LAC

Trener Doc Rivers miał okazję pokazać się przed swoim starym zespołem po raz pierwszy odkąd został zwolniony z roli szkoleniowca Clippers. Niestety, ale musiał uznać wyższość swojego następcy – Tyrona Lue. Philadelphia 76ers uległa miejscowym Clippers 112 do 122.

Mecz rozpoczął się dosyć intensywnie i to Sixers narzucali tempo, któremu nie mogli sprostać gospodarze. Szybkie dwie trójki trafił Green, Harris zaliczył  5 pkt i po 4 minutach Phila prowadziła już 14-7. W dalszej części gry jednak do pracy zabrał się Kawhi Leonard, skutecznie wspierany przez Jacksona i po pierwszych 12 minutach przewaga Szóstek wynosiła już zaledwie 1 pkt.

W drugiej kwarcie w grę wkradło się trochę chaosu, ale skutecznością imponował Paul George, który zaaplikował gościom 9 pkt w 5 minut gry, a po stronie szóstek brylował Milton, który w tej części zdobył 7 punktów. Gdy w połowie kwarty na boisko powrócił Leonard Sixers nie potrafili znaleźć recepty na tego gracza, który trafiał raz za razem i przez 6 minut dorzucił 11 pkt, a pierwszą połowę zakończył z dorobkiem 19 pkt. wyprowadzając swoją drużynę na 5 punktowe prowadzenie. Wynik po pierwszych 2 kwartach: 60 do 65 dla gospodarzy.

W trzeciej kwarcie za sprawą skutecznej gry swoich liderów Clippers odskoczyli na 10 punktowe prowadzenie, którego Sixers nie potrafili w żaden sposób zniwelować pomimo bardzo dobrej gry Tobiasa Harrisa. Phila popełniła sporo niepotrzebnych strat oraz fauli wdając się przy tym w niepotrzebne dyskusje z arbitrami, co zaowocowało faulami technicznymi dla Simmonsa, oraz Howarda, który niestety ponownie musiał pożegnać się z parkietem zostając wyrzuconym z boiska. Wobec takiego obrotu spraw goście nie byli w stanie zbliżyć się do rywali i nawiązać walki.

Czwarta kwarta nie wniosła nic nowego, a Clippers odnieśli pewne zwycięstwo 122 do 112.

Trudno było się spodziewać w tym meczu innego wyniku, jednak dobra gra Sixers w kilku ostatnich meczach pobudziła apetyty na wygraną. O ile w pierwszej połowie gra nie wyglądała źle, to już w drugiej Szóstki dali się zdominować. Myślę, że trener może mieć słuszne pretensje do Dwighta Howarda, gdyż to drugi mecz z rzędu gdy ten zostaje usunięty z boiska.

Jeżeli chodzi o indywidualne występy to w Sixers wyróżnić trzeba Harrisa, który rzucił w tym spotkaniu 29 pkt. (13/19 z gry) nie ustępując w niczym gwiazdom Clippers. Green dorzucił 17 punktów aplikując rywalom 5 trójek, Simmons natomiast na dobrej skuteczności (6 z 10 z gry) zdobył 15 punktów, miał niestety też 6 strat. Jak zwykle dobrą zmianę dał Milton, który zdobył 16 punktów. 

Wśród gospodarzy Paul George i Kawhi Leonard zdobyli odpowiednio 24 i 28 punktów, a wchodzący z ławki Terence Mann dorzucił 23 punkty.

Kolejny mecz Sixers rozegrają również na wyjeździe przeciwko Denver Nuggets. Niestety nie będziemy mogli obejrzeć pojedynku “na szczycie” Jokic vs Embiid. Joel pomimo, że już rozpoczął treningi, to sztab medyczny jeszcze wstrzymuje się z decyzją o jego powrocie.