Boston

Początek pojedynku należał do Celtics, którzy łatwo wypracowali 8-punktowa przewagę. Druga część pierwszej kwarty to już dominacja Sixers, którzy wygrali tą część gry 32-25, co oznacza 15-różnicę w punktacji. Duża w tym zasługa pary Embiid (12 pkt.) i Harris (11 pkt.) grających agresywnie od pierwszych minut. W drugiej kwarcie Embiid grał dalej swoje show, z kolei wśród rywali popisywał się Walker dzięki czemu oglądaliśmy emocjonujące, pełne nerwów widowisko.

Tak samo w zasadzie wyglądała reszta spotkania. Sporo emocji, widowiskowej koszykówki, zmian prowadzenia i popisów Embiida, który naprzeciwko miał bardzo zbilansowanych rywali (czterech zawodników z +19 punktami). Czuć było, że rywalizacja pomiędzy tymi zespołami ma swoją historię i obu stronom bardzo zależy na wygranej. O tej przesądziła prawdopodobnie trójka Greena na niespełna 4 minuty do końca, która dała prowadzenie 108-105. Potem obie strony były już mało skuteczne, a Celtics nie potrafili doprowadzić nawet do remisu. Rzuty wolne Miltona, Harrisa i Simmonsa dopełniły przeznaczenia.

Bohaterem meczu zostal Embiid z dorobkiem 42 punktów i 10 zbiórek w 33 minuty akcji. Po drugiej stronie Maxey z zerowym dorobkiem punktowym podczas 20 minut gry jako starter.