Powrót do przeszłości: Pat Croce

Biografia Pata Croce’a została opublikowana na Sixers.pl w 2002 roku i aktualizowana przez kilka kolejnych lat. Przypominamy ją w ramach serii „Powrót do przeszłości”, abyście mieli dostęp do najlepszych i najciekawszych tekstów z historii tego serwisu.

Początki. Pat Croce przyszedł na świat 2 listopada 1954 roku. Już w wieku 2 lat złamał sobie rękę, co chyba zapowiadało jego przyszłe ryzykowne, pełne szaleństw życie. Od najmłodszych lat jego pasją był sport. W wieku kilkunastu lat zaczął ćwiczyć karate, kilka lat później był już na tyle dobry, że zdobywał nagrody na turniejach w których brał udział. Otrzymał nawet tytuł Międzynarodowego Mistrza Karate. Studiując na college’u spotkał swoją przyszłą żoną, Diane, z którą spędzał mnóstwo czasu. W 1977 roku Croce ukończył University of Pittsburg, a w 1978 wziął ślub. Na podróż poślubną wybrał się do Kalifornii, gdzie m.in. spędził dużo czasu w Disneylandzie. Pat i Diane są małżeństwem do dzisiaj, mają dwójkę dzieci: Kelly i Michaela.

Przygodę z profesjonalnym sportem Pat zaczął latach 80-tych. Od 1980 roku był trenerem kondycyjnym zespołu NHL (National Hockey League), Philadelphia Flyers. Już kilka lat później otworzył w małym budynku w Broomall w Philadelphii pierwszy ze swoich centrów zajmujących się trenowaniem kondycji sportowców (Sports Physical Therapists, Inc.). Jego klientami byli m.in wybitni gracze NBA: Make Schmidt i Julius „Dr J.” Erving.

Pat Croce i Allen IversonPraca w Philadelphii 76ers. 19 marca 1996 Philadelphia 76ers podpisała 5-cio letni kontrakt z nowym prezesem drużyny. Kiedy Pat Croce, bo o nim mowa, zaczynał swoją pracę, Sixers byli jedną z gorszych drużyn w NBA (18 zwycięstw przy 64 porażkach). Liderem drużyny był wówczas znakomity Jerry Stackhouse, jednak sam nie potrafił podnieść swojego zespołu na wyższy poziom gry. Croce obiecał, że w ciągu 5 lat uczyni wszystko co w jego mocy, aby Sixers wrócili do dawnej świetności. Od razu wziął się do roboty. Najważniejszą rzeczą była przebudowa drużyny. Sukces przyszedł bardzo szybko, gdyż w tym samym roku w drafcie wybrano z numerem pierwszym szybkiego i wspaniale się zapowiadającego obrońcę, Allena Iversona. Po zakończeniu sezonu miał on na swoim koncie nagrodę MVP Meczu Gwiazd Pierwszoroczniaków oraz miano Debiutanta Roku. Jednak Sixers tylko w małym stopniu poprawili swoje wyniki. Dodatkowo między Iversonem i Stackhousem wybuchł konflikt, gdyż obydwoje chcieli być samodzielnymi liderami. Większość graczy narzekała ponadto na słabego trenera, którym wówczas był Johnny Davis.  (więcej…)

Zwrot o 180 stopni?

Konferencja prasowa na przywitanie Sama Hinkie’go obfitowała w niespodzianki. Nowy GM pytany o jak ocenia transfer Andrew Bynuma odparł wprost, że „porażka to najbardziej sprawiedliwe słowo”, po czym dodał, że dla niego Bynum „jest teraz po prostu jednym z tysiąca wolnych agentów na rynku”.

Żeby było śmieszniej, Joshua Harris zapomniał o wcześniejszych deklaracjach odnośnie Bynuma, mówiąc: „Sixers nie będą starali się go podpisać tylko dlatego, by uratować coś z ubiegłorocznego transferu”.

Powrót do przeszłości: Andre Iguodala – lubię dawać fanom to, co chcą zobaczyć…

Wywiad przeprowadzony przez naszego byłego redaktora Pawła Banachowicza (hotspurfc) podczas NBA Europe Tour. Opublikowany na Sixers.pl pierwotnie 4 stycznia 2007 roku. Przypominamy go w ramach serii „Powrót do przeszłości”, abyście mieli dostęp do najlepszych i najciekawszych tekstów z historii tego serwisu.

Andre IguodalaMoje pierwsze pytanie dotyczy tego co spowodowało oddanie przez Ciebie koszulki z nr 4 Chrisowi?

Szacunek. Podziw dla gracza który spędził w tej lidze 13 lat i oddał wiele serca boiskom NBA jak i Uniwersyteckiego Michigan.

Jesteś uważany za jednego z najbardziej przyszłościowych graczy czy sam widzisz siebie w roli przyszłej gwiazdy?

Zdecydowanie. (śmiech) Jestem znany jako bardzo atletyczny i zwinny zawodnik teraz pora jedynie rozwinąć skrzydła tak aby dopomóc zespołowi wygrywać kolejne mecze. Mój czas niedługo przyjdzie.  (więcej…)

Moneyball!

Oglądaliście film „Moneyball” z 2011 roku? Opowiada on o managerze klubu baseballowego z MBL, ale to co widzimy na ekranie prawdopodobnie dokładnie tak samo wygląda w każdej innej lidze amerykańskiej. Pozyskiwanie graczy, spieranie się z zarządem, ustawianie ról w zespole, przedłużanie umów, transfery czy po prostu zwalnanie zawodników – założę się, że identycznie wygląda to w NBA.

Głównym bohaterem jest tu Billy Beane (Brad Pitt – nominacja do Oscara), który rezygnuje z tradycyjnego budowania klubu. Postanawia korzystać z analiz komputerowych, zaawansowanych statystyk, tabel wydajności zawodników i bada jak wygląda ich wspólna gra na boisku. Po wątpliwych początkach, z czasem odnosi ogromny sukces budując zwycięski skład bez gwiazd, często z mało znanymi zawodnikami albo z weteranami, których inni już dawno przekreślili. Przede wszystkim udowania, że z takim peryferyjnym klubem jak Oakland Athletics można osiągnąć sukces nie wydając przy tym milionów dolarów na kontrakty. Że da się walczyć z takimi potęgami jak New York, Loas Angeles i tak dalej. Brzmi znajomo? Widać w każdej lidze zawodowej w USA jest podobnie. Czy wspomniałem, że film został oparty na faktach?

Sam-Hinkie_headshot_rdDlaczego o tym wszystkim piszę? Nie dlatego, by polecić Wam „Moneyball” (chociaż to moim zdaniem jeden z najlepszych filmów sportowych, jakie powstały) tylko przy okazji zatrudnienia przez Sixers na stanowisko menagera Sama Hinkiego – na zdjęciu obok.

Hinkie jest właśnie takim analitykiem, studiującym statystyki i kierujacym się tabelami wydajności graczy. Sam przyznaje, że oglądanie meczów go nuży, w przeciwieństwie do wertowania analiz wydajności. Poza tym stale uczęszcza na konferencje analityków w MIT i czytał książkę o analizach w sporcie, tą samą którą czytał Billy Beane, na której oparł on swoją filozofię budowania drużyny.

Jak wczoraj pisałem, przez 8 lat pracował z Houston Rockets, gdzie ponoć był drugą najważniejszą osobą odpowiedzialną za ruchy transferowe. W Philadelphii nie jest znany, ale z wielu klubów NBA i od wielu dziennikarzy słychać głosy, że Sixers wykonali doskonały ruch zatrudniając Hinkie’go i nie mogli trafić lepiej. Szczerze mówiąc nie pamiętam kiedy ostatnio czytałem takie optymistyczne opinie przy okazji zmian na stanowiskach kierowniczych w Philadelphii.

Sam Hinkie to dokładnie taka osobą, jakiej szukał właściciel zespołu, Joshua Harris. Zresztą był już raz blisko tej posady, ale nie wiedzieć czemu postawiono wtedy na Tony’ego DiLeo. Można być pewnym, że Sixers podążą teraz w zupełnie nowym kierunku. Hinkie musi najpierw wybrać nowego trenera i zadecydować o przyszłości Andrew Bynuma (Harris jest jednak za zatrzymaniem Bynuma, więc trudno sie spodziewać, że będzie inaczej, zwłaszcza, że sam Hinkie wielokrotnie próbował dla Rockets pozyskać gwiazdora, aż wreszcie udało mu się z Hardenem).

Miejmy nadzieje, że Hinkie podąży śladami Beane’a pokazując, że można walczyć w play-offs bez wielkich pieniędzy i super-składów, jakie ostatnio rządzą w NBA. Bo trzy zmiany na stanowisku GM w Sixers od 2011 roku to już troche za dużo i nikt nie chce kolejnej.

A jak zainteresowaliście się „Moneyballem”, to odsyłam do trailera tutaj.

Raz na 21 lat

W tym roku żadna z filadelfijskich drużyn zawodowych (NBA – Sixers, NFL – Eagles, NHL – Flyers, MLB – Phillies) nie awansowała do play-offs. Ostatnio taka sytuacja miała miejsce 21 lat temu. Ciężko jest być kibicem w Philadelphi…

Sam Hinkie nowym GM

Sam Hinkie został nowym generalnym menedżerem Sixers, zastępując Tony’ego DiLeo. Będzie też pełnił funkcję prezydenta, za Roda Thorna. Hinkie od 2010 roku był wice-prezydentem ds. transferów w Houston Rockets, gdzie ponoć miał istotny wpływ na przebudowę klubu. W Rockets pracował 8 lat jako asystent GM.

Stare mecze do pobrania

Na rosyjskiej stronie z torrentami rutracker.org pod TYM adresem znajdziecie do ściągnięcia mecze Sixers. Nie tylko z tego i poprzedniego sezonu, ale przede wszystkim archiwalne z Allenem Iversonem (np. jego debiut w NBA, duża część play-offs i finałów z 2001 roku czy kilka strzeleckich popisów), także kilka starszych z Juliusem Ervingiem i Charlesem Barkley’em.

Aby korzystać z zasobów strony należy się zarejstrować, to oraz wyszukiwanie spotkań innych zespołów jest banalnie proste, jeśli korzysta się z funkcji tłumacza w przeglądarce Google Chrome.

Przegrali wszyscy poza tymi, co mieli przegrać…

John Smallwood z Philly.com ładnie podsumował zeszłoroczną wymianę pomiędzy Lakers, Sixers, Nuggets i Magic. Wymianę, w której zwycięzcami mieli być wszyscy poza Magic, ale okazało się zupełnie odwrotnie.

Bynum jeszcze z LA LakersSmallwood pisze, że fani Sixers mogą być rozczarowani Bynumem pozyskanym z Lakers, ale kalifornijczycy zanotowali nie mniejszą katastrofę. Różnica w tym, że Bynum nie postawił nogi na parkiecie, a Howard rozegrał 76 meczy sezonu i 4 play-offs, więc Lakers chociaż wiedzą, czego się po nim spodziewać. Ale Los Angeles to inna mentalność, zawsze większe oczekiwania niż gdzie indziej, więcej pieniędzy wydanych niż gdzie indziej, a Sixers liczyli się z ryzykiem ściągając Bynuma. Dlatego to w LA przeżyli największe rozczarowanie.

Lakers mieli być pewniakiem do mistrzostwa, chcieli również pozyskać zawodnika, który po odejściu Kobe Bryanta na emeryturę będzie ich przyszłością. Ale magia Howarda w LA prysła i po tym jak Lakers ledwo awansowali do play-offs, a w nich zostali zmieceni przez San Antonio Spurs, nie wiadomo teraz czy najlepiej nie będzie po prostu dać Howardowi odejść. Podobnie zadania są podzielone o przyszłości Bynuma w Sixers.

Iguodala w NuggetsDenver Nuggets po pozyskaniu Andre Iguodali długo się zgrywali, ale osiągnęli najlepszy finisz sezonu w lidze i awansowali do play-offs z trzeciego miejsca. W pierwszej rundzie byli niesamowicie bezbronni przeciwko Warriors, przegrywając z niżej rozstawionym rywalem 2-4. Była to dziewiąta porażka Nuggets w pierwszej rundzie w ostatnich dziesięciu sezonach!

W Orlando mają za to powody do zadowolenia. Transfer, który miał im jedynie pozwolić skończyć szopkę z domagającym się odejścia Howardem, dał im eksplodującego Nika Vucevica (13.1 ppg, 11.9 rpg), który okazał się lepszym centerm niż dwójka gwiazdorów z Lakers i Sixers razem wziętych. Magic mają z kim wiązać przyszłość.

Lakers mają teraz twardy orzech do zgryzienia, Sixers pewnie mimo wszystko zdecydująsię podpisać wielomilionowy kontrakt z kotem w worku i jedno co wydaje się pewne to stwierdzenie, że transfer który wyglądał zbyt pięknie, by być udanym, w rezultacie wyszedł tylko na papierze.

Powrót do przeszłości: Pierwszy wpis w historii

News opublikowany na Sixers.pl pierwotnie 22 kwietnia 2001 roku. Przypominam go w ramach serii „Powrót do przeszłości”, abyście mieli dostęp do najlepszych i najciekawszych tekstów z historii tego serwisu. Informacja: To nie dokładnie pierwszy news, ale pierwszy napisany po opublikowaniu strony w Internecie. Wcześniej napisałem hurtowo kilka „zapychaczy dziur” o najważniejszych wydarzeniach sezonu 2000/01, aby na starcie strona nie była pusta.

W pierwszym tegorocznym meczu play-offs Philadelphia uległa Indianie 78-79. Jeszcze na 2.9 sek. przed końcem meczu Sixers wygrywali, jednak wtedy Reggie Miller trafil za trzy. Allen Iverson próbował jeszcze przechylić szalę zwycięstwa dla Philly, nie starczyło mu już na to czasu. Został faulowany przez Millera, ale przewinienia nie odgwizdali sędziowie. W sezonie zasadniczym drużyny te rozegrały przeciwko sobie trzy mecze, wszystkie wygrane przez 76ers. Doskonałe spotkanie rozegrał Dikembe Mutombo – 12 punktów, 22 zbiórki. Gorzej poszło Iversonowi – tylko 16 punktów oraz 7 asyst. Najlepszym strzelcem Sixers był Aaron McKie – 18 „„oczek”. W Pacers wyróżnili się Miller i Jalen Rose – po 17 punktów. Mecz numer dwa rozegrany będzie w nocy z wtorku na środę.

Powrót do przeszłości: Wywiad z Wojciechem Michałowiczem

Wywiad przeprowadzony przeze mnie i opublikowany na Sixers.pl pierwotnie 2 maja 2007 roku. Przypominam go w ramach serii „Powrót do przeszłości”, abyście mieli dostęp do najlepszych i najciekawszych tekstów z historii tego serwisu.

Wojciech MichalowiczWojciech Michałowicz, dziennikarz Canal+. Ukończył AWF ze specjalizacją koszykarską oraz równolegle Uniwersytet Warszawski na kierunku dziennikarskim. Po studiach rozpoczął praktykę w telewizji. Po 20 latach pracy w zawodzie dziennikarza ma na koncie między innymi 8-letnią współpracę z „Gazetą Wyborczą” oraz takimi czasopismami jak: „Sztandar Młodych”, „Przegląd Sportowy”, „Sport katowicki”, „Sport Review”, „Mecz”, „Basket”, „Piłka Nożna +” oraz wieloma, wieloma innymi. Od blisko 16 lat zajmuje się komentowaniem spotkań w telewizji. Dzisiaj każdy kibic kojarzy jego głos ze stacji Canal+ Sport, dla której realizuje mecze NBA, NFL oraz Euroligę. Zapraszamy do lektury wywiadu, który Pan Wojciech zgodził się udzielić specjalnie dla serwisu Sixers.pl.

 

Już od ponad 10 lat komentuje Pan mecze NBA. Jak to wszystko się zaczęło?

Zaczęło się to bardzo dawno, ponad 20 lat temu. Byłem wtedy młodym, początkującym dziennikarzem w „Przeglądzie Sportowym” i napisałem artykuł o finale 1987 roku, to był pamiętny finał Lakers – Celtics, porywająca rywalizacja, siedem meczów chyba, czy sześć. Pisałem, gdzieś tam dorywając się do kaset wtedy dochodzących do wąskiego grona osób. Artykuł czekał od czerwca i ukazał się dopiero we wrześniu, na dzisiejsze miary nie do pomyślenia.

Czy łatwo było otrzymać pracę w telewizji? Pamięta Pan swój debiut? Jak duży stres temu towarzyszył? 

To też była dosyć odległa historia, jakby spojrzeć z perspektywy czasu. W ogóle po raz pierwszy w telewizji, jedynej wtedy, na Woronicza, pojawiłem się podczas studiów dziennikarskich. To był bodaj rok 1987, tam jako praktykant robiłem różne drobne rzeczy. Natomiast w roku 1989 dostałem propozycję od Włodka Szaranowicza i pamiętam, że razem komentowaliśmy finały 1990, czyli Detroit Pistons – Portland Trail Blazers. Ale to był też paradoks, że te finały wcale nie robiliśmy w czerwcu, tylko robiliśmy jako prezent na Święta Bożego Narodzenia w 1990 roku, czyli w grudniu.

I ten właśnie moment może Pan zaliczyć jako początki kariery, jako samodzielny start?

W zasadzie tak, bo to było pierwsze komentowanie meczów NBA. To wyglądało wtedy zupełnie inaczej, bo komentowało się ileś tam miesięcy po. Trudno nawet porównać do chwili obecnej, kiedy mamy do tego powszechny dostęp. Wtedy to było właściwie absolutne święto, jak ktoś widział jakiś fragment spotkania, czy nawet gdy jakieś kasety docierały z odległych lat czy sezonów. Pamiętam wielkim problemem było na przykład przegrywanie z taśm NTSC na kasety PAL, jakie były w Europie. Jedyne takie miejsce też było bodaj na Woronicza, to się odbywało takim trochę, że tak powiem, sposobem nieoficjalnym. Także naprawdę trudno porównać.

Dzisiaj już chyba lata świetlne od tego czasu minęły?

Tak, no właśnie. Ale to dobrze, to dobrze, no bo w końcu ten świat jest otwarty, na wszystko.

Obecnie zajmuje się Pan już nie tylko NBA, ale również WNBA i NFL stając się powoli specjalistą od sportów amerykańskich, a do tego dochodzą jeszcze rozgrywki Euroligi. Komentowanie i oglądanie której z tych lig sprawia Panu największą przyjemność?

Każda ma swoją specyfikę. NFL wynikło w ogóle z tego, że jeździłem do Stanów i oglądałem mecze NBA i na przykład tuż obok hali New Jersey Nets jest stadion nowojorskich Giants. Miałem okazję być kiedyś na jednym meczu, do dzisiaj zresztą na jedynym meczu NFL na jakim byłem na żywo. No i od tego się zaczęło. Poza tym przebywałem w Stanach czy Kanadzie. Każde niedzielne popołudnie zaczynało się od oglądania trzech meczów NFL, to tak wyszło. Poza tym pracę w jednej ze stacji sportowych w Polsce dostałem wcale nie dlatego, że ktoś wiedział, że ja się interesuje koszykówką, tylko troszkę tak paradoksalnie, że zajmowałem się też hokejem NHL. A to z tego względu, że ta stacja nie miała wtedy praw do koszykówki i te prawa przyszły wtedy ze mną. A zaczęło się właśnie od tego, że zostałem wytypowany jako ktoś, kto potrafi sobie poradzić z meczami NHL.

Co do zaangażowania w każdą z tych dyscyplin, one są w pewnym sensie pokrewne. WNBA i NBA to wiadomo, że to jest jakby brat i siostra. Natomiast Euroliga – z satysfakcją to robię, bo od tego zaczęła się przygoda z wielką koszykówką. To był początek lat 90-tych, kiedy zacząłem jeździć na wszystkie imprezy europejskie, światowe, Mistrzostwa Europy, Mistrzostwa Świata i miałem okazję też bywać na Final Four jako jeden z pierwszych dziennikarzy, także dobrze, że to wszystko razem się zebrało w jednym miejscu i jednocześnie się uzupełnia. Euroliga to natomiast taka europejska NBA.  (więcej…)

76ers właścicielami 87ers

Ten dziwny obrazek poniżej to nie robota w Photoshopie, tylko logo drużyny Delaware 87ers, należącej do NBA D-League. 76ers zakupili właśnie 87ers, stąd pomysł na taką nazwę, nawiązujący do historii USA.

Delaware 87ers

Dla mniej zorientowanych – 76ers bo w 1776 roku w Philadelphii podpisano Deklarację Niepodległości, 87ers bo w 1787 roku w Delaware po raz pierwszy ją ratyfikowano.

Ciekawostka: Sixers są dopiero szóstą druzyną w NBA, będącą samodzielnym właścicielem klubu D-League (po Spurs, Lakers, Thunder, Warriors i Cavaliers).

Zostaje czy odchodzi?

Philly.com pyta kibiców, których zawodników chcą widzieć w składzie za rok, a których nie. To tylko zabawa, bo niełatwo o transfer, a kontrakty zobowiązują, czasem trzeba wybrać też lepsze zło. Ale wyniki dosyć sprawiedliwie oceniają miniony sezon. Pod tym adresem ankieta, ale równie dobrze można wyrazić swoje zdanie tutaj…

Andrew Bynum
Odchodzi: komentarz chyba zbędny.
Evan Turner
Odchodzi: cierpliwość stracona po kolejnym bardzo nierownym sezonie.
Spencer Hawes
Zostaje: świetne ostatnie dwa miesiące, trudno o tak wszechstronnego podkoszowca, który umie podawać.
Nick Young
Odchodzi: miał być lepszą wersją Lou Williamsa, a był gorszą.
Jason Richardson
Odchodzi: starość nie radość…
Kwame Brown
Odchodzi: samo zatrudnienie go było błędem.
Royal Ivey
Odchodzi: miewa swoje przebłyski, ale łatwo o lepszego zmiennika na tą pozycję.
Charles Jenkins
Odchodzi: bo po co go zatrzymywać?
Justin Holiday
Odchodzi: bo lepszy drugi Holiday ;)
Jrue Holiday
Zostaje: to wokół niego budujemy ten zespół.
Thaddeus Young
Zostaje: równa gra, wysoka etyka pracy, walczy w każdym meczu.
Dorell Wright
Zostaje: przydatny, ale jak odejdzie to nikt nie będzie po nim płakał.
Lavoy Allen
Odchodzi: chyba, że zabraknie innych kandydatów na tą pozycję.
Damien Wilkins
Zostaje: niezbędny weteran w szatni i na boisku, mecze jako starter w drugiej połowie sezonu udane.
Arnett Moultrie
Zostaje: ma potencjał, który miejmy nadzieje wykorzysta.

Plotki, plotki…

Każdy musi mieć kiedyś wakacje, akurat pechowo w trakcie moich wiele działo się w Sixers… W telegraficznym skrócie:

Doug CollinsNie mogłem napisać o zwolnieniu trenera Douga Collinsa, ale zakładam, że wszyscy już o tym wiedzą. Może nie tyle o zwolnieniu, bo oficjalnie mowa o „rezygnacji ze stanowiska”. Tylko kto w to wierzy? Collins twierdzi, że zaplanował odejście już w grudniu zeszłego roku i nie chce już nigdy być trenerem w NBA (w to jeszcze trudniej uwierzyć) ale tak naprawde zostaje w Sixers na kolejny rok jako konsultant. To wynik kompromisu z Joshuą Harrisem, który dzięki temu zapłaci Collinsowi „tylko” 2 miliony dolarów z ostatniego roku jego kontraktu (wartego 4 miliony). Niezły interes. Tak czy inaczej, bilans Collinsa w Sixers to 110-120, co daje mu 442-407 w całej karierze trenerskiej.

Jakby ktoś pominął, zwolniony został ze swojego stanowiska odszedł również prezydent klubu, Rod Thorn. Także on przez kolejny rok będzie konsultantem w Philly. Konsultantów nigdy za mało dla świeżo upieczonego właściciela klubu NBA, zarządzanego przez GM-debiutanta Tony’ego DiLeo…

Andrew BynumNiestety wbrew radom lokalnych mediów, wbrew fanom jasno wyrażajacych się w różnych ankietach, Harris upiera się, że latem będzie próbował zatrzymać Andrew Bynuma. Bo to „zawodnik z top15 w lidze”. Harris stwierdził nawet, że jeśli mógłby cofnąć się w czasie, ponownie wykonałby transfer, w którym zyskał chorego na kolana zawodnika, tracąc Nika Vucevica. Może miał na myśli top15 kontuzjogennych gwiazd w NBA?

Stanowisko trenera w Philaelphii jest wolne, a bez pracy wiele znanych nazwisk, ale nieoficjalne przecieki mówią o tym, że żaden z byłych trenerów szukających pracy nie chce mieć nic wspólnego z Sixers. Głównie z powodu bałaganu w zarządzie klubu i z powodu mało doświadczonego generalnego menedżera, który po wtopie z Bynumem nie jest godny zaufania. Zespół się jednak nie poddaje i planuje zaprosić na rozmowy m.in. Mike’a Browna, Nate MacMillana, Stana van Gundy’ego, Briana Shawa czy Mike’a Malone’a.

Wiele źródeł związanych z ligą mówi, że asystent Michael Curry będzie miał wzięcie na stanowisko głównego trenera w innych drużynach. Na razie Sixers dali mu zgodę na rozmowy z zainteresowanymi. Doug Collins stwierdził, że chętnie wdziałby w nim swojego następcę. Oby nie była to jego pierwsza rada jako konsultanta…

Evan Turner chce dalej grać dla Sixers, bo mimo gorszych spotkań jest tu ze swojej gry zadowolony. Twierdzi, że jego nazwisko jest już coś warte w NBA, dając do zrozumienia, że w razie czego będzie miał gdzie grać. Oby miał…

Allen IversonZ innej beczki: udostępniono ponad 600 stron akt rozwodowych Allena Iversona. W nich głównie o wieloletnich problemach alkoholowych byłego gwiazdora Sixers, z którymi próbowała walczyć jego ex-żona Tawanna. Z powodu pijaństwa AI ponoć przychodził z kacem na treningi, opuszczał spotkania z dziećmi lub zostawał ich bez opieki. Próbując wrócić do NBA nie przyszedł na treningi sprawnościowe, jakie miał mu zorganizować były trener Michaela Jordana i Kobe Bryanta. Iverson będzie musiał się dzielić z Tawanną połową zysków jakie daje mu (i będzie dawał do końca życia) Reebok. W tej chwili ponoć trudno się z nim skontaktować, chociaż żyje jakby dalej był bogaty. Martwią się o niego najbliżsi przyjaciele (trenerzy Thompson, Brown i Karl, a nawet Pat Croce), a były kolega z drużyny i prywatnie także przyjaciel Roshown McLeod stwierdził wprost, że „on z hukiem uderzył w dno, ale nie zdaje sobie z tego sprawy”.