Philly Cheesesteak

Kto wie jak potoczyłaby się historia miasta Filadelfia gdyby nie jeden człowiek – Benjamin Franklin. W XVIII wieku przyłożył rękę niemal do wszystkich ważnych wydarzeń o mniejszym, jak i epokowym znaczeniu. Jednak jakkolwiek był to człowiek orkiestra, to nie dokonałby wielu rzeczy w pojedynkę. I tu na scenę wchodzi wspominany już przeze mnie w felietonach Junto Club.

W 1727 roku, pomimo tylko 21 lat na karku, Franklin był po przejściach, którymi mógłby obdzielić kilku dorosłych ludzi. Na początku roku umiera jego przyjaciel Denham, który zostawia mu niewielki majątek. Młody Benjamin dzięki swej niespożytej energii, ujmującej postawie i silnemu charakterowi zyskuje wielu znajomych i przyjaciół w różnych kręgach mieszkańców Filadelfii. Zaczęła tworzyć się wokół niego grupa biznesmenów, artystów, naukowców, czy zwykłych mieszkańców miasta, którą charakteryzowała dociekliwość, chęć samorozwoju, rozwoju społeczności i pomocy innym.

Wiosną 1727 Franklin i 11 jego najbliższych przyjaciół założyło Junto Club (od hiszpańskiego junto – “razem”), znany również jako Klub Skórzanego Fartucha. Pochodzili z zupełnie różnych środowisk miasta. Byli to poza Franklinem: Hugh Meredit – pracownik drukarni i wspólnik Franklina, William Parsons – szewc i astronom, William Maugridge – mechanik i stolarz, Steven Potts – pracownik drukarni, George Webb – student Oxfordu, Thomas Godfrey – szklarz, matematyk-hobbysta i wynalazca, Joseph Breintall – poeta i notariusz, Robert Grace – łowca przygód i gentelman, William Coleman – kupiec, Nicholas Skul – inspektor i bibliofil oraz John Jones – kwakier i szewc. Później do klubu dołączyło jeszcze wielu obywateli Filadelfii.

Junto Club istniał 38 lat. Członkowie spotykali się regularnie co piątek najpierw w tawernie, potem w domu Franklina. Ten stworzył specjalne 24 pytania, które miały pomóc przygotować się do zebrań i nadać im strukturę. Dzięki klubowi powstała w mieście m.in. straż pożarna, biblioteka publiczna, uniwersytet, ochotnicza policja, czy szpital. Wszystko to oczywiście jako pierwsze nie tylko w mieście, ale i w całej Ameryce. W 1743 roku z klubu wykształciło się Amerykańskie Stowarzyszenie Filozoficzne, które istnieje do dziś. Bez wątpienia działalność Junto Club przyczyniła się do wejścia Filadelfii na szybką ścieżkę rozwoju i nowoczesności, ale i dała podwaliny do powstania Stanów Zjednoczonych Ameryki.

Zebranie Junto Club
Zebranie Junto Club – B.Franklin w środku

No i koniec sezonu regularnego. Mamy 49 – 23 (29 – 7 w Philly) i pierwsze miejsce w Konferencji Wschodniej od 20 lat. Siadając do tego felietonu zrobiłem swoisty “rachunek sumienia” szykując się do subiektywnego podsumowania fazy zasadniczej. No i co mi tu wyszło?

Wyobraź sobie, że ktoś budzi cię w nocy i woła: “Szybko! Mów jakie przełomowe momenty sezonu regularnego w wykonaniu Sixers najbardziej utknęły ci w głowie!”. Postawiłem siebie w tej sytuacji i powiem, że miałbym problem, żeby natychmiast coś rzucić. Co najbardziej zostało mi w pamięci to mecz “8 vs Nuggets” ze stycznia: 39 pkt Maxeya, Howard grający na jedynce itp. A tak to była to po prostu równa i solidna faza zasadnicza bez fajerwerków. Czy to źle?

Absolutnie nie. Nasi w końcu po latach grali w przekroju całej fazy zasadniczej tak jak się od nich tego oczekiwało. Czyż nie modliliśmy się o to do Bogów Koszykówki za czasów Procesu i Browna? Oczywiście zdarzały się dziwne wtopy, żenujące występy zawodników itp. Ale summa summarum jedynka na Wschodzie sama się nie zrobiła. Idealnie podsumował to po ostatnim meczu Doc mówiąc to co chciałem tu napisać:

Byliśmy bardzo dobrzy przez cały ten okres. Dlatego jesteśmy na pierwszym miejscu. Jesteśmy zespołem konsekwentnym w obronie i ataku. Stosujemy ruch piłki, gramy w odpowiednim tempie, znajdujemy ludzi na otwartych pozycjach, egzekwujemy zagrywki lepiej niż się da. Jesteśmy solidną drużyną koszykówki.

I taka właśnie była faza zasadnicza – solidna. Świetną ocenę poszczególnych graczy zrobił nasz redaktor naczelny. Ja się z nią w pełni zgadzam, więc zapraszam do zapoznania się. Od siebie dodam tylko, że me serce radowało się, tak szczerze, widząc jak Embiid dominuje i ciśnie po MVP. “The Shot” Leonarda nie załamał go – z sezonu na sezon wraca jeszcze silniejszy. Jest gotowy bić się o najwyższe cele.

https://twitter.com/sixers/status/1391755041145503745

Czy jestem zadowolony z sezonu regularnego? Bardzo! Czy kładę się spać spokojnie przed play – off? Nie do końca. PO to inna bajka. Inna intensywność. Dlatego już wcześniej pisałem, że najważniejsze to zbudować przed tą fazą momentum i rytm. Tak jak w gazie są Wizards, Blazers, Heat, czy Nuggets (ci mimo szpitala). “Solidna drużyna koszykówki” nie wystarczy. Tu trzeba wrzucić bieg dodatkowy. To będzie prawdziwy test tego, co zbudowali Morey i Rivers. Zaniepokoił mnie mecz z Miami na koniec, gdzie nasz pełny skład został “uduszony” play – offową energią rywali. Nie jestem do końca przekonany, czy nasi ten rytm złapali.

Kibicuje Sixers od 1998 roku i dzięki pisaniu tych felietonów nigdy wcześniej tak intensywnie nie śledziłem sezonu regularnego. Była to prawdziwa frajda i jak nigdy nie mogę się doczekać walki  o mistrza. Wierzę, że stać nas na minimum wielki finał. Wierzę, że nasi potrafią zrobić ten “switch” z drużyny solidnej do drużyny mistrzowskiej. Dlatego rozsiądźmy się wygodnie i zobaczmy co zdziała nasz Junto Club. Na początek ktoś z czwórki Hornets, Wizards, Celtics, Pacers. Mamy z nimi bilans 11 – 1. Będzie dobrze. Go Sixers!

dm_210516_nba_sixers_embiid_big_chain_energy_default
Foto: ESPN

PS. Kolejny felieton ukaże się 2 dni po zakończeniu pierwszej rundy play – off. Zapraszam!!