San-Antonio

Wczorajszej nocy Sixers podejmowali u siebie zespół, który znaczy wyjątkowo dużo dla Bretta Browna. W tym sezonie obie ekipy zaczęły bardzo dobrze, po czym niestety dopadł ich spadek formy. Brown w pierwszych latach swojej pracy regularnie dostawał lanie od Popovicha, na szczęście wczoraj przyczynił się do ósmej porażki z rzędu Spurs, co nie ma precedensu w jego karierze w San Antonio.

Sixers byli górą od pierwszych akcji, wykorzystując bardzo słabą w tym sezonie defensywę rywali. Spurs nie nadążali, kiedy gospodarze trafiali kolejne rzuty (seria 21-6). Sami nieskuteczni za trzy i zatrzymywani pod koszem mogli odpowiadać tylko rzutami z półdystansu. Dopiero pod koniec tej ćwiartki odrobili straty do 5 oczek i gra od tego momentu była bardziej wyrównana. W drugiej odsłonie dobrą zmianę dali bardzo aktywny Korkmaz, a także Burke i Ennis. Przewaga znowu urosła do dwucyfrowej i znowu finałowe minuty należały do gości – wynik do przerwy 59-52.

Po zmianie połów Sixers potrzebowali niewiele czasu, by serią 7-0 powiększyć prowadzenie. Ale nie, i tym razem Spurs szybko ich dogonili. W ostatnich minutach gospodarze uciekli zrywem 9-0, po czym stracili 7 kolejnych “oczek”. To już przestało być zabawne… Seria Spurs przerwana została dopiero przez Embiida, który wprawdzie spudłował po raz pierwszy w tym meczu (po wcześniejszych 8 trafieniach z rzędu!), ale zebrał i dobił piłkę.

Finałowa kwarta nie różniła się od reszty meczu; Sixers regularnie powiększali swoją przewagę, następnie regularnie ją tracili (brawa dla DeRozana w tej kwarcie – 12 punktów i tylko jedno pudło), ale zawsze byli na prowadzeniu. Czym bliżej gwizdka, tym bardziej gospodarze potwierdzali kontrolę nad meczem, kluczowa była tu trójka Korkmaza na 2.22 sek. przed ostatnią syreną, która pogrążyła podopiecznych Popa.

Sixers rozegrali dobre spotkanie i to mimo różnych eksperymentów Browna ze składem i ustawieniami na parkiecie. Popisali się skutecznością prawie 52% i 10/26 za trzy, stracili tylko 13 piłek, grali zbilansowany i zespołowy atak, odnosząc trzecią wygraną z rzędu (chociaż wszystkie nad słabszymi rywalami).

Na szczególną uwagę zasługuje czterech zawodników: Ben Simmons z pierwszym w sezonie triple-double (10 punktów, 10 zbiórek, 13 asyst), Joel Embiid (21 punktów – 9/13 z gry, 14 zbiórek, 3 asysty), Tobias Harris (26 punktów – 3/5 za trzy, 6 zbiórek, 4 asysty, 2 bloki) i coraz pewniej grający Furkan Korkmaz (17 punktów – 4/7 za trzy).

Już dzisiaj w nocy starcie z Miami Heat, czyli pierwsze spotkanie z Jimmy Butlerem!