Sixers – Nuggets 97:92

13-0 to bilans meczów u siebie 76ers! Pozostajemy niepokonani we własnej hali po starciu z trudnym rywalem. Do składu powrócił Josh Richardson, lecz póki co w ograniczonej roli. Mecz zaczęliśmy w najmocniejszym zestawieniu Simmons-Richardson-Harris-Horford-Embiid.

Całe spotkanie było prowadzone zrywami, to z jednej, to z drugiej strony. Sixers od początku nie mogli poradzić sobie ze świetnym tego dnia Willem Bartonem. W całym meczu był najskuteczniejszym zawodnikiem i zanotował 26 oczek. Już na początku spotkania kontuzji doznał Jamal Murray, co na starcie dawało nam przewagę. W drugiej kwarcie wydawało się, że odjeżdżamy z wynikiem po bardzo dobrej grze, lecz Denver to elita NBA i nie pozwolili nam odskoczyć. Świetny w tym fragmencie był Thybulle, dwie trójki oraz power dunk zrobiły wrażenie na wszystkich. Dość powiedzieć, że z Matissem na parkiecie byliśmy +20 w całym spotkaniu! Do przerwy prowadziliśmy 55 do 50.

Druga połowa to jeszcze bardziej wyrównana gra. Falami odskakiwali Nuggets, by po chwili na prowadzenie wychodzili Sixers. Gdzieś w środku tego wszystkiego, toczył się pojedynek dwóch świetnych centrów. Embiid z Jokicem mieli ciężki matchup i ciężko stwierdzić kto wypadł lepiej. Z pewnością obaj mogą popracować nad formą fizyczną, Joel dzisiaj solidnie, jednak nie widać u niego dynamiki. O Jokicu nie wspominam. Końcówka spotkania to w miarę bezpieczna zaliczka Sixers, której nie roztrwonilli i kolejne zwycięstwo dopisujemy do bilansu.

Poza Thybulle ciężko wyróżnić kogoś indywidualnie, cały zespół zagrał dobrze i fizycznie pokonał rywala. Byliśmy lepsi na desce i w punktach z kontry. Prawdziwy test obecnej formy za 2 dni w Bostonie!