Quo Vadis Philadelphia?

Nadzieja umiera ostatnia, ale niewiele jej już zostało kibicom Philadelphii 76ers. Przed rozgrywkami mieliśmy oczekiwania w związku z nieco lepszym składem i rozwojem zawodników. I chociaż w tym polu są pozytywy w postaci Jahlila Okafora i T.J. McConnella, to jednak Sixers wciąż są pośmiewiskiem ligi:

  • Jedyny zespół bez zwycięstwa, z 12 porażkami na koncie.
  • Licząc końcówkę poprzedniego sezonu, przegrali 22 kolejne mecze.
  • Pierwszy zespół w historii, który zaczął dwa kolejne sezony od bilansu 0-9 lub gorszego.
  • Zdobywają 90.2 ppg, najmniej w NBA (drudzy na liście Jazz są o 5 punktów lepsi).
  • Przegrywają średnio 14 punktami (dokładnie tyloma Warriors wygrywają każdy mecz).
  • Tylko raz podjęli walkę i mieli realne szanse na zwycięstwo (przeciwko Mavericks).
  • Tracą 17.9 piłek w meczu, najwięcej w lidze.
  • Zanotowali 31 strat przeciwko Pacers, najwięcej w NBA od 15 lat.

Powyższe statystyki przyprawiają o ból głowy, ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Oglądając mecze Sixers, a w tym sezonie miałem okazję obejrzeć wszystkie, widać brak zgrania, umiejętności i doświadczenia, brak pomysłu na grę ofensywną, słabą współpracę i komunikację na boisku, zbyt wiele oddawanych rzutów za trzy punkty, miejscami fatalną skuteczność rzutów wolnych i ostatnio także brak zaangażowania.

Wiele miejsca poświeciliśmy na Sixers.pl planowi Sama Hinkie’go. Osobiście wciąż w niego wierzę i kluczowe będzie tu lato 2016 roku, kiedy Sixers wzmocnieni draftem (mogą mieć cztery wybory w pierwszej rundzie, z czego dwa w top 10) muszą także zacząć podpisywać kontrakty z graczami z ligi i przeprowadzać wymiany. Tym bardziej, że najlepsi gracze z draftu to znowu wysocy – Sixers, zwłaszcza w przypadku przybycia Dario Sarica i powrotu do zdrowia Joela Embiida, będą mieli tu wyraźną nadwyżkę.

Niestety Sam Hinkie popełnił jeden podstawowy błąd, który rzutuje na dzisiejsze wyniki, a jeszcze bardziej na styl gry Sixers. Zapomniał, jak ważną role pełnią weterani. Na boisku i poza nim. Inne drużyny w trakcie przebudowy dbają o obecność doświadczonych zawodników, mentorów dla młodych, którzy potrafią pokazać w jakim iść kierunku i jak lepiej dbać o piłkę oraz komunikować się na boisku. Hinkie nie tylko nie sprowadził żadnego weterana, ale łatwą ręka pozbył się tych, których już miał (Young, Hawes, Turner, Mbah a Moute…). Owszem, wielu z nich prawdopodobnie i tak by odeszło, ale w międzyczasie zrobiliby wiele dobrego.

Tak samo, jak wiele dobrego robił Ish Smith dla Nerlensa Noela (i teraz prawdopodobnie robiłby dla Jahlila Okafora, gdyby Hinkie z niego nie zrezygnował). Można powiedzieć, że do Sixers trafił podobnie grający, za to o wiele młodszy McConnell, ale sam fakt zatrzymania Smitha pokazałby graczom pokroju Noela, że klubowi na nich zależy i robią wszystko, by zapewnić im jak najlepsza przyszłość. Zwłaszcza, że debiutanckie kontrakty kiedyś się kończą, a nikt nie chce grać w wiecznie przebudowującym się klubie, który nigdy nie wygrywa.

Hinkie popełnił kardynalny błąd, ale nikt nie jest doskonały. Pamiętajmy, że to debiutant na stanowisku GM. Szansę na naprawienie sytuacji ma już teraz, nie tylko czekając na powrót kontuzjowanych zawodników i na lepszy terminarz spotkań, ale także próbując coś zmienić w zespole. Jednak dajmy mu czas do przyszłego off-season. Jeśli Hinkie lato prześpi i postawi na kolejny rok “tankowania” i “rozwoju”, wówczas Joshua Harris powinien postawić na nowego generalnego menedżera i dać więcej wolnej ręki Brettowi Brownowi, lub poszukać również nowego szkoleniowca.

12 myśli na temat “Quo Vadis Philadelphia?

  • 20 listopada 2015 o 17:03
    Permalink

    Nie wiem co o tym myśleć, z jednej strony wierze w Hikiego i jego plan bo jakby nie patrzeć innego wyboru nie ma, z drugiej strony bycie tyle czasu nie słabą drużyną ani nawet bardzo słabą a pośmiewiskiem ligi woła o pomstę do nieba.

    Według mnie Hinkie wszystko fajnie sobie zaplanował, tankowanie, zbieranie picków, ogrywanie młodych zdolnych graczy a w końcu dokupienie jeszcze solidnych graczy na ławkę czy kupienie jakiejś gwiazdy która wywindowała by Sixers do samych finałów ale nie wziął pod uwagę chyba czynnika ludzkiego, przynajmniej według mnie. Jak oglądam mecze widzę czasami takie wyjeb… niektórych zawodników, kolejny mecz, kolejna porażka, nie ma czym się przejmować. Trochę mnie to dziwi bo w takim zespole który obecnie nie aspiruje do niczego innego jak do bycia chłopcem do bicia,chłopaki zamiast pokazać wszystkim że nie są ludźmi którzy w NBA co najwyżej mogliby podawać ręczniki tylko zawodnikami którzy będą stanowić o sile tej ligi w przyszłości. To wszystko wygląda tragicznie, żadnej woli walki, przytarcia nosa dziennikarzom, ekspertom czy innym zawodnikom którzy nawet już nie zachowują pozorów tylko w “twarz” śmieją się Philly, dla mnie to ciężkie do ogarnięcia.

    Co do weteranów, nie wierze że Hinkie nie wiedział jaki to przyniesie skutek, ok jest debiutantem na stanowisku GM ale to nie zmienia faktu że w NBA siedzi już trochę, jak napisał autor młodych otacza się weteranami żeby mieli od kogo się uczyć i on o tym doskonale wie a mimo wszystko pozbył się wszystkich. Logika podpowiada że taki jest plan, bo gdyby nawet on o tym zapomniał to jest jeszcze cała armia ludzi w klubie którzy też wiedzą co nie co, a mimo wszystko weteranów nie ma i pewnie nie będzie. Nie jestem pewien czy Hickie tak bardzo wierzy w tych chłopaków że boi się że z jakimś dobrym weteranem znów pierwszy wybór w drafcie przepadnie,wątpię.

    Jeśli w przyszłym sezonie dalej będzie taki Bangladesz to nie ma co się szczypać, sorry Hickie ale lecisz na bruk z etykietką gościa który rozpieprzył klub po całości.
    Nawet bez niego i tak czeka nas jeszcze parę lat szorowania dna bo kto będzie chciał tu przyjść?

    Liczę że gry wrócą do zdrowia Wroten, Covington a Noel wróci do formy będzie chociaż trochę lepiej. Na Sarica czekam jak na zbawce.

    no to tyle ode mnie i nie pozostaje mi nic innego jak In Hinkie We Trust.

    Odpowiedz
  • 20 listopada 2015 o 18:08
    Permalink

    Moim zdaniem ten sezon to ostatni gwizdek dla Hinkiego, żeby ruszyc dupe i zacząć cos zmieniać no sixers zaczynaja tracic bardzo ważna rzecz, szacunek wśród innych druzyn i przede wszystkim szacunek kibicow. Sixers i Hinkie nie są w NBA aby spełniać, swoje osobiste wizje, a po to aby dostarczać kibicom emocji, czasem dobrych czasem zlych jak to w sporcie, a tym czasem emocji nie ma żadnych!!! Przynajmniej jak ja na to wszystko patrze!! Brak emocji w grze zawodnikow ( jak juz ktoś pisal, maja wyjebane ” czy sie stoi, czy sie leży kwita się należy), brak emocji wśród kibiców. Totalna melancholia, marazm i stagnacja to chyba właśnie dno w wydaniu sportowym. Jeżeli ktoś kiedyś zastanawiał się jak to wygląda to niech przyjrzy się dokładnie bo lepszego przykładu może już nie doświadczyć. Żeby w kolejnym drafcie był kolejny Michael Jordan to nie jest wart tej sytuacji, bo to zabija ducha w mlodych graczach, którzy teraz zapewne zastanawiają ” gdzie ja k…a jestem?? Co mnie tu czeka?? Mowie wam co bardziej wartościowy sp……i stąd przy pierwszej możliwej okazji, a nie będzie chetnych, żeby tu grac oprócz tych “niechcianych”. Hinkie wake up!!! Te dzialania moga przynieść wiecej zlego niż dobrego!!!

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 11:47
    Permalink

    Powiem tak – rozumiem frustrację, bo gra obecnie jest rzeczywiście fatalna, natomiast Hinkiemu jeszcze nie przestałem ufać. Koleś wie o koszu 100x tyle co każdy z nas, tylko w przeciwieństwie do nas nie kieruje się emocjami i ma dużo więcej cierpliwości.

    W draftach mieliśmy względne szczęście, bo losowaliśmy w top3, ale i sporego pecha, bo pouciekali nam goście, którzy nie dość, że mają potencjał to grają na pozycjach, gdzie mamy największe dziury – mam tutaj na myśli Wigginsa, Russella, a nawet Townsa, mimo, że to kolejny wysoki. Okafora totalnie nie wyobrażałem sobie przed draftem w jednym zespole z Embiidem, czy Noelem i teraz to się potwierdza. Towns, to facet, który byłby idealnym uzupełnieniem dla Nerlensa, czy może odwrotnie – Noel to idealny fit do Townsa :)

    Wg planu Hinkiego powinniśmy miec dzisiaj skład Noel-Wiggins-Russell lub Towns-Noel-Wiggins – jestem przekonany, że w takiej konfiguracji gralibyśmy lepiej i Hinkie już próbowałby coś budować wokół tego trzonu.

    Dzisiaj? prawda jest taka, że nie udało nam się wybrać jeszcze franchise playera – byćmoże jest nim Okafor, ale nie w konfiguracji z Noelem, a to Nerlens jest póki co naszym zdecydowanie najlepszym graczem, świetnie się rozwija i pasuje do współczesnej NBA. Ten konfilkt powoduje, że wszystko znowu się opóźnia – trzeba obserwować obu i najprawdopodobniej wybrać na którego postawimy, bo dla mnie jest już na 95% pewne, że któryś z nich jednak wyleci.

    Sam Hinkie jest niezwykle konsekwentny – dostanie swojego franchise playera – albo przez draft, albo nałapie tyle assetów, że będzie mogł zrobić wymiany po takowego. Nie mamy wprawdzie zespołu, ale z każdym kolejnym rokiem mamy coraz więcej narzędzi, żeby taki zespół zbudować. Te wszystkie picki Lakers, OKC, Miami, 2nd roundery, Sarić, pick Sacto, możliwość wymiany się pickami z Sacto – to wszystko zaprocentuje, ale dzisiaj to jeszcze nie jest moment, żeby to wykorzystywac, bo okaże się, że te 2 lata tankowania doprowadziły do zbudowania średniego zespołu.

    Nie sądzę, żeby w przyszłym offseason Hinkie inwestował już w FA. Nie chce mi się w to wierzyć. Przyszły sezon będzie obfitował w wielu nowych, młodych zawodników – ale już z pierwszej rundy – będzie trzeba im dać czas na boisku i przyglądać się im. Jeżeli z tych młodziaków zacznie się krystalizować zespół, wytworzy się chemia, powstanie uzupełniające się S5, jakas sensowna ławka – to będzie moment, kiedy pojawi się trochę więcej wygranych, kiedy zawodnicy innych zespołów będą na nas patrzeć trochę inaczej i dopiero wtedy będą trejdy i uzupełnianie tego zespołu, wtedy bedzie można wykorzystać te picki do wymian.

    Także moi drodzy – na moje to czeka nas jeszcze minimum jeden ciężki sezon, ale już bardziej ekscytujący, bo pierwsze skrzypce będą grać nie 2nd rounderzy, a 1-st rounderzy i miejmy nadzieję, że dostaniemy w końcu w drafcie kogoś, na kogo naprawdę czekamy.

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 12:59
    Permalink

    Sam potwierdzasz,że plan Hinkiego nie wypalił i co mamy w konsekwencji? Jeden wielki bałagan i wielka niewiadoma o grze drużyny nie wspominając. Co jezeli w tym roku tez szczęście nie dopisze i ktos mam sprzątnie najlepszych graczy?? Może będziemy tak tankować rok po roku aż się poszczęści. Hinkiemu dano pare lat na budowę zespołu, ale ostatnie lata to dwastacja drużyny. Ja tu nie widzę geniuszu a liczenie na fart. Jak juz pisałem od 20 lat nie widziałem, żeby ktoś w taki sposób budowal druzyne

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 13:15
    Permalink

    @Julius, ja mam wrażenie, że to samo było mówione rok temu. Też mieliśmy grać młodym, ale już lepszym talentem, Embiidem, wyborami LAL, MIA czy OKC. Tymczasem gra wygląda chyba jeszcze gorzej niż w zeszłym sezonie.

    Na Joela już nie liczę, LAL mogą przytankować znowu swój pick, reszta picków poza loterią. I co, jak Philly nie wylosuje Simmonsa, to kolejny rok gry bez ładu i składu nas czeka?

    Magia Hinkiego polegała na tym, że potrafił świetnie wyczuć sytuację na rynku i korzystnie wymieniać, ale tego jest coraz mniej. To jest 3 rok, mamy kontrakty na kiladziesiąt milionów za takich asów jak McGee czy G-Force, zero pomysłu na grę i tylko strat nie brakuje. A wystarczyło wykonać ruch po Batuma, który był do wzięcia za paczke czipsów, a wniósłby do gry więcej niż wszystkie assety Sama Hinkiego.

    PS. Ile lat taki Noel zniesie bycie pośmiewiskiem ligi? Przecież z nim zaraz trzeba będzie kontrakt podpisywać.

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 14:27
    Permalink

    Bronię Hinkiego, bo uważam, że jest na tyle mądry, że jest przygotowany na różne scenariusze. To nie jest tak, że jego plan nie wypalił – plan jest konsekwentnie realizowany cały czas. W sprzyjających okolcznosciach mogl być zrealizowany DUŻO szybciej.

    Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć, ale tam gdzie może uważam, że optymalizuje szanse Philly na 100%.

    Za wybór Embiida nie mam pretensji – koleś był ‘grzechu warty’ , był jedynym gościem w tamtym momencie, który mogł zmienić oblicze zespołu na lata – gdyby był zdrowy – na co były duże szanse, to dzisiaj nasz plan byłby zupełnie w innym miejscu…

    Gdyby Hinki chciał za te picki, które uzbierał i z tego co mamy w składzie szybciutko zmontowałby team na poziomie PO – może nawet jeszcze w tym sezonie. Tylko nie o taki team chodzi.

    Simmons nawiasem mówiąc nie jest gościem, którego chciałbym w Philly widzieć. Tzn niby bym chciał, ale to kolejny wielki problem do spasowania składu. Koleś jest PG w ciele 6-10, ale PG bez rzutu. Do Noela, czy Okafora to fatalny fit. Jest mega szybki, ale nic mu po tym, bo bez rzutu obrona cofnie się pod kosz – zagęści pomalowane – czyli zabierze grę Okaforowi, Noelowi, a Simmons i tak nie trafi open 3.

    Nie wiem, czy losując #1 i tak nie weźmiemy Labissiere’a – będzie całkiem dobrym partnerem i dla Okafora i dla Noela (wydaje się, że nieźle rzuca za 3, nieźle broni, sporo potrafi w ataku), a jednego z nich puścimy po prostu dalej.

    Generalnie ten draft nie ma w czołówce difference makerów dla nas (przynajmniej w tej chwili) Fajnie wygląda Ingram, ale jest bardzo niegotowy fizycznie – nie wiadomo, czy keidykolwiek bedzie. To raczej materiał na dobrego startera IMO, anieżeli gwiazdę. z PG jest Dunn – jeśli dostaniemy pick LA, to będzie on w stanie naszą grę podnieść na wyższy poziom – właściwie z miejsca..

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 15:11
    Permalink

    Jaram się najbardziej Dunnem – to powinien być nasz plan #1 na ten draft i chyba Ingramem na tą chwilę – trójka, rzut, wingspan, dłuuuugie łapy, ale jeszcze chudszy od Duranta, kiedy wchodził do ligi

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 15:27
    Permalink

    Również nie mam pretensji o wybór Embiida. Na stole nie było nic o zbliżonym potencjale. Nie wyszło, trudno. Ale poza tym chyba dało się zrobić coś więcej. Przykładowo po przehandlowaniu MCW-a spodziewałem się, że Sam uderzy po jakiegoś rozgrywającego. On to zupełnie olał. Jak został ostatnio w drafcie Okafor, duży talent, fatalny fit, też spodziewałem się jakiegoś ruchu transferowego. A Hinkie jakby czekał z założonymi rękami.

    Co do najbliższego draftu, to chyba najlepiej byłoby przehandlować większość picków. Kris Dunn jest seniorem, robi dużo strat, nie grozi rzutem z dystansu i miał duże problemy z kontuzjami. Może i coś z niego w NBA będzie, ale czy dla takiej Philly coś zmieni to nie wiem. Już wolałbym chyba handować po Shabazza Napiera.

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 16:40
    Permalink

    Wilt, ale jakich ruchów spodziewałeś sie po wybraniu Okafora?

    Trejdu Okafora, trejdu Noela? Najpierw trzeba zobaczyć jak Ci ludzie będą wyglądali w lidze. Czy mogą grać razem, a jeśli nie – to który jest lepszy. Nie można robić zbyt gwałtownych ruchów, bo może się okazać, że wybraliśmy gorszego.

    Co do Dunna – oczywiście mowię o nim, jeśli będzie zdrowy. Kontuzje to część sportu. Nie zerwał achillesa przecież, nie złamał stopy jak sam wiesz kto ;] Rok temu rzucał trójki ze skutecznością 35% to nie jest zły wynik, w tym roku ma na razie 2/4 :P

    Straty? każdy młody PG robi straty – gość ma dopiero 21 lat i jeden sezon opuscił przez kontuzje. Mankamenty które ma są do wypracowania. Braku atletyzmu, czy krótkich rąk się nie wypracuje, rzutu często również…

    Odpowiedz
  • 21 listopada 2015 o 19:40
    Permalink

    @Julius podzielam twój optymizm, ale co to robi nasz GM, to jak gra w pokera w ostatniej partii. Sam ma hajs tylko na ostatnią partię, a na stole jest kasa wszystkich i albo wygra tą grę i będzie największym zwycięzcą, albo odejdzie ze stołu jako największy przegrany. Dziwię się, że nie zrobił ruchu podobnego do Portland, czyli wiedzieli, że część graczy odejdzie od nich, obudowali się młodym trzonem i uczynili z Lillarda gracza na którym będą budować team.

    Ten draft niestety, ale nie zapewni nam nic konkretnego. Simmons – po co nam kolejny wysoki, Labissiere to samo. Ingram i Brown niby fajni, ale też szału póki co nie ma. Jedynie to Dunn mi się podoba, ale nie wiem, czy nie jest to dość ryzykowny wybór. Draft 2017 może nam dostarczyć coś konkretnego, bo będzie Dennis Smith Jr, Josh Jackson. Jayson Tatum, a to byliby gracze, których bym widział.

    Zbliża się powoli deadline i ciekawe czy Hinkie ma jakiś plans. Może się podłączy pod jakiś deal z Bostonem po pick Nets, ale wątpię by Celtics oddali tak lukratywny prezent jakim im dał kilka lat temu Billy King.

    Odpowiedz
  • 22 listopada 2015 o 18:58
    Permalink

    Nie zgodzę się, że Hinkie wchodzi All-in.

    All-in to był trade po Bynuma – albo mamy gwiazdę, albo spaloną ziemię na lata.

    Plusem jego polityki jest dalekosiężność planów – jak pomyli się w drafcie, to ma kolejne wybory – nie jeden w roku, a kilka = szanse się zwiększają.

    Odpowiedz
  • 24 listopada 2015 o 16:12
    Permalink

    Jedyne co dobrego widze w Hinkim to to ze udowodnil mi ze uwielbiam ta druzyne bo gdyby bylo inaczej to wlasnie za jego rzadow bym przestal im kibicowac :( prawda jest taka ze nie zwolnia go przed ta deklarowana data gotowej druzyny z tym ze jego nastepca bedzie mial najgorsza druzyne po najgorszym menadzerze

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *