San-Antonio

Kolejne niepotrzebne nerwy, ale dzięki trójce Miltona na 6 sekund przed końcem spotkania wygrywamy mecz z SAS!

Q1: Ron Brooks śpiewający hymn sprzed Muzeum Sztuki w Philadelphi na start meczu? Ciary, mam ciary, dajcie z siebie wszystko chłopaki! Toż to prawdziwy mecz domowy, co z tego, że w Orlando? Wychodzimy w podstawowym składzie. Przeciwnicy small-ballowo, z DeRozanem na PF, ciekawie. Bez Aldridge’a, Forbesa i Lylesa muszą kombinować ze składem. Zaczynamy! Pierwsze dwa punkty dla Richardsona – ma już połowę tego co z Indianą przez cały mecz, hehe. Jakob Poeltl notuje dwa faule w minutę, co zwiastuje kolejny mecz z dominacją podkoszową Sixers, tym bardziej biorąc pod uwagę small-ball Spurs. Milton zdobywa punkty, to już o 2 więcej niż w meczu z Pacers! Okej, przestaję wypominać chłopakom ostatni mecz (aż do wejścia Korkmaza), skupiamy się na dziś. DeRozan trafia trójkę, co, wierzcie mi, nie zdarza się często. Chyba to skłania Browna do wzięcia czasu przy wyniku 13:10 dla Spurs. DeMar po chwili ma już 11 punktów, a Simmons przy nim ani trochę nie przypomina póki co gracza godnego All-Defensive Team. Horford wchodzi i trafia trójkę, co jest ostatnio jego jedynym pozytywnym wkładem w grę Sixers – oby szło ku lepszemu. Odzyskujemy prowadzenie po dwóch back-to-back trójkach J-Richa, walczy chłopak o przebaczenie. Korkmaz też, również z trójeczką, tuż po wymuszeniu straty przeciwnika! Brett Brown się angażuje i zapragnął chyba zostać szóstym zawodnikiem. Faul techniczny dla coacha po wbiegnięciu przez niego na boisko w ramach protestu wobec braku faulu na J-Richu. Kwartę kończy layup Miltona na 0.3 sekundy przed końcem i schodzimy z boiska z prowadzeniem 35:32. Bardzo ofensywny mecz.

Q2: Rudy Gay zastąpił DeRozana w roli zapalnika i obaj panowie mają już po 11 punktów. Spurs między innymi dzięki niemu szybko wracają na prowadzenie, jednak kluczowe według mnie jest to, jak błyskawicznie i skutecznie podwajają Embiida, prawie eliminując ofensywne zagrożenie z jego strony. Przeciwko tak szybkim reakcjom defensywnym przydałoby się nie spowalniać gry, tym bardziej, że Spurs nie dysponują wieloma dobrymi obrońcami indywidualnymi. Cieszy mała liczba strat po 15 minutach – tylko trzy z naszej strony. Wracając do moich słów o potrzebie przyspieszenia ofensywy – z Embiidem na ławce przeprowadzamy run 9:0! Milton – Burks – Harris – Simmons – Horford to ciekawa piątka, sami gracze potrafiący wziąć piłkę w swoje ręce i kreować pozycje dla innych. Ciekawostka: JoJo w trakcie 11 minut nie zebrał jeszcze ani jednej piłki! Weź się w garść wielkoludzie, liczymy na ciebie. Spurs natomiast gonią straty – z Embiidem i Simmonsem (3 faule) na ławce pozwalamy im na run 6:0. Na boisko wchodzi więc JoJo i popisuje się bank shotem w stylu Tima Duncana! Na przerwę udajemy się z prowadzeniem 64:62.

Q3: Simmons popada w kłopoty z faulami po tym, jak zalicza czwarty faul w pierwszej akcji drugiej połowy. Cztery punkty, cztery faule – lubi dziś tę liczbę. Nasze dwie gwiazdy nie błyszczą dziś w zdobywaniu punktów, których mają razem odpowiednio 15 i 4. Lepsze statystyki ma sam Tobi z linijką 16/5! Świetnie dziś gra, zdecydowanie najlepszy na placu gry. Na pochwały zasługują też Shake Milton, J-Rich i Horford. Gra w końcu zaczęła się kleić. JoJo w końcu wygląda jak JoJo, defensywa jest dużo szczelniejsza – oby tak dalej. Wychodzimy na 13-punktowe prowadzenie. Mecz zmienił się w wymianę ciosów z bezpieczną przewagą Sixers, więc całkiem miło się to ogląda. A jeśli Joel Embiid rzuca się w trybuny, by uratować z powodzeniem straconą piłkę, to nie ma opcji żebyśmy to przegrali! Niestety nasi silni skrzydłowi mają problemy z faulami. Harris ma na koncie 4, a Simmons właśnie zanotował 5… Kwarta jednak kończy się prowadzeniem Sixers 99:87.

Q4: Przewaga szybko topnieje do 7 punktów, zaczyna się nerwówka. Głupia strata Neto kończy się wsadem Murray’a, ale mikrus szybko rehabilituje się dwoma layupami. Znów gra kosz-za-kosz, jednak 2<3 i nasza przewaga topnieje przez trójki White’a… Różnica po kontrze po stracie Embiida wynosi już tylko jeden punkt… Dlaczego nam to robicie, chłopaki? Ofiarnie i efektywnie grający dziś Shake Milton otrzymał cios łokciem w szczękę podczas obrony obręczy, ale zęba chyba nie wypluł i może grać. W końcówce widzimy na parkiecie piątkę naszych starterów, a sędziowie raz za razem sprawdzają poprawność swoich decyzji na nagraniach. Chyba robią mi na złość, bo pozostało mi już tylko 3.5 godziny do wstania rano… Spurs doprowadzają do remisu, a ja w to po prostu nie wierzę. Straciliśmy 12 punktów przewagi, a Simmons właśnie wyleciał za faule… Może to i dobrze z tym Benem, bo Horford gra dziś bardzo dobrze. Albo i nie, bo mamy już cztery punkty w… jesteśmy cztery punkty w tyle na 1:30 do końca. Halo halo, San Antonio! Wymienimy Browna za Popovicha! JoJo daje nadzieję długą dwójką, ale nie takie numery z DeRozanem, któremu nie można zostawiać nawet centymetra miejsca, bo karze nas na półdystansie. Dobrze bronimy następną akcję, Embiid wykorzystuje tylko jednego wolnego i jesteśmy w tyle o punkt, a SAS mają piłkę… Trzeba faulować. WHITE PUDŁUJE WOLNEGO. Jesteśmy dwa punkty w plecy na 10 sekund przed końcem, trzeba to mądrze rozegrać. Niezależnie od ostatniej akcji jestem jednak zażenowany postawą z czwartej kwarty. TRÓJKA MILTONA, MATKO BOSKA! Sześć sekund pozostało i prowadzimy jednym punktem. Dajcie spokój, nie zasnę już przed pracą… Dobrze bronimy, piłka wypada na aut i pozostaje sekunda dla nas. Faul na Embiidzie, trafiony jeden wolny i Spurs nie dają rady wykorzystać 0.4 sekundy na swoją korzyść. Wygrywamy 132:130

BOX SCORE