Indiana

Po średniej pierwszej połowie i kapitalnej drugiej, Sixers udało się wygrać bardzo ważne starcie z Indianą Pacers. Drużyna Indiany jest bezpośrednim rywalem w walce o pozycję numer 3 na wschodzie. Jest to dla nas istotne, gdyż wchodząc do playoff z pozycji trzeciej, unikniemy niewygodnego przeciwnika jakim są Boston Celtics. Spotkanie wygrane +17 nie ukazuje, jak ciężkie było to starcie, koniec końców, udało się pokazać nie tylko talent ale twardą grę.

Doczekaliśmy się powrotu do gry Embiida, spotkanie zaczęliśmy w najmocniejszym zestawieniu Simmons-Redick-Butler-Harris-Embiid. Pierwsza kwarta toczyła się kosz za kosz, widać było wagę tego spotkania w poczynaniu oby ekip. Dobrze w mecz wszedł Harris, który większość swoich punktów zdobył przez dwie pierwsze kwarty. W drugiej daliśmy sobie wbić 34 punkty, często po prostych błędach, jednak sędziowie też dołożyli swoje 3 grosze. Po jednej z akcji Sabonis padł na ziemie przy mijaniu Embiida, prowadzący spotkanie odgwizdali blokowanie Joela. Ten się zagotował i na dokładkę dostał przewinienie techniczne, w powtórkach jednak zobaczyliśmy, że miał rację, gdyż wcale nie dotknął Domantasa. Zaczęło się robić nieciekawie i w pewnym momencie przegrywaliśmy -14. Na szczęście do przerwy udało się trochę zredukować stratę i wynik wynosił 59 do 51.

Po wyjściu z szatni mieliśmy okazję zobaczyć zupełnie innych Sixers, takich chcemy oglądać każdego wieczoru. Mocna obrona, walka o każdą piłkę, agresywne zbiórki, przez te 24 minuty, w końcu nasza drużyna wyglądała jakby jej zależało na 110%. Wystarczy wspomnieć, że w trzeciej kwarcie straciliśmy 11 punktów, a w czwartej 19. Mimo, że momentami w ataku również się nie kleiło, szczególnie w Q3, to samą agresją i walką najpierw doszliśmy przeciwnika, a później powiększaliśmy przewagę. Dobre momenty miał Simmons, swoje dołożył Butler, wielkie serce do gry pokazał Ennis III. Embiid przez większość spotkania wyglądał na zardzewiałego, ciężko oddychał i widać było brak rytmu, jednak w czwartej kwarcie dał prawdziwy popis. Wyglądał świeżo, szybko oraz nikt nie potrafił go powstrzymać. Spotkanie zakończył z 33 punktami oraz 12 zbiórkami. Dał pozytywnego kopa całej drużynie, choć momentami zastanawiałem się, czy na pewno jest w 100% zdrowy. W ostatnich 6 minutach gry rozwiał moje wątpliwości. Mam nadzieję, że to będzie przełomowe spotkanie w tym sezonie, kalendarz do końca mamy już stosunkowo łatwy, pora wskoczyć na obroty i ustabilizować formę przed playoff. Kolejne spotkanie z wtorku na środę z Cleveland.