Philly Cheesesteak

Jak już pisałem w jednym z felietonów Filadelfia jest miastem, gdzie wiele rzeczy miało miejsce po raz pierwszy. Nie inaczej zadziało się gdzieś pod koniec lat 80 – tych, kiedy pewien przechodzień zwrócił uwagę na dziwną kolorową płytkę wprasowaną w asfaltową jezdnie.

Toynbee Tiles – jedna z najdziwniejszych legend miejskich Ameryki. Najpierw w Filadelfii, a potem w kilkunastu innych miastach (a nawet w kilku w Ameryce Południowej) zaczęły na asfaltowych drogach pojawiać się kolorowe płytki, na których widniała mniej więcej ta sama sentencja: “TOYNBEE IDEA IN KUBRICK’S 2001 RESURRECT DEAD ON PLANET JUPITER”.

Nie ma sensu tłumaczyć tego na polski. Oczywiście rzekomego artysty nie udało się wtedy ustalić. Nie wiedząc “co autor miał na myśli” zaczęło pojawiać się od groma teorii na temat znaczenia ten sentencji. Mniej więcej można ją rozłożyć na cztery części składowe:

  • TOYNBEE IDEA – jedni twierdzą, że ta część ma odnosić się do brytyjskiego XX – wiecznego filozofa Arnolda Toynbee, który teoretyzował o możliwości wskrzeszenia martwych ludzkich cząsteczek. Inni natomiast, że odnosi się do powieści si-fi “The Toynbee Convector” Ray`a Bradbury o podróży ludzkości w czasie poza poznany świat, oraz do powieści “Jupiter V” Arthura C. Clarke, w której ludzie kolonizują Jowisza lecąc rakietą Arnold Toynbee
  • IN KUBRICK’S 2001 – tu mamy oczywiście nawiązanie do filmu “2001:Odyseja Kosmiczna” Kubricka z 1968 roku, gdzie podróż na Jowisza ukazana jest jako kolejny krok w ewolucji człowieka
  • RESURRECT DEAD – artysta wierzy tu w możliwość powstania człowieka z martwych…
  • ON PLANET JUPITER –… na Jowiszu, gdzie rasę ludzką czeka życie wieczne.

Jednym z “podejrzanych” był niejaki James Morasco z Filadelfii, który w 1983 roku (zanim pojawiły się pierwsze płytki) na antenie jednej z rozgłośni głosił wizje podobne do powyższych zgodnie z filozofią Arnolda Toynbee. Założył nawet organizację Minority Associaton, ale ta wyśmiana po całości szybko odeszła w niebyt.

Jedna z płytek, która pojawiła się w Chile, zawierała adres w Filadelfii – 2624 S. 7th, ale nikt nigdy nie otwierał tam drzwi, a dzisiejszy mieszkańcy tylko się wkurzają na kolejnych natrętów. Płytki pojawiały się w różnych miejscach mniej więcej do 2002 roku. Każda nowa po tej dacie uważana jest za dzieło samozwańczych naśladowców.

Dziś większość “oryginalnych” płytek została już zajechana przez ruch uliczny. Z niektórymi miasta walczą jako z aktem wandalizmu, a inne uznają je za sztukę (jak w Filadelfii). Także przechodniu, nieważne w którym amerykańskim mieście jesteś. Patrz pod nogi, a może niespodziewanie natkniesz się na “przedstawiciela” jednej z najdziwniejszych legend miejskich Ameryki.

Toynbee tile - Phily
Toynbee Tile na rogu 13th i Market Street w Filadelfii / foto: Wikimedia

Wiele teorii kołacze w mej głowie po wyczynach naszej ekipy w ostatnim tygodniu zakończonym wynikiem 2 -2. Przegraną po walce z gorącymi Jazz i wygraną z cienkimi Rockets wpisuje do zakładki “plan wykonany”. Za to za mecz z Bulls, choć wygrany, należy się naszym graczom lekka lepka w szyję. Mimo braku Simmonsa prowadzili przez całe spotkanie, aby lekkomyślnie dać się dogonić w 4Q. Ten mecz po raz kolejny pokazał słabość naszej ławki, o czym pisałem tydzień temu. Cała miała ujemne +/-, nie pomógł nawet powrót po kontuzji Miltona.

Za to wtopa z Raptors pokazał jak jedna prosta taktyka rywala może nam zrobić kuku. Nazywa się ona “Sprawdzam!”. Trzech kryje Embiida, ten oddaje na obwód no i wtedy rywale sprawdzają jaki dzień ma Harris/Curry, bo resztą zbytnio nie muszą się przejmować. Z Raptors nie siedziało i skończyło się jak się skończyło. Specjalnie lekko tu wyolbrzymiam, ale im bliżej play – offów tym ten “problem” może stawać się coraz bardziej realny.

Nadejszła oto właśnie chwila, żeby Doc Rivers pokazał, że jest nadwyżką nad Brettem Brownem, a Daryl Morey zakasał rękawy i wzmocnił ławkę/obwód jeżeli myślimy o finale konferencji. Brooklyn gnoi zespoły z dodatnimi bilansami jak leci, sweepując ostatnio całą Pacific Division. Siedzą nam na karku i czuje, że będzie z nimi ciężka przeprawa.

No ale w poprzednim tygodniu miały też miejsce pozytywne rzeczy. Prześlicznie wygląda pewność siebie i agresja w grze Bena Simmonsa. Od razu widać jej odzwierciedlenie w zdobyczach punktowych. Czasami aż za bardzo ciśnie na pałe, ale wole to niż jego “gdzie ja jestem” z początku sezonu.

No i szanowni państwo, to co odjaniepawlił Embiid z Bulls to czapki z głów. Wszedł w “god mode” i zniszczył przeciwnika występem niewidzianym od lat. Jest już na poziomie supergwiazdy i tyle. A ma dopiero 26 lat i prime przed nim. To co mi się najbardziej w nim podoba w tym sezonie to mieszanka bezczelności, pewności siebie i chęci bezwzględnej dominacji. Mówił po meczu:

Jedyna różnica pomiędzy poprzednim, a tym sezonem nie wynika z innego coachowania, ale z mojej chęci absolutnej dominacji każdej minuty spędzonej na parkiecie

No i te dominację było doskonale widać w meczu z Bulls. Był to występ, który pozostanie w annałach naszego klubu, co elegancko podsumował Tobias Harris:

Pewnego dnia powiem moim dzieciom, że grałem z Joelem Embiidem. Kiedy zapytają mnie o najlepszego gracza z jakim grałem, powiem im, że był to Joel Embiid. To zaszczyt być z nim razem na parkiecie

Joel buduje swoją legendę w Filadelfii i wcale nie będzie to żadna “urban legend”, jak w przypadku Toynbee Tiles.