O jeden krok za daleko…

TankowanieZapewne większość z nas kibicuje Sixers z powodu Allena Iversona. Ale tylko podczas pierwszych sezonów mogliśmy obserwować sukcesy drużyny prowadzonej przez AI. Pozostałe sezony to zmaganie się z niekompetencją Billy’ego Kinga, który nie potarfił zbudować drużyny wokół tak specyficznego zawodnika. Następnie nietrafna polityka Eda Stefanskiego, zwieńczona błędnymi decyzjami trenera Douga Collinsa, za którego kadencji bezsensownie straciliśmy wartościowych zawodników robiących teraz karierę w NBA. Następnie nieudany eksperyment z Andrew Bynumem.

Nie można powiedzieć, że Sixers nie próbowali, że nie byli aktywni. Starali się wyrwać się ze środka tabeli, ale nie udawało się przez lata wszystkimi możliwymi sposobami. Dlatego śmiały plan Sama Hinkiego, zakładajacy bezczelne „tankowanie”, został tak łatwo zaakceptowany. Nie tylko przez kibiców Sixers na całym świecie, ale także przez miejscowych fanów z Philadelphii, którzy na mistrzostwo czekają od 1983 roku. Oni nie mają lekko – bo filadelfijskie drużyny z pozostałych amerykańskich lig zawodowych także od lat zmagają się z niepowodzeniami. Philadelphia powoli stawała sie symbolem sportowego dna, dlatego wszyscy zgadzali się na zejście Sixers poniżej poziomu mułu, by móc odbić się i wreszcie osiągnąć upragniony sukces. „Tankowanie” było ekstrenalnym, ale jedynym wyjściem.

Od obecnego sezonu sytuacja zmieniła się diametralnie, bo Hinkie poszedł o jeden krok za daleko. Co innego „tankować”, a co innego stać się pośmiewiskiem ligi i w ogóle całej Ameryki. Co innego sprawdzać młode prospekty, a co inego wypełnić skład zawodnikami, których za rok w NBA już nie będzie. Eric Bledsoe powiedział ostatnio, że jego uniwersytecki zespół z Kentucky pokonałby Sixers w serii best-of-seven. Jeden ze skautów przyznawał, że Sixers są tak żenujący, że gdy gra się przeciwko nim, trzeba spoglądac na notatki, by rozpoznać zawodników na parkiecie. Mama K.J. McDanielsa publicznie skrytykowała klub za „żałosne próby przegrania największej możliwej ilosci spotkań, przez co jej syn nie jest wypuszczany na parkiet”. Frustracja Cartera-Williamsa odbija się negatywnie na jego grze, a Nerlens Noel stracił wiarę w siebie i wyraźnie notuje skoki formy i zaangażowania na boisku.

Co najważniejsze, „tankowanie” drugi rok z rzędu jest zupełnie niepotrzebnie. Rok temu przegrywanie miało sens: czym więcej porażek, tym więcej szans na wysoki numer w najlepszym od dekady drafcie. Sixers skończyli z numerem trzecim, stracili szansę na Andrew Wigginsa i Jabari Parkera. Wybrali Joela Embiida i Dario Sarica, dwa wielkie talenty, których jednak nie zobaczymy w grze odpowiednio przez sezon i dwa sezony. Takie wybory w drafcie mocno przedłużyły proces przebudowy. Dlatego teraz Sixers liczą na draft 2015, który nie dość, że nie będzie w połowie tak mocny jak ostatni, to na dodatek czołowe prospekty to podkoszowcy, których Sixers nie potrzebują.

Jeśli Sixers byliby w tym sezonie mocniejsi i stracili 25% szans na numer jeden w drafcie, to prawdopodobnie wyszłoby im to na dobre. I tak nie mieliby szans na tyle wygranych, by opaść w drafcie zbyt daleko. Mogliby przynajmniej wybrać kogoś na najbardziej „dziurawą” pozycję, czyli SG lub SF, zamiast znowu brać najlepszego dostępnego zawodnika (czyli prawdopdoobnie centra) i zastanawiać się, co zrobić z trójką podkoszowców składzie. Za to te 5-10 wygranych więcej oszczdziliby frustracji zawodnikom, oszczędziłoby wstydu i złej prasy całej organizacji Sixers. Na zmiany nie jest jeszcze za późno…

  • K.J. McDaniels gra ostatnio po kilkanaście minut, chociaż jest jednym z najjaśniejszych elementow zespołu. Tylko dwukrotnie zagrał w wyjściowej piątce, gdzie jego miejsce.
  • Wyjściowych składów mieliśmy już niemalże tyle, co spotkań. Starterami byli nawet Chris Johnson (później zwolniony) i Sampson (potem zaliczył NBDL), chociaż za nami zaledwie 14 gier. Noel gra na centrze, ale dwukrotnie wyszedł jako silny skrzydłowy. Pod koszem czasem Sims, czasem Davies. Nigdy nie wiadomo, czy Wroten będzie rozgrywajacym czy rzucajacym obrońcą, czy starterem, czy rezerwowym. Należy jasno zdefiniować skład pierwszej piątki i nie zmieniać jej przez dłuższy okres.
  • Sixers pilnie potrzebują weteranów, ale przy każdej wymianie natychmiast ich zwalniają, zatrzymując tylko wybory z przyszłych draftów. Pozbyli się lekką ręką Keitha Bogansa i Marquisa Teague’a (dobrze, żaden z niego weteran, ale i tak rozegrał więcej spotkań, niż połowa składu). Ponoć mają pozyskać Andrei Kirilenko, którego też chcą zwolnić. Z kolei jedyny weteran w drużynie – Jason Richardson – zapowiada powrót, ale Sixers na ten temat milczą. Oczywiste jest, że Sixers chcą testować młodzież, ale łatwo wymienić kilku ich graczy, którzy na pewno po tym sezonie zostaną zwolnieni, więc zastąpienie ich weteranami, od których reszta będzie się uczyć, nie wpłynie negatywnie na rozwój tych najbardziej utalentowanych.
  • Debiutant Jerami Grant nie postawił nogi na parkiecie w tym sezonie, z powodu chyba najdłużej leczonej skręconej kostki w historii. Czas wrócic do gry…

 

Sam HinkieSam Hinkie tego nie widzi. Sprawia wrażenie, jakby stracił kontakt z rzeczywistością, albo zupełnie pominął „element ludzki”. Tym samym wystawia swój własny, dobry plan na coraz wieksze ryzyko. Co będzie, jeśli sfrustrowany przeniesieniem do rezerw K.J. McDaniels po tym sezonie zechce odejść do innego klubu, nie zważając na kwestie finansowe? Co, jeśli Carter-Williams pójdzie w jego ślady, przy pierwszej możliwej okazji? Jeśli Nerlens Noel jednak bardziej będzie nadawał się na centra (na co na razie się zanosi) i Sixers będą musieli zrezygnowac z niego, lub z Embiida – przebudowa ponownie przedłuży się i wtedy kolejni zawodnicy będą chcieli uciec z Philadelphii? Co jesli tragiczne wyniki i reputacja nieustannie tankujących sprawią, że do Sixers nie będa chcieli przyjść żadni wartościowi wolni agenci? Sam fakt posiadania najnowocześniejszego centrum treningowego, które w przyszłym roku zostanie ukończone, nie wystarczy.

Przyznam, że sam byłem wielkim zwolennikiem planu Hinki’ego. Popierałem „tankowanie” w sezonie 2013/14. Ale teraz Hinkie poszedł o krok za daleko i na horyzoncie zaczynam wyraźniej widzieć katastrofę, niż sukces. A na następnego menedżera i kolejną przebudowę nikt już nie ma ani siły, ani cierpliwości.

  

Furkan Aldemir wkrótce w 76ers!

Wreszcie dobra wiadomość z Philadelphii! Wybrany w drafcie 2012 roku skrzydłowy Furkan Aldemir zerwał kontrakt z tureckim Galatasaray i na dniach dołączy do 76ers. „Gra w NBA była jednym z moich największych marzeń, tak jak każdego innego koszykarza. W ostatnich dniach nastąpiły sprzyjajace warunki, by to marzenie zrealizować” – oświadczył zawodnik.

Aldemir nie błyszczy w ataku, ale to prawdziwa maszyna do zbierania piłek. W Turcji zdobywał 8.5 ppg, 9.6 rpg i 1.4 bpg w zaledwie 23.6 minuty gry. Co ciekawe, więcej niż połowę zbiórek notował na atakowanej tablicy.

Kontrakt ma być tradycyjnie 4-letni z dwoma zagwarantowanymi sezonami. Sixers muszą zwolnić miejsce na Aldemira, prawdopodobnie padnie na JaKarra Sampsona. Poza USA grają jeszcze Dario Saric, Jordan McRae i Arsalan Kazemi, do których Sixers mają prawa.

  

Knicks – Sixers 91:83

Mimo przegranej mamy pierwszy pozytyw od długiego, długiego czasu. Jest nim dobry występ Nerlensa Noela, który tym razem nie wyglądał na załamanego porażkami i bezsilnego na parkiecie, jak to miało miejsce w kilku ostatnich spotkaniach. Noel zdobył 17 punktów i 12 zbiórek (rekordy kariery) oraz 2 asysty, po przechwycie i bloku.

Niestety na drugim biegunie znalazł się Michael Carter-Williams, którego frustrację prawdopodobnie widać z Księżyca, razem z Chińskim Murem. MCW myślał tylko o sobie, nie kreując kolegów, na dodatek niewiele trafiał. Skończyło się to 9 punktami (4/13 z gry), 4 zbiórkami, zaledwie 1 asystą oraz 4 stratami.

Sixers przegrali 13 mecz i liczymy dalej… Do wyrównania rekordu klubowego pozostały dwie porażki, do wyrównania rekordu NBA zaledwie pięć.

Sixers rozmawiają z Nets

Nets chcą się pozbyć dwóch Rosjan: narzekającego na brak gry Andrei Kirilenko (27 minut w całym sezonie) oraz Sergey’a Karaseva. Sixers bardziej zależy na wyborach w drugich runach draftu, więc jeśli do transferu dojdzie, to najpewniej natychmiast zwolnią Kirilenko. Niestety.

  

Kultura korozji w klubie Sixers

Prawie nigdy na Sixers.pl nie tłumaczymy całych artykułów z zagranicznych portali, ale tekst Boba Cooneya z Philly.com jest tak trafny, że warto przeczytać go w całości.

Brett Brown & Sam HinkieW klubie 76ers mamy poważny konflikt. Nie chodzi o konflikt pomiędzy kierownictwem i trenerem, trenerem i graczami, albo pomiędzy dwoma graczami. Nie, największy konflikt obserwujemy teraz w aspekcie kulturowym. To walka pomiędzy kulturą, jakiej trener chce dla swojej młodej drużyny i dla rozwoju zawodników, a toksyczną kulturą jaką kierownictwo klubu zagwarantowało dla składu, który w większości nie należy nawet do NBA.

Plan jest znany, nikt tego nie ukrywa. Przegrywamy teraz, zbieramy zawodników z draftu. Zbieramy drugorundowe wybory draftu, które wykorzystamy w przyszłości. Przyszłości, którą Sam Hinkie widzi w różowych kolorach wraz z przyjściem takich zawodników jak Joel Embiid, Dario Saric i ktokolwiek inny, kogo wybierze się w następnych draftach.

W międzyczasie trener Brown odpowiedzialny jest za trzymanie w kupie nielicznych klasowych zawodników, których posiada: Michaela Cartera-Williamsa, Nerlensa Noela, Tony’ego Wrotena, K.J. McDanielsa, których ma przekonać, skupić na budowaniu kultury wygrywania w przyszłości.

Pytanie brzmi: Jak to zrobić, kiedy utknąłeś w czymś, co można nazwać najgorszą środowiskową porażką w historii sportów zawodowych?

Mieliśmy już wyrównany rekord 26 porażek z rzędu w zeszłym sezonie. Teraz na początek nowego sezonu mamy 12 porażek i liczymy dalej. Ta drużyna wygrała 4 z ostatnich 48 spotkań. Nerlens Noel nigdy nie wygrał jako zawodowiec. Rekord porażek w NBA jest w tym sezonie poważnie zagrożony.

Od wielu cierpliwych kibiców słyszałem: „Jakie znaczenie mają teraz te wszystkie porażki? To część planu. Jeśli to gwarantuje nam wysokie wybory w drafcie, jakie to ma znaczenie?”

To znaczy wszystko. Moze nawet więcej.

Kiedy przekreślamy dwa, może nawet trzy sezony, jest to bardzo bolesne doświadczenie powodujące utratę energii dla kogoś, kto siedzi w samym środku takiego koszmaru.

Symptomy widzimy już teraz. Noel po prostu zagubił się w tym wszystkim już dzisiaj, nie wiedząc nawet jak jego gra pasuje do tej ligi. Z każdą porażką jego pewność siebie jest pogrzebana jeszcze bardziej, tak jak bak samochodu jest coraz bardziej pusty podczas jazdy. Bardzo dobry występ indywidualny mógłby to nieco poprawić, ale takiego występu nie widać na razie na horyzoncie. Zwyciestwo zdecydowanie poprawiłoby morale, ale realistycznie mówiąc nie będzie go conajmniej przez… hmmm… no właśnie?

Carter-Williams, w swojej pierwszej grze po powrocie z przerwy spowodowanej operacją, wyraźnie pokazał poziom swojego zażenowania. To było podczas 53-punktowej porażki z Dallas. Niezależnie jak dużo ma problemów ze swoim rzutem czy stratami, ma jeszcze większe problemy z ukrywaniem swojej frustracji. Przynamniej przez 2/3 swojego debiutanckiego sezonu był otaczany przez rozpoznawalne talenty NBA. Kiedy grał bezpośrednio z obrońcą i musiał podać, mógł znaleźć Thaddeusa Younga, który solidnie kończył akcje, albo niezłego strzelca Spencera Hawesa. A teraz? Większość jego podań ląduje w rękach zawodników, których po tym sezonie nie bedzie już w lidze.

Wcześniej w tym tygodniu podczas spotkania z San Antonio widzieliśmy model drużyny, którą Sixers chcą się stać. Kiedy Tim Duncan wraca do gry po przerwie, celowo biegnie do stolika sędziowskeigo. Kiedy jest na ławce i mamy przerwę, jest pierwszy do przybicia wszystkim piątki. Zawodnicy zawsze wylewają z siebie ostatnie poty, by udowodnic coś tym na ławce. Tony Parker i Manu Ginobili zawsze zbierają wokół siebie najmłodszych, aby pokazać im kulturę Spurs. Nie ma opuszczania głowy, kwestionowania decyzji, niezgody w drużynie. Jest za to wspólny cel, na czele którego stoją przyszli czlonkowie Galerii Sławy, którzy nie musza się wstydzic niczym, co robi ich klub. Pewnie, że osiagnęli oszałamiajacy sukces. Ale nie tylko z powodu własnego talentu. A ich sukces trwa już tak długo, głównie dlatego, że oni wiedzą, jak stworzyć kulturę wygrywania.

„Oni sa podsumowaniem tezy, jak ta kultura działa, kiedy zawodnicy czują, że są częścią czegoś większego niż oni sami, kiedy ufają sobie wzajemnie i wiedzą, że wszyscy na siebie mogą liczyć” – powiedział Brett Brown o swojej byłej drużynie.

Nerlens Noel w swoim debiucieA czy Carter-Williams, Noel i inni czują coś dobrego o kulturze, jaka teraz jest w ich drużynie? Dzień za dniem postawieni są naprzeciw kolosalnym porażkom, często w fatalnym stylu. Stale dostają te same trudne pytania od mediów, treningi są coraz bardziej zwyczajne, a wyciągnięte wnioski coraz bardziej błahe, dopóki nie będzie ostatecznej nagrody – pierwszego zwycięstwa. Ale nawet potem, przed kolejną bolesną serią porażek, będzie już wiadomo, że bezsilność jaka napewno znowu ich spotka, będzie jeszcze cięższa do przełknięcia. Prawdopodobnie najciekawsze w tym sezonie będzie to, w jaki sposób Brown będzie próbował przekonać swoich zawodnikow do tego, by dalej ciężko pracowali i pozostawali pozytywnie nastawieni, ignorując przegrane.

Nawet od niego nie można oczekiwać, że bedzie to robił kolejny rok, chociaż to jedna z nielicznych osób w tym biznesie, u których widać pozytywne nastawienie. Symptomy tego, że mu się nie uda, zaczynają być widoczne już teraz.

Po środowej porażce z Bostonem, Brown powiedział: „Musimy dalej utrzymywać naszych zawodników w wierze, że jeśli nie przestaną się starać, jeśli będą wychodzić na parkiet i inwestować w nasz zespół, wtedy będziemy mieli szansę na wyrwanie kilku zwycięstw, że będziemy w stanie trzymać się razem i dalej rozwijać”.

Brown zna kulturę wygrywania. To część jego DNA po 12 latach spędzonych z San Antonio na zdobywaniu tytułów. Zna wszystkie elementy, które muszą być obecne. Problemem jest to, że tych elementów nie ma w jego nowym domu.

Hinkie zbudował skład, który nie może grać jak równy z równym z nikim w lidze, więc jego dwa okręty flagowe – MCW i Noel – muszą przyzwyczaić się do smaku porażek. Czy to dobra rzecz? Pomyśl o sobie, jakbyś sam musiał mieć takie nastawienie dzień w dzień przez dwa całe sezony, może i więcej. Czy ta dwójka naprawdę może wyciągnąć jakieś pozytywy z tego sezonu? Czy ich rozwój będzie szedł do przodu, czy może wstecz po kolejnych niepowodzeniach?

„Dajcie im czas. To część planu” – powtarzają niektórzy fani.

Tylko kibice Sixers, którzy patrzą na inne prospekty w dalekiej przyszłości, mogą być tak cierpliwi.