Toronto

Sixers udanie zrewanżowali się za porażkę sprzed dwóch dni drużynie z Toronto. Po meczu w którym od początku do końca byli na prowadzeniu, odnieśli zwycięstwo 109 do 102. Coach Rivers w miejsce Currego do pierwszej piątki wprowadził Korkmaza i jak się okazało, była to słuszna decyzja. Turek trafił 5/11 prób za trzy i łącznie uzyskał 19 punktów. Generalnie cała drużyna trafiła 17 rzutów za trzy, przy całkiem dobrej skuteczności wynoszącej prawie 45%. Ten czynnik, oraz genialna pierwsza kwarta ustawiła ten mecz.

Przez większą część meczu prowadziliśmy dwucyfrową ilością punktów, mimo sporej ilości strat. Generowało to dużą ilość łatwych koszy Raptors, co pozwalało im utrzymywać się na powierzchni. Na ten dwumecz Kanadyjczycy postawili sobie główne zadanie – wyeliminować Embiida. Można powiedzieć, że z tego zadania wywiązali się doskonale. Joel nie był tym dominatorem, którego obserwujemy od początku sezonu. Może to być oznaką zmęczenia, lecz wiemy, że Raptors potrafią uprzykrzyć życie twardą obroną. W pierwszym spotkaniu mieliśmy problemy ze skutecznością, dzisiaj zadaniowcy częściej znajdowali drogę do kosza. Na obroty wraca Milton, skuteczni byli Harris oraz Korkmaz. W dalszym ciągu jednak brakuje nam ognia z ławki. Nie możemy narzekać na tegoroczny roster, jednak jeśli chcemy się utrzymać na szczycie konferencji wschodniej, wsparcie będzie potrzebne.

Statystyka dnia: 42 do 30 na tablicy dla Sixers oraz aż 17 oddanych więcej osobistych. Kolejny ciężki mecz już pojutrze z Dallas.