Miami

Mecz rozpoczynamy dość niespodziewanie z Ersanem na piątce, starting five wygląda następująco: Simmons, Redick, Covington, Sarić, Ilyasova. Coach Brown chce z pewnością w większym stopniu korzystać z naszych mobilnych silnych skrzydłowych.

Q1: Bardzo mocne rozpoczęcie meczu, kosz za kosz, dużo agresywniej rozpoczął spotkanie Goran Dragić, szybkie 6 punktów z jego strony, na szczęście trochę na własne życzenie łapie drugi faul i ląduje na ławce. Bez swojego lidera Heat tracą trochę impet, nasi zawodnicy pomimo gorszej skuteczności za 3 (1 na 8), odskakują na kilka oczek, atakujemy kosz na wszystkie możliwe sposoby. Świetna zmiana Marco, który po wejściu notuje 9 punktów, a wszystko co nie trafi, zbiera i dobija Ilyasova. Jako drugi PG na boisku kosztem TJa melduje się Fultz. Kwarta kończy się wynikiem 29-22 dla gospodarzy.

Q2: Trwa niemoc zza łuku, w tej chwili 1/12 to nasza skuteczność. Po stronie Miami czas weterana, Wade robi swoje, punty z półdystansu, asysta pod kosz, dorzuca osobiste, przewagi już nie ma i po runie 0-8 przegrywamy. Brown słusznie bierze czas, musi ktoś zdobyć punkty, w drugiej kwarcie po trzech minutach jeszcze ich nie mamy. W końcu punkty zdobywa Sarić ! Kolejny raz odpowiada Wade, który chyba cofnął się w czasie i ma 14 punktów w 8 minut na parkiecie, z gry 6/6…Daliśmy się wciągnąć w błoto z którego ciężko nam wyjść, 5:46 do końca drugiej kwarty a na naszym liczniku dalej 2 punkty. 40-31 przegrywamy w tym momencie i źle to wygląda. Nareszcie ! Trójkę trafia Redick i momentalnie o czas prosi coach Spoelstra. Zastanawialiśmy się ostatnio czy Joel obecnie jest potrzebny, gwarantuję że gdyby był dzisiaj to zrobiłby kilka punktów z niczego. Simmons jest odpuszczany na dystansie i trumna przeciwników jest bardzo zacieśniona, jeśli strzelcy nie odzyskają skuteczności to będzie ciężko o punkty z penetracji. Nic w tej kwarcie nam się nie udawało, pudło z kontry zalicza Ben i do przerwy przegrywamy 56-42, a samą drugą kwartę 34-13…

Q3: Dobrze rozpoczynamy trzecią kwartę, początkowy run 9-2 neutralizuje jednak Josh Richardson zdobywając 6 punktów. Bardzo fizycznie grają zawodnicy z Miami. Mimo że gra wygląda o wiele lepiej niż w q2 i zdobywamy punkty, za każdym razem odgryzają się gracze Heat i nie pozwalają zbytnio zmniejszyć deficytu punktowego. Nie mogę patrzeć na grę w ataku RoCo, aktualnie ma 0/7 z gry, z tym że praktycznie każdy rzut z nieprzygotowanej pozycji, bez pewności siebie, bez tempa. Niestety 4 faul notuje Simmons i trafia na ławkę, w momencie gdzie naprawdę gramy dobrze. Za każdym razem gdy zdobywamy 4 punkty z rzędu, goście trafiają z dystansu, trzeba przyznać że rozgrywają dzisiaj świetne spotkanie, mimo naszej lepszej defensywy odpowiadają jeszcze lepszym atakiem. Niesamowity dzisiaj jest Wade, nie potrafi spudłować, czego nie można powiedzieć o naszych graczach, fatalna dyspozycja za 3 trwa i w chwili obecnej wynosi 3/22. Ostatecznie po trójce Marco i wolnych na koniec kwarty TJa, wygrywamy trzecią ćwiartkę +3 i na starcie najważniejszej części meczu przegrywamy 86-75.

Q4: Nie dało się gorzej rozpocząć tej kwarty, trójka Ellingtona (trzecia w meczu), dunk Johnsona i o czas prosi trener Brown. Odpowiadamy trójką Sarica i and1 Ilyasovy ! Może jeszcze nie wszystko stracone ? Ucisza publiczność Olynyk, z tym że do roboty bierze się Dario i trafia drugą trójkę w kwarcie ! Strata maleje do 8 punktów i o czas prosi Eric. Ważne też że w końcu pomylił się Wade. Ależ emocje nam się zrobiły ! Udało nam się dojść na 6 punktów, bezlitosną trójką popisuje się Johnson, jednak obrona zdecydowanie się poprawiła i skutecznie gra Simmons. 6 minut do końca meczu i ciągle jesteśmy w grze. Kontra po zbiórce i 2 punkty po penetracji Sarica, do 4 oczek zmniejszamy deficyt a moje tętno wskazuje mniej więcej 160 uderzeń na minutę ! Dobitka Ersana zbliża nas na jedno posiadanie, a do końca ponad 4 minuty. Powrót na boisku Wade i 4 punkty z rzędu Miami, my zamiast dalej grać do kosza to usilnie próbujemy z dystansu. Gdy wydawało mi się, że przejęliśmy inicjatywę, Heat wykonali run 6-0 i mecz prawdopodobnie nam odjeżdża. Nie rozumiem czemu gry na siebie nie wziął Simmons, który momentami w pojedynkę ogrywał przeciwników. Dwie wybronione akcje i dwie niecelne trójki Marco, kontrę 3 na 2 zamiast pewną próbą spod kosza kończymy rzutem z 8 metra. Na minutę do końca Dwayne trafia z półdystansu zamykając mecz.

Mówi się że seria zaczyna się w momencie gdy któraś z drużyn wygra na wyjeździe, niestety dzisiaj to gracze Sixers przegrywają u siebie na parkiecie po raz pierwszy od ponad miesiąca. Nie chce przytaczać indywidualnych statystyk, niech skuteczność rzutowa za 3 podsumuje ten występ : 7/35 co daje 20%. Wiedzieliśmy wszyscy że mecz kryzysu rzutowego nadejdzie, jednak to jest Play-Off i w momencie gdy nie idzie zza łuku, trzeba szukać innych sposobów do zdobywania punktów, Miami dzisiaj pokazało jak się gra fizycznie i na granicy brudnej gry. Czekamy na odpowiedź naszych zawodników w czwartek na Florydzie.