LAL

Kilka godzin po trade deadline Sixers przyszło się zmierzyć z Los Angeles Lakers. W związku z tym w składzie zabrakło zarówno Bradley’a, jak i nowego nabytku Hill’a. Miejsce w wyjściowej piątce zyskał Mike Scott. Pomimo tego Sixers wciąż wydawali się faworytem tego spotkania, gdyż gospodarze muszą radzić sobie z brakiem dwóch największych gwiazd Davis’a i James’a.

Miły akcent mieliśmy jeszcze przed pierwszą syreną, kiedy to Howard i Green otrzymali pamiątkowe pierścienie za mistrzostwo z poprzedniego sezonu. Liczymy, że w 2021 będą mogli pochwalić się kolejnymi ;) Spotkanie przez w zasadzie całą pierwszą połowę było bardzo wyrównane z lekkim wskazaniem na przyjezdnych. Różnicę zrobił jednak ten, który mało by brakowało, a też nie zagrałby już nigdy w barwach Sixers – Danny Green. Tego wieczora był nie do zatrzymania, gdy tylko dostawał piłkę w swoim ulubionym miejscu, czyli narożniku boiska. Łącznie trafił 8 trójek, przy 12 próbach, do tego dołożył jeszcze 5 zbiórek i 2 bloki, co dało miano MVP meczu.

W połowie trzeciej kwarty goście wyraźnie zwiększyli obroty, twardsza obrona i kilka trójek Curry’ego pozwoliły odskoczyć rywalom w kulminacyjnym momencie na 18 oczek. Lakers starali się jeszcze coś poszarpać w ostatniej ćwiartce, ale gracze Rivers’a kontrolowali sytuację i spokojnie dowieźli kolejne W.

W serii meczów bez kontuzjowanego Embiida mamy już bilans 6:1. Ulegliśmy jedynie Bucks i to w meczu po dogrywce, jak myślicie jakby to wyglądało, gdyby na ławce trenerskiej dalej zasiadał Brett Brown? ;)