Rzut oka na… Okafora

25. czerwca 2015 roku. Barclays Center, NY.

With the third pick in a 2015 NBA Draft the Philadelphia 76ers select… Jahlil Okafor from Duke University!

Ze strony zebranego na hali tłumu słychać pełne entuzjazmu okrzyki i brawa. Na ekranach telewizorów pojawia się dziewiętnastoletni czarnoskóry mężczyzna ubrany w czerwono-czarną marynarkę, który z miną pełną podniecenia zaczyna “przybijać piątki” z osobami znajdującymi się w pobliżu. Na jego twarzy malują się radość, napięcie i zadowolenie. Radość ze spełnionego marzenia. Odczuwane napięcie z powodu możliwości realizacji celów jeszcze większych. Oraz zadowolenie. Uczucie, które jest wrogiem ambicji.

Od wybrania Jahlila w drafcie minęły ponad dwa lata. W dublowanej przez resztę stawki w wyścigu o rozgrywki posezonowe Philadelphii był witany z wielkimi nadziejami, choć niekoniecznie z pełnym zrozumieniem. Trzeci rok z rzędu pick w pierwszej dziesiątce draftu poświęcono na centra! Jednak Okafor miał być remedium na rozczarowania. Niczym deus ex machina miał zażegnać fatum ciążące na ekipie Szóstek. Jednak w tej chwili wielu ekspertów określa Jahlila mianem “niewymienialnego”. I to nie bynajmniej z powodu, iż jest nietykalny w układance Bretta Browna. Okafor jest ciężarem, którego za satysfakcjonującą Sixers cenę nikt nie chcę dźwigać. Jahlil, Jahlil, co z Ciebie wyrośnie?

Jedno jest pewne – Okafor miłość do koszykówki wyssał z mlekiem matki. Jednak Dacresha “Dee” Benton doznała poważnej kontuzji kolana i zaszła w ciąże zanim zdążyła pomyśleć o zawodowstwie. Ojciec Okafora, “Chuck”, grał natomiast dla drużyny Chicago w junior college’u (coś w rodzaju polskiego technikum). Nic dziwnego więc, iż mały Jahlil chodząc jeszcze w pieluchach dostawał do ręki “pomarańczową”. Jego dzieciństwo bardziej niż grą w koszykówkę zostało jednak naznaczone rodzinną tragedią. Gdy Jahlil miał 9 lat jego matka zmagała się z zapaleniem oskrzeli. Pewnego wieczoru kobieta zaczęła się dusić, a następnie dostała ataku kaszlu. Wtedy jej synek pobiegł do sąsiadów, by zadzwonić pod numer 911. Tego dnia “Dee” zmarła, a mały Jahlil trafił pod opiekę ojca, co zmieniło życie ich obu. “Chucky” zmienił się nie do poznania – Barney Stinson stał się w Ludwikiem Boskim. Ojciec pomógł synowi w osiągnięciu tego, co sam zaprzepaścił swym hulaszczym trybem życia.

Patrząc dziś na Okafora możemy zachodzić w głowę – w jaki sposób z zawodnika określanego mianem najbardziej uzdolnionego ofensywnie podkoszowego od czasu Tima Duncana Jahlil stał się mniej niż mięsem transferowym? Czy 21-latek ma jeszcze szansę zostać kiedyś graczem pierwszej piątki w jakimkolwiek klubie NBA? Myślę, że ma na to małe szanse.

Dlaczego? Z powodu braku wszechstronności. Uniwersalność to kierunek w którym idzie dziś najlepsza koszykarska liga świata. Pomyślmy więc o zdolnościach prototypu dzisiejszego centra jak o ludzkim ciele. Do pełni zdrowia potrzebne są nam wszystkie kończyny oraz zdrowo funkcjonujące organy. O ironio, Joel Embiid w takim ujęciu byłby po prostu często łapiącym infekcje mężczyzną przed trzydziestką. Wiemy przecież, iż facet z przeziębieniem niezdolny jest do jakichkolwiek czynności (no, może poza grą na konsoli). Za to Okafor w takiej metaforze wygląda niestety niczym młody mężczyzna okaleczony w wyniku wypadku. Ciężko jest funkcjonować w społeczeństwie z niedowładem prawej nogi i kikutami zamiast dłoni, prawda?

Nie wykluczam oczywiście, że Jahlil zostanie kiedykolwiek starterem drużyny NBA. Co więcej, życzę mu tego z całego serca. Sprawia wrażenie sympatycznego, ułożonego i wrażliwego faceta. Jednak w drużynie liczącej się w walce o rozgrywki posezonowe nigdy nie będzie on kimś więcej, niż zadaniowcem. Dlaczego? Ponieważ nie rzuca. Nie broni. Nie asystuje. Ponieważ jest jednowymiarowy.

Niewątpliwymi zaletami Okafora są jego gra tyłem do kosza, praca nóg oraz wiek. Jednakże gdyby pozostanie Jahlila w ekipie Sixers było kwestią prostego rozpisania na wady i zalety… Musiałby zacząć się już pakować. Patrząc na poczynania Embiida, Townsa, Jokicia, Cousinsa czy Lopeza upewniam się w przekonaniu, że o ile center nie musi wybitnie rzucać zza łuku, to powinien móc chociaż tym rzutem postraszyć swoich rywali. Okafor niestety w odległości dalszej niż trzy metry od kosza przydaje się tylko do stawiania zasłon czy kreowania miejsca w inny sposób. Jednak to też nie są jego mocne strony (o zgrozo!). Jahlil niejednokrotnie staje na drodze kolegom z drużyny niczym niezdarny dzieciak w okularach, który na WF-ie zostaje wybrany do zespołu jako ostatni. Na taką niedbałość nie ma miejsca w NBA.

Znajdowanie pozycji w ofensywie to w dużej mierze kwestia skupienia i zaangażowania gracza, tak samo jak gra defensywna. Niefrasobliwość w obronie a’la James Harden w przypadku centra jest podwójnie kosztowna. Myślę, że nie tylko ja w poprzednim sezonie błagałem lewe kolano Jo-Jo Embiida o łaskę i opamiętanie się, gdy gracze obwodowi przeciwników Sixers wchodzili bez trudu pod kosz, a Jahlil Okafor uznawał, iż w danym momencie woli zobaczyć efektowne wykończenie, niż mu zapobiec.

To zaangażowanie jest piętą achillesową naszego podkoszowego. I właśnie dlatego uważam, że nigdy nie przeskoczy pewnego pułapu. To nie talent czystej wody jak T-Mac czy The Answer. W jego wypadku potrzeba wielu godzin pracy, wylanego potu i stuprocentowego skupienia na boisku. Myślę, że jeśli w ciągu dwóch pierwszych lat nie potrafił przekonać nas do swojego poświęcenia na boisku, to nie zrobi tego nigdy. It’s all in your head.

Zawodnik NBA All-Rookie Team 2016 zanotował bardzo duży regres pod względem najważniejszych dla centra statystyk – spadek o prawie 6 punktów i 2.2 zbiórki. Wiązało się to z mniejszą liczbą minut dla wychowanka Duke, na co wpływ miała coraz mniej ważna rola w zespole. Joel Embiid i Dario Sarić przebojem wdarli się do pierwszego składu, a Noel, Ilyasova czy Holmes również potrzebowali minut na boisku. Skutkiem tego, pomimo kontuzji Jo-Jo a także odejścia Ilyasovy i Noela, wartość Okafora znacznie spadła. Nie jest już postrzegany jak utalentowany młodzieniec grający rewelacyjnie post-up. Jest, tak jak wspomniałem wcześniej, mniej niż mięsem transferowym. Myślę, że jedyne co w tej chwili mogłaby otrzymać za niego drużyna Szóstek to pick drugiej rundy draftu i długi, kłopotliwy kontrakt ciążącego innej organizacji zawodnika.

Sam zainteresowany jednak nie jest pozbawiony w tej sprawie głosu. Wydaje się, że chce przemówić w najlepszy możliwy sposób – na boisku. W trakcie off-season stracił 8 kilogramów i rozpocznie sezon lżejszy niż kiedykolwiek, ważąc w okolicach 117 kg. Jak myślicie, czy zostanie wytransferowany w najbliższym czasie? Czy wraz ze zmianami fizycznymi przyjdzie czas na metamorfozę psychiczną?