Theo Ratliff przemawia…

Theo Ratliff, który grał dla Sixers od 1997 do 2001 roku oraz w rozgrywkach 2008/09, udzielił właśnie wywiadu dla HoopsHype. Poniżej tłumaczenie trzech ciekawych wypowiedzi Ratliffa, po resztę odsyłam do oryginalnego tekstu.
 

O ulubionym sezonie w karierze:

Tak, to zdecydowanie sezon 2000/01. To trochę słodko-gorzkie wspomnienie, bo w tym roku zostałem wytransferowany, ale grałem tam na początku sezonu, kiedy byliśmy na szczycie NBA. Zostałem po raz pierwszy All-Starem, ale ostatecznie złamałem rękę. Wiesz, prowadząc w tych wszystkich kategoriach wraz z moim kumplem, Allenem Iversonem… Potem się skończyło, bo zostałem sprzedany do Hawks, dlatego to słodko-gorzki sezon. Ale do tego momentu miałem mnóstwo zabawy.

O Allenie Iversonie:

Mówimy tu o kimś, kto kochał współzawodnictwo. Do dzisiaj nie wiem, jak on robił to, co robił i jak zdołał pozbierać się po niektórych kontuzjach. Kiedy skręcił kostkę to wyglądało, jakby ją złamał, ale on i tak chwilę potem był na parkiecie. Jego wola, determinacja i tolerancja na ból były na poziomie Kobego. On po prostu potrafił się zmusić do zrobienia czegoś. Kiedy przegrywaliśmy, wiedzieliśmy co zrobić. Znajdowaliśmy go na parkiecie, on dostawał piłkę i przejmował kontrolę nad meczem. Czasami samym tylko liderowaniem na parkiecie, bo ono wyciągało z nas to, co najlepsze. W naszym składzie było wielu zawodników podróżujących po lidze, którzy nie potrafili gdzieś zagrzać miejsca i pokazać swój talent, ale kiedy trafiliśmy do Sixers, aby grać u jego boku, zawodników takich jak Aaron McKie, Eric Snow i George Lynch popchnął do przodu, pomógł wyrobić nam nasze nazwiska i umocnił status koszykarzy NBA. On jest wspaniałym zawodnikiem, ale także wspaniałą osobą. Dużo daje od siebie, jest bardzo rodzinny. Nawet dzisiaj poświęci dużo czasu, często cały dzień, żeby pogadać z twoimi dzieciakami, opowiedzieć im swoją historię, jego wzloty i upadki. Świetny facet.

O tym, czy talent do blokowania jest wrodzony, czy można go nabyć:

Zdecydowanie możesz go nabyć. To wszystko chodzi o pamięć mięśniową, zgranie z czasem i odpowiednią wizualizację. Akurat dzisiaj tłumaczyłem komuś, że żeby zostać mistrzem w czymś co robisz, musisz przede wszystkim pamiętać o wizualizacji – widzeniu czegoś, zanim to się wydarzy. Poza tym trzeba dużo studiować zagrania innych zawodników, ich tendencje oraz to, gdzie piłka jest podawana w określonych sytuacjach ofensywnych, kto lubi grać naprzeciwko kogo, kto wchodzi pod kosz i to wszystko pomoże ci przewidzieć, jak grać przeciwko danemu rywalowi i gdzie być na parkiecie, żeby pomóc.