatrudnionego właśnie trenera Johnny’ego Davisa, który oprócz wschodzącej gwiazdy NBA musiał pokierować takimi zawodnikami, jak drugoroczniak Jerry Stackhouse, utalentowany ale niepokorny Derrick Coleman, czy całkiem solidny Clarence Weatherspoon. Jak połączyć talenty tych graczy? W pierwszych minutach swojego debiutu problemu tego nie miał Iverson, nie tylko wywołując zachwyty publiczności zdobywaniem punktów na różne sposoby, ale też fantazyjnymi podaniami do wbiegającego Stackhouse’a czy nad kosz do Colemana. W całym spotkaniu trafił aż 12 z 19 rzutów, co pozwoliło mu uzbierać 30 punktów i 6 asyst. Niestety w końcówce uwidocznił się brak doświadczenia. Na 3 minuty przed końcem Sixers prowadzili 98-96, ale wtedy AI popełnił niepotrzebny faul, a krzycząc do sędziego Co ja zrobiłem? Co zrobiłem? zarobił dodatkowo przewinienie techniczne. Rywale wykorzystali wszystkie rzuty wolne, a Sixers już ich nie dogonili. Na dodatek powtórzyła się niemalże historia z ostatniego roku w Georgetown, znowu w ważnym dla Iversona meczu kluczową w końcówce „trójkę” trafił odwieczny rywal, Ray Allen, przyczyniając się do niepowodzenia zespołu Iversona. Ten jednak nie wydawał się zbytnio załamany, optymistycznie oświadczając w szatni dziennikarzom: Nie ma tu strefy, nie ma brudnej obrony. W NBA jesteś tylko ty i twój obrońca. Czuję, że mogę rzucać punkty przeciwko każdemu.

Nie szanuję nikogo. W drugim meczu Iversona, Sixers zmierzyli się z Bulls, celebrującymi właśnie wywalczenie kolejnego pierścienia mistrzowskiego, po sezonie w którym osiągnęli nie pobity do dzisiaj bilans 72-10. Iverson słyszał wprawdzie, że Scottie Pippen i Dennis Rodman ze sobą nie rozmawiają, słyszał, jak nieprzyjemny potrafi być do swoich kolegów z zespołu Michael Jordan. Ale to się nie liczyło, najważniejsze, że tak szybko nadarzyła się Allenowi okazja, by zagrać ze swoim idolem, czyli właśnie MJ. Mecz nie był zacięty, Jordan rzucił tylko 27 punktów, ale to wystarczyło na łatwą wygraną Bulls 115-86. Natomiast podekscytowany i zdenerwowany z początku Iverson zaliczył tylko 15 punktów (4/13 z gry) i miał 5 strat (wszystkie w pierwszej połowie). A za całokształt gry ostro dostało mu się od urażonych graczy Bulls. Nie lubię wielu młodych graczy, ale jego nie lubię najbardziej – powiedział Dennis Rodman. Trzeba mieć respekt dla gry i zawodników, przeciwko którym się gra. On nie szanuje ludzi. Myśli, że jest Bogiem. On myśli, że boisko to ulica, jego ulica, więc może robić co tylko mu się podoba i mówić, co tylko zechce. Ron Harper powiedział: On musi nauczyć się być cicho, ale przyznał również: Myślałem, że umiem grać w obronie. Teraz już sam nie wiem. Rodman i Pippen oskarżyli Iversona o wykonywanie zbyt wielu rzutów należących do jego zespołu. Inni młodzi gracze zapewne nie odpowiedzieliby na te słowa, ale nie młody – gniewny Iverson: Nie obchodzi mnie, co mówi Sciottie Pippen. Scottie Pippen nie wie, co się działo z moją rodziną, wiec nie wie nic o mnie. Rodman, nawet nie zwracam na niego uwagi. Jego cała gra polega na jak największym staraniu się, by cię wkurzyć. Jak całość skomentował Michael Jordan? Jak już wspomniałem Iversonowi, powinien nas szanować. Nawet jeśli nie szanujesz nikogo innego w lidze, to powinieneś szanować nas. A on powiedział, że nie szanuje nikogo. Prasa zrobiła z tego wielki skandal, a inni zawodnicy także zaczęli nie szanować Allena. Budził on coraz bardziej negatywne odczucia. A chodziło mu tylko o to, że nie czuje strachu przed innymi graczami na boisku i podczas gry daje z siebie wszystko, nie zważając na to, przeciw komu gra. Prasa jednak to przemilczała. Allen później powiedział: To media wyrobiły mi taką opinię (…) nie szanuję nikogo na boisku (…) poza nim tacy ludzie jak Michael czy Magic są dla mnie wzorami. Tłumaczył się też, że o grze w NBA marzył od dawna, więc jak mógłby chcieć tu grać nikogo jednocześnie nie szanując. W obronie swojego klienta musiał nawet stanąć David Falk: Michael jest dla Allena idolem i właśnie z powodu tego, nie chce, żeby szacunek w jego kierunku miał miejsce także na boisku, gdzie razem współzawodniczą, bo wtedy nie potrafiłby tego robić. Oczywiście głosy te były odosobnione i nie przekonały wielu, kiedy prasa wydala już werdykt na Iversona i wskazywała, kto jest świętym, a kto grzesznikiem. Dla rzeszy kibiców Iverson stał się symbolem zepsucia, typem egoistycznego sportowca za bardzo zapatrzonego w siebie i nie potrafiącego docenić dobra, jakie go spotkało, co miały podkreślać jego własne słowa: Myślę, że młodzi zawodnicy też chcą pokazać, że należą do tego koszykarskiego świata. My też chcemy mieć swoją markę. Obrońcy gwiazdy Sixers przypominali, że Julius Erving też przybył do ligi z własnym stylem, afro na głowie i złotymi łańcuchami na szyi i też nie szczędzono mu słów krytyki. Sam Red Auerbach powiedział: Julius Erving to miły chłopiec, ale nie zostanie wielkim koszykarzem. A stał się legendą. Nie komu innemu jak Michaelowi Jordanowi, podczas pierwszych kilku sezonów, gdy Bulls byli równie słabi jak teraz Sixers, zarzucano, że za bardzo skupia się na statystykach i nie potrafi uczynić własnych kolegów lepszymi graczami. Porównywano pod tym względem do Larry’ego Birda czy Magica Johnsona. Sam Smith w książce „The Jordan Rules” opisywał, jak ten opuszczał treningi lub nie zjawiał się na zebraniach zespołu, by grać w golfa. Okazało się wiec, że łączyło tą dwójkę więcej, niż można byłoby się spodziewać.

Wyjątkowo mocno na Iversona uwziął się były zawodnik Philadelphii 76ers, Charles Barkley. Nie tylko próbował mu nadać przydomek „Me, Myself & I-verson”, ale przy każdej okazji oczerniał koszykarza. Ach te dzisiejsze dzieciaki – mówił podkreślając, że jako weteran ma obowiązki „opiekować się” tego typu zawodnikami. Iverson musi zrozumieć, że Michael Jordan i ja założyliśmy swoje tenisówki, zanim on to zrobił. On nie jest największy, jest ostatni. Allen Iverson nic nie wie. Taki Grant Hill wysłuchał nas i przyjął do wiadomości krytykę. Aż Iverson nie wytrzymał mówiąc bez ogródek: Nie szanuje tego grubasa – Barkleya, dodając, że on jest nikim, nie zdobył nawet mistrzostwa i nie ma prawa nikogo  obrażać. Niebawem przeprosił za te słowa, ale uraz pozostał.

Tymczasem już podczas pierwszego miesiąca Allen udowodnił, że wybranie go w drafcie z najwyższym numerem wcale nie było błędem. Dzięki znakomitym średnim 21.8 ppg, 6.4 apg i 2.67 spg został Debiutantem Listopada. Dodać trzeba też, że ze średnią 5.3 strat przewodził pod tym względem NBA. Chociaż jak obliczono, blisko połowa z nich wynikała z odgwizdywanych mu kroków podczas chociażby crossovera. Zdarzało się, że sędziowie podczas jednego meczu 2-3 razy nie nadążali za ruchami Allena i popełniali ten błąd.

Weekend Gwiazd. W lutym jak zwykle nadszedł czas Weekendu Gwiazd, na którym nie mogło zabraknąć Allena Iversona w składzie Drużyny Debiutantów. Jubileuszowy, 50-ty All Star Weekend miał przejść do historii jako ten, podczas którego na jednym parkiecie spotkało się 50 najlepszych zawodników w historii NBA, z żyjącym jeszcze Wiltem Chamberlainem oraz Billem Russellem, Michaelem Jordanem, Oscarem Robertsonem, Kareem Abdul-Jabarrem, Larrym Birdem, Magickiem Johnsonem i Jerrym Westem na czele. Okazało się jednak, że zainteresowanie mediów skierowane było na kogoś innego. Sensację wzbudził bowiem Iverson, który z tej okazji postanowił pokazać się w nowej fryzurze, tzw. „cornrows”. Chociaż z powodu krótkich włosów nie było to nic spektakularnego, wystarczyło, by krytykować go za wprowadzanie nowych trendów w modzie wśród sportowców, rodem z raperskiego (pół)światka. Krytykowali go nie tylko dziennikarze, ale też legendy NBA takie jak Jerry Lucas i Elvin Hyes stwierdzający, że NBA nie idzie już w dobrym kierunku.

Podczas Meczu Debiutantów rozegranego podczas All Star Weekend w Cleveland zdobył – mimo niezadowolenia sporej części widowni, która kibicowała Kobe Bryantowi – tytuł MVP. Zaliczył wtedy w 26 minut 19 punktów i miał też 9 asyst, a Bryant uzbierał 35 punktów, ale to nie jego drużyna wygrała. Odbierając nagrodę MVP od legendarnego, Reda Auerbacha, powiedział: To przyjemność poznać szkoleniowca Trenera Thompsona. Niestety w hali pełnej gwizdów i buczenia słowa te przeszły bez echa. Może ludzie czuli, że to jednak Kobe powinien dostać MVP. Jeszcze nigdy ludzie nie buczeli przeciwko mnie, za grę w której dałem z siebie wszystko – powiedział Iverson jeszcze tego samego wieczoru. Na domiar złego pech go nie opuścił. Nagroda, która miała być prezentem dla mamy, nie przetrwała długo. Upuścił ją niejaki Bill Bonsiewicz, odpowiedzialny w Sixers za public relations. Bill, moja mama cię zabije! – śmiał się AI.

Rekordy pod koniec sezonu. Przyszedł kwiecień i Iverson pobił 37-letni rekord należący do Wilta Chamberlaina: w pięciu kolejnych grach rzucił 40 punktów lub więcej. W jednym z nich, przeciwko Cleavland Cavaliers (przegrana 118-125), zdobył ich aż 50, ustanawiając w ten sposób rekord kariery. Stał się drugim najmłodszym zawodnikiem NBA, który przekroczył granicę 50 punktów (miał wtedy 21 lat i 310 dni, natomiast pierwszy był o 39 dni młodszy Ricky Davis, który zdobył w grudniu 1956 roku 57 oczek). Takiej serii do tej pory nie miał żaden inny rookie w historii NBA! Nawet Michael Jordan w żadnym ze swoich pierwszych trzech sezonów, kiedy jego zespół też przegrywał. Świetny mecz AI rozegrał 18 kwietnia, kiedy przeciwko Celtics (przegrana 113-119) zdobył 32 punkty i rekordowe 15 asyst. Dzięki takiej grze został Debiutantem Kwietnia. W ostatnich ośmiu spotkaniach rzucał średnio aż 39 punktów. Stał się najważniejszym graczem Sixers, detronizując Jerry’ego Stackhouse’a.

AI vs. MJSam na sam z Jordanem. Jedno z rekordowych spotkań Iverson zanotował z Bulls, grając z nimi pierwszy raz od pamiętnego spotkania na początku rozgrywek. Rzucił 44 punkty, ale tylko jeden z tych koszy zostanie prawdopodobnie zapamiętanych na zawsze. W pewnym momencie piłkę posiadał Weatherspoon, ale kryty przez Jordana oddał ją do Iversona. W tym momencie Phil Jackson, trener Chicago, krzyknął do niego: Michael, weź go pokryj. To się stało bardzo szybko. Publiczność, doskonale wiedząca, co się dzieje, wstała na równe nogi i zaczęła głośno klaskać oraz skandować imię Iversona. Kilka zwodów, wydaje się, że AI chce zrobić crossover, ale tylko markuje ten ruch zmuszając Jordana do kroku sprawdzając jego szybkość. Jak sam później tłumaczył, tym samym zmusił go do błędu. MJ stracił ułamek sekundy na powrót do swojej pozycji obronnej i odpowiednich ustawień nóg. Myślał, że się uda, ale nie zdążył. Po tym mini-crossoverze AI już zaczął wykonywać drugi, tym razem normalny. Wyminął Jordana zostawiając go z boku i trafił z czystej pozycji z wyskoku niewiele sobie robiąc z doskakującego do niego już po czasie rywala. Publiczność szalała. Ale zagranie to wiele kosztowało Iversona, który zebrał za nie krytykę od Associated Press, która napisała o nim: Dzikus. Gaduła. Przytrzymywacz piłki. Popsuty dzieciak, który nawet wyzwał na pojedynek Michaela Jordana na początku kariery.

Po debiucie. Sixers sezon 1996-97 mogli uznać za stracony. Nie mieli głębokiej ławki, więc szybko gwoźdźmi do ich trumny stały się kolejne kontuzje. Wiele tygodni z powodu urazu palca opuścił Coleman, który w czasie rekonwalescencji stracił formę. Kłopoty zdrowotne mieli też Don McLean i Luciuos Harris. Na dodatek na boisku nie działo się dobrze pomiędzy Iversonem, a Stackhousem. Obaj nie potrafili podawać sobie piłki. Ich problem nie miał podłoża prywatnego, jak się wiele o tym mówiło. Poza boiskiem przyjaźnili się, wychodzili razem, pod koniec sezonu Iverson był nawet gościem w domu swojego starszego kolegi. Łączyła ich podobna przeszłość – trudne dzieciństwo spędzone w murzyńskim getcie. Ale na boisku to nie działało, obaj chcieli być liderami, numerem jeden. Były gwiazdor NBA, Chet Walker tłumaczył tą sytuację: Jedynie ludzie, którzy coś posiadają mogą nie być egoistyczni, chyba, że są święci. W getcie musisz często brać co możesz, inaczej weźmie to ktoś inny. Przed Sixers stała trudna decyzja, ale Pat Croce nie zastanawiał się długo. Większe nadzieje zarząd klubu wiązał z Allenem Iversonem, dlatego jasne stało się, że Jerry Stackhouse wkrótce będzie musiał opuścić klub.

W tym samym czasie Allena zaczęła denerwować inna sprawa – postawa zespołu, który nie przykładał się należycie do walki o play-offs i nie wierzył we własne siły. Dlatego zaczął głośno mówić na temat konieczności zwolnienia mało znanego trenera Philadelphii, Johny’ego Davisa. Nieporozumienia te na szczęście nie przeszkodziły mu w zdobyciu tytułu Debiutanta Roku, mimo słabego bilansu Sixers, tylko 22-60 (cztery zwycięstwa więcej, niż przed rokiem). Był to pierwszy taki tytuł w historii Sixers. Allen zapracował sobie na to wyróżnienie przy średnich 23.5 ppg (6 w NBA), 7.5 apg (11 w NBA), 2.07 spg (7 w NBA) i 40.1 mpg (8 w NBA). Były to oczywiście najlepsze wyniki wśród debiutantów. Allen ustanowił też rekord zdobytych punktów wśród wszystkich debiutantów Sixers – 1787. Nagrodę wręczył mu Pat Croce, mówiąc: Teraz świat dowie się, co my już wiemy w Philadelphii. To Allen Iverson, jeden z najbardziej ekscytujących, najbardziej dynamicznych i pozbawionych strachu zawodników w NBA. Iverson natomiast na konferencji prasowej oświadczył: To jej nagroda. Bez niej, nic z tego nie miałoby miejsca. Ona dała mi serce, które teraz mam. Ona sprawiła, że odkąd byłem mały zacząłem wierzyć, że wszystko czego tylko chce jest możliwe. Dedykuję tą nagrodę mojej mamie (…) Zawsze w moim sercu było też miejsce dla moich małych sióstr. Wszystkie z tych rożnych rzeczy, jakie robię na parkiecie były dla moich sióstr, żeby wróciły ze szkoły i mogły to obejrzeć w telewizji. Chwilę potem Iverson został wybrany do Pierwszej Piątki Debiutantów. Nie zabrakło jednak kontrowersji pokazujących, jak krytycznie jest on oceniany przez NBA: zdjęcie Iversona odbierającego nagrodę Rookie of The Year z powodu zakazu wydanego przez władze ligi nie zostało nigdzie oficjalnie opublikowane. Powód? Iverson wraz z kolegami z Cru Thik mieli na głowach białe chusty, co niektórym mogło się kojarzyć z gangsterami. Interweniujący w tej sprawie Pat Croce próbował argumentować, że jest to część garderoby produkowana przez Reeboka z logiem tej firmy w widocznym miejscu. To wygląda jak coś, co noszone jest w więzieniu – Russ Granik z NBA był nieugięty. Charles Barkley dodał swoje „pięć groszy” stwierdzając, że Debiutantem Roku powinien zostać Shareef Abdur-Rahim, a Kevin McHale z Wolves wskazywał swojego zawodnika, Stephona Marbury’ego uzasadniając: Pokazujecie młodym dzieciom, że mogą przyjść do ligi i po prostu porobić sobie dobre statystyki, a wy dacie im nagrodę.

Mało kto wie, że kilka dni po odebraniu nagrody Rookie of the Year, do Allena zgłosił się reżyser Spike Lee, ten sam, który oferował mu rok wczesnej swoje usługi jako agenta sportowego. Lee przygotowywał się wówczas do realizacji filmu „He Got Game” i to właśnie AI jako pierwszy otrzymał od niego propozycję zagrania głównej roli. Człowieku, to moje pierwsze w życiu wakacje z pieniędzmi. Nie muszę pracować. Ja i moja paczka, zamierzamy się tym nacieszyć i wydać trochę pieniędzy – miał odpowiedzieć Iverson. Kto ostatecznie zagrał w filmie? Oczywiście Ray Allen.

Fala uwielbienia, fala krytyki. Allen Iverson od samego początku swojej przygody z NBA, zyskał miliony fanów. Fanów, którym podobało się, że smukłe ciało, długie ramiona i szerokie dłonie pozwalają mu poruszać się z wielką gracją i zręcznością. Fanów, którzy widzieli, że doskonale sprawuje kontrolę nad piłką i ma znakomity drybling, oraz niektóre zagrania. I wreszcie doceniali, że wypracował sobie charakterystyczny styl, który idealnie pasuje do niskiego wzrostu. Potrafi „wślizgnąć” się pod kosz nawet pomiędzy kilkoma przeciwnikami. Zdobywa kosze rzucając piłki wysokim łukiem, unikając w ten sposób bloku ze strony zawodników wyższych od niego nawet o 30-40 cm. Dlatego też jego nieliczne, ale wspaniałe wsady zachwycały publiczność. Kolejny powód do kibicowania Iversonowi był taki, że za sprawą niekorzystnych warunków fizycznych był często faulowany, dosłownie „poniewierany” na boisku. Padał na parkiet, narażony na bolesne kontuzje i urazy, z którymi potrafił i chciał grać. Dzięki temu zaczął uchodzić za wielkiego twardziela, a wola walki, wielkie serce do gry i nieugiętość sprawiały, że zaczął być podziwiany i naśladowany. Kibice sami mogli wreszcie zaprzeczyć znanemu stereotypowi, że koszykówka to sport jedynie dla olbrzymów. Wystarczy tylko chcieć i wierzyć w siebie, a wszystko jest możliwe. Kolejnym jego plusem w oczach fanów był twardy charakter, wyznawany system wartości i sposob zachowania. Mógł się podobać się lub nie, ale wierność swoim przekonaniom w każdej sytuacji z pewnością budziła szacunek. Ale każdy medal ma dwie strony. Chociaż Iverson zdobył serca wielu kibiców, fala krytyki jaka spotkała go w trakcie tych rozgrywek wcale nie miała się szybko skończyć. Wiedział to i Iverson, dlatego w jednym z wywiadów przyznał: Miliony ludzi kochają mnie i miliony nienawidzą.

Wielu kibiców i obserwatorów uważały go za egoistycznego gracza, myślącego tylko o sobie i swoich statystykach. Pojawiły się opinie, że oddaje za dużo rzutów. Wytykano mu straty. Przypominano aferę z początku debiutanckiego sezonu z meczu przeciwko Bulls. Przypominano jego kryminalną przeszłość, co było dla niego szczególnie przykre. Prasa zaczęła pisać o „incydencie w kręgielni”. Atmosferę tą podsycały tylko żądne sensacji media i prasa, poszukując kolejnego gorącego materiału. Po latach Iverson podsumował to, mówiąc: Znalazłem się w lidze w wieku 21 lat, a ludzie chcieli, żebym zachowywał się jak 30-latek. Ale chodziło nie tylko o słowa i czyny. Krytykowano jego fryzurę i ubiór – wyglądem przypominał chłopaka z getta, dając w ten sposób świadectwo, że nie zapomni skąd pochodzi. Władze NBA upominały go, że nosi za długie spodenki klubowe. Za wprowadzanie do ligi trendów hip-hopowych, stąd wspomniana już wcześniej cenzura zdjęcia z odbioru nagrody Debiutanta Roku.

Na niekorzyść Iversona przemawiał fakt, że w tym okresie jego kolega został przyłapany na handlu marihuaną w samochodzie należącym do Allena, podczas gdy ten się wszystkiemu przyglądał. „The Answer” musiał zapłacić grzywnę i został odsunięty przez władze NBA na jeden mecz. Wtedy już na dobre przylegało do niego miano „bad – boya”. Dlatego po pierwszym roku gry poczuł się w NBA jak ktoś wyobcowany, przeciwko komu obróciły się wszystkie media. Znając już to uczucie z czasów gry w Georgetown, wiedział, że ma wizerunek gangstera, zapatrzonego w siebie koszykarza ze zbyt wielkim ego. Wiedział, że media mogą wykreować jego wizerunek jak tylko chcą, ale nie mogą mieć kontroli nad jego ciałem. Dlatego zaczął coraz częściej uczęszczać na South Street w Philadelphii do „Body Graphics” i zrobił ze swojej skóry niemal billboard, umieszczając na niej coraz to nowsze tatuaże, chcąc w ten sposób przekazać wyznawane przez siebie wartości i jak najlepiej wyrazić siebie. Nie pomogło. Debiutując w NBA na jego ciele znajdował się tylko napis „The Answer”, gdy zaczęło ich przybywać, pojawił się kolejny powód do ataków na jego osobę.

Philadelphia 76rsDrugi sezon 1997-98. Po poprzednim sezonie Pat Croce przeprosił fanów Sixers za ich słabe wyniki, biorąc pełną odpowiedzialność na siebie. Niemal od razu zwolnił trenera Davisa rozumiejąc, że rację miał Iverson i zespołowi potrzeba doświadczonego trenera, budzącego respekt. Tym kimś okazał się Larry Brown, który wcześniej poprowadził Los Angeles Clippers do play offs, a z Indianą Pacers walczył w Finale Konferencji Wschodniej. Wierzę, że przy trenerze Brownie rozwinie się mój talent i razem będziemy mogli walczyć o najwyższe cele – powiedział Allen. Zaskakując wszystkich, Croce zwolnił również Brada Greenberga, chcąc zacząć raz jeszcze wszystko od nowa.

Co jakiś czas prasa rozpisywała się o nieporozumieniach pomiędzy Iversonem, a Brownem, które na szczęście zawsze łagodzono (jak się później miało okazać, chwilowe konflikty między nimi miały stać się normalnością, co nie przeszkodziło we wspólnej pracy). Pewnego razu na wyjazdowy mecz do Bostonu musiał przyjechać specjalnie Pat Croce, który wskoczył do szatni i zaczął wrzeszczeć na Iversona: Czy ty wierzysz, że mi na tobie zależy? aż za którymś razem nie usłyszał głośnego i stanowczego Tak! Chodziło o treningi, na których AI coraz częściej się nie pojawiał, lub na które przychodził spóźniony. Iverson bardzo docenił to, co zrobił Croce, ponieważ przypomniały mu się czasy Georgetown Hoyas – kiedy był jakiś problem, trener Thompson przychodził wprost do niego i rozmawiał z nim w cztery oczy. Trener Larry Brown natomiast rozmawiał z zawodnikami za pośrednictwem prasy i to z kolei był zarzut Iversona wobec niego. Kolejne nieporozumienia zaczęły się, kiedy Brown udzielając jednego z wywiadów zasugerował, że Iverson otoczony zawsze w hali przyjaciółmi i ludźmi z Reeboka, bardziej troszczy się o tą firmę, niż o swój zespół. AI zaczął czytać ta wypowiedź kilkakrotnie, nie mogąc uwierzyć, że jego trener w to wierzy i dodatkowo karmi tym media, które były przeciwko niemu od szkoły średniej.

Mimo nieporozumień na linii Brown-Iverson, w grudniu Sixers legitymujący się bilansem 6-16 oddali wreszcie Jerry’ego Stackhouse’a (do Detroit Pistons wraz z Erickiem Montrossem) pozyskując Theo Ratliffa i Aarona McKie. Iverson bardzo szybko skorzystał z tego indywidualnie. Do czasu Weekendu Gwiazd legitymował się średnimi 20.0 ppg i 7.0 apg ale nie dostał powołania na Mecz Gwiazd, zapewne z powodu skierowanej w jego stronę krytyki, co tylko zmotywowało go we drugiej części rozgrywek. Sixers sprowadzili też starego kumpla Iversona, Joe Smitha, który dotychczas zawodził w NBA. Sprzedali natomiast Clarence Weatherspoona, Jimmy’ego Jacksona i Terry’ego Cummingsa chcąc zapewnić swojej gwieździe lepsze warunki do gry i bardziej odpowiednich partnerów. Pozostał jeszcze Derrick Coleman, kontuzjogenny, nie stawiający się na treningi, ale za swoje koszykarskie IQ uwielbiany przez trenera Browna. Pat Croce miał poważne wątpliwości, czy należy zatrzymywać go w zespole, pamiętając doskonale słowa psychologa Sixers który przed draftem mówił, że Iverson potrzebuje dobrego wzorca w szatni, weterana wprowadzającego dobrą atmosferę. Coleman nie był kimś takim, tylko osobą zupełnie odmienną. Dlatego kiedy na wycieczce do dziecięcego szpitala zorganizowanego dla zawodników Sixers pojawili się wszyscy oprócz Colemana, twierdzącego Nie lubię szpitali! prezydent Sixers podjął decyzję – po sezonie pozbędzie się tego gracza i nie zatrudni go nigdy więcej (jak się po latach okazało, Coleman wrócił jeszcze raz do Philadelphii sprowadzony z powrotem przez Browna, ale już po rezygnacji Croce’a z pracy).

Tymczasem Larry Brown również nie próżnował jeśli chodzi o transfery, sprowadzając za wybór w drafcie z Seattle Supersonics zmiennika Gary’ego Paytona, klasycznego rozgrywającego Erica Snowa, co miało w jego odczuciu zagwarantować duży okres sukcesów w przyszłości. Z meczu na mecz zaczął eksperymentować, wprowadzając tą dwójkę wspólnie na parkiet. Podczas meczu z Mavericks przegrywanego już 14 punktami, za sprawą wejścia Snowa i przesunięcia Iversona z pozycji rozgrywającego na pozycję rzucającego obrońcy, udało się dogonić rywala i ‚trójka” Iversona na 5.5 sek. przed końcem zapewniła im wygraną. Okazało się, że AI nie robi różnicy na której z tych pozycji gra, rozwiązanie to zaczęto wcielać w życie coraz częściej, aż postawiono na to na lata.

Jednej nocy korzystając z przerwy pomiędzy meczami Allen wraz z przyjaciółmi, w tym z Timem Thomasem z Sixers, oraz swoim ochroniarzem, odwiedzili „Gothem Night Club” w Philadelphii, gdzie była promocja nowej płyty Kurupta. Doszło do strzelaniny, w wyniku której zginęły trzy osoby. Po jej rozpoczęciu agenta Iversona szybko wyprowadził go z klubu. Bójka również przeniosła się na zewnątrz, tymczasem kiedy Iverson wsiadał do samochodu zaczepił go obcy mężczyzna i wręczył kasetę ze swoim rapem prosząc, że gdy ten otworzy swoje studio nagraniowe, żeby przesłuchał nagrania i do niego zadzwonił. Później Iverson bezpieczny w aucie nie mógł przestać się śmiać myśląc – Kule świstają dookoła, a ten facet próbuje się sprzedać. O udziale w tym incydencie Iversona jakimś trafem nie dowiedziała się prasa i następnego dnia w gazetach nie pojawiły się żadne informacje na ten temat.

Sezon 1997-98 był gorszy dla Allena od debiutanckiego, ale i tak bardzo dobry. 12 listopada wyrównał swój rekord 15 asyst w wygranym spotkaniu z Rockets, którym także rzucił 26 punktów. Na początku stycznia został Graczem Tygodnia NBA, doprowadzając Sixers ze średnimi 25.3 ppg, 7.6 apg i 4.3 rpg do bilansu 3-0. 11 lutego wygrał mecz z Mavericks oddając w ostatniej sekundzie celny rzut za 3 punkty (w całym meczu uzbierał 27 punktów i 6 asyst). 8 kwietnia przeciwko Hornets ustanowił indywidualny rekord zbiórek (uzyskał ich 10 przeciwko Hornets, gdzie dodał również 30 punktów i 6 asyst). Najwyższą zdobyczą punktową AI mógł się pochwalić dwa dni później po meczu z Minnesotą, w którym uzbierał 43 oczka. Uzyskał średnio 22.0 ppg, 6.2 apg i 2.20 spg podczas 39.4 mpg. Tym sposobem zajął 8 miejsce w punktach, 16 w asystach, 5 w przechwytach i 11 w czasie gry. Niestety z rezultatem 31-51 ponownie drużyna nie wywalczyła awansu do rozgrywek posezonowych, jednakże poprawiła swoje wyniki w porównaniu z poprzednim sezonem. Przed kolejnym było za to więcej pytań i wątpliwości, niż odpowiedzi. Czy Iverson przedłuży swój kontrakt z Sixers? Czy Brown będzie chciał wtedy zostać? Co z Colemanem? Tego nie wiedział nikt.

Trzeci sezon 1998-99. Rozgrywki były zagrożone odwołaniem z powodu lokautu, który zakończył się dopiero 7 stycznia 1999 roku. Sezon wznowiono w lutym skracając go z 82 do 50 meczy każdej drużyny. Tuż przed rozpoczęciem spotkań Allen Iverson podpisał nowy kontrakt z Philadlephią 76ers, obejmujący sześć lat gry za 71 milionów dolarów (najwyższy w historii klubu), chociaż przed lokautem miał niemal zapewnioną umowę za ponad 100 milionów dolarów. Nie jestem chciwy. Nie muszę mieć płacone 20 milionów dolarów za grę w zawodowej koszykówce, za robienie czegoś, co naprawdę kocham. Jak się później okazało, był to przełomowy sezon w karierze Iversona. Zaczął on grać bardziej dojrzale, zaczął też więcej podawać i zauważać zawodników podkoszowych. Trener Larry Brown już na dobre przesunął go z pozycji rozgrywającego na pozycję rzucającego obrońcy. Był to genialny ruch, ułatwiający mu grę. Jego poprzednie miejsce w drużynie zajął Eric Snow. To było jedną z przyczyn poprawienia wskaźnika strat na mecz o ponad dwie piłki. Jego średnia punktowa wzrosła aż o cztery punkty. Dzięki swojemu liderowi Sixers mogli podejmować walkę nawet z najgroźniejszymi rywalami. Ale zmieniła się też drużyna. Odszedł wreszcie Derrick Coleman, tak niechciany przez Croce’a, z klubem pożegnał się też Joe Smith, a przyszli tacy nie-egoistyczni zawodnicy jak Theo Ratliff, Matt Geiger czy Tim Thomas i George Lynch, co miało zapewnić wspaniale środowisko dla gry dla AI. Tym samym w niepamięć odeszły czasy, gdy koledzy z drużyny zaczęli narzekać na zbyt dużą ilość rzutów oddawanych przez Iversona, czy na ilość minut. To był właśnie plan Larry’ego Browna – otoczyć lidera drużyny takimi zawodnikami, którzy pozwolą Allenowi być Allenem. I tak się stało – podczas sezonu AI wielokrotnie zdążył pokazać swoja wartość.

12 lutego zdobył rekordowe w sezonie 46 punktów, a także 7 zbiórek i 6 asyst przeciwko Spurs, którzy w tym właśnie sezonie zdobyli tytuł. Już cztery dni później był bardzo blisko triple-double (23 punkty, 9 asyst, 9 zbiórek przeciwko Bucks). To między innymi za te osiągnięcia przyznano mu tytuł Zawodnika Lutego. 5 marca zdobył swój 4 000 punkt w karierze, a dokonał tego przeciwko Heat, którym zaaplikował łącznie 34 oczka oraz po 5 zbiórek, asyst i przechwytów. Był też nie do zatrzymania 19 marca w spotkaniu z Lakers, kiedy zapisał na swoje konto 41 punktów i 10 asyst doprowadzając Sixers do kolejnej wygranej. Iverson zakończył sezon ze średnią 26.8 ppg. Dało mu to tytuł Króla Strzelców Sezonu Zasadniczego NBA. Stał się pierwszym graczem Sixers od czasów Wilta Chamberlaina w sezonie 1965-66, który przewodził lidze w punktach. Wspólnie z Grantem Hillem i Antonio McDyess’em ustanowili rekord zdobytych punktów w meczu – 46. Zajął też pierwsze miejsce w liczbie oddanych rzutów z gry i czasie gry, oraz trzecie w przechwytach. Wybrano go też do Pierwszej Piątki NBA. Zajął trzecie miejsce w głosowaniu na Najbardziej Wartościowego Zawodnika Ligi (MVP zdobył ostatecznie Tim Duncan). Jednak najbardziej liczyło się to, że 76ers po raz pierwszy od 1991 roku awansowali do play-offs.

Philadelphia w pierwszej rundzie łatwo pokonała Orlando Magic 3-1. W trzecim, a pierwszym przed swoją publicznością meczu, Allen Iverson zdobył 33 punkty i 10 przechwytów wyrównując rekord play-offs w historii NBA. Pat Croce, tak jak obiecał, na pierwszy mecz u siebie ogolił się na łyso, a atmosfera za sprawą kibiców była taka, że obecny w hali Will Smith powiedział: To jest prawie jak koncert. Allen Iverson jest koszykarską gwiazdą rocka. W półfinale konferencji Sixers ulegli jednak Indiana Pacers 0-4. Iverson nie tracąc optymizmu powiedział: Podoba mi się kierunek, w którym zmierzamy jako drużyna.

Allen-Iverson-i-Reggie-MillerCzwarty sezon 1999-00. Kolejny progres gry Iversona. Zagrał w 70 spotkaniach (opuścił dziesięć z powodu złamanego kciuka i dwa z powodu innych kontuzji). Uzyskał rekordowe w karierze 28.4 ppg, czyli prawie średnio dwa punkty więcej, niż w poprzednim sezonie. Nie pozwoliło mu to jednak na zdobycie drugiego z rzędu tytułu Króla Strzelców – wyprzedził go minimalnie Shaquille O’Neal z Los Angeles Lakers. Oprócz tego zaliczył 2.06 spg w 40.8 minut gry. W obu tych kategoriach zajął trzecie miejsce w NBA. W 31 meczach rzucił 30 punktów lub więcej, a Philly wygrała 23 z nich. 6 lutego rzucił 50 punktów wyrównując swój rekord kariery, a 19 marca uzyskał rekordowe w sezonie zasadniczym 9 przechwytów. Doskonale zaprezentował się również 10 listopada przeciwko Magic (46 punktów), 16 listopada z Wizards (trafił 5 razy na 6 prób za trzy zdobywając 39 punktów, po 5 zbiórek, asyst i przechwytów), 3 stycznia z Bucks (45 punków) oraz 22 marca z Raptors (44 punkty).

W lutym doczekał się pierwszego w karierze wyboru do All Star Game. W San Francisco zdobył najwięcej na boisku 26 punktów, do których dołożył 9 asyst. W tym samym czasie Sixers oddali Larry’ego Hughesa do Bulls, pozyskując w zamian 3-krotnego mistrza NBA, Chorwata Toni’ego Kukoca. Z ruchu tego cieszył się zwłaszcza Iverson, ale radość w drużynie szybko minęła. Sixers z bilansem 34-26 rozczarowywali, a do końca sezonu zostały jedynie 22 spotkania. Tymczasem Larry Brown przedłużył swój kontrakt, w którym miał zagwarantowane sześć milionów dolarów za sezon, a Iverson złamał sobie palec u nogi. Ale grał mimo nie wyleczonej kontuzji i to w pełni zmobilizowany: Sixers wygrali 15 z ostatnich 22 spotkań i awansowali do play-offs po raz drugi z rzędu, tym razem miejsce wyżej niż rok wcześniej, bo z piątej pozycji.

Allen zagrał w rozgrywkach posezonowych, mimo licznych kontuzji (m.in. wspomnianego złamanego palca u nogi i zwichniętej ręki) uzyskując średnio 26.2 ppg w dziesięciu meczach. Przy okazji zyskał sobie miano największego twardziela w NBA. W pierwszej rundzie Sixers natrafili na Charlotte Hornets, zespół do którego powędrował Coleman, będący rewelacją ligi po wygraniu 14 z 16 ostatnich spotkań. Mimo to Sixers wygrali całą serię łatwo 3-1. W pierwszym meczu, w którym uzyskał 40 punktów (13/25) Iverson popisał się kolejnym, na pewno na zawsze zapamiętanym zagraniem. W trzeciej kwarcie po przechwycie samotnie pobiegł na kosz przeciwnika, ale naprzeciwko niego stał David Wesley. AI będąc przekonanym, że za nim biegnie któryś z kolegów, obrócił się w powietrzu chcąc podać piłkę. Nikogo nie było. Zobaczywszy to, będąc jeszcze w powietrzu i ruchu, wzniósł się do góry, obrócił o pełne 360 stopni i trafił o tablicę ciągle bez kontaktu z parkietem. Publiczność zamurowało, trzeba było powtórki, aby sprawdzić, czy było to legalne zagranie. Nie mogę nawet sobie wyobrazić, skąd to się wzięło – powiedział Aaron McKie trzęsąc głową. To się wzięło od Boga, oto skąd – odpowiedział Matt Geiger. Niestety w drugiej rundzie Sixers ponownie zmierzyli się z Indianą, z którą przegrali, ale tym razem już tylko 2-4. Pacers doszli aż do finałów, w których ulegli Los Angeles Lakers 2-4.

Brak powołania. Od jakiegoś czasu krążyły plotki, że Allena Iversona zabraknie w odbywającej się w 2000 roku olimpiadzie w Sydney. Tak też się stało, co było sporym rozczarowaniem dla kibiców, ale mając na uwadze jego opinię w NBA którą wypracowały mu media, na pewno nie zaskoczeniem. A przynajmniej nie dla samego zainteresowanego: Wiedziałem, że nie dostanę się do tej drużyny. Zadając mi to pytanie chcecie, żebym podał wam powód, który dobrze znacie, ale ja tego nie zrobię. Wszyscy go znają. Żadna wielka sprawa. Później jeszcze dodał mniej tajemniczo: Ludzie tak robią. To nie jest w porządku, ale rozumiem to, że ludzie mogą być przestraszeni. Po tym wszystkim, co przeszedłem, nie mogę winić ludzi mówiących – może on nie jest właściwym facetem. Ale jeśli oni chcą mówić o koszykówce, wtedy jestem tym właściwym facetem. Takie to proste.

Allen-Iverson-i-Larry-BrownKonflikt Iversona z Brownem. W sezonie 1999-00 nastąpiły jedne z poważniejszych zgrzytów pomiędzy Allenem Iversonem, a Larry Brownem. Przed świętami Pat Croce usłyszał od swojego trenera, że ten chce transferu Iversona. Miało to związek z meczem z Pistons. W pierwszej połowie Sixers przegrywali już 23 punktami, a na boisku przebywali Iverson, Snow, Hill, Lynch i Ratliff. Zdenerwowany Brown zarzucił starterom brak zaangażowania i zespołowości, więc w drugiej połowie grał całkowicie rezerwami. Sixers przegrali, ale dogonili rywali na siedem punktów. Po meczu Iverson powiedział mediom: Z jakiś powodów, mój styl nie pasuje już więcej do tej drużyny. Coś musi się stać. Trzeba coś zrobić. Jeśli szkodzę tej drużynie, nie mogę tu być (…) Jeszcze nigdy w mojej karierze nie byłem w takiej sytuacji. Iverson wyżalił się Croce’wi, a Brown oświadczył, że nie chce już nigdy trenować gwiazdora. Mimo niechęci Browna, następnego dnia doszło do spotkania między tą trójką. Croce zrzucił cała winę na problemy komunikacyjne między trenerem, a koszykarzem. Iverson miał się według niego czuć urażony brakiem szacunku i traktowaniem go, jakby nie był tym, kim jest. Brown miał dosyć nieobecności Iversona na treningach i nie był zachwycony jego językiem, zwłaszcza w obecności kolegów z zespołu i dziennikarzy. Wiecie, powinniście obaj stanąć przed lustrem. Bo sytuacja w której teraz jesteśmy wynika z tego, że jesteście obaj do siebie bardzo podobni. Nie różni. Podobni. Silni, uparci i utalentowani, ale chodzący swoimi drogami. Powinniście bardziej o siebie dbać – powiedział Croce, który złagodził całą sytuację i kazał obu stronom iść na ustępstwa. Ale poprawa była tylko tymczasowa.

W końcówce sezonu, tuż po przerwie na Weekend Gwiazd, sytuacja powtórzyła się. Pat Croce musiał przerwać swój urlop na Florydzie, by przybyć do miejscowej hali Heat, kolejnego przeciwnika Sixers, by usłyszeć, że AI opuścił kolejne zebranie zespołu. Croce zawiesił Iversona na mecz, na dodatek zadzwonił do Ann, która w pełni go poparła, mówiąc: Wiem, że troszczysz się o moje dziecko, Pat.

Dlatego przed sezonem 2000-01 Brown był bliski odejścia na University of North Carolina. Rozważał taką możliwość poproszony o to przez swojego trenera, Deana Smitha, chociaż dopiero co przedłużył swój kontrakt z Sixers. Pat Croce już wybierał na nowego trenera pomiędzy Isiah Thomasem i Juliusem Ervingiem, na szczęście nie musiało do tego dojść. Jeśli Brown miałby zostać, to niemal pewne było odejście Iversona, ponieważ zaraz po zakończeniu poprzedniego konfliktu, doszło między nimi do najostrzejszego dotychczas sporu. Chodziło oczywiście o treningi, ale Brown zarzucał też swojemu liderowi, że za mało podaje. Może nauczy się teraz dzielić z kimś piłką – powiedział, wybierając w drafcie 2000 roku obrońcę, Speedy Claxtona. W rozmowie z Crocem, trener żalił się: Nie wiem kto chciałby mieć pracownika, który nie przychodzi do pracy lub spóźnia się. Brown postawił sprawę jasno i ponieważ zaczął rozmawiać ze Smithem, władze Sixers ugięły się i postanowiły wytransferować niesfornego gwiazdora. Mówiło się o wymianie za Granta Hilla z Detroit lub Lamara Odoma z Los Angeles Clippers. W rozmowie z narzeczonym swojej mamy, Iverson miał powiedzieć: Jeśli mnie sprzedadzą, będą tego żałować. Będę rzucał średnio 50 punktów w meczu przeciwko nim. Będę rzucał średnio 45 punktów w meczu przeciwko każdemu innemu. Prywatnie jednak liczył na to, że Brown wróci na uniwersytet, a trenerem Sixers zostanie John Thompson, którego nazwisko Croce wspomniał, jednak po doświadczeniach z Johnnym Davisem wolał nie zatrudniać nikogo bez doświadczenia w koszykówce zawodowej.

Ponieważ końca konfliktu nie było widać, decyzja zapadła. Philadelphia doszła do porozumienia z Detroit i innymi klubami. Jeszcze w sierpniu Allen Iverson i Matt Geiger mieli przejść do Pistons, w zamian Sixers mieli pozyskać Eddiego Jonesa z Hornets, Glena Rice’a z Lakers i Jerome Williamsa z Pistons. Croce wiedział, że transfer nie ma sensu, bo Iverson był bardziej popularny, niż kiedykolwiek Wilt Chamberlain, Julius Erving czy Charles Barkley. Widział też, że Los Angeles Lakers zatrudnili Phila Jacksona, który zarabiał pieniądze zbliżone do tych wypłacanych Brownowi, a Lakers zdobyli tytuł, dlatego nie miał ochoty sam zaczynać znowu od początku. Zadzwonił więc do AI ze smutną wiadomością: To łamie mi serce, ale wygląda na to, że jesteś właśnie sprzedawany, Bubba. Spodziewał się napadu złości Iversona, gniewu w głosie, zamiast tego usłyszał: Pat, właśnie skończyłem 25 lat. Jeśli zamierzasz zrobić ze mną pieprzony transfer, zrób go za kogoś, kto jest lepszy i kto pomoże zespołowi. Ale jeśli sprzedajesz mnie za wszystkie te głupstwa, jak spóźnienia, opuszczanie treningów rzutowych, mogę sobie z tym poradzić. W tej sytuacji chcę wrócić, zostać kapitanem. Mam zamiar się ożenić, mam zamiar robić teraz bardziej właściwe rzeczy. Croce był zachwycony tym, co usłyszał, ale wiedział, że jest za późno. Niespodziewanie Matt Geiger, jak na ironię rownież reprezentowany przez agenta Davida Falka, odmówił wymiany. Okazało się, że w umowie miał klauzulę mówiącą, że jeśli zostanie sprzedany do innego klubu, będzie musiał mieć zwiększone wynagrodzenie o 15%. Pistons nie chcieli zapłacić, więc zgodnie z prawem ruch został zablokowany. Reszta potoczyła się bardzo szybko. We wrześniu Iverson za 2.4 miliona dolarów kupił posiadłość w Main Line, zaledwie pięć minut drogi od domów Croce’a, Snidera i Browna. Swój poprzedni dom wynajął – komu innemu – Mattowi Geigerowi, za 834 tysiące dolarów. Oświadczył się Tawannie Turner, a Larry’ego Browna poprosił o awans na kapitana, którym miał teraz być wspólnie z Erickiem Snowem.

Rapowe marzenia. I wreszcie ostatnią rzeczą, którą Iverson zrobił latem 2000 roku, było nagranie upragnionej płyty z rapem, oczywiście wspólnie ze swoją ekipą Cru Thik. Ale kiedy ukazał się singiel promujący płytę, wielu ludzi pomyślało, że AI wcale się nie zmienił. Jedna z pierwszych osób jakie wysłuchały nagrań był krytyk muzyczny Dan DeLuca z Philadelphia Inquirer. Linijki takie jak Bitch niggas take cover, Virginia ain’t for lovers i This ain’t for kids witch action figures, This is for the hardcore niggas bardzo mu się spodobały. DeLuca szybko zrozumiał, że ma do czynienia z całkiem dobrym materiałem, wiele lepszym niż amatorskie nagrania Shaquille’a O’Neala czy Kobe Bryanta. Zdanie to podzielił magazyn „Vibe”, oceniając płytę na całkiem dobre trzy gwiazdki. To było spełnienie marzeń Ra i Iversona. Kłopoty pojawiły się, kiedy nieocenzurowana wersja CD z wszystkimi utworami trafiła w ręce DeLuci, w tym takie rapowane przez Iversona wersy, jak: Man enough to pull a gun, be man enough to use it czy Get money, kill and fuck bitches, I’m hitting’ anything and planning on using my riches. Dziennikarz zadzwonił do Pata Croce’a podzielić się swoimi wątpliwościami: To mi nie wygląda zbyt pozytywnie. Croce już wiedział: Z tego będzie problem. Iversona nie tylko oskarżali obrońcy moralności, ale także obrońcy praw gejów i lesbijek, za używanie słowa „faggot”. Allen się bronił: Mam kuzyna, który jest gejem, Nigdy nie chciałbym go urazić. On nie potrafi zrozumieć, o co to cale zamieszanie. Ja po prostu rzucam wersy, rapuje. To forma sztuki. Bruce Willis nie robi rzeczy, które wykonuje w filmach, prawda? To tylko film. Wkrótce Iversona wezwał do Nowego Jorku sam David Stern, który podobno wrzasnął na spotkaniu: Jeśli chcesz to opublikować, to cię chyba zabije! Iverson miał dopowiedzieć ze spokojem: Widzisz, ja wiem, że tak naprawdę wcale nie chcesz mnie zabić. Tylko tak rzuciłeś, jak ja w moich kawałkach. Wkrótce jednak protesty nasiliły się. Nawet Spike Lee publicznie, nie rozmawiając z Iversonem, skrytykował pomysł wydania takiej płyty, o co Iverson miał do niego pretensję. Nie o samą krytykę, tylko o publiczną krytykę za jego plecami. Tłumaczył, że jak powiedział Chuck D z „Public Enemy”, rap ma być jak CNN z getta. On, jako Allen Iverson, widzi siebie jako człowieka przynoszącego rozrywkę. Jest to „The Answer” na parkiecie koszykarskim, „Jewelz” w rapie. Jak Emninem i Slim Shaddy, to tylko wykreowana postać, jego alter ego, nie on sam. Dlatego płyta zmieniła tytuł z „Non-Fiction” na „Misunderstood”. W końcu jednak wycofano się z jej sprzedaży.

Najlepsze-lata-Iversona-w-SixersPiąty sezon 2000-01. Sixers rok w rok pod wodzą Larry’ego Browna odnosili coraz większe sukcesy. Nie inaczej było i tym razem. Sezon 2000-01 był najlepszym Philadelphii i Allena Iversona od lat. „The Answer” swoją grą zamknął usta wszystkim krytykom i to raz na zawsze. Zespół rozpoczął rozgrywki od dziesięciu zwycięstw z rzędu, co było ich najlepszym wynikiem od lat 70-tych, kiedy grał chociażby Julius „Dr J” Erving. Philadelphia została najdłużej niepokonaną drużyną w NBA. Co ciekawe, w żadnym z kilkunastu pierwszych meczów Allen nie przekroczył granicy 30 punktów. Pozostawił pole do popisu Aaronowi McKie, Ericowi Snowowi, Tyronowi Hillowi, Theo Ratliffowi i Toni Kukocowi. Rattliff został nazwany jednym z najlepszych centrów ligi. Przewodził NBA w blokach i był trzeci w zbiórkach. Swoje umiejętności rozwinęli nie tylko ci gracze, ale i cały zespół. Allen zaczął się wspaniale rozumieć z trenerem Larrym Brownem. Nareszcie ustały między nimi nieporozumienia, co odbiło się na wynikach. Zespół zaczął wierzyć w swoje możliwości. Allen powiedział: Jest to pierwsza prawdziwa drużyna w której gram, w której nie ma egoistów, nikogo nie obchodzi, kto ma piłkę, kto jest najlepszym graczem meczu, gwiazdą. Larry Brown dodał: On teraz skupiony jest jedynie na dobrej grze. Jego obrona jest o 100% lepsza, liczba jego strat maleje, dostaje piłki później cieszy się tym jeszcze więcej. Słyszałem krzyki paru palantów na trybunach w jego kierunku, żeby więcej rzucał. Ale jedyna rzecz na jaką zawsze miałem nadzieję, że on wygra tytuł króla strzelców, weźmie udział w All Star Game i wtedy zda sobie sprawę ze swojej wielkości, ale będzie wiedział, że najwyższym osiągnięciem jest wygrywanie. Nie przekonasz do siebie gracza, dopóki on nie kupi twojego programu. Jego ogólna gra jest teraz najlepsza, odkąd tu jestem.

Philadelphia uległa dopiero w jedenastym meczu, przeciwko Charlotte Hornets. Ale i tak niespodziewanie była najlepszym zespołem NBA. Później AI został Najlepszym Zawodnikiem Lutego, ze świetnymi średnimi 36.4 ppg, 4.4 apg i 2.7 spg. Wybierano go również dwa razy Graczem Tygodnia. Iverson po raz drugi wystąpił w Meczu Gwiazd. Został wybrany przez ponad 1.5 mln. kibiców, co było trzecim wynikiem w NBA. Więcej głosów dostali tylko Vince Carter z Toronto Raptors i Shaq O’Neal z LA Lakers. Jednak to nie oni, tylko Allen mógł się cieszyć z tytułu MVP All Star Game, przyznanego mu jednogłośnie. W meczu zdobył 25 punktów, miał też 5 asyst i 4 przechwyty. Wschód prowadzony przez trenera Sixers, Larry’ego Browna, niespodziewanie wygrał dzięki wspaniałej postawie właśnie Iversona. Przy odbieraniu nagrody, Allen wykrzyczał do mikrofonu: Gdzie jest mój trener? Gdzie mój trener? Nie osiągnąłbym tego bez trenera Browna.

Iverson MVPPo przerwie na All Star Weekend udało się Sixers wygrać pięć kolejnych spotkań i z bilansem 41-14 byli oni najlepszą drużyną w NBA. Ale wtedy stało się coś, co zadziwiło wszystkich. Larry Brown zdecydował się na krok, którego nigdy wcześniej w swojej karierze nie przeprowadzał. Dzień przed zakończeniem transferów, Sixers oddali Theo Ratliffa (od kilku tygodni kontuzjowanego), Toni Kukoca, Nazra Mohameda i Pepe Sancheza za Dikembe Mutombo i Roshowna McLeoda z Atlanta Hawks. Decyzję taką podjęto widząc, jak wspaniale podczas ASG rozumieli się na boisku Iverson i Mutombo. Miało to doprowadzić klub w jedno miejsce – do Finałów NBA i to już w tym roku. Mutombo miał w nich być odpowiedzią na wysokie wieże z Zachodu, czyli potęgi takie jak Lakers z Shaqiem O’Nealem czy Spurs z Timem Duncanem i Davidem Robinsonem. Decyzja ta nie spodobała się kilku graczom, w tym Aaronowi McKie. Ale tym razem zaskoczony Iverson, zdecydował się jednak poprzeć trenera: Trenerze, uwielbiałem Theo. Ale jeśli uważasz, ze ten ruch uczyni nas lepszymi, myślę, że dobrze postąpiłeś. Brown odpowiedział: Cóż, nie wiem Allen. Ale powracałem myślami do tego, że jeśli nie mamy teraz Theo, i nikt nie wie kiedy będzie on w stanie wrócić, co wtedy zrobimy? Po transferze Sixers zostało zaledwie 28 spotkań do końca sezonu, a dziewięć z nich opuścił Iverson z powodu kontuzji biodra, kości ogonowej i łokcia, z którymi zmagał się przez całe rozgrywki. Kłopoty ze zdrowiem miał też wtedy Larry Brown. Zła passa trwała jeszcze kilka meczy i tytuł najlepszej drużyny NBA Sixers musieli oddać San Antonio Spurs. Sixers osiągnęli bilans tylko 15-13, ale z ogólnym bilansem 56-26 i tak pierwsi awansowali do play-offs, byli najlepszym zespołem na Wschodzie, zdobyli tytuł mistrza Atlantic Division, a Iverson rozegrał swój najlepszy sezon w zawodowej karierze zostając po raz drugi w karierze Królem Strzelców ze średnią 31.1 ppg. Został pierwszym zawodnikiem od czasu Michaela Jordana, który w sezonie rzucał więcej niż 30 oczek w meczu. Został też liderem w przechwytach (2.51) i minutach gry (42.0), a w całkowitej liczbie oddanych rzutów wolnych był na drugim miejscu (585). Dwa razy w sezonie rzucił ponad 50 punktów. Pierwszy taki mecz, przeciwko Cleavland Cavaliers, Sixers wygrali 107-103. Allen zdobył 54 punkty ustanawiając rekord kariery i sezonu NBA (został on pobity przez Jerry’ego Stackhousa pod koniec marca o 3 punkty). Drugi mecz, przeciwko Toronto, Sixers przegrali 100-106, a Allen rzucił 51 punktów. Aż 17 razy przekroczył granicę 40 punktów (Sixers wygrali 12 z tych spotkań), a 35 razy granicę 30 punktów. W 65 spośród 71 rozegranych meczy był liderem w punktach, tylko w czterech spotkaniach nie przekroczył bariery 20 zdobytych punktów. Ponadto 14 razy przewodził drużynie w asystach. 16 lutego przeciwko Clippers rzucił 42 punkty, a w pierwszej kwarcie aż 20 z nich co było nowym rekordem First Union Center. 19 marca przeciwko Magic zebrał z tablicy 10 piłek wyrównując w ten sposób rekord kariery i zdobywając pierwsze double-double w sezonie. Dostał pierwszą w swojej karierze nagrodę MVP sezonu zasadniczego. Znalazł się też w Pierwszej Piątce NBA. Ponadto jego sukcesy przelały się też na zespół – Larry Brown został uznany Trenerem Roku, Aaron McKie został Najlepszym Rezerwowym, a Dikembe Mutombo po raz czwarty otrzymał tytuł Obrońcy Roku. Nigdy wcześniej w całej historii NBA nie przyznano żadnemu zespołowi tylu nagród indywidualnych za jeden sezon.

Iverson-w-SixersNajwiększe sukcesy w PO. Debiut w play-offs nie był zbyt dobry ani dla Allena, ani dla Sixers. W pierwszej rundzie Sixers zmierzyli się po raz trzeci z rzędu z Pacers. Zaledwie 16 punktów AI w pierwszym meczu i kluczowa „trójka” Reggie Millera na 2.9 sekundy przed końcem spotkania zapewniła Indianie zwycięstwo. Pierwsze i ostatnie, ponieważ w drugim meczu błyszczał już Iverson (45 punktów, 9 asyst) i Sixers łatwo rozbili nie potrafiących go powstrzymać Pacers, 116-98. Ale świetnie spisywali się także inni gracze, z McKie czy Mutombo na czele. W kolejnych meczach było równie łatwo i Sixers wygrali 3-1 awansując dalej. Po odpadnięciu, Reggie Miller podszedł do Iversona i powiedział: Sprawiłeś, że twoja drużyna uwierzyła, że może wygrać. Przeszliśmy przez wystarczającą ilość wojen. To jest twój pierwszy krok.

Kolejna seria to pojedynek z Toronto Raptors, określany przez media jako seria „The Answer przeciwko Vinsanity”. Gracze obu zespołów przyjęli wyzwanie. W pierwszym meczu Iverson rzucił 36 punktów, a Vince Carter 35 punktów. Ten drugi był jednak wspomagany przez Della Curry’ego (20 punktów) i to Raptors wygrali. Iverson wiedział, że teraz kluczowy będzie mecz numer dwa. I był nie do zatrzymania, zwłaszcza w czwartej kwarcie, kiedy rzucił ostatnie 19 punktów swojego zespołu. Mecz zakończył z dorobkiem 54 punktów (21/39 z gry) co było rekordem w historii Sixers i dziesiątym najlepszym wynikiem w historii play-offs. Sixers oczywiście wygrali, 97-92. Zapytany, jakie są źródła tego występu, powiedział dwa słowa: Bieda. Życie. Na konferencji prasowej jeden z dziennikarzy zapytał Iversona: Jeśli przegrałbyś ten mecz, seria właściwie dobiegłaby końca. Musiałeś czuć mocną presję? Iverson odparł: Presję? Po całym tym gównie, które przeszedłem w życiu, co widziałem w moim życiu, myślisz, że odczuwam jakąś presję grając w kosza? Seria z Raptors zapadła w pamięci kibiców jako jedna z najbardziej niesamowitych od lat. W kolejny meczu Carter zdobył 50 punktów dając swojemu zespołowi prowadzenie 2-1. Za sprawą 30 punktów Iversona w następnym spotkaniu Sixers znowu wyrównali. Przed meczem numer pięć wręczono mu nagrodę MVP, co odbiło się na jego występie: zdobył 52 punkty i stał się drugim w historii NBA zawodnikiem (po Michaelu Jordanie), który w jednej serii play-offs dwukrotnie przekroczył granicę 50 punktów. Larry Brown powiedział wówczas, podczas ceremoni: Jestem tak dumny z tego, co zrobił Allen Iverson. Może nie dałem nam zbyt wiele czasu lub nie starałem się zbyt mocno zrozumieć jaki jest ten dzieciak, ale ostatnio to w największym stopniu przyczyniło się do mojego zrozumienia jego osoby. On nie zawsze postępuje tak, jakbym tego oczekiwał albo chciał. Ale wiem, gdzie jest jego serce. Ten dzieciak ma wspaniały charakter. Mecz szósty to kolejne popisy Cartera i zwycięstwo rywali, ale w finałowym siódmym meczu z Raptors kontuzjowany Iverson, nie będący w stanie tyle udzielać się w ataku, zaliczył aż 16 asyst (oraz 21 punktów) i stał się pierwszym zawodnikiem z taką ilością podań od Maurice Cheeksa, który mógł się chwalić takim samym wynikiem w 1989 roku. Aaron Mckie dodał 22 punkty. Raptors mogli jeszcze wygrać, ale ostatni rzut Cartera z rogu był niecelny i to Sixers awansowali do Finału Konferencji.

Tam już czekał odwieczny rywal – Ray Allen. Tym razem pierwszy mecz należał do Sixers za sprawą 34 punktów Iversona. W drugim Ray Allen rzucił o cztery oczka więcej i seria wyrównała się. Spotkanie trzecie kontuzjowany Iverson oglądał z pokoju hotelowego, gdzie widział, jak Ray niszczy Sixers. Ale wrócił na spotkanie czwarte. W pewnym momencie po uderzeniu łokciem od Raya Allena, zaczął krwawić. Wiedział, że sędziowie będą kazali mu za to usiąść, więc zacisnął usta i zaczął połykać krew. Rzucił 11 z ostatnich 13 punktów Sixers zapewniając im wygraną 89-83. Snow, który z powodu kontuzji obu kostek miał polecenie od lekarzy pauzowania, dodał w niesamowitym występie 18 punktów, a w kolejnym meczu trafił „game winnera” i Sixers prowadzili 3-2. Niestety w kolejnym pomimo świetnej ostatniej kwarty Iversona, który rzucił w niej 26 ze swoich 46 punktów, Bucks byli górą. Znowu o wszystkim miał decydować ostatni mecz serii. Iverson spytany, jak się czuje, powiedział: Jak gówno. Ale nie będę się niczym przejmował, dopóki wciąż tu jestem. Po 44 punktach, 7 asystach, 6 zbiórkach i 2 przechwytach później, Iverson dosłownie wskakiwał w ramiona Browna, Croce’a i swoich kolegów, ciesząc się z tytułu Mistrzów Konferencji Wschodniej i awansu do upragnionego, pierwszego od 1983 roku Finału NBA. Ale zwycięstwo nie byłoby możliwe bez Dikembe Mutombo, który dodał 23 punkty, 19 zbiórek i 7 bloków. Dodajmy do tego, że 44 punkty były czwartym najlepszym wynikiem w historii NBA, jeśli mówimy o siódmych spotkaniach serii.

W finale Philadelphia 76ers zmierzyła się z Los Angeles Lakers, którzy w tej serii play-offs nie przegrali jeszcze żadnego meczu i mieli zupełnie czyste konto. Lakers rozbili Trail Blazers, Kings i Spurs, a licząc sezon zasadniczy, byli niepokonani od 67 dni. Jako faworyci, chcieli to zachować do końca ustanawiając nowy rekord ligi. I prasa im dopingowała, a Kobe Bryant twierdził, że jego zespół ma równie wielkie serce do gry, jak ma Philadelphia 76ers. Iverson był kreowany na tego, który jest sam na straconej pozycji i łudzi się na pokonanie mistrzów. Kiedy jeden z dziennikarzy zapytał go, czy się przejmuje tym oraz krytyką odnośnie jego strojów i pewności siebie, ten bez mrugnięcia oka odpowiedział Nie dbam o to. Wszystko, co mnie interesuje, to jak postrzega mnie rodzina, moi przyjaciele, koledzy z zespołu. Nie ma nic łatwego w byciu Allenem Iversonem, kiedy każdy przygląda się każdemu twojemu ruchowi, krytykuje cię za powiedzenie czegokolwiek złego, kiedy jesteś wściekły. Sprawiają, że czujesz się jak jakiś łajdak, najmniejszy człowiek na boisku, ale największy łajdak w życiu.

Iverson przechodzi nad Lue - ikonowy gestW pierwszym w karierze meczu finałowym Iverson rzucił aż 48 punktów ogrywając Lakers po dogrywce. Akcje z tej nocy zostaną z pewnością na zawsze zapamiętane przez jego kibiców, zwłaszcza ogrywanie bezradnego Tyrone’a Lue w czwartej kwarcie (i symboliczne przejście nad nim, kiedy Lue wylądował na parkiecie po jednym z zabójczych crossoverów Iversona), po tym jak kwartę wcześniej Lue skutecznie stopował atak AI. Tyle zdobytych punktów przez jednego koszykarza to szósty najlepszy wynik w historii Finałów NBA. Ale po fakcie Iverson wiedział, że to tylko pierwszy mecz: Jeszcze nic nie zrobiliśmy. Mamy jeszcze długą drogę do przejścia. Phil Jackson podsumował występ gwiazdy Sixers: On jest młodym graczem tak drobnym i małym, jak mało kto w tej lidze, ale jest w stanie nie tylko oddawać rzuty jakie chce, ale też przewodzić lidze w punktach. To, kim on jest, wciąż wprawia mnie w rozterki. Radość z tego zwycięstwa to najpiękniejszy moment w karierze Allena Iversona, podobnie jak cały sezon 2000-01.

Niestety liczne urazy Iversona (w tym kontuzja kostki wymagająca operacji), Snowa, Lyncha i Hilla uniemożliwiły Sixers wygranie kolejnych spotkań, chociaż trzeba przyznać, że ze wszystkich serii Lakers, finałowa z Sixers była dla nich zdecydowanie najtrudniejsza i wygrywana najmniejszą ilością punktów w tamtych play-offs. Po meczu trzecim, wygranym przez Lakers tylko 96-91 (35 punktów i 10 zbiórek Iversona), gwiazdor Sixers wyszedł na parkiet i zaczął oklaskiwać kolegów z drużyny i kibiców, a publiczność sprawiła wtedy Sixers taką owację, jaka należy się zwycięzcom. AI przytulił się do klatki piersiowej Matta Geigera i powiedział mu: Odeszło. Mieliśmy swoją szansę. Ostatecznie to Lakers wygrali 4-1, ale dla wielu kibiców heroicznie walczący i zdziesiątkowani przez kontuzje Sixers zostali bohaterami, zyskując tym samym rzesze nowych fanów. Koszulki Sixers czy buty Iversona były zdecydowanym hitem sprzedaży (wzrost o 20% w pierwszym półroczu 2001). Stacje telewizyjne stworzyły nowy typ rywali – kreowanego na następcę Jordana, pochodzącego z dobrej rodzinny Kobe Bryanta, oraz gniewnego rapera, Allena Iversona. Rywalizacja między nimi miała się ciągnąć jeszcze przez wiele lat, zarówno w mediach, jak i pomiędzy kibicami obu tych koszykarzy. To pokazała już konferencja prasowa po zakończeniu finałów. W zwyczaju było, że najpierw pytania przyjmował lider zwycięzców (w tym przypadku zdobywca MVP, Shaquille O’Neal), po nim lider pokonanych i reszta zawodników. Jednak gdy skończył przemawiać Shaq, do mikrofonu wystartowali równo Bryant i Iverson ze swoją żoną i dziećmi. Bryant dotarł na podium pierwszy, a zdenerwowany AI powiedział do Tawanny: Spieprzajmy stąd. Do wychodzącego Iversona ktoś zawołał: Allen, ale co z wywiadami? na co ten odpowiedział Pieprzyć je, człowieku.

Iverson-w-dniu-ślubuW całych play-offs Allen Iverson zdobywał średnio 32.9 ppg, 6.1 apg i 4.7 rpg oraz 2.4 spg. W prawie wszystkich kategoriach ustanowił nowe indywidualne rekordy play-offs. Mimo przegranej w Finałach to był jeden z najlepszych sezonów w historii Philadelphii 76ers. Jak bardzo popularni stali się wtedy Sixers i jak wiele uwagi skupiał na sobie Iverson mówi fakt, że nazwisko Iversona w wyszukiwarce Google wyprzedziło nazwisko bijącej wtedy rekordy popularności Anny Kournikowej co znaczyło, że był on najczęściej wyszukiwanym sportowcem w Internecie. Po zakończeniu sezonu, 4 sierpnia 2001 roku Allen wziął ślub ze swoją wieloletnią przyjaciółką i matką swoich dzieci, Tawanną Turner. To był szczyt szczęścia Iversona, po którym niestety przyszło kilka smutniejszych wydarzeń.

Tragiczne lato. 11 września 2001 roku. Jak później powiedział Allen, to było naprawdę złe uczucie. Uczucie pustki, odbierające dech w piersiach. Nie mogę uwierzyć co się właśnie dzieje. Większość ludzi, których znam oglądała tego dnia przez cały czas telewizję. Walące się budynki, kurz na ulicach, miasto zmienione w strefę wojny. Po godzinie Allen wyłączył telewizor. Widział już wiele nieszczęść i wiedział, że i to nie zakończy się dobrze. Ci wszyscy niewinni ludzie którzy wstali tego ranka zupełnie jak ja i poszli do pracy jak każdego innego dnia, po prostu umarli w ten sposób? Jeśli takie coś może się zdarzyć, to nam mówi, że wszystko może się zdarzyć. Nikogo stamtąd nie znałem, ale to tak ciężkie i raniące uczucie kiedy pomyśli się o rodzinach tych wszystkich ludzi – powiedział.

Nieco ponad miesiąc później, 13 października, przeżył on kolejną tragedię. Gorszą, niż dzień, w którym zginął Tony Clark, bo tak niespodziewaną. Doszły do niego wieści, że jego najlepszy przyjaciel, Ra, najważniejszy członek Cru Thik, został zastrzelony w barze w Virginii, a jego ciało pozostawiono na ulicy. Wstrząśnięty Iverson powiedział swojemu ochroniarzowi: Nie chciałbym umrzeć tak nagle, leżąc w trawie, wykrwawiając się na śmierć wokół przechodzących obok ludzi (…) Nie chcę, żeby ktoś mówił Tawannie i moim dzieciom, że umarłem w taki sposób, z powodu jakiegoś głupstwa. Wtedy właśnie AI postanowił zaopiekować się trójką dzieci, które Ra tak kochał. Poszedłem spać mając dwójkę dzieci. Obudziłem się z pięcioma – mówił. Na pogrzebie, który odbył się nieco ponad dwa miesiące po jego ślubie, AI dodał: Patrzcie na swoje życie, jak na książkę. I przestańcie tracić strony na narzekania, martwienie się i kłótnie.

Szósty sezon 2001-02. Szósty sezon nie zaczął się dla Sixers zbyt dobrze. W NBA zlegalizowano obronę strefą, co oznaczało, że teraz przeciwnicy mogli bardziej skupić się na bronieniu przeciwko Iversonowi. Po rezygnacji Pata Croce’a na swojej funkcji postanowił zostać Larry Brown, który wcześniej myślał o emeryturze, ale podobno nie chciał zostawić Sixers samych z Edem Sniderem. Ponieważ latem Iverson przeszedł kilka operacji, w ramach rehabilitacji musiał opuścić pięć pierwszych gier. Sixers pozbawieni też Aarona McKie i Erica Snowa, mimo pozyskania z powrotem Derricka Colemana oraz zatrudnienia Matta Harpringa, wszystkie te mecze przegrali. W trzecim tygodniu Iverson mimo lekkiego bólu w łokciu, gotowy był już do gry i doprowadził 76ers do siedmiu kolejnych zwycięstw, otrzymując tym samym tytuł Gracza Tygodnia. Zaczął grać z czarną opaską na ramieniu z napisem Rasaan, którą otrzymał od Gary’ego Moore’a. Dotykał jej za każdym razem, gdy wykonywał rzuty wolne. Później jednak mimo wspaniałej gry tego koszykarza, Sixers nie powodziło się już tak dobrze. W listopadzie AI podpisał dożywotni kontrakt z Reebokiem, warto około 121 milionów dolarów. Allen zapowiedział w tym czasie, że do czasu rozegrania meczu All Star doprowadzi zespół do dodatniego bilansu. I rzeczywiscie przełom nastąpił w styczniu, kiedy Sixers zaczęli przypominać drużynę z poprzednich rozgrywek. W bardzo dużym stopniu przyczynił się do tego właśnie „The Answer”. Najpierw 7 stycznia zanotował pierwsze w swojej karierze triple-double (30 punktów, 11 asyst, 10 zbiórek), następnie w meczu z Houston Rockets 15 stycznia rzucając 58 punktów poprawił o cztery oczka swój rekord życiowy (poza tym był to czwarty najlepszy wynik w historii Sixers). Bardzo dobre występy miał też 1 marca, kiedy spóźnił się na mecz i został ukarany przez trenera Browna wyjściem z ławki (pierwszy raz od debiutanckiego sezonu), co nie przeszkodziło mu zdobyć 43 punktów. 21 stycznia zdobył swój 10 000 punkt w karierze przeciwko Raptors. 15 stycznia trafił wszystkie 14 rzutów wolnych, co mu się jeszcze w karierze nie zdarzyło. W czterech meczach od 11 do 19 stycznia trafił rekordową dla siebie liczbę 24 kolejnych rzutów wolnych. Dikembe Mutombo, mimo dwóch sytuacji karania Iversona za spóźnienia na treningi, nazwał relacje miedzy nim, a Brownem, jak między ojcem i synem. Po jednym z opuszczonych przez AI treningów, szkoleniowiec Sixers powiedział: Musimy poradzić sobie z tym wspólnie. Jeśli tego nie zrobimy, a Pata nie ma, wszyscy zwalą winę na nas dwóch.

Występ w Meczu Gwiazd tym razem zakończył sie porażką (5 punktów, 4 zbiórki, 3 asysty), na dodatek Iverson z Michalem Jordanem zostali ukarani kwotą 10 000 dolarów za wspólne opuszczenie spotkania z mediami, ponieważ spędzili ten czas z fanami. Wszystko to działo się w Philadelphii, gdzie nagroda MVP powędrowała do pochodzącego z tych rejonów Kobe Bryanta, który został za to wygwizdany po części za niedawne finały. AI próbował złagodzić sytuację: Myślę, że buczenie było złe i czuje się źle razem z nim. Myślałem, że wiele osób powinno poczekać i chwilę się zastanowić, co jeśli ich dziecko by tu wyrastało. Ale tak to jest w tym zawodzie (…) Gram w Philly od sześciu lat. I czasem oni buczeli na nas już w pierwszej kwarcie, jeśli rzeczy nie szły dobrze. Mimo nieudanego Meczu Gwiazd, w dalszej części rozgrywek Iverson wielokrotnie pokazywał, na co go stać. Niestety w marcu w spotkaniu z Bostonem złamał sobie lewą rękę i nie zagrał do końca sezonu. Sixers wtedy jeszcze walczyli o pierwszą trójkę na Wschodzie, ale bez Iversona musieli się zadowolić piątym miejscem.

Iverson powrócił na play-offs na starcie z Boston Celtics, chociaż było to wcześniej, niż zalecał lekarz. Niestety mecze w których grał, jakby o kontuzji zapomniał, przeplatał z tymi, w których bardziej szkodził, niż pomagał. W drugim spotkaniu Sixers zaczęli czwartą kwartę od serii 14-2, dzięki 10 kolejnym punktom McKie. Ale wtedy z ławki wszedł w jego miejsce Iverson i spudłował 5 z ostatnich 7 rzutów, (w całym meczu 29 punktów i tylko 11/30 z gry) i Sixers przegrali 85-93. Ostatecznie Sixers potrafili wygrać dwa kolejne mecze (42 punkty i 5 przechwytów Iversona w jednym z nich) i wyrównać stan serii na 2-2, ale w finałowym, piątym spotkaniu, zostali rozgromieni przez przeciwnika dzięki znakomitej grze niepowstrzymanego Paula Pierce’a (46 punktów, w tym 8/10 za trzy punkty) i słabej Iversona (tylko 11 z 24 trafionych rzutów) oraz Snowa (2/12), który nie mógł odnaleźć się w całej serii. Tym samym na Iversona spłynęła największa krytyka, co Aaron McKie skomentował: Ja zawsze byłem otoczony gwiazdami. Ale on jest w tej lidze zupełnie sam. Iversona bronił też jeden z rozgrywających Celtics: Oni są wszystkim, poza drużyną, którą oglądałem w zeszłym roku. Mają Allena Iversona, ale cała reszta jest inna.

Pod względem statystyk był to najbardziej udany sezon Iversona w jego dotychczasowej karierze. Został ponownie Królem Strzelców z najlepszą średnią 31.4 ppg (drugi wynik w historii Sixers – lepszy był tylko Wilt Chamberlain ze średnią 33.5 ppg). Przewodził też NBA w przechwytach (2.8 spg) i w minutach (43.7 mpg) będąc jedynym zawodnikiem NBA najlepszym w trzech różnych kategoriach. Opuścił jednak 22 mecze z powodu kontuzji, może dlatego niespodziewanie wybrano go dopiero do Drugiej Piątki NBA. W 54 meczach był liderem Sixers w punktach, w 28 w asystach. Przedłużył też do 120 gier serię spotkań, w których zdobył dwucyfrową liczbę punktów i żaden inny zawodnik grający wtedy w NBA nie miał lepszego wyniku. Zanotował serię siedmiu kolejnych meczy, w których zdobył 30 lub więcej punktów. W całym sezonie aż dziewięć razy rzucał ich ponad 40, co było najlepszym wynikiem w lidze. Tylko siedem razy schodził poniżej 20 punktów. W styczniu został Graczem Miesiąca, a cztery razy zostawał Graczem Tygodnia (w styczniu dwa razy z rzędu, co wcześniej udało się Karlowi Malone’owi w 1997 roku).

Problemy w offseason. Po nieudanej serii z Celtics, Brown był ostry wobec swojego gracza: Uważam, że ich gwiazdy myślą o wygraniu, a nie zdominowaniu meczu. Niestety Brown nie powiedział tego wprost Iversonowi, tylko mediom, co rozgniewało koszykarza i atmosfera między nimi znowu się pogorszyła. AI stwierdził, że nie czuje się traktowany przez zarząd klubu jak „franchise player”. Ponieważ od czasu zwolnienia swojego agenta nie miał i nie potrzebował żadnego innego, znalazł się w kłopotliwej sytuacji. Sądząc, że Sixers będą chcieli go sprzedać, postanowił się zabezpiecznyć i zatrudnić Leona Rose’a, agenta Aarona Mckie. Wiecie, po tym jak doszliśmy do finałów w zeszłym roku, widzicie jak wiele zmian przeprowadziliśmy, więc wszystko może się zdarzyć. Może mnie tu nie być tego lata. Wiem, że to biznes. I wiem, że jeśli cos zaczyna się źle dziać, pierwsza rzecz o jakiej myślisz to przeprowadzeniu zmian by to polepszyć… Zawsze mówiłem, od pierwszego dnia, że chcę zostać graczem Sixers do końca mojej kariery. I nie chce pozwolić komuś mnie stąd wyrzucić. Ale jeśli ludzie myślą, że pozbycie się mnie stąd będzie najlepsze dla zespołu, niech podejmą tą decyzję.

Nie zabrakło też kolejnych problemów z prawem. Tym razem po kłótni z żoną, Allen wyrzucił ją z domu, a następnie w jej poszukiwaniu podobno wtargnął do domu jej kuzyna z bronią. Okazało się jednak, że zeznania świadków znacznie się różniły, na dodatek zadzwonili oni na policję dopiero 11 godzin po całym zdarzeniu. Wyszło na jaw, że jeden z nich chciał 100 000 dolarów od Iversona za wycofanie oskarżenia, drugi wcale nie miał zamiaru iść do sądu, bo gdy zobaczył koszykarza w drzwiach, pobiegł po kartkę i długopis, by zdobyć autograf. Nie było też żadnych dowodów, nie znaleziono bronii. AI twierdził, że rzeczywiście wtargnął do domu kuzyna, ale nie miał broni i nie chciał nikogo terroryzować. W takiej sytuacji sprawę umorzono, Iversona (ubranego na wstępnej rozprawie w t-shirt z fotografią Ra i napisem „Cru Thik Superstar”) nazwano niewinnym, ale zdjęcie niewyspanego, potarganego i zmęczonegolidera Sixers, wprost z kartoteki policyjnej, obiegło świat. Przeciwko niemu obróciły się również filadelfijskie media: Zbyt wiele pieniędzy, zbyt wiele wolności, zbyt wiele talentu by był w stanie usłyszeć słowo NIE – pisała chociażby „Philadelphia Daily News”, a Jay Leno żartował, że teraz Reebok wypuści serię ubrań promowanych przez Iversona pod marką „Uwięziony”. Tym razem jednak ten konflikt z prawem nie zaszkodził Iversonowi tak, jak kiedyś, a o dziwo podobno AI stał się poprzez to jeszcze bardziej popularny. Kibice zaczęli ponownie kupować koszulki „Free Iverson” i „The Answer Is Not Guilty” utożsamiając się z „prześladowanym” przez prawo idolem…

Practice? Mimo wspomnianych problemów, jakie Iverson przeżył tego lata, na zawsze zapamiętany został jedynie wywiad z nim po zakończeniu sezonu. Być może mieliśmy w historii gorsze lub śmieszniejsze przykłady tego, jak zawodnik podczas rozmowy z dziennikarzem traci panowanie nad sobą, ale Iverson trafił w najgorszy z możliwych momentów: rozwój Internetu. Powstały trzy lata później serwis YouTube! sprawił, że konferencja pomeczowa z udziałem AI stała się sławna na cały świat i przeszła do historii, nie tylko koszykówki, ale i sportu w ogóle. Doczekała się wielu parodii, była cytowana w mediach czy hip-hopie.

Iversonowi sugerowano, że jego zespół i koledzy grają gorzej ze wzgledu na to, że on sam opuścił niejeden trening Sixers. Wreszcie koszykarz odpowiedział, nie mogąc przestać używac słowa „trening” (ang. „practice”). Poniżej zapis konferencji w oryginale, dla zachowania kontekstu:

If a coach say I missed practice, and y’all hear it, then that’s that. I might’ve missed one practice this year. But if somebody says, ‚He doesn’t come to practice – it can be one practice, out of all the practices this year – then that’s enough. … But it’s easy to talk about, it’s easy to sum it up when you just talk about practice. We sittin’ in here, I’m supposed to be the franchise player, and we in here talkin’ about practice. I mean listen, we talkin’ ’bout practice. Not a game, not a game, not a game. We talkin’ about practice. Not a game, not a, not a, not the game that I go out there and die for, and play every game like it’s my last. Not the game. We talkin’ bout practice, man. I mean how silly is that? We talkin’ bout practice. I know I’m supposed to be there, I know I’m supposed to lead by example. I know that, and I’m not shovin’ it aside, you know, like it don’t mean anything. I know it’s important, I do. I honestly do. But we talkin’ bout practice, man. What are we talkin’ about? Practice? We talkin’ about practice, man. We talk – we talkin’ bout practice. We talkin’ bout practice! We ain’t talkin’ bout the game, we talkin’ bout practice, man. When you come into the arena, and you see me play, you see me play, don’t you? You see me give everything I got, right? But we talkin’ bout practice right now. [Reporter przerwał Iversonowi zaznaczając, że to Larry Brown poruszył ten temat wcześniej.] We talkin’ bout practice. Man look, I hear you, it’s funny to me too. I mean, it’s strange, it’s strange to me too. But we talkin’ bout practice, man. We not even talkin’ bout the game, the actual game, when it matters. We talkin’ bout practice.

Po latach trener Larry Brown wyznał dziennikarzom jak bardzo żałuje, że opuścił tamtą konferencje prasową. Gdyby na niej był, nie pozwolilby Allenowi stracić panowania nad sobą. Z kolei sam Iverson w momencie kończenia kariery nawiązał do swojego przemówienia, tłumacząc: Powtarzałem w kółko to wszystko o treningach i nie cofnąłbym tego. Dziennikarze nie wiedzieli, że mój najlepszy przyjaciel został właśnie zabity. W ogóle nie wiedzieli, o czym była ta konferencja prasowa. Nigdy nie spytaliście, dlaczego byłem taki wkurzony. Ta konferencja nie była o treningach. Wtedy myślałem, że Sixers mnie wytransferują, więc o tym ona była.

W 2013 roku sam Gary Payton przyznał, że miał coś wspólnego z całym zajściem: Byliśmy gdzieś razem latem, dobrze się bawiliśmy. Trochę za dużo wypiliśmy. Allen spytał mnie jak ja to robię, że utrzymuję ciało w tak dobrej formie, ale jednocześnie nie cierpię fizycznie z tego powodu i mam siłę ciągle przebywać na parkiecie. Powiedziałem mu prawdę. Powiedziałem, że mój trener George Karl nie pozwalał mi trenować. I to było tyle, powiedziałem mu, że musi przestać tyle cwiczyć. Payton przyznał jednak, że Iverson nigdy nie powinien brać tego tak dosłownie i przede wszystkim – nie dzielić się z tym mediami, bo to były słowa jego trenera, a trener Larry Brown był zupełnie inny.

Siódmy sezon 2002-03. Chociaż Iversonowi udało się wybrnąć z problemów z prawem, to nie był to koniec kłopotów. Na kilka dni przed rozpoczęciem meczów przedsezonowych, na jednym z treningów, zawodnik nabawił się kontuzji – złamał sobie palec u ręki. Sixers przegrali pierwszy mecz przedsezonowy i zapowiadało się, że tak jak przed rokiem nie będę mieli bez Iversona szans w tych spotkaniach. Ale gwiazda Sixers ponownie udowodniła swój wspaniały charakter i podejście do gry. Mimo nie uleczonego palca, z bandażem na ręce, Iverson postanowił grać w spotkaniach przedsezonowych i zgrać się. Iverson rozczarowany tym, że w poprzednim sezonie grał najlepiej pod względem statystyk, a mimo to Sixers odpadli już w pierwszej rundzie, tym razem postanowił zmienić jeszcze bardziej swój styl gry. Chciał oddawać mniej rzutów, częściej rozgrywać i podawać piłki, stwarzać okazje rzutowe dla swoich partnerów. Do Sixers sprowadzono Keitha van Horna, który miał pomóc Allenowi w zdobywaniu koszy. Sixers zaczęli ten sezon bardzo dobrze, od wyniku 15-4. Było to w dużej mierze zasługą ich lidera. Zaczął on zdobywać średnio o 3-4 punkty mniej niż rok wcześniej, ale jego gra była bardzo wszechstronna i jak przewidywano znalazł on na boisku pomoc w osobie van Horna. Niestety w grudniu i styczniu nastąpił spadek formy całej drużyny. Mimo lepszych gier Allena, a także dobrych wyników indywidualnych innych koszykarzy (zwłaszcza Snowa i Colemana, bo van Horn mocno zawodził), Sixers przegrali 9 z 10 kolejnych spotkań i od tego czasu balansowali na granicy 50% zwycięstw. Ostatecznie dzięki lepszej końcówce sezonu wygrali 48 spotkań i znaleźli się na drugim miejscu w Atlantic Division, a na czwartym miejscu na całym Wschodzie. Było to możliwe dzięki lepszym meczom w marcu i kwietniu. Chociaż Sixers byli na czwartej pozycji na Wschodzie, od lidera Konferencji dzieliły ich tylko cztery mecze!

Jak już wspomniałem, Iverson mniej skupił się na zdobywaniu punktów i pod tym względem był to najgorszy jego sezon od czterech lat. Najgorszy mecz rozegrał 5 marca, kiedy przeciwko Pistons zdobył zaledwie 5 punktów kończąc najdłuższą w NBA serię 186 kolejnych gier z dwucyfrowym wynikiem punktowym. Niewiele lepiej był o 4 kwietnia, kiedy przeciwko Rockets zanotował 8 oczek. 8 stycznia po raz pierwszy od czterech lat został zdjęty z boiska za sześć fauli, miało to miejsce w spotkaniu z Pistons. Mimo to grał na poziomie – były też mecze, w których błyszczał. Na przełomie listopada i grudnia został dwa razy z rzędu Graczem Tygodnia (po raz drugi w karierze). 18 grudnia w wygranej z Wolves miał 41 punktów i 4 przechwyty. 6 stycznia w trzeciej kwarcie meczu przeciwko Pacers rzucił 22 punkty i ustanowił nowy rekord Sixers (poprzedni należał do Juliusa Ervinga i wynosił 21 oczek w trzeciej kwarcie). Dwa dni później przeciwko Lakers przechwycił 9 piłek wyrównując rekord kariery. 21 lutego zdobył przeciwko Cavs 41 punktów, 6 asyst i także 4 przechwyty. 7 marca przeciwko Sonics 40 punktów, 4 asysty i 3 przechwyty i nie miał ani jednej straty. Bliski drugiego w karierze triple-double był 29 marca, kiedy w wygranej z Hawks zapisał na swoje konto 38 punktów, 9 asyst i 8 zbiórek. 42 punkty oraz po 6 zbiórek i asyst zdobył 31 marca z Magic i była to jego najlepsza zdobycz punktowa w tych rozgrywkach.

Swój siódmy w karierze sezon w NBA zakończył ze średnią 27.6 ppg, co dawało mu trzecie miejsce w NBA. Po raz pierwszy w karierze rozegrał wszystkie 82 mecze i w 69 z nich przewodził Sixers w punktach, 36 razy zdobywając ich 30 lub więcej. Pięć razy rzucił 40 lub więcej punktów, co przyniosło Sixers cztery zwycięstwa. Po raz trzeci z rzędu przewodził w przechwytach (2.74) i minutach (42.5). W całych rozgrywkach zdobył 225 przechwytów ustanawiając pod tym względem nowy rekord Sixers. Rzucał z lepszą skutecznością niż przed rokiem (41.4%), ale „za trzy” miał skuteczność tylko 27% i nie trafił pierwszych 19 rzutów. Miał sześć double-double, wszystkie z nich w ostatnich 15 spotkaniach. Jeszcze bardziej zespołowo zaczął grać w końcówce sezonu i w play-offs. W ostatnich 19 meczach sezonu zasadniczego notował aż 7.8 apg. Pod tym względem przewodził Sixers w 15 spośród 19 ostatnich gier. Rekord sezonu ustanowił 2 kwietnia i 31 marca, kiedy zanotował po 12 podań. W styczniu zdobył swój 12 000 punkt będąc jedenastym najszybszym zawodnikiem NBA w historii który tego dokonał. 8 kwietnia zdobył przeciwko Nuggets już swój 13 000 punkt w karierze.

W play-offs Iverson zdobywał już 31.4 ppg i 7.4 apg (rekord kariery). W pierwszym meczu pierwszej rundy rzucił przeciwko Hornets 55 punktów, ustanawiając kolejny rekord indywidualny i rekord Sixers. Był to też szósty najwyższy wynik serii w historii NBA. W drugiej rundzie zanotował przeciwko Pistons dwa kolejne występy z double-double (36 punktów i 11 asyst oraz 25 punktów i 11 asyst). Ostatnim zawodnikiem Sixers który tego dokonał był Johny Dawkins w 1990 roku. Niestety mimo jego wspaniałej gry Sixers przegrywali już 0-2 i chociaż zdołali później zremisować (2-2) to ostatecznie odpadli.

Iverson-w-Dream-TeamieAllen Iverson w Dream Teamie. Podczas off-season Allen Iverson dostąpił wielkiego zaszczytu. Po raz pierwszy w karierze został członkiem reprezentacji USA w koszykówce i w sierpniu jako zawodnik Dream Teamu mógł bronić barw kraju eliminacjach do olimpiady, które odbywały się w Puerto Rico. Sam koszykarz powiedział, że nigdy nie przypuszczał iż człowiek taki jak on, wychowany w getcie, doczeka kiedyś tej chwili. Zespół USA wygrał eliminacje i zwyciężając we wszystkich 10 meczach. Iverson zagrał tylko w 8 z nich z powodu kontuzji kciuka, ale i tak mógł się cieszyć ze zdobycia złotego medalu. Był bardzo szczęśliwy, że nie został pierwszoplanową postacią w drużynie, tak jak to jest w Sixers: Szczerze myślę, że moja rola w tej drużynie będzie bardzo łatwa, ponieważ nie będę już musiał robić tyle rzeczy, ile musiałem robić w przeszłości. To zupełnie inny zespół niż Philadelphia 76ers. Ta drużyna jest znacznie łatwiejsza dla mnie, bo nie muszę dawać z siebie tak wiele. Teraz skoncentruję się na obronie bardziej, niż na czymkolwiek innym. Dlatego grał jako rozgrywający i częściej podawał, a rzucał tylko z bardzo „czystych” pozycji po raz kolejny pokazując, że jego gra jest bardzo zespołowa i zapomniał już o egoizmie z początków kariery. W całym turnieju zdobywał średnio 14.3 ppg (skuteczność 56% z gry, 53% za trzy i 81% z wolnych) i był drugim strzelcem Dream Teamu za Timem Duncanem (15.6 ppg). Do tego dołożył średnio 3.7 apg (drugi wynik po Jasonie Kiddzie 5.0 apg), 1.6 spg (najlepszy w drużynie) i 2.5 rpg w 22.9 minuty (najlepszy w drużynie). USA rzucali przeciętnie 101.7 punktów, a oddawali zaledwie 70.8. Allen zebrał wiele pochlebnych opinii od kolegów z drużyny i dziennikarzy sportowych. Ale nie byłby sobą, gdyby nie ustanowił kolejnego rekordu. W meczu z Kanadą zdobył aż 28 punktów (stąd taka wysoka średnia punktowa w całych zawodach). Aż 21 z nich rzucił w trzeciej kwarcie trafiając 7 na 8 rzutów „za trzy”. Jeszcze nigdy w historii żaden zawodnik USA nie zdobył w jednej kwarcie i w całym meczu tylu punktów oraz nigdy nie trafił tylu rzutów za 3 punkty.

Ósmy sezon 2003-04. Iverson w poprzednim sezonie po raz kolejny nie spełnił swojego marzenia, jakim jest zdobycie upragnionego Mistrzostwa NBA. Dlatego też postanowił jeszcze bardziej przyłożyć się do gry. Zgodnie z obietnicami, przez cały czerwiec i lipiec poprawiał swoją kondycję, ćwiczył i starał się popracować nad swoimi mięśniami. Efekty były widoczne gołym okiem. O przyszłość Sixers zadbały też władze klubu, pozbywając się Keitha van Horna, który nie spełnił oczekiwań, a zatrudniając strzelca Glenna Robinsona, który miał stanowić druga opcję w ataku. Iverson bardzo chwalił sprowadzenie Robinsona i zmiany jakie zaszły w drużynie: Sixers są o 100% lepszą drużyną niż przed rokiem i najsilniejszą, odkąd ja tu jestem. Powiedział też, że teraz jest nowym człowiekiem, będzie za wszelką cenę unikał problemów z prawem, nie będzie się spóźniał na mecze i będzie się zachowywał odpowiedzialnie. Sixers trapieni kontuzjami spisywali się jednak bardzo słabo, i – co jest wielką klęską – nie zakwalifikowali się nawet do play-offs.

Z jednej strony Iverson rozegrał najgorszy w karierze sezon. Tylko 48 gier, 26.4 ppg (najsłabszy wynik od sezonu 1997-98), najgorsza skuteczność w karierze (38.7%) i najwięcej od debiutanckiego sezonu strat (4.35). Zawiódł zdecydowanie za to jako lider Sixers. We wcześniejszych latach potrafił samotnie wygrywać mecze, podrywać do walki kolegów i doprowadzić klub do play-offs. Teraz nie miał już tak dominującej pozycji w lidze i wpływu na zespół, na jego niekorzyść przemawiają też kłótnie z nowym trenerem Chrisem Fordem, za którym AI nie przepadał, i wcale tego nie ukrywał. Z drugiej jednak strony grał jak nigdy dojrzale, kreując partnerów i podjąć im piłki. Zaowocowało to najlepszą od debiutanckiego sezonu średnią asyst (6.8). Z kolei straty i skuteczność częściowo wynikały z tego, że wiele minut grał z powrotem na pozycji rozgrywajacego oraz wychodził mimo kontuzji i miał ciągłe przerwy w grze. Był drugim najlepszym strzelcem i pierwszym przechwytującym NBA, ale nie został uwzględniony w końcowej klasyfikacji (musiałby zagrać w 70 grach, rzucić 1400 punktów lub mieć 125 przechwytów, a zagrał w 48 meczach, rzucił 1266 punktów i miał 115 przechwytów). Zdążył zostać w listopadzie Graczem Tygodnia, po raz piąty w karierze wystąpił w Meczu Gwiazd w którym zanotował najwięcej na boisku 11 asyst. Później zdobył swój 14 000 punkt w karierze jako dziesiąty najszybszy zawodnik w historii, 29 listopada zdobył rekordowe w sezonie 50 punktów, a 17 lutego miał rekordowe 14 asyst, dwa dni później po raz 50 w karierze przekroczył granicę 40 punktów.

Iverson z medalemAllen Iverson olimpijczykiem w Atenach. Po swoim ósmym sezonie reprezentował USA na Igrzyskach Olimpijskich w Atenach w 2004 roku. Chociaż wszyscy liczyli na złoto, to reprezentacja USA osłabiona brakiem kilku gwiazd oraz nieprzygotowana do wspólnej gry i rywalizacji na arenie międzynarodowej, zdobyła brąz. Koszykarz Sixers ze średnią 13.8 ppg był pierwszym strzelcem Dream Teamu, przewodził także w minutach (27.1). Dodatkowo był drugim podającym (2.5), trzecim przechwytującym (1.3) i pierwszym strzelcem za trzy punkty pod względem trafionych rzutów (15), trzecim pod względem skuteczności (36%). AI grał bardzo równo i we wszystkich ośmiu meczach miał zdobycz punktową wyrażoną dwucyfrową liczbą, czym nie mógł się pochwalić żaden inny członek zdetronizowanego Dream Teamu. W przeciwieństwie do wielu innych gwiazd NBA, które robiły co mogły, by do Aten nie jechać, wielokrotnie podkreślał, że jest to jego marzenie i zrobi wszystko, by się ono ziściło. Powiedział, że jest dumny że mógł nosić na piersiach koszulkę z wyrytą nazwą swojego kraju i że wywalczył dla niego medal. Dodał, że zdecydowanie chciałby zagrać na następnej olimpiadzie: Byłoby ciężko wracać do domu bez niczego. Cieszę się, ze nam się udało i zdobyliśmy brązowy medal. Szczerze mówiąc, tak wygląda prawdziwe życie. Wielu ludzi nie rozumie, jak Smarty Jones przegrał swój ostatni wyścig. Wielu ludzi nie rozumie, jak Muhammad Ali przegrał walkę. I również wielu ludzi nie rozumie, jak ciężko się tu grało (…) Ten medal naprawdę dużo dla mnie znaczy. Bardzo dużo dla mnie też znaczy być olimpijczykiem (…) Jestem szczęśliwy, bo pozwolono mi tutaj przyjechać i reprezentować swój kraj. A nie wracam z niczym…

Dziewiąty sezon 2004-05. Jeden z najlepszych statystycznie i najwszechstronniejszych sezonów w karierze Iversona. Lista osiągnięć indywidualnych jest długa – zdobywał w sezonie 30.7 ppg, 7.9 apg, 4.0 rpg, 2.4 spg (42% z gry, 30% za trzy, 83% wolne), a w play-offs 31.2 ppg, 10.0 apg, 2.2 rpg, 2.0 spg (47% z gry, 41% za trzy, 79% wolne). Miał trzecią najlepszą średnią punktową w karierze, najlepszą średnią asyst w karierze, najlepszą skuteczność za dwa i z linii rzutów wolnych oraz trzecią najlepszą za trzy punkty. Opuścił tylko siedem spotkań z powodów zdrowotnych. Po raz czwarty zdobył tytuł Króla Strzelców NBA, co do tej pory osiągnęli tylko Wilt Chamberlain, Michael Jordan i George Gervin. Był też piątym asystentem NBA i drugim przechwytującym. Został pierwszym graczem historii, który uplasował się w pierwszej piątce jednocześnie w klasyfikacji punktów, asyst i przechwytów. Był również zaledwie czwartym graczem w historii, który w jednym sezonie zdobywał średnio powyżej 30 punktów i 7.5 asysty. Tracił wprawdzie też rekordowe 4.59 piłki, jednak wynikało to z jego roli w zespole i też często niedoświadczonych kolegów. Rozegrał 57 gier z rzędu z 20 lub więcej punktami. Ustanowił nowy rekord punktów w spotkaniu (60 przeciwko Orlando Magic) i nowy rekord asyst w sezonie (dwa spotkania z 16 asystami). Ponadto w dwóch grach z rzędu przekroczył granicę 50 punktów, co poprzednio zdarzyło się przed czterema laty. Ogółem granicę 50 punktów przekraczał trzy razy (Sixers 2-1) a granicę 40 punktów dziewięć razy (8-1). Zanotował aż 24 double-double, co jest jego najlepszym osiągnięciem w jednym sezonie w karierze (poprzedni rekord 18 double-double w sezonie debiutanckim). Notował też dwukrotnie najdłuższą w karierze serię trzech spotkań z rzędu z double-double. Został aż cztery razy uhonorowany tytułem Graczem Tygodnia i raz razy tytułem Graczem Miesiąca. Przekroczył granicę 15 000 punktów w karierze. Otrzymał tytuł MVP All Star Game. Szantażując klub odejściem, wymusił sprowadzenie do Sixers z Kings Chrisa Webbera, który miał być równorzędnym partnerem dla Iversona w ataku. Jeszcze lepiej grał w play-offs, gdzie jak na klasowego gracza przystało, poprawił niemal wszystkie statystyki indywidualne i grając przeciwko takim obrońcom jak Pistons (przegrana 1-4 w pierwszej rundzie) tylko raz zszedł poniżej 30 punktów.

To tyle osiągnięć, jednak gra Iversona była również nieoceniona jeśli nie patrzy się na statystyki. To dzięki jego podaniom wspaniale sezony mieli Andre Iguodala czy Kyle Korver. Iverson był niezastąpionym liderem, który w każdym meczu potrafił dać z siebie wszystko i próbował doprowadzić do zwycięstwa swój bardzo młody zespół. Aż trzy razy oddawał zwycięskie rzuty w finałowych akcjach, w tym raz równo z syreną kończącą mecz (pierwszy w karierze „game winning buzzer beater”). Bez niego Sixers wygrali tylko 2 z 7 gier. Wbrew opiniom sceptyków okazało się, że z wiekiem Iverson nie traci swojej szybkości i formy, za to gra coraz bardziej dojrzale, mądrze i osiąga coraz więcej. Gdyby Sixers wygrali kilka spotkań więcej, Iverson byłby absolutnym pewniakiem do nagrody MVP sezonu 2004-05. Każdy medal ma dwa końce – od tych rozgrywek Iverson był na stałe przesunięty z pozycji rzucającego obrońcy na pozycję rozgrywającego (jak na początku kariery) i od tego czasu już nigdy nie wygrał żadnej serii w play-offs.

Allen-Iverson-i-Chris-WebberDziesiąty sezon 2005-06. Co można powiedzieć o grze Allena Iversona w sezonie 2005-06, kiedy niemal wszystko mówią jego fenomenalne statystyki? Otóż na pierwszy rzut oka podobne do poprzednich, ale jeśli bardziej się przyjrzeć, były to rozgrywki jednak pod wieloma względami inne, niż te przez poprzednie 10 lat kariery AI w Sixers. Nie było tyle indywidualnych rekordów i niesamowitych wyczynów co w sezonie 2004-05, mimo to Iverson zagrał na jeszcze wyższym poziomie i nie tylko pokazał, że dojrzewa, ale zmienia się jako gracz i z latami przybywa mu doświadczenia, ale zmienia się tez sposób gry jeśli chodzi o dostosowanie się do otoczenia i wieku. Zaliczył najwyższą w karierze średnią zdobywanych punków (33.0) i mimo pauzowania przez dziesięć spotkań (bilans 3-7), rzucił rekordowe 2 377 oczek w całym sezonie. Gdyby nie niesamowite 35.4 ppg Kobe Bryanta, to Iverson po raz piąty w karierze byłby Królem Strzelców NBA. Ze ściągniętym do Sixers w trakcie poprzedniego sezonu Chrisem Webberem zdobywał łącznie ponad 50 punktów w meczu, ostatnio w Sixers zdarzyło się to w sezonie 1965-66: Chamberlain (33.5) i Greer (22.7). Co najbardziej cieszy, popisał się drugą po sezonie 1997-98 najwyższą skutecznością rzutów z gry (44.7%) co jak na obrońcę jest wynikiem bardzo dobrym i żarty z przeszłości na temat niskiego procentu Iversona i jego 30 rzutów w meczu krytycy koszykarza mogli już odłożyć do lamusa. AI zaliczył też 32.2% skuteczności za trzy (trzeci wynik w karierze) i 81.4% z linii rzutów wolnych (drugi wynik). Jego punktowy rekord sezonu padł przeciwko Hawks (53), a łącznie 15 razy przekraczał w tym sezonie granicę 40 punktów (10-5), a 49 razy granicę 30 punktów (24-25). Z drugiej strony aż 8 razy rzucił 19 lub mniej punktów. Wskaźnik asyst pogorszył nieco w porównaniu z poprzednim rokiem, do i tak bardzo dobrego 7.4 apg (8 w NBA). Zaliczył też 19 double-double (bilans 16-3), w 9 meczach zdobył 12 lub więcej asyst (7-2). Pięciokrotnie zaliczył występ z ponad 40 punktami i 10 asystami w sezonie, co dotychczas zdarzyło się jedynie czterem graczom w historii: Jordanowi, Robertsonowi, Archibaldowi i Westowi. Oprócz asyst pogorszył się też w zbiórkach i przechwytach (kolejno 3.2 oraz 1.94 – najmniej w karierze w obu przypadkach) za to polepszył się jeśli chodzi o straty (3.44 – najmniej od pięciu lat). Był pierwszym najczęściej faulowanym i trzecim najczęściej wymuszającym faule ofensywne koszykarzem w NBA. Zdobył też trzy nagrody Gracza Tygodnia.

Niezmienny pozostał leadership Iversona, który bardzo dzielił się piłką Chrisem Webberem, dalej próbował kreować młodych Iguodalę czy Korvera. W sytuacjach kryzysowych, kiedy Sixers przegrywali mecz za meczem, Iverson próbował w lepszy lub gorszy sposób wpłynąć na klub i kolegów. Nadzwyczaj chętnie zaczął przychodzić na wszystkie treningi, co dotychczas się nie zdarzało, wywierał presję odnośnie wysokich graczy, kiedy Sixers przegrywali pod tablicami, starał się podbudować kolegów w pomeczowych wypowiedziach, wpływać na lepszą obronę i walkę na boisku od pierwszej do ostatniej minuty… Nie chciał też aż tyle co wcześniej grać z piłką, chcoiaż nie zawsze było to możliwe. Były też bardziej kontrowersyjne działania, za które zbierał krytykę, jak opuszczenie boiska przed końcem jednego z przegranych meczów, o rozdmuchanej przez prasę aferze w przedostatnim meczu sezonu, na który spóźnił się z Webberem, nie wspominając. Niestety to wszystko nie starczyło na awans do play-offs tak młodej drużyny i Sixers ponownie zakończyli sezon przedwcześnie.

Jedenasty sezon 2006-07. Po raz kolejny Sixers zaczęli rozgrywki bez wzmocnień, po zupełnie biernej postawie transferowej. Mimo to udało się rozpocząć sezon serią 3-0, w czym duży udział miała świetna gra Iversona (dwukrotnie double-double). Niestety po rozbudzeniu apetytów kibiców, Sixers zaczęli grać jak przyzwyczaili do tego swoich kibiców przez poprzednie lata. Coraz bardziej sfrustrowany Iverson zaczął narzekać na trenera oraz próbował wymusić na klubie zmiany. Po powrocie po niegroźnej kontuzji 24 listopada zdobył rekordowe w sezonie 46 punktów (dodając 10 asyst) przeciwko Chicago Bulls i Sixers mieli bilans 5-7. Okazało się, że było to ostatnie zwycięstwo tej drużyny z jego udziałem. Po nim Sixers zanotowali cztery kolejne porażki, po czym zostali rozbici 6 grudnia 94-121 właśnie przez Bulls.

Opuszczenie Philadelphii. Po tej kompromitacji Iverson poszedł do generalnego menadżera i powiedział, że ma dosyć sytuacji, w której jego wysiłki aby wygrywać, są niedoceniane przez klub, który swoja polityką przeszkadza w odniesieniu sukcesu. Wersji na temat tego, co się zdarzyło tego dnia, jest wiele. Billy King powiedział, że w związku z niezadowoleniem z wyników i rozczarowaniem Iversona, zażądał on transferu do innego zespołu. Z kolei sam zainteresowany, już po fakcie, wielokrotnie temu zaprzeczał: Nie poszedłem tam i nie powiedziałem: Okey, dzisiaj chcę odejść. Powiedziałem, że jeśli 76ers chcą kontynuować to, co robią, wtedy sytuacja nie będzie dobra dla mnie. Powiedziałem, że sposób w jaki prowadzą zespół pozwoli im dalej grać jak obecnie, z bilansem jaki mają. Tak będzie dalej, jeśli nic nie zmienią. Dzień później Billy King oświadczył: Oddamy Allena do innego klubu. Wydaje mi się, że nadszedł czas, aby się pożegnać. Nie ma sensu dłużej się męczyć. Właściciel Sixers, Ed Snider dodał krótko, że ostatni mecz Allena Iversona w barwach Sixers już się odbył. Zgodził się z tym AI: Kocham chłopaków, miasto, ale najlepiej będzie, gdy odejdę. Szkoda, bardzo ciężko mi o tym mówić.

Tym samym rozpoczęło się istne medialne szaleństwo. Każdy chciał znać odpowiedź – co dalej z Allenem Iversonem. Podobno koszykarzem Sixers było zainteresowanych ponad 20 klubów, a najpoważniejsze oferty złożyli Sacramento Kings, Golden State Warriors, Los Angeles Clippers, Miami Heat, Portland Trail Blazers, a także Denver Nuggets, którzy rozmawiali z Sixers na ten temat już dwa lata wcześniej. Tymczasem Sixers przegrywali mecz za meczem, przeciągając czarną serię już do 12 spotkań. Jak podkreślały niektóre media, klub robił też wszystko, aby upokorzyć ich odchodzącą ikonę. Iversona poproszono, by nie przychodził już do hali, jeszcze przed uzgodnieniem transferu usunięto jego szafkę, a akcje z jego udziałem znikły z przedmeczowych prezentacji.

Aż wreszcie 19 grudnia ogłoszono: Allen Iverson został graczem Denver Nuggets. Wraz z nim do zespołu z Colorado oddano Ivana McFarlina, w przeciwnym kierunku powędrował rozgrywający Andre Miller i stary kumpel Allena, czyli skrzydłowy Joe Smith. Sixers otrzymali również dwa wybory w drafcie. Koniec ery Allena Iversona w Philadelphii i przeprowadzka do Konferencji Zachodniej stały się faktem. Podczas 11 lat gry zapisał on na swoim koncie 28.1 ppg (19 583 punktów), 6.1 apg (4 174 asyst), 3.9 rpg (2 706 zbiórek) i 2.3 spg (1 593 przechwyty) w 697 meczach, co daje mu drugie miejsce w punktach (po Halu Greerze) i przechwytach (po Maurice Cheeksie) w historii Sixers. Na początku chciałbym podziękować Allenowi za te 11 lat – powiedział na konferencji prasowej Billy King. Myślę, że on dostarczył nam wszystkim wiele niezapomnianych chwil, prowadząc nas do Finału i zgarniając MVP, będąc dwukrotnym MVP podczas All-Star Game. Myślę, że on jest jednym z najlepszych graczy, którzy kiedykolwiek występowali na parkietach NBA i w imieniu organizacji pragnę podziękować za wszystko co dla nas uczynił. Allen Iverson oświadczył: Jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego transferu. Styl gry Denver jest w stanie wykorzystać mój potencjał. Nie mogę się już doczekać gry z Carmelo, a także z resztą zespołu Nuggets, czy George Karl’em, który jest prawdziwym zwycięzcą, po czym tuż po transferze na stronie fundacji Cross-Over opublikował list do swoich kibiców:

(…) Moi fani zawsze byli ze mną i teraz jest czas kiedy potrzebuje tego szczególnie. Chciałbym aby to co tutaj pisze było skierowane do moich prawdziwych kibiców. Chcę, abyście wiedzieli, że kocham tą grę, kocham być gotowy do wyjścia na boisko w moim stroju. Kocham wychodzić i grać te 82 mecze regularnego sezonu dając całe swoje serce, a nawet więcej, a wszystko to dla was drodzy kibice. Moim życzeniem było by dać wam jeszcze więcej zwycięstw w post-season. Dla mojej rodziny w Philadelphii, pragnę powiedzieć: dziękuje za te wspaniale 11 lat spędzonych razem. Modlę się do Boga o wszystko co najlepsze dla naszej przyszłości.
(…) Miasto Philadelphia będzie na zawsze częścią mnie i ja naprawdę je kocham, a także ludzi tutaj mieszkających. Tak czy inaczej jestem skory do podjęcia wyzwania i jeśli tylko taka szansa się nadarzy, jestem gotowy ja podjąć. Ci, którzy tak naprawdę mnie znają, wiedzą, że pragnę zwyciężać i wiedzą również, że chcę tego co najlepsze dla wszystkich. Będę kochał te wspomnienia i blisko 700 meczy, które rozegrałem dla Philadelphii, na zawsze.
Poprzez cala moją karierę grałem z kontuzjami i chorobami. Kocham przebywać na boisku zdeterminowany i zwycięski. Właśnie dlatego to było takie ciężkie kiedy powiedzieli, że nie mogę grać, mimo tego, że ja byłem gotowy. To boli nawet bardziej, kiedy mówią ci, żebyś nie przychodził w ogóle. Niemniej jednak, proszę wiedzcie, że każda z 29,082 minut, która rozegrałem w barwach Sixers były zaszczytem oraz przywilejem o którym nigdy nie zapomnę.

DENVER NUGGETS I DETROIT PISTONS (2006-2009)

Iverson-w-NuggetsPo przeprowadzce… Debiutem Allena Iversona w Denver Nuggets, 22 grudnia przeciwko Sacramento Kings, rozpoczął się nowy etap w jego życiu. Wychodzący z ławki AI zdobył 22 punkty i 10 asyst trafiając aż 9 z 15 rzutów, ale Nuggets przegrali 96-101. Iverson znalazł się w młodym i żądnym zwycięstw klubie, z utalentowanym gwiazdorem Carmelo Anthonym, kolegą z draftu, świetnie broniącym Marcusem Cambym czy wreszcie budzącym szacunek, dwunastym najbardziej zwycięskim szkoleniowcem w historii NBA, Georgem Karlem. Niestety w pierwszych kilkunastu meczach zespół osłabiony był brakiem Anthony’ego, Camby’ego i J.R.Smitha, którzy 19 grudnia zostali zawieszeni za udział w bójce na meczu przeciwko New York Knicks. Mimo wszystko Iverson w dwóch kolejnych meczach zdobył 28 punktów 13 asyst oraz 44 punkty i 10 asyst doprowadzając Nuggets do dwóch wygranych. Tym samym stał się pierwszym zawodnikiem w historii, który po transferze w trzech pierwszych spotkaniach zaliczył double-double w nowych barwach. Nuggets wkrótce oddali też filigranowego rozgrywajacego Earla Boykinsa, pozyskujac mniej rzucajacego, a bardziej klasycznego rozgrywajacego, Steve’a Blake’a, co miało pomóc grze Iversona z Anthonym, dwóch w tym czasie najskuteczniejszych graczy NBA.

Jednakże okazało się, że mający problemy z kontuzjami, problemami kadrowymi i brakiem zgrania zespół z Colorado, potrzebuje jeszcze wiele czasu, aby poważnie myśleć i realizować plan drogi na szczyt NBA. W styczniu Iverson przekroczył 20 tysięcy zdobytych punktów, jako 30 gracz w historii, w tym szósty najszybszy. W meczach AI wypadał dobrze statystycznie, ale wciąż brakowało zgrania z Anthonym, w czym dodatkowo przeszkodziła kontuzja, jakiej nabawił się pod koniec miesiąca, co zaowocowało opuszczeniem łącznie ośmiu spotkań i pauzowaniem na Meczu Gwiazd, do którego został wybrany po raz dziewiąty w karierze, tym razem jako rezerwowy decyzją trenerów (łącznie 1 813 638 głosów kibiców nie starczyło z powodu zmiany konferencji). Miesiąc później, 17 marca, rozegrał najlepszy w tym sezonie mecz w barwach Nuggets, kiedy przeciwko Suns zdobył 44 punkty i 15 asyst, a Nuggets wygrali 131-107. Jednak dopiero w kwietniu współpraca w zespole zaczeła się układać tak dobrze, że Nuggets mogli wygrać osiem kolejnych spotkań, w całym miesiącu notując bilans 10-1, do czego przyczynił się Iverson bardziej zespołową grą i lepszą skutecznością, 46% z gry.

Sezon zasadniczy Allen Iverson zakończył ze średnimi 26.6 ppg, 7.2 apg, 3.0 rpg i 1.9 spg przy skuteczności 44% z gry i 32% za trzy oraz 79% z wolnych (w 15 meczach w barwach Sixers było to 31.3 ppg, 7.3 apg, 2.7 rpg i 2.2 spg przy skuteczności odpowiednio 41%, 23% i 85%, natomiast w 50 meczach w barwach Nuggets notował 24.8 ppg, 7.2 apg, 3.0 rpg, 1.8 spg przy skuteczności 45%, 35% i 75%). Po transferze zanotował z nowym zespołem bilans 26-24 w spotkaniach których wystąpił. Granicę 40 punktow przekraczal trzy razy (1-1 z Sixers, 2-0 z Nuggets), granicę 30 punktów 21 razy (4-4 z Sixers, 8-5 z Nuggets), z kolei 12 razy rzucał 19 lub mniej punktów (wszystkie z Nuggets – bilans 3-9). Miał siedem lub więcej asyst 38 razy (3-7 z Sixers, 19-9 z Nuggets), 12 lub więcej asyst 6 razy (1-0 z Sixers, 5-0 z Nuggets) i zanotował 20 double-double, z czego aż 15 z Nuggets (14-1). Został siódmym strzelcem i ósmym asystentem NBA oraz liderem w czasie gry na boisku (42.5 mpg). Ponadto został pierwszym graczem w historii NBA, który w pierwszych jedenastu sezonach gry zdobywał ponad 1000 punktów i 100 przechwytów, bijąc rekord dziesięciu kolejnych sezonów Juliusa Ervinga.

O ile Iverson może uznać swój jedenasty sezon za udany, to wiele gorzej wypadł w play-offs. Podchodząc do serii z drugą najlepszą w historii play-offs średnią punktową 30.6 ppg, pogorszył wszystkie swoje statystyki notując średnio tylko 22.8 ppg i 5.8 apg przy skuteczności 36.8%. Pod względem punktowym i skuteczności była to najgorsza seria w całej karierze. AI nie zawiódł tylko w wygranym przez Nuggets meczu otwarcia (31 punktów, 5 asyst), a dalej za często rzucał, miał problemy z wjazdami pod kosz i zatrzymywany był przez obronę Spurs na dystansie. Jego frustracja i niepewna gra objawiła się co najmniej kilkunastoma fatalnie przestrzelonymi layupami w całej rywalizacji, niemalże sam na sam z koszem. Czuję, że to najgorsza seria play-offs w mojej karierze. To było coś frustrującego – znaleźć się w nowej sytuacji, chcąc być jednym z tych co prowadzi swoją drużynę na wyżyny, awansować z nią powyżej pierwszej rundy. Ale gra w sposób, do którego nie jestem przyzwyczajony, była frustrująca – przyznał samokrytycznie. Denver Nuggets odpadli z serii przegrywając 1-4.

Iverson---Anthony---CambyDo dwunastego sezonu (2007-08) Iverson podchodził z entuzjazmem, mimo małych zmian w klubie, który wymienił Steve’a Blake’a na Chucky Atkinsa, a Reggie Evansa na Stevena Huntera. Nuggets ze zgraną już parą Iverson – Anthony oraz z wreszcie zdrowym Kenyonem Martinem liczyli na wiele. Szybko stali się najbardziej ofensywną drużyną w NBA, a AI chociaż nie popisywał się rekordami strzeleckimi jak dawniej, czuł się dobrze w takim zespole. W listopadzie został Graczem Tygodnia doprowadzając do bilansu 3-0, a w grudniu po raz pierwszy i ostatni przekroczył 50 punktów w rozgrywkach, rzucając Lakers dokładnie 51 oczek i ustanawiając w ten sposób nowy rekord Pepsi Center oraz najlepszy wynik punktowy gracza Nuggets od 12 lat. „Baryłki” jednak grały w kratkę i o ile odnosili sukcesy z zespołami swojego kalibru, to ich dziurawa obrona i brak zaangażowania sprawiały, że przeciwko silniejszym, defensywnym klubom, mieli nikłe szanse na zwycięstwo. Tymczasem AI w styczniu został ponownie Graczem Tygodnia, w lutym zdobył 7 punktów, 6 asyst i 4 przechwyty w swoim ósmym w karierze, a pierwszym w barwach Zachodu, występie w Meczu Gwiazd. Potem ponownie został Graczem Tygodnia, a 16 marca wziął udział w historycznym meczu Nuggets, którzy rzucili Sonics 168 punktów, co było czwartą największą zdobyczą punktową jednego zespołu w historii NBA (Iverson zdobył 24 punkty i 6 asyst). W trakcie rozgrywek przeznaczył także aż 100 tysięcy dolarów na program „Gun Buy Back” prowadzony przez komisariaty policji w jego rodzinnym Newport News, a mający na celu ograniczenie ilości sztuk broni przechowywanych terenie miasta i zredukowanie liczby przestępstw i przemocy.

Nuggets w sezonie regularnym zaliczyli bilans 50-32, najlepszy w karierze Iversona od sezonu 2000-01. On sam zdobywał 26.4 ppg (trzeci wynik w NBA), 7.1 apg (dziewiąty wynik w NBA) oraz 3.0 rpg i 2.0 spg. Zanotował 15 double-double, 27 razy przekraczał granicę 30 punktów, a 11 razy rzucał 19 punktów lub mniej (w tym najgorszy w sezonie wynik 8 punktów 12 marca przeciwko Grizzlies). Dopiero po raz drugi w karierze wystąpił we wszystkich 82 spotkaniach, na dodatek zanotował drugą najlepszą skuteczność po sezonie 1997-98 (45.8% z gry) oraz najmniej w karierze strat – 2.99 w spotkaniu. Po zakończeniu rozgrywek AI wystąpił po raz ósmy w karierze w play-offs, ale ze skutkiem jeszcze gorszym niż przed rokiem. Późniejsi finaliści ligi Los Angeles Lakers pokonali Denver Nuggets 4-0, był to jedyny przypadek w pierwszej rundzie w tamtym sezonie zwycięstwa do zera. AI zdobywał 24.5 ppg, 3.0 rpg, 4.5 apg i 1.0 spg.

Po sezonie Iverson miał nadzieje na powrót do reprezentacji USA i na grę na olimpiadzie w 2008 roku. Niestety selekcjoner Jerry Colangelo miał inne plany, co uzasadnił w krótkim liście do AI z negatywną odpowiedzią. Po latach Iverson nazwał to swoim największym rozczarowaniem w karierze, zaraz po nie zdobyciu tytułu mistrzowskiego: „To naprawdę bolało. Do teraz o tym myślę. Tak bardzo tego chciałem. Chciałem jeszcze jednej szansy. To byłaby szansa zrobić wszystko lepiej. Poświęciłbym się temu w całości. Wraz z Timem Duncanem wielokrotnie o tym rozmawialiśmy. Naszym marzeniem było wrócić na olimpiadę po czterech latach i wygrać złoto”.

Trzynasty sezon 2008-09. Po porażce z Lakers i kolejnym ogromnym zawodzie w pierwszej rundzie play-offs, zaczęło się mówić o możliwości sprzedaży Iversona. Jest taka możliwość. Po prostu zobaczymy co się stanie, tak czy siak nie będę zły, bo to jest biznes (…) Wyjdę i będę grał tak twardo jak umiem, a co się stanie, to się stanie – mówił sam AI, który latem po raz piąty został ojcem, urodziła mu się córeczka Dream Alijha Iverson. Wtedy też Nuggets oddali do Clippers Marucsa Camby’ego, a po trzech meczach sezonu 2008-09 zdecydowali się sprzedać Allena Iversona do Detroit Pistons za Chauncey’a Billupsa i Antonio McDyessa oraz mało znanego centra Cheikha Sambę. W rozegranych 133 spotkaniach w barwach Nuggets Iverson zdobywał średnio 26.0 ppg, 3.0 rpg, 7.3 apg, 1.9 spg, co daje łączną sumę 3461 punktów, 403 zbiórek, 965 asyst, 253 przechwytów. Nuggets zanotowali w nich bilans 77-57. W play-offs średnie Iversona wynosiły 23.5 ppg, 1.6 rpg, 5.2 apg, 1.2 spg przy bilansie 1-8. Trener George Karl powiedział mu na pożegnanie: Chciałbym podziękować AI. Allen Iverson był wspaniałą osobą do trenowania. Kiedy go sprowadziliśmy, przyszły wszystkie te koszmary i historie o tym, jaką trudną on jest osobą, ale mnie on nigdy nie sprawiał trudności.

Po prostu czułem, że to właściwy czas zmienić naszą drużynę. Iverson daje nam to, czego nam brakowało i naprawdę sądzę, że on nam pomoże – powiedział z kolei generalny menedżer Pistons, Joe Dumars. Osiągnąłem wszystko, ale mam wielką dziurę pod pojęciem mistrzostwa, więc jest oczywiste, że właśnie to chcę osiągnąć. Mam pieniądze, mam wszystkie indywidualne rekordy, byłem w All Stars, zdobywałem tytuły króla strzelców, MVP, rzeczy takie jak te. Ale nie miałem szansy zasmakowania uczucia wygrywania mistrzostwa, a to teraz najważniejsza rzecz dla mnie – dodał Iverson przyznając, że dla niego to największa szansa na zdobycie tytułu w karierze. Na swojej oficjalnej stronie internetowej napisał: To prawdziwe błogosławieństwo! Tak bardzo jak chciałem pozostania w Denver, jestem dumny z dołączenia do Detroit Pistons. Miasto Denver jak również fani i cała organizacja Nuggets byli dla mnie wspaniali i będę za nimi tęsknił.

Niestety smutna rzeczywistość pokazała, jak nieuzasadniona była radość oraz entuzjazm Allena Iversona. Kiedy zasilił on Detroit Pistons, ci z miejsca zarobili fortunę sprzedając 100 dodatkowych biletów sezonowych i 5 tysięcy na kolejne spotkania, nie mówiąc o zamówieniach na koszulki koszykarza. Ale on już od pierwszego meczu w ich barwach, musiał zmagać się ze wszystkimi możliwymi przeciwnościami losu.

Iverson-w-PistonsW debiutanckim spotkaniu Iverson zdobył 24 punkty i 6 asyst, ale Pistons przegrali z Nets 96-103. Już wtedy wyszło na jaw, że jego nowi koledzy nie akceptują wymiany, w wyniku której stracili swojego przyjaciela i przywódcę, Chauncey’a Billupsa. Szczególnie zniesmaczony tym faktem był Richard Hamilton, ale także inni koszykarze wyjściowego składu, którzy z Billupsem zdobyli przecież tytuł mistrzowski. W związku z tym atmosfera w klubie od początku była zła, brak chemii i zgrania na boisku był widoczny gołym okiem, a Iverson słusznie poczuł się niechciany i nie akceptowany. Dodatkowo zaszkodziło mu opuszczenie treningu w Święto Dziękczynienia (co tłumaczył chęcią spędzenia tego czasu z rodziną), za co Pistons wypuścili go w kolejnym meczu z ławki i wymierzyli karę finansową. W pierwszych dwunastu meczach Pistons zanotowali bilans 6-6, a występy Iversona były dalekie od doskonałości: Wszystko co mogę zrobić to być dobrej myśli i pamiętać, że to początek sezonu i my jeszcze wrócimy do normy. Jestem pozytywnie nastawiony i mam wiele pewności siebie w grze, wiem, że forma wróci – powtarzał coraz częściej, ale niewiele to pomagało.

Słabe statystyki nie wynikały tylko z atmosfery w szatni i gorszej formy Iversona, ale również z jego roli w zespole. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Dumarsa miał on być brakującym ogniwem ofensywnym Pistons, który będzie prowadził zespół w ataku i zdobywał seryjne punkty. Tymczasem niedoświadczony trener Michael Curry nie tylko widział w Iversonie drugiego Billupsa, który był graczem o zupełnie innym charakterze i posiadał inne umiejętności, ale także nie ustawiał pod niego żadnych zagrywek ofensywnych i kazał ograniczyć ilość rzutów do kosza. Chciał jego umiejętności podporządkować pod styl zespołu, nie odwrotnie, co sugerował w dniu wymianu Dumars. Sfrustrowany zawodnik na tyle dal się ponieść złości, że miesiąc po opuszczeniu treningu wziął udział w drugim incydencie. Tym razem w połowie grudnia w meczu przeciwko Charlotte Bobcats wdał się w kłótnie z jednym z kibiców, za co NBA ukarała go karą w wysokości 25 tysięcy dolarów, uzasadniając to niewłaściwą gestykulacją i komentarzami. Było to pierwsze tego typu wykroczenie w całej karierze Iversona. Lepsze mecze (jak ten z Thunder gdzie rzucił game-winnera na 0.2 przed syreną, czy seria siedmiu wygranych meczów z rzędu na przełomie grudnia i stycznia) przeplatały się coraz częściej z gorszymi, w których notował słabą skuteczność i nie przekraczał 10 punktów. Dlatego po nowym roku trener Curry postawił przesunąć któregoś z obrońców na ławkę rezerwowych. Z trójki Iverson, Stuckey i Hamilton, wybór padł na tego ostatniego.

Tymczasem mimo słabszej formy, Iverson z 1 804 649 głosów uzyskał drugi wynik wśród obrońców na Wschodzie, dzięki czemu wybrano go do jedenastego w karierze Meczu Gwiazd. Na nim pojawił się z nowym image – krótko ściętymi włosami bez cornrowsów, czyli swojego znaku firmowego. Jak mówił rok później, gdy już wrócił do swojego normalnego wyglądu, ściął włosy za namową córeczki Tiaury i tak tego żałował, że ta pozwoliła mu ponownie je zapuścić. W Meczu Gwiazd jako jedyny reprezentant Pistons grał zaledwie przez 15 minut, najmniej ze starterów po obu stronach. Zdobył 2 punkty (1/4 z gry) oraz 1 zbiórkę, 3 asysty, 1 przechwyt i 1 stratę, a Wschód został rozbity przez Zachód 119-146.

Po przerwie na All Star Weekend zespołowi wiodło się jeszcze gorzej, aż po serii siedmiu kolejnych porażek role Hamiltona i Iversona zamieniły się, co zbiegło się z kontuzją AI i kilkumeczowym pauzowaniem. Zrobię wszystko czego potrzeba, niezależnie czy będę starterem czy graczem z ławki – mówił Iverson mimo tego, że jasne było jego niezadowolenie ze zredukowania roli w zespole. Nikt jednak nie spodziewał się, że jako rezerwowy, Iverson nie będzie wychodził na boisko więcej niż na 18 minut (podczas gdy w tej samej roli Hamilton grał nieznacznie mniej niż w wyjściowym składzie). Czas ucieka, ale nic się nie poprawia. Inne zespoły wynoszą swoją grę na wyższy poziom, a my nie. To zdecydowanie mnie zaskakuje – mówił coraz bardziej dosadnie Iverson, krytykując trenera Curry’ego i rzeczywiste motywy sprowadzenia go do Mo’Town. Wreszcie obie strony nie wytrzymały. Jestem teraz w pozycji, na jakiej nie byłem jeszcze nigdy w swojej karierze. Jest gorzej niż oczekiwałem. Po kontuzji pleców muszę siedzieć na ławce, potem wychodzić, potem znowu siedzieć. Trudno jest wejść w rytm. Czapki z głów przed zawodnikami, którzy potrafią wychodzić z ławki i grać efektywnie. Dla mnie to trudne, nie daję sobie rady – przyznał AI, dodając: Wcześniej przejdę na emeryturę niż zgodzę się na to ponownie. Nie mogę być efektywny grając w ten sposób. Nie przywykłem do tego. Pistons z kolei ostrożnie zareagowali bardzo poprawnie politycznie: Po rozmowie z Allenem i lekarzami mamy wrażenie, że najlepszym możliwym wyjściem jest w tej chwili pozwolić mu odpocząć. Chociaż grał w ostatnich trzech meczach, wciąż czuje dyskomfort, więc przygotowanie go do gry na jego poziomie nie wydaje się możliwe w tym momencie – co w praktyce oznaczało zakończenie przygody Allena Iversona z Detroit Pistons, z którymi nie zagrał już do końca sezonu i w play-offs. Larry Brown podtrzymywał wtedy na duchu swojego przyjaciela: Jestem po prostu rozczarowany. Czuje się źle razem z Allenem, bo pamiętam jak on był podekscytowany i jak bardzo był przekonany, że będzie miał szansę na tytuł mistrzowski. Tymczasem media z Detroit zaczęły wieszać na nim psy, obarczając winą za najgorszy od lat bilans zespołu i obwiniając za egoistyczną grę. Jeden z dziennikarzy oskarżył go nawet o nałogowy hazard twierdząc, że ma już zakaz wstępu do dwóch kasyn w Las Vegas (co te same kasyna od razu zdementowały).

Ostatecznie sezon 2008-09 okazał się najgorszym w karierze Iversona, zdobywał on najniższe w karierze średnie 17.4 ppg, 4.9 apg, 3.1 rpg przy bilansie w meczach w jakich grał 24-30. Detroit Pistons w całych rozgrywkach osiągnęli bilans 39-43 (pierwszy ujemny od ośmiu lat) i zostali zmieceni w pierwszej rundzie play-offs. Rok później grając na takim samym poziomie, już po kilku spotkaniach zdecydowali się wyrzucić trenera Curry’ego, za którym stali murem kilka miesięcy wcześniej w konflikcie o minuty Iversona (także Hamilton nie szczędził ostrych słów szkoleniowcowi, którego później nazwał „oszustem i notorycznym kłamcą”, co ponoć było spowodowane stawianiem na debiutującego w lidze Stuckey’a, zamiast na niego i Iversona).

ZAŁAMANIE KARIERY

Wolny agent. Po katastrofie w Detroit spekulowało się, że Iverson będąc po raz pierwszy w karierze wolnym agentem, będzie przebierał w ofertach. Tak mówił sam koszykarz, a media już typowały nowe miejsce dla niego. Rzeczywistość znowu zweryfikowała to na swój, przykry sposób. Zaczęło się dobrze, od oświadczenia Larry’ego Browna, że jest on chętny ponownie trenować AI w Charlotte Bobcats. Kocham Allena. Każdy dokumentował nasze nieporozumienia, ale myśląc o całej ciężkiej pracy jaką on wykonał pracując dla mnie, dochodzę do wniosku, że to naprawdę niewiarygodne (…) Z mojego punktu widzenia wiem, że nie możemy być pewni możliwości wygrywania w takim stopniu, o jakim on marzy, na jaki zasługuje. Chciałbym go widzieć tam, gdzie on będzie mógł wygrać mistrzostwo. Sam koszykarz był zainteresowany propozycją, ale nie zamykał się na inne zespoły: Jestem wolnym agentem, znowu zdrowy i zdolny do podpisania kontraktu z każdą drużyną (…) moim jedynym wymaganiem jest gra dla trenera, który wie co wnoszę do drużyny i wie, że chcę to robić każdej nocy! Ale niestety innych ofert nie było. Oprócz Bobcats, którzy wycofali się z powodu nadmiaru obrońców, rozmowy z Iversonem prowadzili lub zainteresowanie przedstawili jedynie Memphis Grizzlies, Miami Heat, Chicago Bulls, Los Angeles Clippers i New York Knicks.

Najczęściej wymieniany powód takiej sytuacji Allena Iversona to fakt, że jego reputacja pogorszyła się za sprawą gry w Pistons, zarówno statystyk, liczniejszych kontuzji, jak i konfliktu z kolejnym trenerem Michaelem Currym i nieumiejętności dostosowania się do taktyki zespołu. Ale były to tylko krople w morzu powodów. Niechęć Iversona do gry z ławki rezerwowych sprawiła, że każda drużyna mająca aspiracje mistrzowskie, która nie budowałaby składu wokół Iversona (bo ten był już na to za stary), ale mogłaby go mieć w swoich szeregach jako zawodnika wychodzącego z rezerw by zdobyć przez kilkanaście minut seryjnie punkty, skreśliła go ze swojej listy. Chociaż AI twierdził, że nie interesują go pieniądze, bo zarobił już wystarczająco wiele, jasne było, że rysą na jego dumie byłaby gra za minimum dla weteranów, czyli wówczas 1.306.455 dolarów, na dodatek w momencie, gdy chce udowodnić swoją reputację i odzyskać honor. Dlatego kolejne drużyny skreśliły go z listy pożądanych wolnych agentów, zwłaszcza w czasach kryzysu finansowego. Ze względu na warunki fizyczne Iversona, czyli niski wzrost, drużyny posiadające już na pozycjach rozgrywającego lub rzucającego obrońcy gracza o podobnych warunkach fizycznych nawet się nim nie interesowały. Sprowadzenie Iversona i następnie gra z dwoma obrońcami o wzroście po 180 cm w wyjściowym składzie, byłaby dla nich defensywnym samobójstwem. Tak oto z trzydziestu drużyn w NBA jedynie te z końca tabeli, nie mając nic do starcenia, mogły podjąć wyzwanie. Gorzką ironią było, że zawodnik z takim koszykarskim życiorysem, znalazł się w tego typu sytuacji. Ale na przestrzeni jego kariery liga NBA bardzo się zmieniła, a on sam nie.

Będąc mną musisz mieć dobrą tarczę, bo nigdy nie będziesz doskonały. Nigdy nie będziesz w stanie wszystkich usatysfakcjonować. Wszystko na czym musisz się skoncentrować to próbować zadowolić tych, którym na tobie zależy. Nikogo nie obchodzi, co Allen Iverson robi dla społeczeństwa, wszyscy chcą czytać co Allen Iverson zrobił źle – mówił latem łamiącym się głosem i ze łzami w oczach na konferencji prasowej zorganizowanej przez Crossover Foundation, gdzie sfinansował naukę dwóch uczniów. Mimo to prasa nie zaprzestawała ataków na jego osobę, a on wciąż będąc bez klubu i słysząc spekulację o możliwości gry w Europie (ofertę wartą 10 milionów dolarów złożył grecki Olympiacos) w sierpniu pisał: Nie byłem tak niecierpliwy od nocy draftu do NBA w ’96 roku. Wtedy wiedziałem, gdzie pójdę, teraz chciałbym wiedzieć (…) Miałem szczęście zarobić mnóstwo pieniędzy w tej lidze, teraz to nie kwestia pieniędzy, to kwestia mojego powrotu na parkiet.

Aż wreszcie 9 września sam Iverson w swoim internetowym dzienniku napisał krótko: Bóg wybrał Memphis na miejsce, w którym będę kontynuował swoją karierę. Jednoroczny kontrakt z Grizzlies był wart 3.5 miliona dolarów. Ten sezon będzie dla mnie bardzo osobisty. To w zasadzie powrót do mojego debiutanckiego sezonu. To boli, ale gdy włączam telewizor, czytam gazety, słucham co ludzie o mnie mówią po sezonie jaki miałem w zeszłym roku, słyszę, że tracę na szybkości, tego typu rzeczy. Już teraz starają się posadzić mnie na bujanym krześle – mówił we wrześniu AI, dodając: To było straszne po prostu nie wiedzieć, gdzie się pójdzie, albo gdzie osiedli się moja rodzina – zwłaszcza dzieci i żona. To po prostu złe doświadczenie. Ale zanim nastąpił debiut w Memphis, niespodziewanie Allen Iverson zawitał do Polski.

Iverson-w-PolsceAllen Iverson z wizytą w Polsce. Ku radości polskich fanów Iversona, jego wizyta zorganizowana przez Reeboka miała miejsce 19 września w Katowicach. Iverson wylądował w Polsce prywatnym samolotem o 12.40, niecałe cztery godziny później w „Galerii Szyb Wilson” w Katowicach rozdawał autografy i rozegrał konkurs rzutów z rożnych pozycji przeciwko polskim zawodnikom: Andrzejowi Plucie i Marcinowi Nowakowskiemu. 13 sezonów w NBA, średnia punktów 27 – to mówi wszystko o naszym gościu. To najlepszy koszykarz, jaki do tej pory pojawił się w Polsce – powiedział Pluta. AI następnie udał się do Spodka, gdzie obejrzał fragment jednego z meczów rozgrywanych właśnie Mistrzostw Europy w koszykówce. Z Polski wyleciał około godziny 23.00. Mimo tak wielkiego wydarzenia sportowego, opinie o jego przeprowadzeniu nie były pochlebne. Zawiodła organizacja, zaledwie garstka kibiców miała dostęp do swojego ulubieńca w trwającym tylko kilkanaście minut spotkaniu z fanami, na którym oblegały go media. Podczas turnieju koszykówki oddano zaledwie kilka rzutów z dziwnych pozycji, a zagubiony Iverson któremu nie sprowadzono tłumacza, nie za bardzo wiedział, co ma robić i jak się zachować. Na dodatek podczas wizyty w Spodku nazwisko Iversona nie mogło być wypowiedziane przez spikera (który anonsował innych gości, aby można było ich nagrodzić brawami), ze względu na konflikt interesów pomiędzy sponsorami organizującymi obie imprezy. Jedynymi pozytywami było to, że kilku szczęśliwcom udało się jednak przywitać z Iversonem i zdobyć jego autograf, a sam koszykarz zdecydował podczas pobytu w Polsce, że jego fundacja charytatywna pomoże rodzinom ofiar w kopalni Śląsk-Wujek, gdzie doszło w tym akurat czasie do katastrofy. Chciałbym złożyć szczerze wyrazy współczucia wszystkim tym, których dotknęła ta tragedia. Śmierć bliskiej osoby to zawsze ciężkie przeżycie. Wielu górników, którzy zginęli w Rudzie Śląskiej miało rodziny, to oni zapewniali byt swoim dzieciom. Fundacja „Crossover” którą założyłem ma za zadanie wspomagać najmłodszych, którzy są w potrzebie. Sam dorastałem w trudnych warunkach, dlatego też, kiedy tylko dowiedziałem się o tym wypadku, natychmiast postanowiłem pomóc.

Iverson w GrizzliesTrzy razy Memphis Grizzlies. Początki w Memphis Grizzlies były podobne jak w przypadku poprzedniego klubu – szał kibiców, błyskawiczne wyprzedaże biletów (dzięki nazwisku Iverson na liście płac, Grizzlies zanotowali największy boom sprzedaży w swojej historii). Ale emocje szybko ostudziła kontuzja Iversona, który z powodu nadciągnięcia lewego ścięgna kolanowego opuścił cały obóz przygotowawczy do sezonu 2009-10 oraz mecze przedsezonowe. Wreszcie 2 listopada wyszedł na parkiet jako zawodnik rezerwowy, w meczu z Sacramento Kings. W 17 minut gry zdobył 11 punktów (5/9 z gry, w tym 1/1 za trzy) dodając 1 asystę, ale nie pomogło to jego nowemu zespołowi, który po dogrywce musiał uznać wyższość rywali 127-116. AI był jednak niezadowolony ze swojej roli w zespole. Twierdził, że w dniu podpisaniu umowy obiecano mu grę w wyjściowym składzie, a jasne stało się, że będzie wychodził z ławki. Miałem problem z tyłkiem po siedzeniu na ławie tak długo – mówił zdenerwowany i sfrustrowany. Nie jestem graczem rezerwowym. Nigdy w życiu nie byłem na rezerwie i nie mam zamiaru tak na siebie patrzeć (…) Ten temat nigdy nie przeszedł mi przez głowę w całej mojej karierze aż do czasu, gdy wszystko to zdarzyło się w Detroit. Nikt nie mówił o mnie jako zmienniku lub kimś podobnym aż do zeszłego roku – dodał po swoim debiucie. W drugim spotkaniu zdobył 18 punktów w 27 minut, a Grizzlies znowu przegrali, tym razem z Warriors. Iverson przekroczył wówczas swój 24 tysięczny punkt w karierze, wyprzedzając na liście wszechczasów Charlesa Barkley’a. Kiedy w trzecim meczu zagrał tylko 22 minuty, a trener Lionel Hollins nie chciał z nim rozmawiać o przesunięciu do wyjściowego składu, doszlo do prawdziwej burzy. AI zdecydował sie na rozmowę z właścicielem klubu Michaelem Heisleyem, który latem tak bardzo o niego zabiegał, po czym powołując się na problemy rodzinne poprosił o przerwę od gry i wyjazd do domu, aby przemyśleć sytuację.

Kryzys reputacji. Po tym wydarzeniu Iverson nie wrócił już do Memphis, a 16 listopada za porozumieniem stron rozwiązał kontrakt otrzymując wynagrodzenie tylko za trzy mecze, w jakich wystąpił. Nie mając gdzie iść, nieustannie atakowany przez media, które zarzucały mu samolubstwo i nieodpowiedzialne zachowanie, kiedy zaledwie po swoim debiucie w Grizzlies nie mógł się powstrzymać przed negatywnymi komentarzami, Iverson zaczął myśleć o koszykarskiej emeryturze. Tymczasem z biegiem dni jego usługami zainteresowali się Denver Nuggets i New York Knicks (Iverson twierdził później, że Knicks obiecali mu kontrakt, ale wycofali się z tego, gdy on rozwiązał umowę z Grizzlies) oraz Miami Heat. Wszystkie rozmowy zakończyły się jednak fiaskiem, aż 25 listopada za pośrednictwem swojego przyjaciela, jednocześnie dziennikarza Stephena A. Smitha, koszykarz opublikował oświadczenie o zakończeniu kariery.

Najkrótsza emerytura w historii. Chciałbym ogłosić moje plany odejścia z National Basketball Association. Zawsze myślałem, że kiedy opuszczę grę, zrobię to nie mogąc dłużej pomagać mojej drużynie w sposób, do jakiego się przyzwyczaiłem. Jednakże teraz nie o to chodzi. Wciąż mam ogromną miłość do tej gry, wciąż pożądam meczów, w moim baku zostało jeszcze dużo paliwa. Czuje się na tyle silny, by współzawodniczyć na najwyższym poziomie.

To kieruje do Michalea Jordana, Magica Johnsona, Isiaha Thomasa, Charlesa Barkleya – daliście mi wizję gry, którą na zawsze zatrzymam w swoim sercu. To do mojej mamy, która mnie wspierała i inspirowała każdego dnia, także moja rodzina i przyjaciele, którzy trwają ze mną od początku. Dziękuję Wam!

Gary Moore, manager AI, dodał: To jasne, że Allen był traktowany ostatnio niesprawiedliwie, kiedy przez to wszystko przechodził. Dlatego teraz rodzina potrzebuje go bardziej. Moore zaznaczył, jak wspaniałą karierę miał jego przyjaciel, podkreślając jednocześnie, że w pamięci na zawsze zostanie on zawodnikiem Sixers i nigdy nie zapomni kibiców, jakich tam miał. Fakt zakończenia kariery Iversona skomentował portal Yahoo.com: Na własnych warunkach – oddajcie Allenowi Iversonowi, co mu należne. Pozostał wierny sobie. Jedyny problem leży w tym, że jeśli kiedykolwiek by się dostosował, mógłby osiągnąć więcej niż to. Wielu innych dziennikarzy podkreślało jego wkład w grę, niezliczone osiągnięcia oraz wpływ na kształt ligi i młodych zawodników, największy w erze post-jordanowskiej. Jednocześnie żałowali, że z powodu własnych ambicji i nieumiejętności dostosowania się do roli w innych zespołach, jest zmuszony do podjęcia takiego kroku w wielu zaledwie 34 lat. Kiedy tydzień później Iverson otrzymał ofertę gry z Philadelphii 76ers, bez wahania postanowił zgodzić się na przedstawioną ofertę, gwarantującą mu występy w wyjściowym składzie. Media żartobliwie nazwały całą sytuacje „najkrótszą emeryturą w historii NBA”.

Iverson-wraca-do-SixersPowrót do Philadelphii 76ers. Marzyłem o tym. A wiecie, w marzeniach zawsze spotyka nas to, co najlepsze. To właśnie robię. Kocham tych ludzi, oni to wiedzą i odwzajemniają. więc miejmy nadzieję, to będzie wspaniale doświadczenie – oświadczył AI witając się po trzyletniej przerwie w Philadelphii. To błogosławieństwo, że się tu znalazłem. Kiedy ogłosiłem swoje przejście na emeryturę, czułem, jakby koszykarska część mojego życia dobiegła końca. Zawsze myślałem, że kiedy to zrobię, będę smutny, ale byłem szczęśliwy. Czułem, że mogę dać żonie i dzieciom coś, czego długo nie mogłem z powodu stylu życia jaki panuje w NBA. To był mój koniec. Wtedy dostałem telefon od agenta, który powiedział, że będę mógł tu wrócić. To była szansa, jakiej nie moglem przepuścić. Moja żona była za tym, dzieci mnie popierały – mówił z łzami w oczach przyznając też, jak wiele błędnych decyzji podjął w ostatnich latach i po raz pierwszy nie chciał grać w koszykówkę z powodów, które nie mają z nią nic wspólnego.

Czternasty sezon 2009-10. „Debiut” Iversona w barwach Philadelphii nastąpił 7 grudnia. Filadelfijska publiczność (po raz pierwszy w sezonie komplet na trybunach) przywitała go niezwykle gorąco, a sam wzruszony zawodnik wybiegł na parkiet, uklęknął i pocałował logo zespołu. Jednak 11 punktów, 5 zbiórek i 6 asyst nie pomogło i Sixers zanotowali dziesiątą porażkę z rzędu. AI grał w Philadelphii lepiej niż w Grizzlies czy Pistons, jednak brak przygotowania do sezonu, problemy z kontuzją kolana i brak formy zrobiły swoje – nie był już taki szybki jak kiedyś, rzadko przekraczał granicę 20 punktów. Mimo to Sixers zamienili jego tymczasowy kontrakt na normalny, obowiązujący do końca sezonu, zadowoleni z jego stałego wkładu w grę, wypełnianie obowiązków i prawdopodobnie najlepsze w karierze wywiązywanie się z roli lidera drużyny. On jest wspaniałym kolegą i dotychczas zrobił wszystko, o co go prosiliśmy. Na parkiecie wiele ćwiczy. Podczas przerw pomaga kolegom. Posiadanie Allena sprawia, że nasz zespół jest bardzo spokojny. Dzięki niemu inni gracze czują się pewniej i lepiej, jeśli chodzi o ich samych – mówił generalny menedżer Ed Stefanski. Co ciekawe, powrót Iversona miał bardzo korzystny wpływ na centra Samuela Dalemberta. Oboje stworzyli dobry duet, dzięki czemu słabe średnie Dalemberta z początku rozgrywek poszły w górę o ponad 2 punkty i 2 zbiórki, podskoczyła również w znaczącym stopniu skuteczność. Sfrustrowany wcześniej zawodnik przeprosił za wcześniejsze żądania transferu. Bardzo się cieszę, że on wrócił, ponieważ wie, do czego ja jestem zdolny, zna mój styl. Nasza gra jest spójniejsza, pasujemy do siebie. Ja wykańczam akcje, on jest kimś, kto je zaczyna. Moja siła tkwi w wykończaniu piłek znajdujących się wokół kosza i on o tym wie. Czasem kiedy on podaje, można zauważyć, że ja się tego spodziewam. To jest coś, czego nie miałem to od jakiegoś czasu, od kiedy on odszedł – mówił Dalembert.

Iverson cieszył się wielką popularnością jeśli chodzi o sprzedawane w NBA koszulki (14 miejsce mimo późnego debiutu i zmiany zespołu), a 1 269 268 najwierniejszych fanów wybrało go do jedenastego w karierze Meczu Gwiazd. Ze wzgledu na niezbyt imponujące statystyki, wzbudziło to kontrowersje w lidze (podobnie jak wybór Tracy McGrady’ego będącego w podobnej sytuacji), ale fani wiedzieli lepiej. Powinienem martwić się tym, co mówią ci ludzie, czy może lepiej skoncentrować się na ponad milionie głosów, jakie na mnie oddano? Dla mnie to żaden wybór. Moi fani chcą mnie zobaczyć w grze i mają prawo głosować na kogo im się podoba. Zagłosowali na mnie, to wielki honor – odpierał ataki AI.

Sielanka w Sixers trwała krótko, a prześladujący od jakiegoś czasu Iversona pech znowu dał się we znaki. W lutym Iverson za zgodą zespołu zaczął opuszczać mecze, co było spowodowane ciężką chorobą serca jego 4-letniej córeczki Messiah. 20 lutego zespół pozwolił mu pauzować na czas nieokreślony: W tym momencie czujemy, że to najlepsza decyzja w interesie Sixers, Allena i jego rodziny, żeby pozwolić mu uporać się z bardzo poważnymi sprawami, które są wiele ważniejsze niż gra w koszykówkę – powiedział Ed Stefanski. Kiedy stało się jasne, że AI może nie wrócić do końca rozgrywek ustalając za wyższy priorytet opiekę nad rodziną, za porozumieniem stron rozwiązano jego kontrakt z 76ers. Stefanski oświadczył: Po przedyskutowaniu sytuacji z Allenem doszliśmy do porozumienia, że nie wróci on jako gracz Sixers (…) To dla Allena bardzo trudna sytuacja, ale zespół musi wiedzieć na czym stoi, dlatego też on nie mógłby pogodzić tego z życiem osobistym. Iverson przez dwa miesiące z Philadelphią 76ers wystąpił w zaledwie 25 spotkaniach (z dorobkiem 13.9 ppg, 2.8 rpg, 4.1 apg, 0.7 spg), z powodu kontuzji i problemów rodzinnych ostatecznie zrezygnował też z udziału w Meczu Gwiazd.

Problemy rodzinne. Dokładnie w dniu, kiedy Philadelphia 76ers oficjalnie ogłosiła, że AI nie zagra już w ich składzie, jego żona Tawanna Turner po dziewięciu latach małżeństwa złożyła w Atlacie pozew rozwodowy. Tawanna wynajęła znanego adwokata Johna C. Mayoune, który prowadził podobne sprawy dla innych znanych osobistości, m.in. Chrisa Rocka czy P.Diddy’ego. W pozwie Turner nazwała małżeństwo nieodwracalnie popsutym, ogłosiła separację i żądała praw do opieki nad dziećmi oraz alimentów w nieznanej kwocie. Problemy z alkoholem, hazardem oraz częste nieobecności w domu miały być bezpośrednią przyczyną jej decyzji.

Iverson początkowo nie komentował sprawy, oświadczenie dla mediów złożył natomiast ponownie jego przyjaciel Larry Brown: To będzie kolejna sytuacja, gdy coś ciężkiego co zdarza się w jego życiu będzie brało garściami z jego osiągnięć i wszystkiego, co sobie wywalczył (…) Dla całej młodzieży on jest idolem. Tak jak ja, oni kochają jego odwagę. Dla mnie to straszne wiedzieć, przez co będzie teraz przechodził ponieważ miał wspaniałe życie i wspaniale dzieci, jak również niesamowitą karierę. Wreszcie i sam koszykarz przełamał milczenie, pisząc w Internecie: Wszyscy wiecie, że życie nie jest doskonałe. W tej chwili przechodzę przez bardzo trudne chwile, tak jak zapewne każdy z nas od czasu do czasu. Jednakże nie ugnę się, jak zawsze pozostanę twardy i będę żył dalej.

Rozwiązanie małżeństwa nastąpiło niespełna dwa lata później, w styczniu 2013 roku. Zaledwie kilka dni przed planowaną rozprawą strony uzgodniły, że Tawanna dostanie 3 miliony dolarów oraz alimenty na piątkę dzieci i nieokreślony procent z przyszłych zarobków Allena od Reeboka lub innych źrodeł reklamowych. O ile finansowo takie rozstrzygnięcie było korzystne dla AI, to szokujace dla niego i wszystkich okazało się uzasadnienie sądu. Iverson został nazwany nieodpowiednim ojcem i dostał pozwolenie na widywanie się z dziećmi po spełnieniu kilku warunków – rocznym uczęszczaniu na spotkania grupy AA i wizycie u terapeuty. Sędzia orzekł również, że Iverson nie wie jak się opiekowac dziećmi, zostawia je pod opieką kolegów, spożywa alkohol na ich oczach po czym nieprzyzwoicie się zachowuje, nie pomaga – a czasami wręcz utrudnia ich emocjonalny i psychiczny rozwój.

Gra w Europie (2010-11). Latem po opuszczeniu Philadelphii, po poprawie stanu zdrowia córeczki Iversona, stało się jasne, że jest on jeszcze na tyle sprawny, by kontynuować swoją karierę koszykarską. Gary Moore powiedział, że AI miał zamiar wrócić do NBA, jednak mimo ostrych treningów i zainteresowania ze strony Orlando Magic i New Orleans Hornets, to się nie udało. Moore nie krył zdziwienia: Co takiego zrobił Allen Iverson, że gwarantuje to brak zainteresowania? Po prostu tego nie rozumiem – mówił przyznając, że AI miał poważne schorzenie kolana które uniemożliwialo mu normalną grę, a kłótnie z trenerami w przeszłości i niedawne problemy rodzinne zaszkodzily jego reputacji zawodnika, na którym można polegać. Ale według niego zdrowy Iverson, który w Philadelphii pokazał, że potrafi być drużynowym graczem i zaakceptować swoją drugoplanową rolę, powinien być inaczej traktowany.

Niespodziewanie ofertę gry w lidze chińskiej CBA złożył mu tamtejszy zespół Fujian Xunxin (rok gry za 4 miliony dolarów). Z powodu sporego kontraktu i „statusu Boga”, jaki Iverson posiada w Azji, przyjęcie tej oferty wydawało się wielce prawdopodobne. Jednak ostatecznie Iverson zdecydował się grać w Europie. Pod koniec października 2010 roku doszedł do porozumienia z tureckim Besiktasem Istanbul, który zaproponował mu 4 miliony dolarow za dwa lata gry.

Iverson-w-BesiktaW swoim tureckim i jednocześnie europejskim debiucie Iverson rzucił 15 punktów, jego zespół przegrał 91-94 ze Stadą. Dopiero w czwartym meczu przyszło zwycięstwo. Besiktas z Iversonem grał w kratkę, a jemu samemu wyraźnie gorzej szło w europejskich pucharach. Nie bez znaczenia jest fakt kontuzji – zawodnik jak nie pauzował z powodu urazu łokcia, to był ograniczony przez bolące kolano. Lekceważenie i nieodpowiednie traktowanie kontuzji we wcześniejszych latach jego kariery najwyraźniej odbijało się na jego zdrowiu w późniejszych sezonach. Kontuzje zresztą dopadły nie tylko jego, ale również wielu kolegów z Besiktasu. W połowie stycznia Iverson nabawił się kontuzji łydki, która zmusiła go do operacji i odpoczynku przez około 8 tygodni. Zabieg miał się odbyć w USA, ale ostatecznie został zastąpiony serią zastrzyków i rehabilitacją. Koszykarz wbrew zapowiedziom już do Europy nie wrócił na play-offs i kolejny sezon, decydując się na kolejne próby powrotu do NBA. Mimo ciepłych słów o Besiktasie, jego kibicach i samej Turcji, europejskiej kariery Iversona nie można nazwać udaną. W lidze tureckiej zdobywał 14.3 ppg, 2.7 rpg, 4.7 apg, 1.7 spg w nieco ponad 31 minut gry. W meczach rozgrywanych w ramach europejskich pucharow już tylko 9.3 ppg, 3.0 rpg, 3.0 apg, 1.7 spg w 22 minuty na boisku.

Ostatnia próba powrotu do NBA. Po prostu dajcie mi się pokazać na obozie przygotowawczym. Pewnie zniechęciłem do siebie ludzi mówiąc to wszystko, co mówiłem podczas mojej kariery i życia. Ale jeśli jest zespół, któremu przydam się w walce o mistrzostwo, z wolnym miejscem, czekam na niego – mówił Iverson, pokornie dodając: Nieobecność w NBA w tym roku sprawiła, że jestem o wiele skromniejszy. Ponieważ jestem koszykarzem i to mi odebrano, nie mogę grać na najwyższym z możliwych poziomów. To sprawiło że zacząłem myśleć, że mogłem poradzić sobie z niektórymi sytuacjami lepiej, niż to robiłem. Zacząłem myśleć, co zawsze może zostać mi odebrane… Chętnych jednak nie było, a nawet jeśliby się znaleźli, to w NBA nastąpił lockout i wszelkie negocjacje na linii klub – zawodnicy zostały zawieszone. Zdesperowany AI mówił: Zagram dla każdego (…) Mam nadzieję, że jakiś zespół uwierzy we mnie i będę mógł grać. To byłoby dla mnie o wiele lepsze, niż gra za oceanem – podkreślając, że przygoda w Turcji była dla niego wartościowa i przyniosła wiele dobrego, bo pokazała wartość gry w NBA na najwyższym poziomie koszykówki na świecie, dlatego też nie miałby nic przeciwko grze także z ławki rezerwowej, co byłoby nawet nieco łatwiejsze.

Tymczasem lockout przedłużał się, aby więc zwrócić na siebie uwagę i pokazać formę, zawodnik zdecydował się zorganizować dwudniowy turniej w Las Vegas, na którym miał zagrać u boku gwiazd z NBA. Ostatecznie wobec postępów w negocjacjach i możliwosci zakończenia kryzysu w lidze, turniej przełożono z listopada 2011 roku na styczeń 2012 roku, a kiedy ogłoszono termin zakończenia lockoutu i datę rozpoczęcia rozgrywek, turniej został w całości anulowany.

Próbując przekonać do siebie NBA, koszykarz ocenił swoje ostatnie lata życia: Nie byłem w ogóle sobą. Oczywiście zmagałem się z chorobą córki, z naszym rozwodem, mentalnie nie byłem na boisku. Ostatnie lata mojej kariery były bardzo trudne, bo tak naprawdę psychicznie byłem gdzie indziej. W całym życiu podczas tych 48 minut na parkiecie jedyne o czym myślałem, to był mecz. Ale w tamtym czasie stałem jedynie na parkiecie myśląc tylko o córce, myśląc o sytuacji pomiędzy mną, a moją żoną. Nie dawałem z siebie wszystkiego jeśli chodzi o nastawienie psychiczne.

Ale liga amerykańska nie interesowala się już Iversonem, który mimo deklaracji, że chce grać tylko w NBA, ciągle dostawał zagraniczne oferty. Najpierw zainteresowanie wyraziły zespoły z Puerto Rico, Wenezueli oraz Dominikany. Otrzymał nawet propozycję gry z pierwszoligowej amerykańskiej ligi… halowej piłki nożnej. Zespół Rochester Lancers oferował 40 tysięcy dolarów za ostatnie dwa mecze sezonu oraz pokrycie kosztów zakwaterowania i wyżywienia rodziny oraz przyjaciół koszykarza.

Wszystkie te propozycje zostały odrzucone, jednak mało brakowało, by zawodnik nie zdecydowal się na grę w Chinach. Tam, po rozegraniu kilku turniejów pokazowych z serii “USA Legend China Tour”, był do tego uparcie namawiany przez Stephona Marbury’ego. Sam niechciany w lidze amerykańskiej, Marbury zrobił karierę w CBA i zdobył nawet mistrzostwo z zespołem Beijing Ducks. Pozytywnie nastawiony Iverson stwierdził: Wiem, że mogę grać. Czy jestem tak szybki i zwinny jak 15 lat temu? A kto jest?!?! Za to jest mi trudniej, bo jestem zupełnie zdrowy. Nigdy przenigdy nie miałem sytuacji, żeby coś mnie nie bolało, żeby nie przeszkadzało. Chciałbym mieć w przeszłości sezon, w którym grałem bez ran, bez bólu, siniaków, bez tego wszystkiego. Teraz tak właśnie jest. Dlatego bardzo chciałbym dostać okazję do gry. To bym chciał robić. Koniec końców do gry w Chinach nie doszło, nie wiadomo z jakich powodów. Oficjalnie przez trudności z zawarciem kontraktu, nieoficjalnie mówiło się, że w kolejnej serii meczów pokazowych Iverson był zupełnie bez formy i przygotowania fizycznego.

Co ciekawe był to czas, w którym inne znane gwiazdy ligi będące w podobnym wieku, z rozmaitych powodów również miały problemy ze znalezieniem pracy w NBA. Tacy gracze jak Tracy McGrady, Kenyon Martin, Gilbert Arenas, Steve Francis czy wspomniany już wcześniej Stephon Marbury musiały szukać ofert za granicą lub przerywać kariery. Z kolei rywale Iversona z początków jego kariery, bardziej pokorni i zdolni do poświęceń, dalej byli doceniani przez NBA: Kobe Bryant ciągle prowadził Los Angeles Lakers, a Ray Allen dalej (słusznie) uważany był za wartościowego zawodnika, w którego warto inwestować.

Iverson powraca do PhillyJedyny powrót jaki udał się Allenowi Iversonowi, był powrotem do Philadelphii. 23 maja 2012 roku gwiazdor odwiedził Sixers przed meczem play-offs z Celtics. Został powitany kilkuminutową owacją na stojąco, doprowadzając kibiców do łez kolejnym wzruszającym gestem pocałowania loga zespołu namalowanwgo na parkiecie. Ubrany w koszulkę Lou Williamsa, wówczas najlepszego strzelca filadelfijczyków, podał im piłkę, podziękował w krótkim wywiadzie wszystkim kibocom z Miasta Braterskiej Miłości i zniknął gdzieś w trybunach…

Niespodziewanie, na początku 2013 roku pojawiła się ostatnia, poważna szansa na powrót do gry. Iverson miał niemal w kieszeni kontrakt z Texas Legends, zespołem NBDL należącym do Dallas Mavericks. Z Legends do NBA przebiło się juz kilku graczy i taki tez był zamysł sprowadzenia tam AI. Koszykarz jednak nie chcial grać dla podrzędnej ligi, stworzonej w celach rozwoju młodych koszykarzy, prawdopodobnie uważając to za zniewagę. Dziekuję Donniemu [Nelsonowi – przyp.] i Dallas za pamięć o mnie. Myślę, że D-League to wspaniała szansa, ale to nie jest droga dla mnie. Zdaję sobie sprawę, że moje działania doprowadzily do wczesnego rozstania z NBA, ale jeśi Bóg pozwoli to dostanę kolejną szansę i dam z siebie wtedy wszystko – oświadczył w Internecie ku rozpaczy większości swoich fanów.

Bankructwo. Jeszcze w czasie, gdy zaczęto mowić o rozpadzie małżeństwa Iversona, oraz kiedy grał on w Turcji, na jaw wyszły kłopoty finansowe koszykarza. Sam zainteresowany najpierw je dementował, później przyznał jednak, że w plotkach jest cień prawdy.

W lutym 2012 roku sędzia zajął konto bankowe koszykarza po tym, jak AI nie był w stanie spłacić 860 tysięcy dolarów długu zaciagniętego u jubilera. Iverson stracił ponoć fortunę na biżuterię dla siebie i swojej matki, na samochody dla siebie, rodziny i przyjacół oraz na swoich znajomych z dzieciństwa, którzy – jego słowami: stworzyli mnie tym, kim się stałem, czyli chronili Iversona na ulicach i trzymali go z dala od kłopotów, by mógł kontynuować swoją karierę koszykarską. Upokorzenia dopełniła na początku 2013 roku strata posiadłości w Atlancie, którą na poczet długów przejął bank i sprzedał na aukcji za 2.5 miliona dolarów (Iverson cztery lata wcześniej wybudował ją za 4.5 miliona). Iverson próbował wstrzymać licytację, ale bezskutecznie. A prasa pisała o tym, że mimo bankructwa, dalej jeździ luksusowym Maybachem wartym 340-400 tysięcy dolarów. A na szyi nosi złote łańcuchy…

Jakimś trafem Iverson mimo wszystko zabezpieczył się na przyszlość. Media poinformowały, że przed laty zgodził się zamknięte konto bankowe z ponad 30 milionami dolarów, które będzie dla niego dostępne jak skończy 55 lat (z mozliwością wypłacenia co rok do miliona dolarów). Konto miał mu założyć ktoś kto dba o Iversona, znając jego styl życia i nawyki. Kto? Może Gary Moore? Nie wiadomo.

Historia zatoczyła koło, ponieważ osoby które pomogły w mniejszym czy większym stopniu Iversonowi przetrwanie trudnego dzieciństwa, stanie się sławnym i bogatym, ostatecznie przyczyniły się też do jego bankructwa. Sama niesamowita historia utalentowanego chłopaka, który dzięki koszykówce znalazł wyjście z beznadzei życia w getcie, na pewno miała mieć inne zakończenie. Nazywanie Iversona bankrutem to przesada, ale stwierdzenie „od zera do bohatera i z powrotem” nadaje się tu idealnie. Felietoniści pisali więc, że opuszczajacy college Allen Iverson, świetnie przygotowany fizycznie i psychicznie do gry w NBA, nie do końca był przygotowany na całą resztę tego, co związane jest z odniesieniem sukcesu w życiu. Przypominają się przytoczone już wcześniej słowa trenera Thompsona, który wiedział, że AI bez trudu poradzi sobie w NBA, jednak nie był pewny co zrobi z resztą swojego życia: Martwię się jak cholera, co będzie robił przez pozostałe 22 godziny.

Oficjalne zakończenie kariery. Chociaż Iverson nie grał zawodowo od trzech lat, nigdy oficjalnie nie pożegnał się ze sportem. Dlatego 31 października 2013 roku przed meczem otwarcia sezonu 2013-14 zorganizował w Philadelphii konferencję prasową, na której w towarzystwie swoich dzieci oraz menedżera, oświadczył:

Wszyscy wiemy, po to tu jestem. Zamierzam oficjalnie ogłosić zakończenie kariery koszykarskiej. Robię to. Myślałem, że kiedy ten dzień przyjdzie, to będzie w zasadzie tragiczny dzień dla mnie. Ale okazuje się, że to szczęśliwy dzień. Naprawdę myślalem, że będzie to dla mnie bardzo ciężki dzień, ale jest dobry. Nie mogłem sobie wyobrazić, że to nastanie, ale teraz czuję się dumny i szczęśliwy, bo mogę powiedzieć, że pogodziłem się z moją decyzją. Myślę, że to odpowiednia chwila, by się na to zdecydować.

Muszę podziękować Bogu za stworzenie mi możliwości, nie tyle na osiągnięcie tego wszystkiego co osiagnąłem w NBA, ale za danie mi możliwości w ogóle na bycie wybranym a drafcie. Ludzie ciągle mnie pytają, co uważam za najspanialszy moment w NBA. Ale to po prostu wybranie do ligi, otrzymanie takiej szansy dla kogoś kto pochodzi, skąd ja pochodzę. Wszystko co słyszałem, to że nikt z Newport News w Hampton tego nie osiągnie. Nazywali mnie wariatem, myśleli, że postradałem zmysły.

Zawsze wierzyłem w siebie, mama zawsze powtarzała mi, że mogę być kimkolwiek zechcę. Dosłownie w to uwierzyłem. Walczyłem o to. Przeszedłem wiele, żeby znaleźć się w punkcie, w którym jestem teraz. Trener Thompson dał mi szansę, kiedy nikt na świecie we mnie nie wierzył. Można powiedzieć, że uratował mi życie i pomógł spełnić marzenie.

Muszę również podziękować Michaelowi Jordanowi za danie mi wizji. Bez tej wizji nie sądzę, by to wszystko było możliwe. Sprawił, że chciałem grać w koszykówkę. W zasadzie pokazał mi drogę, ścieżkę, którą chciałem iść.

Chciałbym podziękować trenerowi Bailey’emu, trenerowi ze szkoły średniej. Nauczył mnie koszykówki na poziomie tej szkoły. Musze podziękować trenerowi Thompsonowi za nauczenie mnie jak gra sie na uniwersytecie i pomoc w doskonaleniu tej gry. Cóż, w sumie nie miałem wyboru, to musiało być tak jak on chciał, albo miałbym „wylot” (śmiech). I jeszcze trener Brown, za pomoc w tym, bym dojrzał do bycia zawodnikiem NBA.

Zawsze miałem talent fizyczny, fizyczne zdolności. Mogłem biegać z najlepszymi, mogłem rzucać przeciwko najlepszym, ale nie rozumiałem tej gry. Na wcześniejszym etapie mojej kariery nie przyjmowałem krytyki tak, jak powinienem. Ale od trenera Browna zawsze dostawałem konstruktywną krytykę, on zawsze miał wobec mnie pozytywne uczucia. Musiałem dojrzeć i zrozumieć, że on tam był, aby pomóc mi stać sie zawodnikiem, którym ostatecznie zostałem. Kiedy przyjałem wszytsko, czym się ze mna dzielił, jak również mentalny aspekt tej gry, pozwoliło mi to zmienić poziom na wyższy i stać sie zawodnikiem kalibru MVP.

Mam do podziękowania tylu osobom, jeśli kogoś pominę, nie zrobię tego złośliwie. Muszę podziękować rodzinie za bycie ze mną, przyjaciołom, zwłaszcza tym najstarszym. Wszystkim trenerom jakich miałem, kolegom z drużyny. Bez nich nie osiagnąłbym tego wszystkiego, bez tych chłopakw to by mi się nigdy nie przytrafiło. Oni ustawiali dla mnie zasłony, grali dla mnie twardo i wspomagali pod każdym względem. Pozolili, żebym wyrobił sobie nazwisko. Trenerzy, którzy ukierunkowali mnie na sukces, dali możliwość wychodzenia na parkiet i zwycieżania. Fani w Philadelphii, którzy kibicowali mi cokolwiek robiłem podczas mojej kariery, czy to były wzloty czy upadki.

Zawsze będę graczem Sixers – dopóki nie umrę, zawsze będę graczem Hoya – dopóki nie umrę, zawsze będe graczem Bruin – dopóki nie umrę.

Chciałbym też podziękować osobistym trenerom i lekarzom, którzy pomogli mi przejść przez to wszystko. Bez nich, nie wiem czy byłbym w stanie coś osiagnąć, po tym jak złamałem chyba wszystkie możliwe kości i miałem wszystkie kontuzje, które można mieć. Ale przede wszystkim chciałbym podziękować moim dzieciom. Nie macie pojęcia jak ciężko jest w tym zawodzie sprostać wszystkim oczekiwaniom, starasz się być idelanym człowiekiem, chociaż wiesz, że nim nie jesteś. To jak być w akwarium, wszyscy patrzą na każdy twój ruch, mówią o wszystkim, co robisz.

Takie życie jest naprawde ciężkie. Jest też wspaniałe, nie zamieniłbym go na nic innego. Nie żałuję niczego. Ludzie mnie często pytają: Czego najbardziej żałujesz? Niczego. Jeśli mógłbym cofnąć się w czasie i zrobić to znowu, czy cos bym zmienił? Nie. Oczywiscie mógłbym zmienić wszystko, by stać się ideałem. Ale wiecie, że nie ma idealnych ludzi, ani idealnych koszykarzy. Dlatego nic bym nie zmienił. Miałem wiele wzlotów i upadków. Popełniłem wiele błędów, zrobiłem wiele rzeczy, z których nie jestem dumny. Ale przynajmniej inni mogą uczyć się na moich błędach.

Zawsze przyjmowałem cięgi za bycie samym sobą, za myślenie jak myślę, za ubieranie się w moim stylu. Ale mi chodziło tylko o bycie sobą. Teraz patrzycie na NBA i każdy ma tatuaże, wielu nosi cornrowsy. Wcześniej na kogoś z cornrowsami patrzyliście jak na podejrzanego, a dzisiaj nawet funkcjonariusze policji je noszą. Wiecie, o co mi chodzi? Kiedyś za tego typu rzeczy mnie krytykowano.

Jestem dumny, bo mogę powiedzieć, że zmieniłem wiele w kulturze tej gry i w samej grze. Nie chodzi o to, jak wyglądasz, tylko kim jesteś w środku. Jak powiedziałem – moje dzieci, Tawanna Iverson, oni ściągnęli ze mnie wiele presji. Traktowałem ją i dziciaki jako odskocznie od problemów podczas całej mojej kariery. Kiedy w pracy źle sie działo, mogłem wrócić do domu, zobaczyć ich twarze i zapomnieć o wszystkim. Kocham ich za to. Pomogli mi przejść przez wszystko kochając mnie tak, jak mnie kochali. Pomogli przejść przez wiele.

Obiecuję – to dla mnie szczęśliwy dzień. Myślałem, że będzie bardzo ciężko, ale nie jest. Tak długo jak są tam trenerzy Bailey, Thompson i Brown, chcę, by oni byli dumni z tego, jakiego koszykarza stworzyli. I to samo odnośnie moich kolegów z drużyny, bez których nie osiągnąłbym tego wszystkiego.

Koszykówka była dla mnie wspaniała. Dała mi możliwość utrzymania rodziny do końca życia, sprawiła, że ludzie mnie zapamiętają. Pokazała mi wiele, pozwoliła przejść przez życie. Stosunki z kolegami, poziom współzawodnictwa, to jest życie. To tylko gra, a nie prawdziwe życie, ale jednocześnie ta gra uczy wiele o życiu, o poświęceniach jakich musisz się dopuścić, by wygrać i na parkicie i w życiu.

Chciałbym podziękować wszystkim za przybycie. Oczywiste jest, że jeśli tu przyszliście, to ma to dla was jakieś znaczenie. Chyba, że jesteście z prasy (śmiech). Nie, tylko się wygłupiam. Jestem tu dla wszystkich, którzy przyszli, którzy wspierali mnie podczas całej mojej kariery, moje wzloty i upadki, różne próby i udręki.

Jeśli już mówimy o mediach, to chciałbym, żeby Phil Jasner był tu dzisiaj z nami. Zwłaszcza w takim dniu. Spoczywaj w pokoju Phil, wiem, że patrzysz na nas teraz z góry. Gdy myślę o tych wszystkich czasach, kiedy razem śmialiśmy się z siebie, albo kiedy spieraliśmy się… Ale był dla mnie wielką inspiracją i znaczył dla mnie wiele.

To właściwie wszystko. Dałem z siebie wszystko, co miałem z koszykówki. Mam wciąż pasję, mam jeszczę chęć gry, ale gry już tu nie ma. Czuję się świetnie z moją decyzją. To była wspaniała przejażdżka.

EPILOG

Spuścizna po Allenie Iversonie. Jeśli spojrzymy na największe nazwiska w historii tego sportu, pamiętamy o rekordach, tytułach, osiągnięciach, poszczególnych meczach. Mało kto pamięta o ciemniejszych stronach ich karier. Historia je wymazuje i wybiela, jakby się nie wydarzyły. W taki sam sposób w historii koszykówki zapisze się Allen Iverson. W encyklopedii pod jego nazwiskiem przeczytamy, co osiągnął jako zawodnik Philadelphii 76ers, zespołu z którym na zawsze będzie kojarzony. Przypomnimy sobie najpiękniejsze momenty jego kariery.

Allen Iverson przede wszystkim przejdzie do historii jako najwybitniejszy zawodnik o tak niskim wzroście. Jeden z najbardziej utalentowanych strzelców w historii NBA, ze średnią kariery 26.7 punktu w meczu. Autor licznych wpisów w księgach indywidualnych rekordów oraz na listach przyznanych nagród. Jeden z najbardziej nieustępliwych, twardych i grających z pasją zawodników. Ktoś, kto kochał współzawodniczyć jak niewielu w tej lidze. Pozostawiał na parkiecie ogromne serce do gry. Komu nie straszne były kontuzje, bo po tysiącu upadków na parkiet potrafił podnieść się jeszcze jeden raz i grać dalej, odmawiając normalnej rehabilitacji. Spopularyzował zagranie zwane „crossoverem”. I wreszcie to jeden z najlepszych w historii zawodników, którym nie udało się zdobyć tytułu mistrzowskiego. Członek Galerii Gwiazd NBA. To najkrótsza i najtrafniejsza ocena tego zawodnika.

Fani-IversonaIverson wychował również pokolenie zawodników grających w lidze po nim, albo jeszcze pod koniec jego kariery. Ale co ważniejsze, udowodnił niezliczonej liczbie młodzieży z biednych dzielnic amerykańskich miast, że jeśli ma się odpowiedni talent i wiarę w siebie, można osiągnąć wszystko. Sky is the limit jak często mawiał. Tą filozofię przeniósł do NBA – wierz w siebie, wierz w swoją drużynę nawet jeśli naprzeciwko masz wszystkich innych. Bądź wierny sobie, nigdy nie podporządkuj się innym. Uważaj się za najlepszego i nie bój się żadnego przeciwnika, bo inaczej nic nie osiągniesz. Tylko silni przetrwają! To za takie podejście pokochały go miliony ludzi na całym świecie i trwali z nim, niezależnie od tego, jak mu się wiodło i jakie błędy wynikające dokładnie z tej samej filozofii popełniał.

Iverson wypełnił w NBA pustkę po odejściu Michaela Jordana – przynajmniej do czasu, aż do szczytowej formy doszedł Kobe Bryant, a później pojawił się Lebron James. Sportowo i nie tylko, bo zmienił też rynek reklamy – dzięki jego marce Reebok wyniósł się na szczyt i po odejsciu Jordana to właśnie Reebok jako pierwsza firma poważnie walczyła z Nike o pierwszeństwo na rynku. Iverson miał wielki wpływ na modę. To on był prekursorem wprowadzenia do NBA opasek na głowę i ręce, spopularyzował opaski elastyczne na łokieć bądź kolano. Kojarzony z kulturą hip-hopową sprawił, że wśród sportowców (i kibiców) modne stały sie luźne ubrania. Wielu młodych ludzi z całego świata, preferując t-shirty i tenisówki na każdą okazję, pod presją społeczeństwa nie miało odwagi podążać za własnym stylem. Allen Iverson pokazał im, że nie trzeba iść na kompromisy i można być sobą zawsze i wszędzie.

Dziedzictwo Iversona widoczne jest w wielu aspektach życia, dlatego przetrwa przez długie lata. Dla miłośników koszykówki najważniejszy jest jednak aspekt sportowy. Tutaj Iverson pozostanie „małym człowiekiem z wielkim sercem”, ktory na parkiecie wyczyniał niemożliwe przeciwko gigantom, który sprawił, że wielu zwyczajnych ludzi zainteresowało się tym sportem i zaczęło grać, „bo skoro taki malec potrafi, to ja też spróbuję”.

Allen Iverson #3 Sixer Forever

Zastrzeżenie numeru. 1 marca 2014 w przewie meczu z Washington Wizards uroczyście zastrzeżono numer 3, jaki nosił Allen Iverson, wywieszając banner z tym numerem i jego nazwiskiem pod dachem Wells Fargo Center. Wśród zaproszonych gości byli m.in. Pat Croce, Aaron McKie, Julius Erving, Moses Malone, Gary Payton, Dikembe Mutombo, Theo Ratliff oraz nowy komisarz NBA Adam Silver, który bardzo ciepło wypowiedział się o Iversonie, nazywając go jednym z moich ulubionych zawodników. Josh Harris oświadczył, że Sixers zatrudniają Iversona na stanowisko „specjalnego konsultanta”, a Larry Brown z taśmy (nie mógł przybyć z powodów zawodowych) stwierdził: Bóg mnie tu sprowadził, żebym mógł ciebie trenować. Publiczność zgromadzona w hali skandowała „MVP! MVP!”, a zawodnicy wystąpili przeciwko Wizards w koszulkach z naszywką „Allen Iverson #3 Sixer Forever”. Sam Iverson wygłosił wzruszające przemówienie, mowiąc m.in:

Byłem jednym z tych dzieciaków, co chcieli być jak Mike (…) Moim najlepszym momentem kariery była noc draftu, a teraz dzień jak ten. To błogosławieństwo od Boga, że moja koszulka została uhonorowana, cieszę się bardzo, że nie zapomniałem po drodze, kim jestem. To wspaniały dzień, który zapamiętam do końca życia (…) Nie sądziłem, że to będzie takie przyjemne. Ci ludzie rozwinęli dla mnie czerowny dywan. Jeśli jesteś koszykarzem i widzisz, co tu się dziś dzieje, to powinieneś wziąć tyłek na salę i pracować nad swoją grą, bo to zaprocentuje tym, co ci ludzie dla mnie dzisiaj zrobili, a oni naprawde dali z siebie wszystko. Pokazali, jak bardzo szanują to, co zrobiłem dla tego miasta i tego klubu (…) Kiedy jesteś z tą organizacją tak długo, jesteś na pewno typem gracza, którego nazwisko zawsze będzie kojarzone z tym klubem. Tym wlaśnie byłem dla Philadelphii. Zawsze będę tu wychwalany, do śmierci. Zdaję sobie z tego sprawę. Akcepuję to, bo sam się na to pisałem. Nie zamieniłbym tego na nic w świecie (…) Dr.J, Moses Malone, Mo Cheeks, Charles Barkley, Bobby Jones – na serio? Teraz moje nazwisko może być wymieniane w jednym szeregu z nimi? Pokażcie mi głupca, który powie, że marzenia się nie spełniają. One własnie się spełniły.

Życie po koszykówce. Po zakończeniu kariery Allen Iverson pokazuje się na imprezach związanych z Philadelphią 76ers, chętnie udziela wywiadów. W 2015 roku po raz pierwszy oficjalnie zdementował plotki o swoim bankructwie. Podpisał także wieloletni kontrakt reklamowy z firmą Stance zajmującą się produkcją sportowych skarpetek. „Do ligi wprowadził swój styl, wygląd i hip-hop. Sprawił, że bycie innym stało się ok” – powiedzieli przedstawiciele firmy.

Zamieszkał w Miami z dziećmi i swoją byłą żoną, z którą odbudowuje swój związek. „Mieliśmy wzloty i upadki, dobre i złe czasy, rozwiedliśmy się, rozstaliśmy i to wszystko… Ale koniec końców będziemy na zawsze razem. Tak powinno być (…) Jestem teraz prawdziwym ojcem. Robię rzeczy, do których nigdy nie przywiązywałem wagi. Oni nigdy nie mieli ojca na pełen etat, ale teraz mają. Jestem tu teraz dla nich. Gdy jestem starszy, nie wyobrażam sobie jaki rodzic nie chciałby być ze swoimi dziećmi. Wcześniej tego nie rozumiałem. Dla mnie to jest bezcenne”.

Latem 2015 roku związek zawodowy koszykarzy (NBPA) nagrodził Allena Iversona podczas inauguracyjnego rozdania swoich nagród. AI otrzymał statuetkę „Game Changer Award” dla zawodnika, który przyczynił się do zmiany oblicza ligi. Nagrodę wręczył Chris Paul, mówiąc nieustępliwości Iversona, jego twardym charakterze, wprowadzeniu do ligi nowych elementów i podejściu, jakby każdy dzień był ostatnim. „Z powodu jego stylu, wyglądu i jego gry, to właśnie on znienił tą grę” – podsumował Paul. Iverson podziękował Michaelowi Jordanowi, swoim fanom, rodzinie i obecnej na uroczystości byłej żonie Tawannie oraz zawodnikom, ktorzy go wybrali. Stwierdził, że ta nagroda ma dla niego największą wartość, bo zadecydowali o niej zawodnicy, których zna z parkietów. „Ludzie mnie teraz pytaja, co słychać. Odpowiadam im w 99.9% przypadków to samo. Mówię, że wciąż walczę, tylko runda jest inna. Świat tak wygląda, że toczysz jedną wielką walkę złożoną z wielu rund. Tak właśnie jest. Jeden dzień jest jak jedna runda. Możesz dostać nokaut, inne rundy są dobre, jeszcze inne mniej. Ale liczy się tak naprawdę tylko jedno – żeby się podnieść i walczyć dalej” – dodał w swoim stylu.

Al HOFGaleria Sław NBA. Zgodnie z zasadami, najwcześniej w 2016 roku Allen Iverson mógł być dołączony do „The Naismith Memorial Basketball Hall of Fame”. Tak też się stało, a w “klasie 2016” wraz z nim znaleźli się m.in Shaquille O’Neal, Yao Ming czy Sheryl Swoopes. Nigdy nie myślałem o życiu poza koszykówką. Jak mam być szczery to nie chciałem, by dzień Galerii Sław kiedyś nastał. To dlatego, że chciałem grać wiecznie – wyznał Iverson na kilka dni przed uroczystością, dodając: Musiałem się nauczyć, że niektórzy ludzie po prostu nigdy mnie nie polubią. Musiałem się uodpornić na to wszystko, co ci ludzie mówili lub pisali o mnie. Ale teraz skupiam się tylko na tych, którzy mówią: „Uwielbiam cię, AI”. Zajęło mi to sporo czasu, musiałem się tak cholernie zestarzeć, żeby to zrozumieć. Cieszę się z obecności tych wszystkich ludzi, którzy mi pomogli. Mówię tutaj o prawdziwych fanach, którzy widząc moje pierwsze mecze, stwierdzili, że będą mi kibicować. Chciałbym móc sprawić, żeby sobie teraz usiedli i pomyśleli, że to jest ich osiągniecie. Bo nic nie można zrobić w pojedynkę. Kiedy jesteś w dołku, potrzebujesz kogoś, kto cię z tego dołka wyciągnie. Chciałbym, żeby wszyscy, którzy mnie zawsze wspierali, czuli się teraz wyjątkowo.

Do oficjalnej uroczystości włączenia nowych nazwisk do Galerii Sław NBA doszło 9 września. Allen Iverson zaskoczył wszystkich, pojawiając się w Springfield w eleganckim czarnym garniturze. Towarzyszyła mu była żona wraz z wszystkimi dziećmi, a także mama. Kiedy AI wszedł na scenę, na której siedzieli specjalni goście – John Thompson, Larry Brown i Julius Erving – otrzymał długą owację na stojąco od zgromadzonej publiczności.

Wzruszony gwiazdor Sixers zaczął swoją 30-minutową przemowę od podziękowań Bogu, oraz przewodniczącemu Galerii Jerry’emu Colangelo. Następnie przeszedł do swoich gości. Podziękował trenerowi Thompsonowi za uratowanie mi życia oraz za podarowanie szansy, kiedy po incydencie w kręgielni żadna inna szkoła w kraju nie była nim zainteresowana. Wtedy właśnie Iversonowi głos po raz pierwszy się załamał i zawodnik z trudem powstrzymywał łzy. Na rozluźnienie zażartował, że uważał się kiedyś za najlepszego w kraju futbolistę, a teraz jak na ironię wstępuje do Galerii Sław jako koszykarz. Dziękując Larry’emu Brownowi, powiedział: Kiedy opuszczałem Georgetown, byłem dobrym koszykarzem, miałem talent, ale kiedy zacząłem słuchać Larry’ego Browna, słuchać jego konstruktywnej krytyki, zrozumiałem jakim wielkim jest trenerem. Dopiero wtedy stałem się MVP, dopiero wtedy stałem się All Starem czy znalazłem się w Pierwszej Piątce NBA. Julius Erving otrzymał podziękowanie za wsparcie i rady oraz inspirację, by iść w jego ślady w Philadelphii.

Iverson podziekował mamie za to, że namówiła go na grę w koszykówkę. Podziękował tacie, który nauczył go, jak ważna jest rodzina. Głos załamywał mu się po raz drugi. Wspomniał także wszystkie swoje dzieci. Tradycyjnie podziękował Michaelowi Jordanowi za inspirację. Wspominał, gdy zobaczył go po raz pierwszy na parkiecie, jak nierzeczywisty mu się wydawał w swoich “jordanach”. Podziękował także przyjaciołom z NBA, m.in. Chrisowi Paulowi, Lebronowi Jamesowi i ich rodzinom. Gary Moore otrzymał podziękowanie za pokazanie mi, że jeśli w sporcie trzeba wybrać pomiędzy mną, a tobą, to wybieram mnie. Następnie doprowadził publiczność do śmiechu, wymieniając m.in. Biggie Smalla, Tupaca Shakura, Jadakissa czy Michaela Jacksona za stworzenie ścieżki dźwiękowej mojej kariery. Wymienił nazwisko Deana Barry’ego, który nauczył go crossovera: Gdyby nie on, to być może nawet bym tu nie stał. Kiedy Iverson wymienił nazwisko Pata Croce’a, na sali po raz kolejny rozległy się głośne oklaski: Jedyne, co mogę powiedzieć, kiedy o nim myślę, to wiara i miłość. To on uwierzył we mnie. Uwierzył, że to ja jestem tym zawodnikiem, który może ponieść jego zespół na swoich barkach.

Słodko – gorzkie relacje z mediami uczyniły mnie silniejszym – mówił AI, odnosząc się jednocześnie do Stephena A.Smitha: Był ze mną przez całą moją karierę, to mój brat. Nie przestawaj mi mówić, co robię źle, to twoja praca! W kolejnej części przemówienia padły podziękowania w stronę fanów na całym świecie (ze szczególnym uwzględnieniem Chin: Jeżdżę do Chin co roku i będę to robił do końca życia!). Kiedy Iverson wspomniał kibiców z Philadelphii, na sali można było usłyszeć okrzyki “M-V-P”. Moje relacje z nimi są jak żadne inne. Dziękuję im za wsparcie przez te wszystkie lata. Pozwoliliście mi dojrzeć, popełnić wszystkie te błędy, nigdy mnie nie zostawiliście. Nieustannie mnie wspieraliście tak, jak powinni to robić prawdziwi fani – tłumaczył Iverson, który przeszedł do podziękowań w stronę kolegów z drużyny, wymieniając niemal każdego z pamiętnego składu z sezonu 2000/01. Podziękował również zawodnikom Denver Nuggets i kibicom z Colorado.

Pod koniec Iverson odniósł się do „najważniejszej osoby w jego życiu”, czyli Tawanny Iverson: Dwadzieścia cztery lata wzlotów, upadków, ale prawdziwej miłości. Nie wiem jak mam ci dziękować za to, co dla mnie zrobiłaś. Nie tylko chodzi mi o sprawy związane z moja karierą, ale także za dbanie o mnie, kochanie mnie w sposób w jaki to robiłaś. Za dbanie o to, jakim człowiekiem jestem i jakim powinienem być, aby dawać przykład naszym dzieciom. Byłaś dla mnie najlepsza, wiele ci zawdzięczam i nie mogę się już doczekać kolejnych dwóch dekad z tobą. Chciałbym, żebyś była z siebie dumna i rozumiała, że to ty jesteś Hall od Fame – mówił koszykarz, podczas gdy jego była żona nie potrafiła ukryć łez.

Kończąc, Iverson podziękował wszystkim, którzy stanęli na jego drodze podczas kariery w NBA, wspierali go i pomagali podjąć trudne decyzje. Podziękował również wszystkim, którzy nie są już moimi przyjaciółmi, wywołując ostatni wybuch śmiechu na sali. Za to, że dali się poznać ze swojej prawdziwej strony i sprawili, że jeśli będę szukał nowych przyjaciół, to będę teraz wiedział, jak poznać tych prawdziwych.

 

 

Biografia Allena Iversona została oparta na starannie zebranych w Internecie informacjach i wywiadach, filmach dokumentalnych „Allen Iverson – The Answer” i „Iverson”, ksiażce Larry’ego Platta „Only the Strong Survive: The Odyssey of Allen Iverson” oraz na własnej wiedzy.

Autorem całego tekstu i tłumaczeń jest Tomek Klimowicz.
Kopiowanie i rozpowszechnianie całości lub fragmentów surowo zabronione.