Sixers – Pistons 132:133 (OT)

W kolejnym spotkaniu przyszło nam zmierzyć się z niepokonanymi do tej pory Detroit Pistons na ich parkiecie. Zadanie trudniejsze tym bardziej, że kolejny raz musieliśmy sobie radzić bez Bena Simmonsa, którego występ cały czas był wątpliwy. Do rotacji dołączył Mike Muscala, dla którego był to debiut w trykocie 76ers. Spotkanie rozpoczęliśmy w składzie Markelle Fultz, Landry Shamet, Robert Covington, Dario Saric oraz Joel Embiid. Widać, że będzie kontynuowany pomysł, w którym Redick gra jako motor napędowy z ławki.

Pierwsza i druga kwarta to bardzo wyrównana gra, kosz za kosz. Sixers imponowali zespołowym graniem oraz szybkością akcji. Pistons z kolei grali bardzo prostą koszykówkę, jednak skuteczną w momencie gdy ich lider Blake Griffin grał jak z nut. Blake do przerwy zanotował 28 punktów praktycznie nie myląc się spod kosza. On i Drummond zaciekle atakowali pole trzech sekund, grając twardą, fizyczną koszykówkę. W końcu dobrą pierwszą połowę rozegrał Fultz, zdobył 9 punktów na skuteczności 4/5 z gry. Jak na złość, trener Brown dał mu rozegrać jedynie 11 minut przez dwie kwarty. Wynik do przerwy brzmiał 64:61 dla Sixers.

Trzecia kwarta nie przyniosła zmiany stylu gry obu ekip. W dalszym ciągu nie było sygnału, aby podwajać akcję podkoszowe przeciwników. Mecz ten trochę pokazał, że poza Embiidem nie mamy wysokiego, który potrafiłby ustać przy takich zawodnikach, jak Griffin – silnych jak tur, którzy w bezczelny sposób wbijają się pod obręcz. Po drugiej stronie boiska na szczęście wszystko trybiło tak jak należy, zespołowa gra, dobrze grający Covington oraz szalejący Embiid. Joel kocha takie matchupy jak ten z Drummondem. Grał świetne zawody, nie ograniczając przy tym kolegów z drużyny, co często miało miejsce w zeszłym sezonie. 94:87 przed startem czwartej kwarty.

Ostatnia ćwiartka zapowiadała się bardzo emocjonująco. Za każdym razem gdy wydawało się że Sixers przejmują pełną kontrolę, Pistons odpowiadali jak należy. W dalszym ciągu szalał Blake, a w dodatku bardzo rozpędził się nasz stary znajomy Ish Smith. Nie radził sobie z nim najpierw Fultz, później TJ. Brakowało nam w grze rasowego rozgrywającego, nie możemy narzekać na płynność akcji, jednak kontrola tempa i brak akcji pick&roll, mocno odbijały się na wyniku. Na niecałe 5 minut do końca meczu, Pistons udało się doprowadzić do remisu. Blake tego dnia był niesamowity, ciężko się jednak patrzyło na koszykówkę tak bardzo rzemieślniczą. Każde posiadanie grane przez niego, tylko w momencie gdy nie potrafimy go bronić w pojedynkę, czemu nie szukać podwojeń? W grze trzymali nas Embiid i Redick, przy wyniku 120:120 na zegarze pozostało 30 sekund i nasze posiadanie. Po przerwie na żądanie wznawialiśmy grę z autu, zagrywką pod rzut Joela za trzy… Próba zakończyła się niepowodzeniem. Na szczęście udało się wybronić akcję przeciwników i decydująca piłka była w naszych rękach. Rzut na zwycięstwo z czystej pozycji za trzy oddawał Saric, który niestety nie trafił i byliśmy świadkami pierwszej w tym roku dogrywki.

Dodatkowy czas gry gorzej rozpocząć się nie mógł, trójki trafili Griffin (wyrównując przy tym rekord kariery 47 punktów) oraz Ish Smith. Prowadziliśmy praktycznie całe spotkanie, teraz pierwszy raz przegrywaliśmy więcej niż dwoma oczkami. Wiarę w nasze serca wlał JJ Redick, najpierw skończył akcję 2+1, później trafił trójkę, która doprowadziła do remisu na 2 minuty do końca spotkania. Wtedy nastąpił przestój którego nie potrafię zrozumieć, w obronie w końcu zaczęliśmy grać jak należy, jednak kilka akcji z rzędu nie znalazło drogi do kosza. Po dwóch trafionych wolnych Jacksona, przegrywaliśmy dwoma punktami na 20 sekund do końca, a ja zacząłem pisać, że powrócił koszmar końcówek i nie da się ich wygrywać bez grania 1 na 1. Wtedy szalony rzut po wyjściu po zasłonach oddał Redick i trafił go z faulem 3+1! Niestety nie był to koniec emocji w tym meczu, Pistons mieli 5 sekund i piłkę z boku, trafiła ona w ręce Griffina, a ten po zwodzie popędził na kosz i tym razem to on popisał się akcją and-one. Mieliśmy 1,8 sekundy do końca i piłkę po czasie z boku. Kolejny raz zagrywka rozrysowana pod Emiida za 3… Przecierałem oczy ze zdumienia. Joel nie trafił i przegraliśmy mecz, który w zasadzie nie powinniśmy przegrać. Załatwił nas Blake, zdobywając 50 punktów, przyciemnił świetny mecz Emiida i dobry całego zespołu. Ze smutkiem poszedłem spać po 3h oglądania Sixers w akcji. Kolejny mecz już jutro, z również niepokonanymi Bucks w Milwuakee.

Aha, Joel pierwszym graczem od czasów Iversona, który zdobył +30 punktów w trzech kolejnych spotkaniach, marne to jednak pocieszenie…

18 komentarzy

  1. rere napisał(a):

    SARIC TO JEST GŁĄB! Won z nim. Tłumok! Zjebał tyle sytuacji ze szkoda go tu trzymać. Oddać przy najlepszej okazji. Redicka za to koszulke już pod kopułą można wieszać.

    • sznida napisał(a):

      Znów się zaczyna ;) już o tym pisałem wcześniej odnosząc się do Fultza. Rok temu Sarić też był wywalany na początku sezonu, żeby w trakcie sezonu stać się jednym z najważniejszych naszych graczy.
      We wcześniejszych sezonach pokazał już, że potrafi być ważnym ogniwem zespołu i to zespołu z największa liczbą wygranych od wielu lat. każdy może mieć słabszy okres, ot po prostu Sarić nie jest i pewnie nigdy nie będzie game changerem, ale nikt tego od niego nie wymaga, ma być po prostu solidnym graczem

  2. Hetman3 napisał(a):

    Saric zawsze zaczyna sezon tak samo. Później od stycznia jest naszym trzecim najlepszym zawodnikiem.
    Słabo dzisiaj w obronie grał Covington. Griffin parę razy z nim zrobil wiatrak plus te akcje z faulem.
    Dalej jestem zdania że Embiid nie powinien rzucać za 3. Z czystej pozycji czasem trafi Ale pod presją ma pewnie skuteczność w granicach 10%.
    Tak trochę nie w temacie co sądzicie o tych wysokich wynikach? Jak dla mnie na niektóre mecze nie da się patrzeć. Takie bieganie od kosza do kosza. W złym kierunku to idzie

    • sznida napisał(a):

      Ameryka to show, show przyciąga więcej ludzi. Taktyką czy grą w obronie zachwycają się miłośnicy sportu. Zwykły kibic chce oglądać fajne szybkie akcje i piękne wsady. Niestety to tych zwykłych kibiców jest więcej i generalnie sport idzie w ich kierunku. W piłce nożnej ma padać jak najwięcej bramek, w formule ma być jak najwięcej wyprzedzeń w wyścigu, w koszykówce efektywnych akcji itd. Zawodowy sport już od dawna przestał być przyjazny dla ludzi którzy tym się pasjonują i nieraz lepiej jest obserwować rozgrywki nieznane, albo wręcz amatorskie, gdzie ludzie nadal grają dla siebie

  3. Hetman3 napisał(a):

    Może i show ale czasem mam problem żeby obejrzeć caly 9 minutowy skrót bez przewijania.
    Jeszcze trochę i będziemy mieli takie emocje jak w ASG tylko rozwleczone na cały sezon.

  4. rere napisał(a):

    Troche mnie poniosly z tym Sariciem ale fakt faktem nikt w waznych momentach nie powinien mu podawac pilki i nigdy nie powinien rzucac w clutchu. Od tego jest Redick i Embiid. A co do Embiida to nie uważacie, że jego obrona jest slaba ostatnio? Ma bloki ale ustawia sie zle. Wychodzi za daleko od trumny. Daje sie z niej wyciagnac. Przy finalowej akcji Griffina byl przy linni 3p……… powinien nonstop pilnowac trumny. Wchodzic do niej i z niej wychodzic………….

  5. skinny napisał(a):

    Nie wydaje wam się że najsłabszym punktem naszej ekipy jest Brett Brown?

    • WojtekHandi napisał(a):

      ja uwazam ze dla nas jest dobrym trenerem, gramy fajna zespolowa koszykowke, tylko czasami ma dziwne decyzje…wczoraj fultz gral na co najmniej 20 oczek, a minuty dostal tj, w koncowce dwie akcje pod rzut embiida za 3, wyfaulowany drummond i zero korzysci z tego itd

  6. rere napisał(a):

    Nie, mysle ze moglo byc gorzej.I mogloby byc gorzej z kims nowym.

  7. GolasDGL napisał(a):

    Z innej beczki, macie może jakąś stronkę gdzie można obejrzeć mecze bez opłat w dobrej jakości?

  8. Monty napisał(a):

    Genialny mecz, wielkie emocje, Embiid i Redick ponownie WOW! Niezły numer jak Embiid wywalił Drummonda, nie dziwię się złości kibiców Pistons. Ale co z tego, skoro Brown przegrał nam mecz… Fultz najlepszy mecz ofensywny i prawie go nie było w drugiej połowie? Dwie kluczowe akcje rozpisane na Embiida rzucającego za trzy? WTF? Zgadzam się w pełni z Wojtkiem, niestety…

  9. Mess napisał(a):

    Z tym technikiem dla Drummonda mega słaba akcja. Nie dość, że Embiid walnął strasznego flopa, Drummond ciężko powiedzieć aby go chociażby dotknął to jeszcze te komentarze po meczu i cieszenie się, że wszedł do głowy Andre. Joel, stać Cię na więcej. Po pierwsze flop sam w sobie był żałosny, to jeszcze takie komentarze po meczu który przegraliśmy a sam Embiid mimo bardzo dobrej gry w najważniejszych momentach ( 2 trójki i zgubienie Griffina) zawiódł… Takie coś sympatii nie wzbudza. Lubię jego gierki, prowokowanie ale tym razem było to po prostu kiepskie i nie na miejscu. Joel stworzył sobie nową grupę hejterów i w tym konkretnym przypadku ciężko go bronić.

    • Monty napisał(a):

      A ja lubię takie zachowanie, bo to też świadczy o inteligencji, sprycie, obserwowaniu i nasłuchiwaniu tego, co dzieje się na boisku itp. To część gry, niewielu graczy ma takie umiejętności, właściwie mają tylko najlepsi. Trzeba z tego korzystać. To, że sędzia nabrał się na taniego flopa, to jego wina, nie Embiida. Zresztą NBA już mu upomnienie wysłała.

      Sam Embiid nie chwalił się czy nie cieszył z tego jak poszło z Drummondem, ale zadano mu pytanie, więc na nie odpowiedział. Ściemnił, że dostał cios – a co miał zrobić? Bezczelnie chwalić się z udanego flopa przed kamerą? Od razu by dostał karę $$$ a nie upomnienie. I tyle, dla mnie zachowanie jak najbardziej spoko. Można za takie podejście Embiida lubić lub nienawidzić, ja go bardzo lubię, coraz bardziej, ale rozumiem, jeśli innym to przeszkadza.

      PS. A Drummond ma poważny problem, bo pali się strasznie jak tylko Embiida widzi, dla nas byłoby idealne, gdyby JoJo „wszedł do głowy” w podobny sposób któremuś z wysokich Celtics!

      • Mess napisał(a):

        Też go za to lubię i zgadzam się z tym co napisałeś ale w tym jednym konkretnym przypadku wyglądało to komicznie i bardzo niekorzystnie dla PR Embiida. Wymuszanie i szukanie fauli, prowokowanie jest ok. Tutaj jednak padł jak rażony piorunem, podczas gdy Drummond ledwo go dotknął. Ponadto, była to końcówka meczu, wynik był na styku i jak dla mnie nie był to najlepszy moment na robienie takiego show jakie urządził po tym jak dostał technicala Dre :) bardziej niż do głowy Drummonda wszedł do mózgu sędziów bo ja w tym zagraniu centra Detroit nie widziałem celowości

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *